Autor: Andrzej Tucholski | 3 czerwca 2015 | Komentarze:
Czas czytania: około 10 minut

Spokój jest zaraźliwy – najlepsza strategia w obliczu niepewności

Na pewno zetknęliście się w swoim życiu z taką sytuacją: grupa czeka na egzamin lub spotkanie z szefem. Tuż pod powierzchnią spokoju przebrzmiewają odległe grzmoty stresu i nerwów. Ktoś jest niewyspany, ktoś cudem zdążył, ktoś nie przygotował się tak, jak początkowo planował.

Wystarczy iskra.

Wystarczy iskra i skomplikowana powierzchnia spokoju węgli się w moment, niczym suchy papier. Wszystkim puszczają nerwy i sytuacja z umiarkowanie trudnej przeradza się w skrajnie niemożliwą. Nerwy i irytacja są bardzo zaraźliwe.

Komentarze takie jak „a co jeśli zmienił pytania?” albo „na pewno pozostałe zespoły osiągnęły lepsze wyniki” potrafią nadkruszyć strukturę nawet najlepiej radzącej sobie grupy osób. A najlepsze jest to, że nie mają żadnego sensu.

Nerwy PRZED jakimś wydarzeniem są manifestacją strachu i lęku. Płyną z niepewności – człowiek rzadko dysponuje twardymi danymi pozwalającymi na trafne przewidywanie prawdopodobieństwa przyszłości.

Można próbować bronić ich argumentem, że w pewnym stopniu mobilizują organizm do wyzwania, ale w praktyce rozstrajają myśli i przynoszą więcej złego niż dobrego. Psują relacje międzyludzkie i nie dość, że sabotują potencjał osoby siejącej panikę, to jeszcze sabotują osoby słuchające.

O wiele lepszą strategią w obliczu nieznanego jest spokój.

Z trzech powodów.

1. Spokój to perfekcyjne środowisko dla efektywnego działania

Zgodnie z prawem Yerkesa-Dodsona dla każdej czynności istnieje pewien idealny poziom pobudzenia, który gwarantuje najwyższą efektywność. Dla obowiązków prostych lepsze jest wyższe pobudzenie, dla trudniejszych zaś – niższe. Dzięki temu balansuje się pomiędzy znudzeniem/ekscytacją i osiąga wysoką uwagę gwarantującą dobre wyniki.

Panika to pewna metoda by każdorazowo „przestrzelić” pobudzenie aż na skrajne rejestry ekscytacji. Nie ma takiej opcji, by się nudzić, gdy się panikuje. Nie wydaje mi się, by komukolwiek to się kiedykolwiek udało :)

Spokój to z kolei jedyna droga by, przy dobrym nastawieniu i skupieniu, wycelować dokładnie w czerwoną kropkę pośrodku. Trzeba trochę uważać na przesadną relaksację, ale cel jest w zasięgu a osiągnięcie go nie powinno być trudne.

2. Spokój to manifestacja władzy

Zgodnie z tokiem rozumowania prezentowanym przez Jacka Donovana w książce The Way of Men, esencją klasycznej męskości są cztery cechy: Siła, Odwaga, Honor oraz „Mastery” tłumaczone czasem jako Mistrzostwo, a czasem jako Biegłość. To te cechy były przez tysiąclecia wysoko cenione u liderów i to przez ich pryzmat rozlicza się każdego „wielkiego” w historii, czy to generała, czy to polityka.

To dzięki nim dawno temu działały takie jednostki jak spartańska falanga. To dzięki nim istnieją dzisiaj Marines.

Idealnym przykładem zachowania, które spełnia wszystkie z kulturowych wymogów Donovana jest właśnie zachowanie spokoju:

  1. Siła. Spokój to manifestacja siły. Osoba pewna swojej pozycji i umiejętności nie martwi się o wynik starcia, bo wie, że je wygra. Arnold Schwarzenegger w swojej biografii Total Recall wielokrotnie wspomina, że często wygrywał tytuły kulturystyczne dzięki psychologicznej przewadze nad przeciwnikami.
  2. Odwaga. Spokój to manifestacja odwagi. Jedną z definicji odwagi jest wręcz zachowywanie spokoju w sytuacjach, które stanowią zagrożenie lub inne naruszenie tego, co jednostka traktuje jako normę!
  3. Honor. Osoba, która jest niehonorowa, rzadko zachowuje się spokojnie. Nie bez powodu kłamcom pocą się ręce a krętacze mają problem z kontrolowaniem mimiki twarzy. Brak honoru przynosi nerwy. Głęboka zgoda z własnymi przekonaniami i płynące z niej poczucie honoru przynosi stabilizację.
  4. Mistrzostwo / Biegłość. Osoba nastawiona na rozwój i dbająca o swoje kompetencje zyskuje dzięki nim coś cenniejszego nawet od sumy tych umiejętności. Zyskuje wiarę  w te umiejętności, a jest to jeden z najważniejszych fundamentów spokoju.

3. Spokój jest zaraźliwy

Trzeci i najważniejszy plus strategii opanowania.

„Calm is contagious” to cytat z Rorke’a Denvera, byłego członka elitarnych Navy SEALs, aktualnie trenera przygotowującego nowych rekrutów do pełnienia swojej roli w najbardziej nastawionej na rozwiązywanie problemów jednostce militarnej na świecie. Denver jest też autorem książki Damn Few.

W jego przykładzie sumują się dwa pierwsze plusy stosowania strategii spokoju. Spokój gwarantuje idealne środowisko do rozwiązywania problemów (podstawa wartości taktycznej Navy SEALs) a zarazem pozycja lidera grupy uderzeniowej umacnia proces czymś na kształt samospełniającej się przepowiedni.

Dowódca jest spokojny, ponieważ musi reprezentować sobą Siłę, Odwagę, Honor i Mistrzostwo/Biegłość (inaczej nie byłby dowódcą) co z kolei „zaraża” tą postawą resztę oddziału. Postawa reszty oddziału, w efekcie, umacnia stanowisko dowódcy. I sytuacja jest pod kontrolą.

Panikarz może być głośny i bardzo absorbujący, ale to nie jego cechy są kulturowo postrzegane za władcze i warte uwagi. Wystarczy spokój jednej osoby w mniejszej grupie i cała grupa ostatecznie z powrotem osiągnie homeostazę. Czasem może nawet nigdy się z niej nie wybije!

Twój wybór

Zdarzają się w życiu sytuacje, gdy po prostu nie masz wyboru. Rzeczy zupełnie wypadają z torów i nie pozostaje nic innego jak chwilę popanikować. Pamiętaj jednak, że nie jest to ani zdrowe, ani praktyczne. Warto jak najczęściej i z wielką uwagą szlifować swoje umiejętności zachowania spokoju, bo wartości płynące z jego zachowywania są nie do przecenienia. Nad wpisem prezentującym najlepsze praktyki i strategie zachowywania spokoju w trudnych sytuacjach właśnie pracuję :)

Będę wdzięczny, jeśli dołączysz do dyskusji. Jaka jest Twoja opinia na temat zachowywania spokoju? Jakie są najlepsze taktyki, które regularnie stosujesz? A może znasz świetną książkę, która rozwija ten temat? Podziel się, stwórzmy razem coś wielkiego.

Jeśli masz znajomego, z którego spokojem różnie bywa, podeślij mu ten wpis. Kto wie, może właśnie czegoś takiego potrzebuje?

I pamiętaj: jeśli możesz być oceanem, który wzmocni i oczyści grupę nie staraj się być iskrą, która zmieni ją w zwęglony popiół.

A mówiąc prościej: wymagając od siebie można bardzo skutecznie poprawić jakość grupy.

A jak grupa fajna, to i samemu chce się bardziej starać.

Spokój to najlepsza strategia :)

Ciao,

Andrzej Tucholski

///

PS: Choć wszystkie cytowane w tekście książki są w stu procentach poświęcone mężczyznom, reguła odnosi się tak samo do obu płci. Nie umiem sobie wyobrazić jakiejkolwiek sytuacji, w której kobiecie nie wypadałoby reprezentować sobą spokoju, honoru, odwagi, siły i mistrzostwa. Co więcej, kobiety mają na tym polu większy potencjał, bo kulturowo mogą też umocnić swoją pozycję cechami takimi jak dobroć czy troska! 

Bądźmy w kontakcie:
  • Dobry tekst. Ja wyznaję zasadę 20/80 w wypadku stresujących rzeczy. Niestety, ale jest to złoty podział, z którym nie walczę.

