Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny

Czas czytania: około około 5 minut • Fajna codzienność
 

Brakuje mi samodyscypliny by w słowach osiągnąć biegłość godną mistrzów. Starcza mi za to podziwu, by słowa kochać miłością szczerą. Szczególnie, że i do wyrażenia samej miłości są potrzebne. Tylko żeby tego nie popsuł żartobliwy język.

Mój znajomy opublikował niedawno w internecie nieznaną mi wcześniej wypowiedź Janusza Korczaka. Wychowałem się niedaleko domu dziecka, w którym pracował (o jego wspaniałych wychowankach opowiem Wam innym razem), a „Króla Maciusia Pierwszego” noszę w sercu do dzisiaj. Pan Doktor zawsze wydawał mi się szalenie mądrym człowiekiem.

Na szczęście należy też do tych rzadkich, pięknych bohaterów, w których przypadku dowiadywanie się nowych rzeczy tylko pogłębia mit i jeszcze mocniej stabilizuje powstały we wczesnej młodości szacunek.

Słowa te brzmiały:

„Zawsze jak dorosły się krząta, to dziecko się plącze, dorosły żartuje, a dziecko błaznuje, dorosły płacze, a dziecko się maże i beczy, dorosły jest ruchliwy, dziecko wiercipięta, dorosły smutny, a dziecko skrzywione, dorosły roztargniony, dziecko gawron, fujara. Dorosły się zamyślił, dziecko zagapiło. Dorosły robi coś powoli, a dziecko się guzdrze.”

„Niby żartobliwy język, a przecież niedelikatny.”

Pan Doktor pisał o dzieciach, ale wierzę, że tak naprawdę pisał o wszystkich ludziach. To był za mądry człowiek, by dzielić się wnioskiem pasującym tylko do jednej sytuacji.

Po chwili myślenia o tych ludziach przypomniała mi się medialna narracja igrzysk olimpijskich w Rio. Sportowcy-mężczyźni dostawali słowa powszechnie uznawane za neutralne. Robili coś, byli jacyś, coś zdobywali. Sportowców-kobiety wyłącznie od czasu do czasu spotykał podobny przywilej. Częściej traktowano je odrobinę mniej poważnie. Odrobinę mniej zawodowo.

Rzekomo bardziej kobieco.

Robiły coś „figlarnie”. Były „zadziorne”. Walczyły „z charakterkiem”. Po dziesięciu latach katorżniczych ćwiczeń fizycznych i doskonalenia swojego stanu umysłowego dowiadywały się z radia, że są „dzielnymi dziewuszkami”.

Z jakiegoś powodu jedynym, na co zasłużyły, była narracja zdrobniała.

Niby żartobliwy język, a przecież tak umniejszający.

I wreszcie pomyślałem o związkach międzyludzkich. O tej wspomnianej zuchwale we wstępie miłości. Pomyślałem sobie, jak często zdarza się, że jedno traktuje drugie protekcjonalnie. Zdrobniale. Z mniejszą uwagą. Z żartem. Niepoważnie. Umniejszająco.

Jak smutne jest, że gdy jedno „interesuje się” to drugie „ma obsesję”.

Gdy jedno się czemuś „poświęca” to drugie w swoje coś „się bawi”.

Niby żartobliwy język, a przecież tak niszczący.

Lubię zdrobnienia. Lubię spoufalenia. Lubię też słowa brzmiące mniej poważnie, niż wypada. Ale na serniczki i pierożki, tylko gdy płyną z serca życzliwego. A intencje serca czuć w słowach zawsze.

Gdy w związku jedno traktuje drugie złymi słowami, to nie powinno się dziwić, że nie otrzymuje w zamian dobrego traktowania.

Ale to nie wszystko.

Gdy jedno używa tych słów do drażnienia swojego partnera tylko po to by ten czuł się gorzej, mniej, niewystarczająco, niżej, nierówno, źle, niepewnie, biedniej, tak że nie powinien, tak że to nie jego miejsce, tak że to nie jego równe miejsce przy stole decyzyjnym – to to ma nazwę.

Gdy jedno tak traktuje drugie, to to się nazywa szantaż. To się nazywa manipulacja. To się nazywa zachowanie toksyczne, które toczy międzyludzką relację od środka niczym choroba. Toczy i toczy. Aż dotoczy do końca i zamiast relacji zostaje wyłącznie pusta wydmuszka. Martwa pamiątka.

Relacja, miłość, związek, partnerstwo, dawne słowo, dzisiaj już brzmiące obco w ustach, i dwójka ludzi, którzy tak naprawdę już tylko ze sobą mieszkają, czasem dzielą czas, głównie dzielą rachunki, ale na pewno nie chcą więcej dzielić łóżka.

To strasznie smutna wizja, ale lubię sobie myśleć, że wcale nie nieubłagana. Takie procesy można odwrócić. Nadpalony dom idzie odbudować. Zdegradowaną glebę się z sukcesem rekultywuje. Jeśli jedno będzie chciało zadośćuczynić, to wierzę, że drugie ostatecznie – nawet jeśli od razu nie przebaczy – to chociaż wysłucha.

Wystarczy szacunek, moi drodzy.

Wystarczy mówienie na głos o strachu i lęku, by drugiej osobie pozwolić na podejście i pogłaskanie tego lęku za uchem, by choć na chwilę zasnął, choć tak go wszystko boli. Wtedy lęk nie kieruje w decyzjach. Wtedy lęk nie ma władzy. Wtedy budzi się rozsądek.

Wreszcie wystarczy rozmowa. Ale taka, w której używane są słowa mądre.

Niby poważne.

A przecież tak bardzo potrzebne.

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu i strategiem od skuteczności, a także pisarzem i scenarzystą.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, na jeden z moich podcastów, na konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies