Autor: Andrzej Tucholski | 3 listopada 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Cel i droga do celu

Ciężko jest pomylić trasę samochodową do Malborka z samym zamkiem w Malborku. Jedno jest płaskie, asfaltowe i ma krawężniki; drugie za to sterczy z ziemi, jest z cegieł i charakteryzuje się imponującym gdaniskiem. 

Jeśli ktoś powie, że ma ochotę na samo pojechanie na samochodową wycieczkę to pewnie wybierze sobie jakiś dowolny cel podróży i tyle. Nie będzie przejmować się godzinami otwarcia muzeum zamkowego w Malborku. Nie zwróci uwagi na to, czy ta bardziej malownicza trasa przypadkiem nie przeszkodzi w zobaczeniu czegoś na miejscu.

Jeśli ktoś powie, że ma wielką ochotę zobaczyć zamek w Malborku to pewnie pod ten konkretny cel “nagnie” wiele innych rzeczy. Być może pojedzie tam niewygodnym autobusem, byle tylko zdążyć na ostatnie wejście z przewodnikiem. Prawdopodobnie skupi się bardziej na zwiedzaniu, nie na trasie.

Proste?

I tak, i nie.

To zależy o czym rozmawiamy :)

Mylenie trasy z miejscem docelowym

Miałem jakiś czas temu taką koleżankę, która ciągle narzekała, że nie może sobie znaleźć faceta. Regularnie wybierała takich raczej mniej odpowiednich, regularnie ignorowała tych bardziej godnych zaufania. Ciągle kręciło się koło niej kilku fajnych, sympatycznych i nawet odważnych kolesi bo i dziewczyna sama była spoko. Charyzmatyczna, ogarnięta, fajnie się z nią spędzało czas.

Problem polegał na tym, że ona sobie wyobraziła, że wielka miłość zaczyna się w pewien konkretny sposób.

Dobrze wiedziała, czego oczekuje od samego związku. Nie zauważyła jednak, że nie zawsze spektakularny początek związku doprowadzi ją do najlepszej relacji. Pomyliła drogę do celu z celem. Nie było sceny przy ludziach i kwiatów?

To znaczy, że facet nie był odpowiedni.

Osiąganie nie tego, co się naprawdę chce

Bardzo podobny problem serwowałem sobie parę lat temu w kontekście blogowania. Skupiałem się z całej siły na dbaniu o jakość. Na tyle na ile wtedy potrafiłem przykładałem uwagę i starania, by wszystko było najlepiej i najmocniej. Ale oczywiście wskaźniki jakościowe – treść komentarzy, czas na stronie, to, że Czytelnicy regularnie wracali – motywowały mnie mniej, niż wskaźniki ilościowe.

A wskaźniki ilościowe były takie sobie.

I codziennie się frustrowałem, że NA PEWNO robię coś źle, bo przecież “to wszystko powinno rosnąć szybciej”.

No, tak. Rosło.

Tylko że nie w tym celu, który sobie na głos zwerbalizowałem. W kółko osiągałem spore sukcesy w blogowaniu jakościowym. W kółko byłem niezadowolony, że nie wychodzi mi produkcja ilościowa. Kilka długich wiosen mi zajęło pojęcie różnicy i zrozumienie, że można te dwie rzeczy połączyć.

Różne kapelusze

W języku angielskim istnieje takie zabawne powiedzonko jak “changing hats”, zmienianie kapeluszy. W dużym skrócie chodzi o to, że każdy człowiek regularnie pełni różne funkcje. Raz jest pracownikiem w firmie, raz jest studentem na uczelni, raz jest przyjacielem, a raz jest połykającym ogień pod Zamkiem Królewskim sztukmistrzem spektaklu ulicznego.

Razem z każdym kapeluszem pojawia się pewien zestaw oczekiwań, odpowiedzialności i możliwości. A potem ten “kapelusz” zmieniasz na inny, bo wróciłaś już do domu i możesz być sobą, nie musisz myśleć o tamtej prezentacji, i oczekiwania, odpowiedzialności oraz możliwości są zupełnie inne.

Nikt nie zachowuje się tak samo wszędzie

Dopiero niedawno do mnie dotarło, że WEWNĄTRZ DANEJ KATEGORII też można mieć kolejne “kapelusze”.

Nie jestem tylko “blogerem”.

Gdy piszę tekst na bloga to jestem sobie małym, domorosłym “artystą”. Lubię dziwne skojarzenia, lubię czasem poudawać, że napiszę coś pseudopoetyckiego. Cieszy mnie to. Sprawdzam źródła i dbam, by anegdotki dobrze “siadały” razem z treścią. Interesuję się takim zaprezentowaniem treści, by czytanie jak najmniej bolało.

I nie, nie stoi to w sprzeczności z prowadzeniem bloga o dobrych zasięgach.

Po prostu po napisaniu tekstu “zmieniam kapelusz”. Przestaję być Andrzejem-blogerem-napisałbymcośfajnego a zaczynam być Andrzejem-ogarniaczem. Poleruję tekst pod kątem SEO. Dorabiam mu dobrą identyfikację. Zastanawiam się, jak najlepiej ten mój nowy “produkt” pokazać ludziom, by bez żadnego problemu na niego natrafili, by być może podali dalej.

Kręci mnie bawienie się w artystę. Ale czerpię z tego pełnię frajdy dopiero wtedy, gdy później “pomagam sobie” trybem strategicznym, skutecznym, bardzo pragmatycznym. To on daje mi wyniki, które dopełniają w moim sercu motywację płynącą z samej radości tworzenia.

Jedno powoduje drugie, drugie wspiera pierwsze.

Taki balans to podobno bardzo zdrowa sprawa :)

Cel i droga do celu

Wszystko, co jest warte uwagi, powstaje dzięki tytanicznej pracy włożonej w te elementy układanki, które uwagi nie dostają nigdy.

Czasem musisz jechać paskudnym autobusem przez noc, by tylko zwiedzić cały zamek w Malborku. A czasem jedziesz super kabrioletem przez malowniczą autostradę, tylko że dojeżdżasz na miejsce już po godzinach pracy kustosza. Czasem uda Ci się połączyć jedno i drugie, choć nie wykluczam, że będzie to od Ciebie wymagało więcej wysiłku.

Być może bardziej cieszy Cię praca nad czymś, niż późniejszy, ewentualny, efekt finalny.

Albo odwrotnie. Być może znosisz pracę tylko dlatego, że nie możesz się doczekać linii mety.

To od Ciebie zależy, które “kapelusze” lubisz bardziej.

Być może wszystkie.

Być może tylko część.

Dopóki ubierasz się adekwatnie do pogody, wszystko będzie dobrze :)

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 
  • Agnieszka Bielecka

    uwielbiam Twoje przenośnie :D podajesz na tacy trochę rzeczy do przemyślenia, dzięki Ci za to :D

  • Łukasz

    Lubie zakładać kapelusz przyjaciela, choć ludzie (którzy widzą mnie pierwszy raz ) są nadzwyczaj podejrzliwi :) Wielką dumą napawa mnie kapelusz Taty. Taka odpowiedzialność to wielki wysiłek intelektualny ( dla mnie ) ,ale to najpiękniejsze co mnie spotyka w życiu jak do tej pory :).

  • xAkemi

    Bardzo mi się podobał ten wpis :)

  • eM

    Hmm…ciekawy tekst…i jakże prawdziwy… :)
    Niestety bardzo prosto jest pomylić drogę do celu z celem. Chciałoby się żeby i cel, i droga, były równie spektakularne…
    Czasami, tak jak piszesz…droga nie jest spektakularna, a czasami droga jest wooow i tak się nią zachłyśniemy, że nie zauważamy, że ten cel, który sobie stawialiśmy, właśnie przechodzi obok, że właśnie go mijamy, mimo że był tak blisko, mimo że to cel chcieliśmy osiągnąć, a nie drogę…

