Cel i droga do celu

Czas czytania: około 7 minut • Fajna codzienność
 

Ciężko jest pomylić trasę samochodową do Malborka z samym zamkiem w Malborku. Jedno jest płaskie, asfaltowe i ma krawężniki; drugie za to sterczy z ziemi, jest z cegieł i charakteryzuje się imponującym gdaniskiem. Cel to nie to samo co droga do celu.

Jeśli ktoś powie, że ma ochotę na samo pojechanie na samochodową wycieczkę to pewnie wybierze sobie jakiś dowolny cel podróży i tyle. Nie będzie przejmować się godzinami otwarcia muzeum zamkowego w Malborku. Nie zwróci uwagi na to, czy ta bardziej malownicza trasa przypadkiem nie przeszkodzi w zobaczeniu czegoś na miejscu.

Jeśli ktoś powie, że ma wielką ochotę zobaczyć zamek w Malborku to pewnie pod ten konkretny cel “nagnie” wiele innych rzeczy. Być może pojedzie tam niewygodnym autobusem, byle tylko zdążyć na ostatnie wejście z przewodnikiem. Prawdopodobnie skupi się bardziej na zwiedzaniu, nie na trasie.

Proste?

I tak, i nie.

To zależy o czym rozmawiamy :)

Mylenie trasy z miejscem docelowym

Miałem jakiś czas temu taką koleżankę, która ciągle narzekała, że nie może sobie znaleźć faceta. Regularnie wybierała takich raczej mniej odpowiednich, regularnie ignorowała tych bardziej godnych zaufania. Ciągle kręciło się koło niej kilku fajnych, sympatycznych i nawet odważnych kolesi bo i dziewczyna sama była spoko. Charyzmatyczna, ogarnięta, fajnie się z nią spędzało czas.

Problem polegał na tym, że ona sobie wyobraziła, że wielka miłość zaczyna się w pewien konkretny sposób.

Dobrze wiedziała, czego oczekuje od samego związku. Nie zauważyła jednak, że nie zawsze spektakularny początek związku doprowadzi ją do najlepszej relacji. Pomyliła drogę do celu z celem. Nie było sceny przy ludziach i kwiatów?

To znaczy, że facet nie był odpowiedni.

Osiąganie nie tego, co się naprawdę chce (czyli źle dobrana droga do celu)

Bardzo podobny problem serwowałem sobie parę lat temu w kontekście blogowania. Skupiałem się z całej siły na dbaniu o jakość. Na tyle na ile wtedy potrafiłem przykładałem uwagę i starania, by wszystko było najlepiej i najmocniej. Ale oczywiście wskaźniki jakościowe – treść komentarzy, czas na stronie, to, że Czytelnicy regularnie wracali – motywowały mnie mniej, niż wskaźniki ilościowe.

A wskaźniki ilościowe były takie sobie.

I codziennie się frustrowałem, że NA PEWNO robię coś źle, bo przecież “to wszystko powinno rosnąć szybciej”.

No, tak. Rosło.

Tylko że nie w tym celu, który sobie na głos zwerbalizowałem. W kółko osiągałem spore sukcesy w blogowaniu jakościowym. W kółko byłem niezadowolony, że nie wychodzi mi produkcja ilościowa. Kilka długich wiosen mi zajęło pojęcie różnicy i zrozumienie, że można te dwie rzeczy połączyć.

(Co do zasady lepiej mieć rozkminiony pomysł na siebie, niż nie.)

Różne kapelusze

W języku angielskim istnieje takie zabawne powiedzonko jak “changing hats”, zmienianie kapeluszy. W dużym skrócie chodzi o to, że każdy człowiek regularnie pełni różne funkcje. Raz jest pracownikiem w firmie, raz jest studentem na uczelni, raz jest przyjacielem, a raz jest połykającym ogień pod Zamkiem Królewskim sztukmistrzem spektaklu ulicznego.

Razem z każdym kapeluszem pojawia się pewien zestaw oczekiwań, odpowiedzialności i możliwości. A potem ten “kapelusz” zmieniasz na inny, bo wróciłaś już do domu i możesz być sobą, nie musisz myśleć o tamtej prezentacji, i oczekiwania, odpowiedzialności oraz możliwości są zupełnie inne.

Nikt nie zachowuje się tak samo wszędzie

Dopiero niedawno do mnie dotarło, że WEWNĄTRZ DANEJ KATEGORII też można mieć kolejne “kapelusze”.

Nie jestem tylko “blogerem”.

Gdy piszę tekst na bloga to jestem sobie małym, domorosłym “artystą”. Lubię dziwne skojarzenia, lubię czasem poudawać, że napiszę coś pseudopoetyckiego. Cieszy mnie to. Sprawdzam źródła i dbam, by anegdotki dobrze “siadały” razem z treścią. Interesuję się takim zaprezentowaniem treści, by czytanie jak najmniej bolało.

I nie, nie stoi to w sprzeczności z prowadzeniem bloga o dobrych zasięgach.

Po prostu po napisaniu tekstu “zmieniam kapelusz”. Przestaję być Andrzejem-blogerem-napisałbymcośfajnego a zaczynam być Andrzejem-ogarniaczem. Poleruję tekst pod kątem SEO. Dorabiam mu dobrą identyfikację. Zastanawiam się, jak najlepiej ten mój nowy “produkt” pokazać ludziom, by bez żadnego problemu na niego natrafili, by być może podali dalej.

Kręci mnie bawienie się w artystę. Ale czerpię z tego pełnię frajdy dopiero wtedy, gdy później “pomagam sobie” trybem strategicznym, skutecznym, bardzo pragmatycznym. To on daje mi wyniki, które dopełniają w moim sercu motywację płynącą z samej radości tworzenia.

Jedno powoduje drugie, drugie wspiera pierwsze.

Taki balans to podobno bardzo zdrowa sprawa :)

Cel i droga do celu

Wszystko, co jest warte uwagi, powstaje dzięki tytanicznej pracy włożonej w te elementy układanki, które uwagi nie dostają nigdy.

Czasem musisz jechać paskudnym autobusem przez noc, by tylko zwiedzić cały zamek w Malborku. A czasem jedziesz super kabrioletem przez malowniczą autostradę, tylko że dojeżdżasz na miejsce już po godzinach pracy kustosza. Czasem uda Ci się połączyć jedno i drugie, choć nie wykluczam, że będzie to od Ciebie wymagało więcej wysiłku.

Być może bardziej cieszy Cię praca nad czymś, niż późniejszy, ewentualny, efekt finalny.

Albo odwrotnie. Być może znosisz pracę tylko dlatego, że nie możesz się doczekać linii mety.

To od Ciebie zależy, które “kapelusze” lubisz bardziej.

Być może wszystkie.

Być może tylko część.

Dopóki ubierasz się adekwatnie do pogody, wszystko będzie dobrze :)

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies