Autor: Andrzej Tucholski | 2 kwietnia 2017 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Jak nie zmarnować roku?

Niektórzy są z siebie zadowoleni niezależnie od tego, co zrobią. Niektórym do szczęścia potrzeba trochę więcej. To jest artykuł dla tych drugich. Dla nas. Próbuję odpowiedzieć na teoretycznie proste pytanie: jak nie zmarnować roku?

Marnowanie czasu to wyjątkowo subiektywna sprawa.

Weźmy na przykład ten słynny, arbitralny rok. Od pierwszego stycznia do trzydziestego pierwszego grudnia. Ktoś może w tym okresie spędzić trzysta przyjemnych dni pełnych czytania książek, relaksu oraz interakcji z bliskimi, a jak potem spojrzy na swoje życie wstecz to się załamie, że “nic nie zrobił”.

A ktoś może te same trzysta dni spędzić w paskudnych warunkach, tyrając po dwanaście godzin dziennie, nie mając czasu na żadne hobby, ale jeśli pod koniec listopada jego ukochana przyjmie oświadczyny, to będzie potem do końca życia mówił, że to był super rok.

I weź tu, człowieku, coś podziałaj :)

Wydaje mi się zatem celowe ułożenie pewnych podstaw, o które oprzemy te subiektywne odczucia.

Kiedy czas jest “zmarnowany”?

Kiedy nie zrobimy tego, co chcieliśmy. Kiedy mamy poczucie “rozwodnienia się” w małych pierdołach w przeciwieństwie do zrobienia czegoś dużego. Kiedy nie wypełniamy swoich planów. Kiedy stan końcowy jest podobny do stanu początkowego. Kiedy stan końcowy faktyczny różni się od stanu końcowego wymarzonego. Kiedy “kręcimy się w kółko”. Kiedy trzymają nas w miejscu niepodjęte decyzje. Kiedy każdy dzień przypomina wszystkie inne dni. Kiedy nie jesteśmy zadowoleni ze stałych elementów swojego życia.

Kiedy czas NIE jest “zmarnowany”?

Kiedy tak się nam wydaje :)

OK. Co zatem można zrobić?

Gotowe, proste rozwiązania – jak nie zmarnować roku

Ostrzegam – jak zwykle – że lista ta będzie oparta przede wszystkim o dobre praktyki proponowane od przynajmniej kilkudziesięciu lat (patrz: Seneka, Marek Aureliusz, Ben Franklin, Thomas Edison, Henry Ford, Peter Drucker, Tom Peters i tak dalej, klasyczni bohaterowie moich tekstów) oraz o zdrowy rozsądek. Tak zwyczajnie :)

Wersja trudna, ale super skuteczna

Zig Ziglar miał w zwyczaju mawiać, że jeśli nie lubisz swojej pracy, to przynajmniej możesz polubić siebie, w tej pracy. “Najprostszą” (ale też najtrudniejszą) metodą na nie zmarnowanie roku jest pogadanie ze sobą, rozpoznanie tego, w co wierzysz, co jest dla Ciebie najważniejsze, a potem robienie wszystkiego dokładnie z tym nastawianiem.

Jeśli potem, dodatkowo, zajmiesz się rzeczami, które naprawdę kochasz (tutaj GORĄCO polecam wywiad z Chasem Jarvisem – najlepszy materiał o projektowaniu życia, jaki kiedykolwiek opublikowałem) to w zasadzie “ważne” rzeczy będą się w Twoim życiu działy cały czas. Każda chwila będzie sensowna a decyzje, nawet jeśli strasznie trudne, raczej oczywiste.

Jeśli lubisz zarówno rozwiązania trudne jak i łatwe – dogadamy się. Chodź na newsletter.

Wersja łatwa, ale raczej “na teraz”

1. Zrób cokolwiek. Masz do wyboru nauczenie się jakiejś praktycznej rzeczy, która posłuży Ci resztę życia. Albo wybranie czegoś losowego – łap listę poglądową – tylko po to, by sobie potem udowodnić, że to nie był zupełnie pusty czas. W wielu przypadkach nawet takie małe “kotwiczki” są w stanie podnieść nastrój na tyle, że potem już idzie samodzielnie zaorać resztę problemów :)

2. Uruchom w sobie nowy nawyk. W mojej opinii realne jest wyrobienie w sobie od 4 do 8 nowych nawyków w ciągu roku. Spróbuj. Przygotowałem nawet dla Ciebie listę 25 nawyków, które warto ogarnąć, bo potem jest łatwiej. Dzięki takiemu podejściu być może ten rok nie będzie “przełomowy”, ale zdziwisz się, jak łatwy będzie w efekcie rok kolejny :)

3. Skup się na tym co dla Ciebie ważne i do końca roku zrób jeden ważny krok w tę stronę. To taka trochę naiwna próba “przemycenia” wersji trudnej do punktów w wersji łatwej, ale kto wie. Może mi się uda ;) Zobacz – chcesz kiedyś mieć napisaną książkę? To kup sobie 10 najlepszych podręczników literackich, zapisz się na dwa kursy i obiecaj sobie, że do grudnia napiszesz przynajmniej 3 opowiadania. Każde lepsze od poprzedniego. Czy to SUPER dużo pracy? Nie. Czy dasz radę ją zrobić? Tak. Czy będzie potem duma? A jak! :)

4. Poczuj dumę. Serio. Siądź sobie wygodnie i raz na jakiś czas przejrzyj dotychczasowe rzeczy, które już się wydarzyły. Czasem pomaga samo zorientowanie się, że choć nawet jeśli kurs nadal jest ustalany, to pewien dystans i tak został zrobiony :) Bycie dumnym z siebie to mega ważna sprawa.

5. Wrzuć na luz. Serio. W życiu nie chodzi tylko o osiągnięcia i czasem zwykła drzemka to najlepszy pomysł na świecie.

6. Podejmij niepodjęte decyzje. Pisałem o tym w tekście Zawsze warto podejmować wielkie decyzje, że nawet jeśli nie podejmujesz decyzji, to to też jest decyzja. Jeśli kręcisz się w kółko lub masz poczucie “rozwodnienia się”, na 90% masz problem właśnie z tym aspektem. Wypisz sobie na kartce wszystko co jest nadal nieogarnięte i znajdź w sobie odwagę, by zrobić to, co trzeba zrobić. To trudne, ale każdy jakoś sobie z tym daje radę i tyle. Trzeba się podobnego podejścia w życiu nauczyć. Inne opcje są przerażająco gorsze.

7. Zajmuj się tym, co pasuje do Twoich mocnych stron. To taka mała rada ogólna. Masz poczucie, że rok Ci idzie jak po grudzie? Wytnij z niego niepotrzebne rzeczy (dodatkowe hobby, jakieś pozostałości starych zainteresowań) i poświęć potrójną uwagę temu, co na maksa kochasz. I koniecznie przeczytaj wywiad z Chasem Jarvisem. Dzięki takiemu podejściu nigdy nie będziesz mieć problemów z pewnością siebie.

8. Powtórzę: zrób cokolwiek ;) Serio. Nawet mogę Ci podrzucić jeszcze jedną śmieszną listę z prościutkimi pomysłami. Z mojego doświadczenia 3/4 poczucia, że “łeee, marnuję czas, łeeee” płynie z tego, że po prostu ten czas wydaje nam się pusty. Miewałem już dni, w trakcie których wydawało mi się, że UUU, PĘDZĘ JAK BURZA, a wieczorem wychodziło, że po prostu bardzo brawurowo ochrzaniałem się na fejsie. A bywały dni, gdy przez cały dzień czułem się spokojnie, a potem nagle patrzyłem na 25 zrobionych, całkiem trudnych zadań. Zrób coś. Rusz się. Reszta się ułoży.

9. Opcja radykalna – zresetuj rok. Jeszcze się tak nie zdarzyło, że “zacząłem” rok w styczniu. Naaaaaaaajwcześniej domykam stare tematy pod koniec lutego i jakoś w marcu zaczynam poświęcać większość uwagi nowym projektom. Tak po prostu jest i nie chce mi się z tym walczyć. Lubię ten system :) Dlatego jeśli jest naprawdę dramatycznie marnie – zamknij stary rok na sto procent i po chwili oddechu zacznij nowy, już tak na serio.

Jeśli interesuje Cię skuteczne ogarnianie życia – zapraszam na newsletter!

Podsumowując

Przede wszystkim – punkt czwarty. Czas jest wart tyle, ile nadamy mu znaczenia. Jeśli chwilowo nie ma jak w oczywisty sposób poprawić rzeczywistości, spróbuj pogmerać przy tym, jak ją postrzegasz.

Z jednej strony brzmi to hipisowsko (welp), z drugiej zaś – przynajmniej w moim odczuciu – brzmi trochę jak oszukiwanie. No wiesz, nie możesz odnieść sukcesu, to sobie go wyobraź i gotowe, nie?

Tylko że z mojego doświadczenia (i książek, i studiów, i rozmów z mądrzejszymi ode mnie) wynika, że męczenie się wiecznymi wymaganiami jest skuteczne w naprawdę wąziutkich dziedzinach. Być może przydaje się w sporcie. Być może jest w porządku, gdy selektywnie stosowane w sztuce biznesu. Ale w większości przypadków o wiele mądrzejsze (i zdrowsze!) będzie regularne zwracanie uwagi, że nie, nie jesteś głupszy od innych, nie jesteś wolniejsza od całego świata, nie, nie jestem bez sensu, tylko dlatego, że potrzebowałem dodatkowego kwartału na zamknięcie starych tematów.

Z kim się niby ścigasz, co?

Ktoś pewnie jest szybszy od Ciebie. Nie ma sprawy. Ode mnie też.

Na szczęście w moim życiu liczą się tylko moje wartości i, dziwnym trafem, w nich nie ma nikogo lepszego. Na całej planecie. Uwierzysz, jaki ze mnie kozak, we własne życie? ;)

(No dobra, a przynajmniej się staram.)

Idź i sobie też zbuduj taki świat, w którym nikt inny, nigdy, w żadnym scenariuszu, w żadnym wypadku nie będzie lepszy od Ciebie. I ogarnij dzięki niemu najdoskonalsze rzeczy, które chodzą Ci po głowie.

A potem wyślij mi z niego pocztówkę :)

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 
  • Przez kilka lat z rzędu miałem poczucie, że marnuję czas i stoję w miejscu. Postanowiłem wypisać sobie kilka zagadnień, które chcę zrealizować. Znalazłem jakąś aplikację webową do wysyłania sobie maila w przyszłości i wysłałem te swoje cele. Maila miałem otrzymać pod koniec roku. Okazało się, że zrobiłem wszystko. Mimo to, miałem poczucie, że przecież mogłem więcej… Myślę, że ciężko obiektywnie ocenić tak długi okres czasu.

    • Jakbyś był tak miły i mógł podesłać linka albo nazwę tej aplikacji :) byłabym wdzięczna, pozdrawiam

      • Nie pamiętam już, bo to było kilka lat temu. Pewnie jak wpiszesz w google “mail w przyszłość” to coś znajdziesz :)

    • Ja dlatego nie rozliczam się zadaniowo, not anymore. Znam “przestrzenie” na których chcę się rozwinąć, ale ile się rozwinę, to jest drugorzędne. PRZECIEŻ I TAK SIEBIE ZNAM i wiem, że dam z siebie – danego dnia – maksa. Ja pracuję jako odpoczynek, nie ma sensu bardziej się pałować niż to :)

    • Jak się nazywa ten program?

  • Cześć Andrzej!
    Uwaga na dwa razy punkt piąty :)
    Lista fajna! – brakuje mi tu OKRów do stawiania celów (korzystasz?) oraz “rozpraw się z przeszłością” :) – widzę, że u wielu ludzi pokutuje to, że mieli trudne domy w których ciągle było “za mało” – “piątka? czemu nie szóstka?” i później tacy ludzie pomimo stawiania celów, spinania się, są nigdy z siebie nie zadowoleni i marnują sobie życie w ten sposób. Jest taki moment w życiu, kiedy ludzie muszą się pogodzić z tym, że nie zadowolą swoich obecnych lub nieobecnych rodziców. Ale to dłuższy temat – jestem ciekawy co myślisz i czy też to widzisz.
    Pozdrawiam!

  • 7. Zajmuj się tym, co pasuje do Twoich mocnych stron. – perfekcjonizm to chyba mój największy wróg, dopiero ostatnio zaczynam uświadamiać sobie, jak wiele przez niego tracę. Chcę być idealna i najlepsza we wszystkim, w rezultacie nie mogę dobrze zrobić jednej, konkretnej rzeczy. Ale walczę z tym! :)

  • Paulina Wichrowska

    Pytanie jak zebrać się do napisania pracy magisterskiej – która jest już w połowie skończona – kiedy codziennie brak motywacji do podjęcia tego działania, a terminy zaczynają gonić? Człowiek fantastycznie sobie racjonalizuje powody dla których w danym momencie jest zbyt zmęczony lub zbyt wiele innych spraw ma do załatwienia, a jak się zbierze w końcu to jest noc i trzeba iść spać, bo rano praca..?