    Podoba mi się Twoje nawiązanie do związku, do miłości… Bardzo trudno stwierdzić, że to już miłość, że to, co przeżywamy, to właśnie to coś, o czym od dziecka pragnęliśmy…bo przecież powinny być fajerwerki, romantyczna muzyka, kwiaty…a tymczasem jest coś, czego nie potrafimy zdefiniować…coś, co bez spektakularnych efektów wydaje nam się nie być tym Czymś…a tymczasem, to właśnie jest to, to właśnie jest Miłość…:)

  • zuza

    I znowu w punkt! Dodam śmieszną anegdotke, moja mama ostatnio trafiła na którymś z portali społecznościowych na Twój produkt, nie wiem który, Andrzeju, a potem do mnie zadzwonila z pytaniem “a ten Andrzej, to jakiś Twój znajomy prawda? Bo pamiętam, jak mi opowiadałas o nim”. Także tego, jest i fame w rodzinie :)

  • makate

    Bardzo fajny wpis, taki trochę poetycki, ale daje tez konkretne wnioski i wskazówki :)

  • Inspirujesz:) Ciekawe spojrzenie na cel i drogę do celu, chyba muszę przemyśleć swoje plany i o co mi tak naprawdę chodzi, co rzeczywiście chcę osiągnąć:)

  • Agnieszka Dudek

    Andrzeju Tucholski ta zmiana kapeluszy przyciągnęła moja uwagę. Jedno, że jest fajna i mądra, a drugie, że ostatnio mocno interesuję się odzieniem. Oglądam pokazy mody na rok 2017. Są super, polecam. Koniecznie obejrzyj modę męska Versace i Dolce&Gabbana. Oglądałam dziś rano i byłam mega zachwycona. Sama chcę nosić takie kolorowe, brokatowe bluzy:D I wszystkich do tego zachęcam:D

  • Agnieszka Dudek

    Andrzeju Tucholski dobrze też ci zrobi jak obejrzysz modę damska na 2017 rok. Ja oglądałam ostatnio Chanel, Louis Vuitton, Miu Miu, Balmain, Dior, Eva Minge, Tomaotomo, …
    Podejmowanie wyzwań i zakładanie ubrań, których noszenie wcale nie jest łatwe, bo wydaje się zupełnie nie w naszym stylu jest trudne, ale bardzo wspomaga rozwój wewnętrzny. Szybciej stajemy się pewniejsi siebie. Zauważalnie zwiększamy nasze poczucie wartości.
    Andrzeju Tucholski wspomniałeś, że leży ci na sercu podnoszenie jakości pisanych tekstów i zwiększanie liczby czytelników bloga. Eksperymentowanie z modą zdecydowanie pomaga odnosić sukcesy i to w każdej dziedzinie. W końcu zawsze chodzi o odwagę próbowania nowych rzeczy.

  • Swego czasu zacząłem pisać w taki sposób jaki sam chciałbym czytać blogi. Później zwróciłem uwagę na tematy które mnie samego by zainteresowały, ostatecznie postanowiłem wyjść z blogiem na przeciw, jak z ulotkami na miasto. Po prostu, na grupach zapraszać ludzi do bloga, pisać do nich jak do przyjaciół. W tym momencie szukam odpowiedzi na pytanie, co by było gdybym na kilka miesięcy znikną z sieci, czy brak mojej aktywności by kogokolwiek wzruszył. Swojego celu póki co nie znam, ale chciałbym na pewno, aby moje teksty pozwoliły innym poczuć się lepiej.

  • Uogólniając, wychodzę z założenia, że droga do celu jest o wiele bardziej potrzebna niż sam cel. Nawet jeśli nie cieszy tak bardzo, to uczy więcej i pozwala dostrzec rzeczy wcześniej niewidzialne. Taka dygresja mi się nasunęła. Lubię teksty, po których mogę sobie powiedzieć- Tak, dzisiaj udało mi się odkryć kolejną życiową drobnostkę, która być może na coś wpłynie, coś zmieni ;)

