Autor: Andrzej Tucholski | 4 lutego 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Rozmowa z samym sobą – jak ją przeprowadzić, dlaczego warto

Każdy z nas regularnie gada z samym sobą. Martwimy się, czy na pewno wszystko będzie okej. Zastanawiamy się, czy wszystko gra. Rozważamy, czy warto iść. Jesteśmy skonfliktowani, czy jednak zadzwonić, czy też nie. To norma. Szkoda tylko, że tak rzadko się na niej skupiamy.

Dialog wewnętrzny to coś, co towarzyszy nam przez całe życie. Nie jest jednak on tematem tego tekstu.

Dzisiaj chcę pogadać z Wami o czymś o wiele ciekawszym.

Introspekcja

Introspekcja to umiejętność spojrzenia „wgłąb siebie” i zrozumienia tego, co tam się dzieje. W uproszczeniu można powiedzieć, że to taka “spokojna, analityczna, obserwacyjna i uczciwa rozmowa z przyjacielem”, tylko że z samym sobą.

To przede wszystkim zdolność do rozpoznania i nazwania swoich stanów psychicznych, myśli, wniosków. Jest podstawą samoświadomości.

W mojej prywatnej opinii jest to jedna z najtrudniejszych i zarazem najcenniejszych umiejętności, jaką może posiąść człowiek.

Dlaczego warto ją trenować?

Znajomość siebie, swoich reakcji, swoich przekonań i strachów i nadziei to jest jedna z najważniejszych rzeczy, które można w życiu pojąć. Sam jestem dopiero bardzo wcześnie na tej trasie, ale gdy czytam książki o wielkich ludziach i biografie to od razu widać, która z postaci „ogarniała” siebie, a która nie.

Znanie siebie uspokaja i daje podstawy pod zaufanie samemu sobie.

Zwiększa świadomość swoich możliwości i ograniczeń. Głaszcze też i przykrywa kocykiem myśli intruzywne oraz daje kostkę cukru ruminacjom, żeby nie przesadzały. Ułatwia się tez dialog wewnętrzny, bo „partner do rozmowy” będzie, po prostu, o wiele mądrzejszy i dojrzalszy, niż opcja dostępna w standardzie :)

Fajnym efektem jest też zwiększona częstotliwość wglądów.

Jak zacząć trening?

Problem z trenowaniem introspekcji jest taki, że ludzie mylnie zakładają, że „przecież się na sobie znają”.

Nie.

Rzadko kto się na sobie zna, a mam też na myśli ludzi, którzy zajmują się człowiekiem zawodowo. Lecenie „na intuicji” to prosta metoda, by często przeżywać spore frustracje. Część z nich może być niebezpieczna.

Dlatego warto po prostu uznać, że siebie też trzeba się nauczyć, tak jak każdej innej osoby na świecie. Tak jak wszystkiego. To jest dobra pozycja startowa i już sama ta myśl może być traktowana za początek treningu.

Co pomaga w pogłębianiu introspekcji?

Przede wszystkim należy analizować siebie i swoje myśli. To w zasadzie najbardziej zdroworozsądkowa rada na świecie, ale nie chciałem jej pominąć. “Męczenie” odruchowych reakcji to drugi krok w tę samą stronę. Trzecim będzie wnioskowanie o powodach.

Zobacz: gdy się wkurzę, mogę uznać, że coś mnie wkurzyło. A mogę też zastanowić się DLACZEGO mnie to wkurzyło lub, nawet lepiej, dlaczego W OGÓLE istnieje u mnie taka reakcja na dany zestaw bodźców. W efekcie mogę na przyszłość podejmować lepsze decyzje, skontrolować przepływ emocji lub ją, np. inaczej zużyć niż na samo rozdrażnienie.

Bardzo pomaga dociekanie i zastanawianie się nawet nad małymi pierdołami. Początkowo to może wydawać się dziwne, z czasem zyskuje na wartości aż staje się po prostu automatyczne. To tak jak z czytaniem map.

Stosując żargon policyjno-biznesowy warto po trudnych momentach życiowych (spór, konflikt) zrobić sobie “debriefing” czyli raczej pozbawione emocji przelecenie przez to co się wydarzyło, przez swoje reakcje, przez swoje myśli, przez dalsze, płynącego z pierwotnego wydarzenia potrzeby i plany. Warto każdy z wypisanych punktów postukać ołówkiem i podkreślić, poprosić na stanowisko świadka i krzyżowo przepytać.

Dobrze jest umieć zadawać sobie pytania. Tak jak pisałem w tekście Życiowa krótkowzroczność, ciekawą metodą jest stosowanie metody 5 Why.

Coraz popularniejszą w ostatnich latach strategią jest wreszcie medytowanie. Cisza pozwala wydobyć rzeczy spod samego serca, z tych najcieplejszych i najrzadziej oglądanych miejsc, do których dostępu nie mamy czasem nawet i my sami. Jest to jednak czynność „eksploracyjna”, pozwalająca lepiej rozpoznać własne emocje, ale nie pomaga jakoś szczególnie z ich zrozumieniem.

Interesującą metodą, choć bardzo prostą, na nazwanie emocji odczuwanych w chwili wyciszenia jest “swobodny zapis” – tuż po otworzeniu oczu lub po powrocie ze spaceru (medytacja to bardziej stan niż ceremonia) weźcie kartkę i przez pięć minut po prostu sobie piszcie. Notujcie to, co przychodzi Wam do głowy. Zero oceniania. Jest to wariacja na temat porannej rutyny budowania kreatywności.

Sami zobaczycie, co fajnego tam się pojawi :)

Introspekcja w podejmowaniu decyzji

Na początek przygody z rozwijaniem własnej świadomości chcę się z Wami podzielić pewną przykładową sytuacją. Wyobraźcie sobie, że szykujecie się do rozmowy z przyjacielem o ewentualnym założeniu wspólnej firmy. Oprócz oczywistych kwestii rynkowych (i tak dalej), jakie pytania WŁASNE dobrze jest mieć ogarnięte przed tym spotkaniem?

Czy to na pewno najlepszy pomysł? Czy wiem, co robię? Czy moje powody są w porządku? Czy szanuję możliwość innej decyzji przyjaciela? Czy nie zrani mnie to? Czy wiem CO powinniśmy zrobić? Czy wiem JAK to powinniśmy zrobić? Czy wiem co i jak zrobię, gdy przyjaciel się nie zgodzi? Czy mam przygotowany plan B i jak się z nim będę czuł? Na ile chcę sprawować kontrolę a na ile chcę partnerstwa?

Te i wiele innych, jak podejrzewam. To nie jest łatwa sytuacja.

Odpowiedź na każde z tych pytań kryje się w udanym zastanowieniu się nad samym sobą.

W prostej, analitycznej rozmowie.

Co jest kluczowe?

Najważniejszą kwestią przy „gadaniu z samym sobą” jest unikanie kokietowania. Może ono przybrać dwie formy. Albo przesadnego optymizmu, albo przesadnego pesymizmu. Pisałem o tym w niedawnym artykule, oba te odchyły są groźne.

W różnych podręcznikach sukcesu przyjęło się przestrzegać, że niebezpieczne jest sądzenie o sobie lepiej, niż w rzeczywistości. To prawda. Bycie przekonanym o swojej nieomylności to bardzo wygodna sprawa dla ego, ale obiektywnie mało praktyczna przy pracy nad sobą. Mogę jednak spróbować logicznej dyskusji (gdyby ktoś chciał), że z dwojga złego, to już lepiej tak.

O wiele gorsze jest sądzenie o samym sobie gorzej, niż jest w rzeczywistości. Wtedy każdy strach staje się czymś śmiertelnym a każda potrzeba – głupią.

Takie podejście do własnego „ja” to świetny start do nerwów, niechęci, wstydu i wrzodów.

Na co BARDZO uważać

Na tzw. “pętle”. Jak będziecie mieli sporo zmartwień to może się Wam w wyniku nadmiernego myślenia włączyć przekonanie, że jest gorzej niż w rzeczywistości. Pamiętajcie wtedy, że spokój to najlepsza strategia na trudne czasy. Że Wasze myśli to, no właśnie, myśli.

To, że myślę teraz o pizzy nie sprawia, że ta pizza istnieje.

Mogę za to spokojnie przemyśleć kiedy ją zamówić. Lub nie, jeśli mam inne cele. Żadna z tych opcji nie jest jeszcze powodem do zmartwień.

Co teraz?

Wszystko zależy od Ciebie. Możesz nadal lecieć na intuicji. Tak jak, strzelam, 99% świata. A możesz też bez mówienia nikomu, po cichu, dla zabawy zacząć trenować własną znajomość siebie. I z czasem widzieć, jak strach mniej boi. Gniew mniej wkurza. Radość bardziej weseli. Spokój skuteczniej wycisza.

Ja zacząłem parę lat temu i nadal nie czuję, że nawet zacząłem. Podobno z czasem jest lepiej.

Jak się kiedyś spotkamy na trasie treningów to przybijemy piątkę.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

Bądźmy w kontakcie:
  • Z rozkoszą przeczytałam ten tekst :) Myśl, że jestem normalna w tym, że zajmuję się sobą, choć coraz mniej mi potrzebna, cały czas cieszy :) Ogromnie spodobał mi się koniec o przybijaniu piątki na trasie treningowej, nigdy o tym nie pomyślałam w ten sposób, a teraz kto wie, może zacznę spotykać innych trenujących :) Dobrze, że o tym napisałeś! Piątka! :)

