Autor: Andrzej Tucholski | 7 lutego 2017 | Komentarze:
Czas czytania: około 6 minut

Reszta życia

Gdy lecę na tydzień do nowego kraju, to przed wyjazdem sprawdzam, jak się na miejscu dostać z lotniska do centrum. Czy jest metro. Gdzie mam hotel. Czasem los da mi tyle wolnego czasu, że oddam się równie egzotycznym zajęciom, co sprawdzanie lokalnych atrakcji. Może nawet jakiś punkt widokowy ogarnę.

Krótko mówiąc: poświęcam pewien wysiłek teraz, by mieć coś zrobione na później.

Niepokoi mnie, jak rzadko pamiętam, by zachować się podobnie w sytuacjach sto razy ważniejszych od urlopu.

Wysiłek raz, efekty zawsze

Przykładów, w których podobny „wysiłek wstępny” uchodzi za coś normalnego, jest nieskończoność. Idąc do nowej pracy człowiek przygotowuje się na to, co go tam czeka. I potem już wie. Kupując leki czyta ulotkę. I potem już wie. Zapisując się na nowy sport, poznaje zasady. I potem już je zna.

Nieważne, czy dana „rzecz” będzie w jego życiu przez pięć lat, przez pięć dni czy już na zawsze.

Człowiek uczy się nowej rzeczy przez pewien czas, by potem mieć spokój.

Ale widzisz, i tutaj zaczynają się schody.

Człowiek robi to, o ile sobie najpierw sam nie wmówi, że „to już nie dla niego”.

Jakiś czas temu poważnie się zawstydziłem w rozmowie z pracującą nad moją książką redaktorką. Spytała się mnie, w czym piszę dłuższe formy. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że w programie Scrivener. Potem się mnie spytała, czy można w nim robić przypisy. Ja powiedziałem, że na pewno, ale mi się nigdy nie chciało mi się tej funkcji zrozumieć, więc pod koniec pracy naukowej zawsze przeklejam całość do worda i jak ten gagatek miętowy klikam przypis za przypisem.

Potem się mnie spytała, skąd można się tej funkcji nauczyć.

A ja, nadal zgodnie z prawdą, bardzo niepewny własnej argumentacji, odpowiedziałem.

Wiesz co, są takie piętnastominutowe tutoriale na youtube.

Nierozsądnie przekleiłem do worda i licencjat, i magisterkę, i kilka prac rocznych, i parę artykułów, i Bóg jeden wie ile jeszcze tekstów, bo gdzieś tam kiedyś uznałem, że przecież „to już nie dla mnie”, by zrozumieć przypisy w Scrivenerze. A odpowiedź na ten problem zabrałaby mi raptem kwadrans życia.

Uciekając przed tym kwadransem zmarnowałem kilkadziesiąt godzin.

Kosmiczny zwrot z inwestycji

Posprzątanie ze środku pokoju leżącej tam walizki to o wiele lepszy pomysł, niż potykanie się o nią przez dwa tygodnie.

Trzy minuty wysiłku kupują wtedy ponad dwadzieścia tysięcy minut spokoju.

Skupienie się i poświęcenie ośmiu godzin na dokładne zrozumienie nowego telefonu kupuje przynajmniej kilka lat. W efekcie rozumie się każde „pojawiające się okienko”, a nawet jeśli któreś jest zaskakujące, to ma się wiedzę, gdzie szukać odpowiedzi. Nie jest się lebiegą, która klika „OK” na wszystkim co widzi – bo przecież lenistwo się namnaża.

Skoro nie zrozumiałem czegoś wcześniej, to tym bardziej mam poczucie niezrozumienia później. Owocuje to taką śmieszną pętlą, w której ciągle trwam w stanie drobnej frustracji, że używam sprzętu, który mnie przerasta, więc frustruję się bardziej, przez co znowu czegoś nie rozumiem, bo już po co.

A to przecież tylko sprzęt.

Dodanie do swojej prasówki dwudziestu dużych portali informacyjnych (pięciu z Polski i piętnastu z całego świata) pozwala najpóźniej po miesiącu mieć pewne zrozumienie tego, co się ważnego, ciekawego i raczej mającego wpływ na nasze życia toczy na Ziemi.

Przyznaję, miesiąc wysiłku to już sporo. Tylko że nagrodą jest a) nawyk, oraz b) wstępne pojęcie wszystkiego dookoła.