  • To, o czym piszesz, fajnie dekonstruuje też stereotyp artysty (którymi przecież wszyscy my, blogujący, w jakimś stopniu jesteśmy). Że musi być taki rozpoetyzowany i natchniony, w pełni skoncentrowany na Sztuce, ale budowanie zasięgów, optymalizacja i marketing to już zupełnie nie jego bajka. I w drugą stronę – że jak ktoś jest konkretny i myśli bardzo ściśle, to na pewno cierpi na tym jego twórczość. Długo myślałam, że w życiu trzeba zdecydować się na którąś z tych postaw i tak jak piszesz na początku, wybrać: albo ilość, albo jakość. Dopiero niedawno dotarło do mnie, że posiadanie takich na pierwszy rzut oka sprzecznych cech nie jest wcale problemem, tylko ogromnym darem, z którego warto – a wręcz trzeba! – zrobić w życiu pożytek :)

  • Świetny wpis! Jak zawsze znakomita robota!

  • Dominik Strzelec

    Tak Andy, mogę tak do Ciebie się zwrócić ? Jeżeli nie to trudno, mi pasuje i pasuje mi do Ciebie, więc walę:). Short komentarz do tekstu powyżej. ja dodałbym jeszcze do ostatniego akapitu, że kiedy na zewnątrz jest zimno to nie należy mówić, że zdałby się szał i czapka i puchówka tylko, że poprostu….No zimno jest😉. A tak zupełnie serio, pomyłka to zbiór informacji. Trzeba tylko umiejętnie je wykorzystać. Ja przeszło 4 miesiace dojrzałem do sytuacji pt Instagram. Tak sytuacji a właściwie stanu umysłu No bo przecież nie komunikatora czy cyberokna na świat 😉. I też borykam się z trudnościami, ale właśnie po przeczytaniu twojego tekstu zrozumiałem, że nie zawsze ta najkrótsza droga jest właściwa myślę tu o followersach.

    I jeszcze jedno: budowanie zaufania przez pomaganie….genialne. Kupuję to.

    Pozdrawiam Cię
    Dominik

  • Bardzo ciekawy wpis! Nawiązując co celu i drogi, bardzo często w swoim otoczeniu zauważam, że ludzie zbyt mocno skupiają się na samym celu, a dokładnie efekcie końcowym. Tak mocno, że gubią się w drodze do niego. Zbaczają, zawracają… Tylko dlatego, że w nosie mają samą drogę, chcą efektu teraz i tu! A skoro go nie ma, to nie warto do niego dążyć, bo po co? Może warto pokochać drogę, żeby móc w pełni cieszyć się celem? :)
    Pozdrawiam!

  • Konrad.

    Andrzej jesteś mistrzem w tym, co robisz. Naprawdę. Przez Ciebie napisany tekst świetnie trafia do mnie. ;)
    Czytając nie uciekam myślami, gdzie indziej… a to już trzeba potrafić, by móc tak przemówić do odbiorcy.

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i pokażę Ci różne strategie na ogarnięcie życia. Pogadamy też o kulturze.

Na tym lifestyle'owym blogu eksperckim znajdziesz luźne tematy (seriale) płynnie połączone z pragmatycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Kanał na YouTube jest o tym samym, tylko weselej, bo mogę wymachiwać rękami.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • bezpośredni kontakt do mnie
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, którą potem będzie można z dumą pokazać w raportach.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany, lifestyle'owy blog ekspercki prowadzony od 2009 roku.

Poświęcony jest strategiom na ogarnięcie życia. A także kulturze, no bo jak to tak, żyć bez seriali? W skrócie oznacza to, że artykuły na lifestyle’owe tematy wzbogacone są “w środku” eksperckimi poradami z zakresu optymalizacji obowiązków, psychologii oraz strategicznego podchodzenia do wyzwań. Jeśli przychodzisz do mnie po chwilę wyluzowania, wyjdziesz z nowym pomysłem. A jeśli przychodzisz po rozwiązanie, trochę odpoczniesz :)

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail. W przypadku palących problemów nalegam, by skontaktować się ze sprawdzonym fachowcem legitymującym się wykształceniem i potrzebnymi specjalizacjami. Ci ludzie starali się latami by móc Ci pomóc. Głupio by było teraz im na to nie pozwolić :)

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)