    • Usiąść i napisać. To nie jest magia. Po co Ci motywacja w ogóle? Whatever. Puszczasz muzykę, pijesz kawę i codziennie nie wstajesz z biurka jeśli nie ma 5 stron. Wszystko inne zawalasz – to robisz.

      • Paulina Wichrowska

        Pracuję na etacie od 9-17. W domu jestem o 18 i tak codziennie (bez weekendów). Po to motywacja albo jakiś sposób. Pisanie to ostatnie na co mam siłę i ochotę po powrocie :)

        • No to tym bardziej myślenie o motywacji lub liczenie na nią zagwarantuje to, że będziesz się ciągle zmagać z tą pracą. Motywacja – w takim sensie “oo, ciekawe czy mi się chce” – jest bezwartościowa w porównaniu z dyscypliną. W mojej prywatnej opinii to jest największa pomyłka współczesnej branży self-help, ten upór by wszystko stawiać na motywację.

          Motywacja = powód, dla którego w ogóle chcesz tę magisterkę napisać. Ogólny sens działań, zastanowienie się nad wartościami. I NIC WIĘCEJ. Codzienne pisanie, progres, poprawki, redakcja i korekty = dyscyplina. Rzecz nienegocjowalna.

          Sposób = wpisujesz robotę w kalendarz, dbasz o WSZYSTKIE zmienne, które mogą Ci poprawić humor (kawka, muzyczka, wygodne krzesło itp) ale od razu godzisz się z tym, że robisz to dla większego celu niż Twój dobry humor danego dnia i nawet gdy tych zmiennych nie będzie (masz tylko zimną wodę, za oknem fedrują skały a krzesło, nie wiem, trzeszczy) to po prostu siedzisz i pchasz dalej.

          Gdybyś czuła, że coś ciągle wymaga Twojej motywacji z rzeczy “stałych” w życiu – praca, zobowiązania długoterminowe itp – to inaczej bym Ci odpisał. Ale mowa o magisterce. Nie ma szans by pisanie zajęło Ci więcej niż dwa miesiące, włącznie z badaniami. Pogódź się więc z tym, że będzie trudno i wio do wiosny :)

          (A na marginesie – łap godzinny, darmowy webinar w tym zakresie: https://andrzejtucholski.pl/2017/dyscyplina-motywacja-kluczowy-wybor/ )

          • Gosia

            Dzieki za te komentarze. Mam identyczny problem… ale z licencjatem, wiem jak to brzmi. “Pisze” go juz ok 2lata, ne dostalam zadnego terminu od prowadzacego, sama musialam wszystkeigo szukac i sama sobie “pomagac” chociaz nigdy wczesniej nie pisalam licencjatu, nawet nie wiem jak ma wygladac(podeszlam chyba zbyt ambitnie do tematu). Zaczelam nowe studia zaoczne 1,5roku temu, a od prawie 3lat pracuje 8hxdziennie. Generalnie mam jeden weekend w miesiacu wolny a musze skonczyc ta prace w tym roku, a najlepiej w tym miesiacu. Co prawda mam wiekszosc, ale juz rzygam patrzeniem na to.

        • Tak się tylko wtrącę… miałam podobnie. U mnie szło potwornie ciężko, bo z powodu operacji najpierw stworzyłam gniota, którego musiałam poprawiać na mniejszego gniota. Pisanie na nowo tego samego ale inaczej okazało się koszmarne. Jednocześnie jednak jako osoba tworząca sporo fikcji literackiej wiedziałam, że można pisać codziennie. Nawet gdy pozornie cały dzień Cię w domu nie ma. Oczywiście zanim skończyłam, przetestowałam chyba wszystkie sposoby niepisania ;) Teraz żałuję, że było to akurat w okresie mojego niezorganizowania, dziś bym to załatwiła znacznie szybciej i sprawniej.

          Spróbuj wstać wcześniej. Albo lepiej… po prostu wstań. Nawet jeśli będzie to pół godziny, to możesz w tym czasie zrobić notatki z jakiegoś źródła lub dopisać stronę tekstu. Najlepiej wstawać wcześniej o przynajmniej godzinę, to już jest taka porcja czasu, że działanie jest wymierne. Skoro wieczorem i tak już jesteś zbyt zmęczona, to nie pisz wtedy. Po co się męczyć i nie mieć zadowalających efektów, a przez to podcinać sobie skrzydła? Wieczór przeznacz co najwyżej na czytanie źródeł plus ewentualnie notatki na bieżąco. Cała pracę twórczą przerzuć na ranek. Możesz pisać w słuchawkach na uszach. Swoją drogą, nie wiem czemu, ale u mnie na “trans pisania” doskonale działa zapętlenie jakiejś piosenki. Przy drugim lub trzecim razie przestaję zwracać na nią uwagę, więc pogrążam się całkiem w stukaniu na klawiaturze.

          I jeszcze coś – na moment pisania wyłącz wewnętrznego redaktora. Jego praca zacznie się po skończeniu całości. To rada nie tylko ode mnie, ale też od moich koleżanek ^^

    • Shirral

      Miałam tak samo. Ale coś trzeba było wymyślić, więc zaczęłam przekopywać internet, czytając każdy artykuł i oglądając każdy filmik pod tytułem “How to beat procrastination”, aż w końcu, metodą prób i błędów, doszłam do zestawu Habitica + pomodoro technique (tylko bez oszukiwania!) + inni ludzie, z którymi mogę pomidorować wspólnie, żebym po zakończeniu przerwy nie ociągała się z kolejnymi, bo w końcu wszyscy się pilnujemy, choć każdy pracuje nad czym innym – z tym miałam spory problem, w końcu znalazłam ludzi w internecie, przez Habitikę właśnie, a nasze wspólne pracowanie odbywało się o konkretnych godzinach, przez Skajpa ;) + rozpisanie sobie godzinowego planu dnia i pracy – z najważniejszą godziną rozpoczęcia, przerwami i wznowieniem pracy + filmiki Rozwojowca o motywacji i systematyczności + dobre wystartowanie dnia, Andrzej kiedyś o tym chyba pisał, ale jeśli wklepiesz “morning routine” w gugla, znajdziesz całą masę przykładów – po sobie wiem, że jeśli czegoś takiego sobie nie rozpiszę i nie uskuteczniam, a nic mnie rano z domu nie wypędza, potrafię zacząć swój dzień dopiero po x godzinach od obudzenia się, albo nawet, w krytycznych sytuacjach, nie rozpocząć go w ogóle i zmarnować – testuj, szukaj, złóż swój plan pod siebie ;)

  • Ciągle czuję, że marnuje czas, pieniądze czy nawet zdrowie. I tak jak większość punktów nie będzie trudne do wdrożenia, tak z byciem dumną z samej siebie będzie ciężko. Ale, ale! Trzeba spróbować. Andrzej, tekst jak zwykle bardzo dobry, pozdrawiam :)

  • Według mnie bardzo ważne jest też nauczenie się, że odpoczywanie to nie jest marnowanie czasu :) Bo czasem faktycznie drzemka, albo popołudnie na kanapie jest bardzo potrzebne dla ogółu sprawy. Bo jest czas, żeby sobie odetchnąć, być może przemyśleć kilka spraw, albo właśnie całkowicie się od nich odciąć. I wrócić z podwójną siłą :)

    • Yeah. Dokładnie to. U mnie teraz odpoczynek i klarowność umysłu mają priorytet nad wszystkim innym.

      • U mnie dokładnie tak samo. Czasem przychodzi myśl – “cholera, powinnam zająć się czymś pożytecznym”, ale chwilę potem – “haaaalo, pracowałaś już dzisiaj 8 godzin, daj spokój, idź sobie porysuj. Czy coś.”

  • Chyba czekałam na taki tekst, który pojawi się u kogokolwiek. Bo ja niby plany na rok miałam już w styczniu, ale dopiero teraz wiem co jest ważne, a co mniej. Tylko, że mam tę trudność, że czasem wydaje mi się, że masa rzeczy jest ważnych – pisanie bloga, napisanie poradnika, ćwiczenia, a na dodatek jakiś projekt roczny z narzeczonym, pójścia na studia itd. I na dodatek masa małych rzeczy – czytanie innych blogów, czytanie książek, napisanie ebooka i cholera wie co jeszcze. Na szczęście trochę udało mi się ustalić priorytety (w czym bardzo pomógł mi ukochany) i teraz mam zamiar się po prostu na nich skupić.

  • Magda

    Hmmm…”Zrób coś. Rusz się. Reszta się ułoży.”..te słowa to będzie dla mnie ode mnie takie “życzenie-postanowienie” w dniu urodzin…Dziękuję za taki wpis akurat w tym dniu. Mnie samą gubi myślenie pt. “tyle czasu już zmarnowałam, już nic dobrego się w tym roku nie wydarzy”, a przecież jest jeszcze tyle czasu do zagospodarowania. Czas i tak upłynie, ale mogę sprawić, żeby nie przeciekał mi bezsensownie ‘przez palce’…

  • Artur Jezierski

    Tak sobie zaglądam co chwile, na Twój blog. I jestem pod wrażeniem jak potrafisz przekazać wiedzę. Co do tego aby ruszyć się i coś zrobić … To ostatnio doszedłem do wniosku że nie motywuje siebie “złotymi maksami typu jesteś najlepszy, dasz radę” nie pisze skomplikowanych list jak wystartować. Po prostu siadam przy biurku, myślę, tworze, realizuje. (to działa najlepiej).

    Przy okazji Twoje podejście do blogowania, nastawienie oraz praca jaką wykonujesz są godne podziwu.

  • A ja uskuteczniam mieszaninę wersji łatwej i trudnej.
    Z trudnej korzystam prawie cały czas a za łatwa sięgam w chwilach słabości by sobie nie odpuszczać.
    Polecam!

  • Ola

    Najgorzej jest, kiedy otoczenie myśli, że Twój rok jest udany. Właściwie to wszystko na to wskazuje – osiągasz sukcesy, realizujesz postawione sobie cele, rozwijasz się w wielu dziedzinach. A jednak gdzieś tam w środku czujesz, że od kilku lat po prostu śpisz. Może to TYLKO zbyt krytyczne patrzenie na własne działania? Albo… nie dopuszczanie do siebie myśli o PRAWDZIWYCH marzeniach i celach – pójście na łatwiznę i przebywanie w strefie komfortu?
    No dobrze, w takim razie dzisiaj, 4 kwietnia, oficjalnie zaczynam rok 2017 :)

  • Niestety żyjemy w takich czasach, kiedy to, ile dzisiaj zrobiliśmy niekiedy przekłada się na coś w rodzaju naszego statusu społecznego, a żeby nie dać się wplątać w sidła tego systemu należy chyba zastosować filozofię “fuck it”. Każdy z nas zna siebie – jeśli akurat dzisiaj mam ochotę się poopieprzać przy filmie, to czemu mam tego nie robić, skoro wiem, że w normalnym trybie pracy się nie opierdalam. Tak jak mówisz, trzeba najzwyczajniej w świecie wrzucić na luz i dostrzegać potencjał nawet w tych dniach, kiedy oglądamy film czy nie robimy absolutnie nic “produktywnego”. Swoją drogą, czy przez produktywność nie powinno się raczej rozumieć produktywności, służącej nam, a nie naszemu “statusowi”? Bo jeśli tak, to nawet oglądając film jesteśmy produktywni, bo akurat dzisiaj tego potrzebujemy. Gdybyśmy zmuszali się do innych, trudniejszych zadań, byłoby to całkowicie nieproduktywne. :)

    • Piotr Szostak

      Też mam takie wrażenie, że ludzie zapomnieli co oznacza produktywność i komu ma służyć.

  • Ale dobry tekst! Dzięki! Będę do niego wracać w chwilach zwątpienia, czy aby na pewno nie marnuję czasu i czy jestem kozakiem we własne życie :)

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i pokażę Ci różne strategie na ogarnięcie życia. Pogadamy też o kulturze.

Na tym lifestyle'owym blogu eksperckim znajdziesz luźne tematy (seriale) płynnie połączone z pragmatycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Kanał na YouTube jest o tym samym, tylko weselej, bo mogę wymachiwać rękami.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • bezpośredni kontakt do mnie
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, którą potem będzie można z dumą pokazać w raportach.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany, lifestyle'owy blog ekspercki prowadzony od 2009 roku.

Poświęcony jest strategiom na ogarnięcie życia. A także kulturze, no bo jak to tak, żyć bez seriali? W skrócie oznacza to, że artykuły na lifestyle’owe tematy wzbogacone są “w środku” eksperckimi poradami z zakresu optymalizacji obowiązków, psychologii oraz strategicznego podchodzenia do wyzwań. Jeśli przychodzisz do mnie po chwilę wyluzowania, wyjdziesz z nowym pomysłem. A jeśli przychodzisz po rozwiązanie, trochę odpoczniesz :)

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail. W przypadku palących problemów nalegam, by skontaktować się ze sprawdzonym fachowcem legitymującym się wykształceniem i potrzebnymi specjalizacjami. Ci ludzie starali się latami by móc Ci pomóc. Głupio by było teraz im na to nie pozwolić :)

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)