  • Hania Lewandowska

    Kiedyś uprawiałam jogę. Nauczyłam się wtedy odpowiednio oddychać. Gdy się stresuję, biorę kilka takich głębokich spokojnych wdechów. To mi bardzo pomaga :)
    Przed egzaminem ustnym z polskiego moi znajomi strasznie panikowali. Koleżanka zapytała czy się denerwuję, bo wyglądam bardzo spokojnie. Powiedziałam, że tak, ale staram się nad tym zapanować. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale chwilę później już nie mówiła jak bardzo się boi i w ogóle wszyscy się uspokoili :)
    Masz rację – spokój jednej osoby ma ogromny wpływ na innych :)

    • Basia

      Zgadzam się- byłam w podobnej sytuacji, a przyjaciółka nie chciała mi uwierzyć, że tak naprawdę aż się we mnie gotuje przed wejściem na zaliczenie (: według mnie, aby się mniej stresować, należy się wcześniej przygotować ( jeśli jest taka możliwość) jak najlepiej się potrafi, a potem wyluzować i wierzyć we własne umiejętności (;

  • Kiedyś wystarczyła iskra, żeby zburzyć mój spokój. Wpadanie w panikę miałam opanowane do perfekcji. Umiejętność zachowania spokoju doskonaliłam przez wiele lat. Dzisiaj mogę powiedzieć, że opanowałam tę sztukę :)

  • Gocha

    Chyba jestem chodzacym spokojem, Z natury. Moze ma to cos wspolnego z byciem introwertykiem. Nie moge przewidziec sytuacji w ktorych sie znajduje, ale moge reagowac na nie tak jak sobie wypracuje. Malo rzeczy wyporowadza mnie w rownowagi i denerwuje. Jesli juz to sa to ‚rzeczy’ dlugotrwale i najczesciej zwiazane z otoczeniem na ktorych zmiane trzeba troche poczkekac, jak np. planowanie przeprowadzki.

  • Gall Anonim

    Ja jestem taką osobą, że jak zaczynam się stresować to od razu wchodzi we mnie nerwowość lub bardzo łatwo mnie wyprowadzić z równowagi. Czekam na twój kolejny wpis, bo chciałbym w sobie obudzić te 4 wyżej wymienione podpunkty, a wtedy byłbym bardzo szczęśliwy. :)

  • Jeden z ciekawszych tekstow, ktore u Ciebie czytalam. Bardzo lubie te krotkie referencje do roznych praw, zasad. Krotkie, a dzieki czemu nie nudne i suche. Well done!

  • EWA

    Nigdy nie byłam dobra w te klocki i nauczyłam się z tym żyć i wokół uznawana jestem za okaz olimpijskiego spokoju :))))))
    Przyjaciele jednak znają moja pietę A. , to podniesiony bardzo !!! głos w chwilach największego napięcia lub w czasie rozmowy z beznadziejnym rozmówcą .
    Będę beznadziejnym członkiem tej Listy – bo nie wierzę w te wszystkie mądre rady – trzeba żyć w zgodzie z samym sobą i nic na siłę – naprawdę . Pozdrawiam i życzę miłego weekendu .

  • Nawet nie wiesz, jak bliski jest mi ten tekst. Spokój to podstawa w pilotażu grup za granicą, kiedy czasem jest wszystko dobrze, dograne i żadnych kłód pod nogi, a czasem wszystko się wali na raz. Szczególnie sobie cenię te 4 cechy. Wiara w swoje umiejętności, brak krętactwa, przekonanie o słuszności swoich działań i działanie pomimo strachu. Będę sobie czytać ten tekst każdej nocy przed wyjazdem, kiedy mi się wydaje, że nie ogarnę, że znów wywracam do góry nogami życie całej familii, no i czy w ogóle wrócę ;) Tak, noc bywa czarna, poranki z reguły już jaśniutkie :)

    Moja strategia spokoju zarówno z grupami jak i z moimi dziećmi (wiele cech się zazębia w tych sferach) polega na tym, że staram się patrzeć na świat z punktu widzenia osoby, która przede mną stoi. Wczuwam się w jej sytuację, próbuję zrozumieć i jak najlepiej zareagować, zanim iskra się rozprzestrzeni. Ocean spokoju, morze akceptacji i góra (wewnętrznej) radości. Wymieszać. Wstrząsnąć. Rozdawać.