30 dni jako autorskie, darmowe, bezbolesne „studia ogarnięcia tej dziwnej planety”? Za które trzeba zapłacić wyłącznie „chceniem”, wysiłkiem i kilkoma minutami dziennie? To brzmi jak najlepsza oferta uczelniana na świecie.

Bardzo dużo zachowań, które ciężko jednoznacznie ocenić, staje się bardzo czytelnych po przeniesieniu ich na inny grunt.

Wyobraź sobie inwestycję, w której każda złotówka daje Ci drugą złotówkę.

No przecież to by był biznes tysiąclecia.

Ale gdy zainwestowana minuta daje całe miesiące – nagle tego nie widzimy.

To już nie dla mnie

Sporo nowych badań psychologicznych udowadnia, że ludzki mózg wcale nie starzeje się tak, jak jeszcze do niedawna uczono. W wielu przypadkach jest wręcz odwrotnie – to właśnie regularny wysiłek i ćwiczenia umysłowe pomagają „odgonić” starzenie się komórek. Starsi ludzie rozwiązujący sudoku lub uczący się nowego języka mają mózgi tak szokująco „młode”, że powoli powstaje dookoła tych obserwacji nowa odnoga neuropsychologii.

Słowa „to już nie dla mnie” – nieważne czy powiedziane, czy pomyślane – to przyjęcie tego starzenia się komórek chlebem i solą.

To poddanie się i wymówka.

To synonim słów: „nie chce mi się skupić i z pełną premedytacją godzę się na to, by teraz wybrać lenistwo, a potem się wkurzać przy każdej możliwej okazji i mieć trudności z pojęciem setek innych kwestii, które pewnie będą związane z tą, której nie chce mi się pojąć teraz”.

Świadomie nigdy bym nie wybrał tak marnej opcji.

Nieświadomie często wydaje mi się ona prostsza.

Niepokoi mnie, jak rzadko pamiętam, by z nią walczyć. Dlatego uczę się, by słowa „to nie dla mnie”, by ten niechciej, były NATYCHMIASTOWYM bodźcem do nauki danego zagadnienia. Nieważne, że boli. Nieważne, że mi się nie chce. Nieważne, że to okienko w komórce pojawia się rzadko a przypisy w Scrivenerze są trudne i wystarczy, że przekleję wszystko do worda.

Gdy mi się nie chce – zmuszam się.

Tak naprawdę nie mam wyboru. Jedyną alternatywą jest przecież lenistwo, dodatkowa minuta wyłączonego, błogiego mózgu. Nagrodą za minutę pustego lenistwa jest brzydka frustracja. I to wcale nie trwająca minutę. Bardziej kręci mnie mądra alternatywa. Nagrodą za minutę celowej frustracji jest wtedy przecież kilkanaście lat spokoju.

Pewnym argumentem jest też wiek.

Nie chcę krytykować ludzi z innymi historiami niż moja, dlatego piszę o sobie. A już na pewno brakuje mi doświadczenia, by powiedzieć cokolwiek złego na osoby bardziej ode mnie dojrzałe. Ale względem samego siebie zamierzam trzymać ramę twardą i skuteczną – bo po co kiedykolwiek godzić się na inną?

Jetem młody i nie chcę dawać się lepkiej, błogiej, słodkiej jak zresztą każda wymówka, głupiej i wyjątkowo upośledzającej szanse w życiu pokusie na „eee, tego to już nie rozumiem”.

Wiesz co się robi, gdy się nie rozumie?

Szuka się źródeł i po minucie, kwadransie, godzinie, miesiącu się rozumie.

I problem, w obecnej formie, znika.

Reszta życia

Reszta życia jest o krok przed nami. Otwiera się każdego dnia. Zawsze wyobrażam ją sobie jako taką falę, której choćbym NIE WIEM jak nie próbował, to i tak nie przewidzę. Jej kształt, natężenie, siła i cel zawsze będą dla mnie nieznaną. Dzisiaj mam problem z komórką, jutro z czymś innym. Teraz zmagam się z przypisami w Scrivenerze, a za miesiąc?

Żyjąc w światopoglądzie uznającym własne wymówki godzę się na to, że za rok od dzisiaj będę miał problem. I będzie to problem nieznany, być może wymagający błyskawicznych działań, a ja wtedy co najwyżej rozłożę ręce i co powiem? Że to nie dla mnie?

Nikogo to nie będzie obchodzić.

W walce o lepszą resztę życia jest zatem tylko jedna strategia.