  • Najbardziej oczywista czynność jaka możemy wykonywać niezależnie od miejsca i czasu. Siłownia, autobus czy krótka chwila przed power napem. Nie jest to łatwe i tak jak napisałeś, wielu myśli ze zna siebie. Ale dopiero gdy zaczynamy sie łapać na swoich rekcjach, dopiero wtedy zaczynamy nawiązywać kontakt ze samym sobą. Ale to dopiero początek.. ;)

  • Ola

    Dla mnie takim niesamowitym bodźcem do introspekcji był Witcher School :D Jak po larpie pisząc pamiętnik postaci skupiałam się na jej emocjach i zaczęłam głębiej zastanawiać dlaczego zachowałam się tak a nie inaczej (pomijając kwestie wynikające z karty) dostrzegłam jak wiele Alfa ma z Oli i dokopałam się do paru naprawdę głębokich mechanizmów, na które wcześniej nie zwracałam u siebie uwagi. Od tamtej pory zaczęłam częściej praktykować taką analizę i stwierdzam, że to naprawdę pomaga ogarniać siebie ;)

  • Andrzej uwielbiam Cie za takie teksty! Wiesz o tym?

  • Chyba najważniejszą rzeczą i zarazem najtrudniejszą jest uświadomić sobie, że no właśnie, że wcale się na sobie tak dobrze nie znamy. W końcu nie tylko pogadanie ze sobą, ale i pokłócenie ze sobą mogą być jak najbardziej okej : )

  • Łukasz Urbańczyk

    Bardzo fajny artykuł :-) Poznaje siebie od kilku miesięcy, sukcesem na pewno jest poradzenie sobie z różnymi niechcianymi stanami emocjonalnymi i wzmocnienie chcianych, jednak wiem że to dopiero wierzchołek góry lodowej. To tylko ułamek jednego procenta w poznaniu siebie, trochę to przeraża, przeczytanie wprost, że po kilku latach jeszcze daleka droga, jednak wiem że te kilka lat to i tak wielka zmiana na plus. Warto spróbować a jak widzi się, że wie się więcej o sobie, lepiej rozumie swoje reakcje, to łatwiej i pewniej iść dalej i głębiej.

  • introspekcja = mindfulness? Ciekawa sprawa. Po przeczytaniu paru artykułów byłam w stanie zapanować nad złością i świadomie zapytać siebie “czy rzeczywiście wkurzenie się w czymkolwiek mi pomaga?”. Wcześniej też prowadziłam ze sobą dialogi “No hej Ewa, stoisz właśnie przed szafką i sięgasz po słodycze, czy rzeczywiście Ci na tym zależy? zdrowe to to nie jest…” I działało. Tak samo można świadomie odmawiać sobie kolejnego piwka czy papierosa. Wymaga treningu, ale stosując pewne świadome przypomnienia daje się to łatwo wcielić w życie. Polecam zerknąć na tę animację: https://www.youtube.com/watch?v=w6T02g5hnT4

  • Moje życie zmieniło się diametralnie od kiedy zaczęłam bardziej świadomie przyglądać się sobie od wewnątrz. Chociaż tak jak Ty, ja również mam wrażenie, że wciąż jestem na początku tej drogi.

  • bozena

    Dzieki,bardzo dobry artykul ,interesujacy :)

  • anon

    czy tylko mnie się wydaje, że czcionka jest za jasna? Męczę się czytając artykuły z powodu słabego kontrastu,

  • Monika Teodorowicz

    Andrzej Tucholski, ja zaczęłam jako nastolatka i też mam wrażenie, że jeszcze dużo przede mną :-) Choć za mną też już wiele :-) Świetny tekst, dla tych którzy zaczynają!

  • Liwia

    Bardzo dobry artykuł.

  • Suska

    Jakaś rada jak nauczyć się 130 pytań z podstaw prawa w dwa dni (żeby umieć śpiewająco) ? :D Próbowałam rozmawiać o tym ze sobą, ale nic nie dało :(

  • I wbrew pozorom to “opanowanie”, które się zyskuje dzięki rozmowie z samym sobą nie ma nic wspólnego z brakiem spontaniczności. Jest wręcz na odwrót! Bo jest i czas, i pragnienie, i zbudowane warunki ku temu, by wreszcie się wyluzować, zamiast tylko wyluzowanie udawać :)

  • Ania Gaworska

    Panie Andrzeju, świetny tekst. Napisany wprost i bez owijania w bawełnę. Moim zdaniem to jest najlepsza droga. Nawiązać ze sobą kontakt. Zastanawiam się tylko nad tym, gdzie pisze Pan o intuicji, na której leci “99% świata”. Moim zdaniem to nie jest intuicja. Intuicja to wyższa szkoła jazdy. To, na czym lecimy to odruchy, bezwarunkowe reakcje. To tak jakby między bodźcem a reakcją nie podejmować decyzji o tym jak chcę zareagować. Natomiast intuicja to potężne narzędzie. Uaktywnia się wtedy kiedy stajemy się bardziej świadomi siebie i mamy ze sobą pełny kontakt. Tak to czuję ;)

    Pozdrowienia
    Ania

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)