  • Kris

    Kiedyś: ciągłe napięcie nawet bez powodu, a w sytuacjach stresowych nerwy nie do opanowania i kompletna blokada.
    Teraz : od 3 lat regularnie medytuje, w porównaniu do tego co było wcześniej jestem innym człowiekiem. Oczywiście nadal jest stres, ale nie paraliżuje już tak jak kiedyś i mogę się od niego zdystansować. Nie wierze, że możemy zmienić to jak reagujemy na sytuacje, tylko dlatego, że sobie tak postanowimy. Nie da się zrobić tego na siłę, bo skutek będzie odwrotny. Jeśli na codzień jesteśmy w miarę spokojni, to sytuacja stresowa nas nie pochłonie. Jeśli na codzień żyjemy w napięciu, ta sama sytuacja być tą iskrą do wybuchu.

  • Magda Typrowicz

    Zdecydowanie zgadzam się ze wszystkim, co napisałeś. A propos egzaminów – nauczyłam się „oddalać” od rozemocjonowanego tłumu ludzi oczekującego przed salą egzaminacyjną, którzy, jak już wcześniej zauważyłam, potrafią nieźle namieszać w głowie innym.
    Mega polecam właśnie w takim momencie się zdystansować – dosłownie i w przenośni, odejść parę metrów dalej i ze spokojem podejść do egzaminu. :) Na mnie to świetnie działa.

    PS Czytam bloga od dawna, ale razem ze zmianą jego nazwy stwierdziłam, że zacznę się udzielać bardziej aktywnie.
    Dobra robota! :)

  • Emilia Jarosz

    Czekam na jakieś rady!
    Kiedy stoję przed jakimś wielkim wyzwaniem, choć w sumie może być i małe, panika ogarnia cały mój umysł. Nie pokazuje tego i nigdy o tym nie mówię, ale to co dzieje się w mojej głowie… To jak stres odbiera mi całą wiedzę…Godne pożałowania. Także czekam :)

    • Tomasz Kammel ma taki sposób, by przed „naszą wielką chwilą” schować się gdzieś na chwilę (np. w toalecie) i podnieść ręce do góry… Podobno wzmaga pewność siebie a poza tym poprawia humor, bo to dość komiczna poza pod dłuższej chwili. Mi pomaga, bo się przestaję wewnętrznie spinać i wychodzę do ludzi pewna tego, co chcę mówić ;)

      A jak to nie zadziała, to jeszcze polecam to. Amy jest świetna!
      https://www.youtube.com/watch?v=Ks-_Mh1QhMc

  • Karolina Z

    Mój sposób na rozemocjonowaną grupę znajomych przed salą egzaminacyjną: żarty i opowiadanie sucharów, najlepiej na temat, z którego mamy zdawać. Śmiech, zwłaszcza grupowy, jest chyba najlepszym naturalnym sposobem na obniżenie poziomu stresu :)

  • Zennnnn…

  • Spokój i opanowanie jest bardzo potrzebne przy wystąpieniach publicznych. Ostatnio moja córka Agata brała udział w konkursie gry na pianinie. Pomimo, że ma zespół Downa konkurowała z dziećmi pełnosprawnymi. Dostała za grę wyróżnienie. Ale na początku była tak zestresowana, że po próbie płynęły jej łzy po policzkach. Co jej pomogło? Na pewno nasze słowa. Ale najbardziej, to wsparcie jakie miała na FB :-). Pokazałam Agacie ile lików dostał mój wpis o jej występie i ile ludzi trzymało za nią kciuki. Trzymała telefon w ręku, czytała i na scenę weszła pewnym krokiem. Nie ma to jak sieć społeczna! :-)

  • Ambiwalencja

    Drogi Marzycielu!

    Podsyłam Ci link do pewnego bloga kolejnego Marzyciela, nie, strona ta nie jest moja ale styl w jakim pisze autorka, jej przeżycia oraz sposób postrzegania świata myślę że maja z Tobą wiele wspólnego. Autorka mieszka na Islandii, w dość z surowym terenie tego kraju i jej spostrzeżenia oraz droga jaka tam przeszła jest naprawdę godna podziwu. Od kilku tal mieszka tam z wulkanem w ogródku i stała się dla wielką inspiracja do dążenia do własnych celów oraz wyzbycia się zahamowań i strachu przed sięganiem po to o czy marzymy. Nie wiem czy blog ten Cie zainteresuje czy poświecisz mu chwile uwagi jednak wg mnie jest to chyba najlepszy blog w PL o takiej tematyce i jest niesamowicie usktzydlający na swój specyficzny sposób :) nazywa sie http://www.ofeliafrisk.com/ i proszę nie odbierz tego jako reklamę, po prostu jeden Marzyciel podsyła kolejnemu Marzycielowi coś wartego wg mnie uwagi. :)

    Pozdrawia serdecznie,
    Ambiwalencja

  • Olaf Goj

    Od razu przypomniał mi się jeden z odcinków „The Big Bang Theory”, który był poświęcony właśnie prawu Yerkesa-Dodsona. :)

  • Mia Mamba

    A propo panowania nad nerwami jeszcze jedna rzecz mnie bardzo mocno uderzyła – takie spokojne podejście do „nagłych wypadków” sprawia również wrażenie, że jesteśmy osobą, która jest bardzo zorganizowana i ma wszystko pod kontrolą. Zwrócili mi na to uwagę dopiero znajomi, gdy byłam „tą jedyną spokojną” w grupie panikarzy.

  • Jest taki fajny sposób (jeden z wielu oczywiście) na utrzymywanie spokoju w stresujących sytuacjach. Sprawdzone – działa :)

    Jak masz tremę, czekasz na to spotkanie czy egzamin żuj gumę albo ciap coś nietuczącego oczywiście. Od zarania dziejów nasz mózg myśliwego wytworzył w sobie mechanizm łączący to, że jak się je znaczy że jest bezpiecznie. Żując gumę oszukujemy nieco nasze mózgi zmniejszając stres.

    • No to ja jednak jestem z tej szkoły, że lepiej zastanowić się nad wewnętrznymi powodami powstawania tremy, by ją przygasić lub przeinterpretować na resztę życia ;)

      • Otóż to Andrzej, oldschoolowe podejście daje kopa na lata.
        Guma do żucia, utrzymywanie właściwej postaw, aktorskie emanowanie spokojem… to wszystko półśrodki dobre na chwilę.
        Temat bardzo ciekawy, rozwinę go jeszcze i dam znać :)

    • Tylko jak niepostrzeżenie wypluć gumę na scenie? Albo mówić do grupy ludzi twarzą w twarz(e) z gumą schowaną w poliku? ;)
      Poza tym stres powoduje często ściśnięcie żołądka. A żucie gumy wzmaga wydzielanie śliny, bo organizm myśli, że coś je, a jednocześnie nic nie wpada do żołądka. To niezbyt zdrowe na dłuższą metę :)

  • Jak już poruszyliśmy mistrzostwo, to nie można zapomnieć o książce Roberta Greene’a, tytułem Mastery właśnie.

  • Pamiętam tę panikę która panoszyła się na studiach tuż przed wejściem na każdy większy egzamin. Zazwyczaj starałam się być spokojna a jeśli trzeba odchodziłam od spanikowanej grupy by uspokoić sama siebie. Pamiętam że często najbardziej panikowały osoby które najwięcej się uczyły, co deprymowało całą grupę. Jesli ktoś nic nie umiał był dość spokojny:)

  • Brakuje mi tu metod osiągania spokoju – bo chociaz ja często wiem, ze nerwy są niepotrzebne, to to jak je okiełznać to trudna i odrębna sztuka :)

  • Paulina

    Jeśli o mnie chodzi, to w sytuacjach, że tak to ujmę, „trudnych” zewnętrznie spokój zazwyczaj udaje mi się zachować, jednak wewnątrz cała się trzęsę ze strachu lub wściekłości… Muszę nad tym popracować, bo otoczenie postrzega mnie jako osobę bardzo zorganizowaną i opanowaną, ale ja czuję się bardzo źle, że prawda i opinia ludzi na mój temat są takie niespójne :(

    • Ola

      Mam doładnie to samo! Często słyszę, że jestem mega opanowana, a tak naprawdę „gotuje się” we mnie.

  • WojtekG

    Ja w trudnych momentach po prostu staram się pomyśleć czy ma to dla mnie jakieś znaczenie w kontekście życia czy choćby 2-5 lat. Najczęściej nie ma i wtedy już połowa stresu opada. Potem myślę, że niewiele jest rzcezy ostatecznych i na pewno da się to jakoś odkręcić. A jeśli nie da to nie marto się nad tym zamartwiać, trzeba wyciągnąć wnioski i iść dalej.

  • Jestem zdania, że sport kształtuje charakter. W moim przypadku to sztuki walki nauczyły mnie, jak zachować tzw. święty spokój. Dobrze, że uwzględniłeś w tych przemyśleniach kobiety. Myślę, że to kobiety, dając życie i się o nie troszcząc, są nieraz bardziej opanowane od mężczyzn :)

  • Ja tak z innej beczki – jesteś coraz to bardziej profesjonalny w tym co robisz, a przy tym pozostajesz sobą! Gratuluję! :)

  • Magda

    Tak się składa, że jutro mam obronę dyplomu, więc ten wpis jest dla mnie idealny : ) I jako osoba, która dokładnie w tym momencie walczy ze stresem, mogę powiedzieć, że pomaga mi „bojowe” nastrajanie się żywą, taneczną muzyką. Robię też rzeczy, w których jestem dobra, pomagam innym, żeby przypomnieć sobie jaka jestem zdolna i przełamuję różne niepewności na zupełnie innych polach, niż obrona. Na przykład, zostawiam komentarz pod wpisem, co nie zdarza mi się często. Różne małe akty odwagi wpływają na spokój i pewność siebie. Słyszałam też ciekawą opinię, że stanie przez kilka minut z rozłożonymi rękoma, będąc wyprostowanym i z głową uniesioną, a nie skulonym ze strachu, przed samym egzaminem, może pomóc w rozbudzeniu odwagi i tym samym zachowaniu spokoju ; )

  • Ola

    Jutro gram egzamin dyplomowy z klarnetu w SM. Właśnie brakuje mi tego spokoju… Uświadomił mi Pan, że właśnie wszelka panika powoduje, że coś nam się nie udaje. Ja niestety należę do „panikar”… :/

  • Andrzej, poprzestawiałeś mi w głowie konkretnie. Kiedy przeczytałam ten tekst po raz trzeci w ciągu kilku dni dotarło do mnie, że to niby tak oczywiste… ale jakoś nie pomyślałam prędzej, że można zwyczajnie poćwiczyć spokój. Tak jak mięśnie. :) Przyda mi się ten spokój przed startem w zawodach. Od kilku dni prawie nie panikuję, że został miesiąc do tego wydarzenia i to duża zasługa powyższej treści. Aż sama jestem zdziwiona. ROBISZ DOBRE RZECZY.

  • Zachować spokój w ważnej chwili jest bardzo trudno bo zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji. Może być też tak, że nie jesteśmy pewni siebie i swooich umiejętności, więc chwila zwątpienia a w efekcie panika przychodzi bardzo łatwo.

  • Anna.

    Siła wynikająca ze spokoju jest tym co ogromnie cenię i staram się z tego nie wybijać. Właściwie inne „rodzaje siły” (poparte np. przemocą lub agresywnym zachowaniem), to już nie siła, a – w moim rozumieniu – słabość.

  • Arlekin

    Od pewnego czasu, zacząłem dostrzegać i doceniać w sobie właśnie umiejętność zachowania spokoju.
    Zauważyłem przy tym że poza oczywistymi trudnościami jest jeszcze presja otoczenia. Czasem zwyczajnie „wypada” być zestresowanym, bo inaczej wyglądasz jakbyś nie traktował/a sytuacji poważnie, olewał problem etc.
    Nie wiem jak inni, ale dla mnie to jest ogromny problem – nerwowość „na pokaz” raz że wybija z, czasem z trudem, utrzymanego spokoju, a dwa że człowiek się czuje jak oszust.
    Co tu robić, kiedy z jednej strony wiesz że spokój jest najbardziej optymalną postawą, a z drugiej strony nie jest to najbardziej ‚polityczne’ zachowanie w danej sytuacji ?

  • eM

    99% rzeczy, których się obawiamy, nigdy się nie zdarza….”, na pozostałe często nie mamy wpływu :)
    Ktoś mądry kiedyś doradził mi, żeby starać się oddzielić to, na co mamy wpływ, od tego, na co wpływu nie mamy. I tym drugim po prostu się nie stresować…nie mam wpływu na to, czy wykładowca zmieni pytania, mam wpływ na to, czego się nauczyłam. Nie mam wpływu na korki w mieście, ale mam wpływ na to, czy zadzwonię i uprzedzę o swoim spóźnieniu. Nie jest to łatwe, ale ta myśl mi pomaga..:)

    A spokój, jasne, że jest zaraźliwy. Potrafi też czasami wytrącić z równowagi tych, którzy woleliby się kłócić, oskarżać i zachowywać agresywnie.
    I uśmiech też jest zaraźliwy…i zdecydowanie pomaga. Oto moja strategia..uśmiechać się.:)

    :)

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)