Być przygotowanym.

Na wszystko.

Jeśli zrzucę ten problem na siebie teraz, dzisiaj, w kontrolowanych warunkach, to będę o ten jeden problem i to jedno rozwiązanie mądrzejszy. I nie mam żadnej gwarancji, że to rozwiązanie, że ta znajomość komórki, przypisów, świata, że ona mi się kiedykolwiek przyda. Nasz hipotetyczny problem „za rok od dzisiaj” i tak może wymagać czegoś jeszcze innego, o czym nigdy nie pomyślałem.

Ale, po pierwsze, bardzo wierzę w powiedzonko: „szczęście sprzyja przygotowanym”.

A po drugie – nawet jeśli istnieje ryzyko, że kolejna fala zaleje Ci buty, to przecież dla pewności nie staniesz od razu w wodzie, prawda?

Trudny teren wymusza mądrzejsze kroki.

Nie chcę w życiu stawiać innych.

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 
Bądźmy w kontakcie:
  • Marina Furdyna

    Amen!

  • Agnieszka Grzelka

    Mam takie luźne skojarzenie w związku z przypisami. W październiku przygotowywałam się do pisania pracy magisterskiej – nie pisałam, tylko myślałam nad stworzeniem swoistego systemu pisania. Poświęciłam dobre kilka godzin na ogarnięcie niektórych funkcji w Wordzie, przeczesanie Internetu pod kątem tego, jak technicznie powinna wyglądać praca, jak robić backupy, jak tytułować pliki, żeby się w nich nie pogubić, jak oznaczać fragmenty, do których muszę wrócić i coś dopisać itd. Przez styczeń pisałam dwa pierwsze rozdziały i już widzę, ile mój system zaoszczędził mi nerwów. Nie gubiłam się w przypisach, nie żałowałam skasowania jakiegoś „wyjątkowo ładnie napisanego fragmentu”, bo miałam kilkanaście kopii zapasowych z każdego dnia i zawsze mogłam wrócić do poprzednich wersji. Wysiłek początkowy dosyć spory, ale komfort psychiczny – bezcenny. Dzięki za ten wpis (żałuję trochę, że nie znałam takiego podejścia wcześniej, ale lepiej późno niż wcale :)).

  • Dzięki za ten wpis. Jak tak człowiek spojrzy z boku to widzi, jakie głupie rzeczy robi! No bo serio, czy ta walizka musi tak leżeć 3 tygodnie, żebym nie straciła 30 sekund na schylenie się? ;) Czas zacząć ze sobą częściej rozmawiać, na zasadzie: co stracisz?/co zyskasz? Chwilowy komfort zawsze by przegrał…

  • Bardzo dobry i trafny wpis!

  • Klaudia Noga-Piętak

    Wpis idealnie na moje ostatnie (na szczęście już zakończone) rozterki na temat…zakładania bloga. W końcu to zrobiłam, ale ile wcześniej było rozmyślań, jeju! Że nie umiem robić dobrych zdjęć, jak ja się tego nauczę, że nie jestem wybitną pisarką, jak ja ogarnę te programy do obróbki zdjęć, przecież ich jest mnóstwo i na dodatek każdy pochłonie kupę czasu… Aż w końcu stwierdziłam, że nie muszę umieć i wiedzieć tego wszystkiego już teraz, że nauczę się. Powoli, ale w końcu będę wymiatać, wszystko zaowocuje ;)

  • Mr.Ook

    Niby wszyscy to wiemy. I wszyscy…się do tego nie stosujemy…

  • Wbrew pozorom jest to trudną sztuką – wymagać od siebie. Często unikamy wysiłku, bo nie doceniamy jakości, którą osiągamy daną pracą. „Jakoś to będzie” wygrywa z „zainwestuj” i „zaryzykuj”. Tak to już jest, że dla większości ten model związany z lenistwem będzie atrakcyjniejszy. Z różnych powodów i nie ma co oceniać. Niemniej nie muszę być jak większość i jeśli rozumiem, że większe wymagania prowadzą do większych rzeczy, to mam prawo po nie sięgać ;)

  • sylwia

    Zdecydowanie dobrze zainwestowane „6minut”

  • Wiadomości, z których nie korzystamy i tak wylecą nam z głowy. Ponadto żeby poznać wszystkie zagadnienia, które nas interesują musielibyśmy nieustannie się ich uczyć zaniedbując ważne dla nas zadania. Czasem taka inwestycja się opłaca, ale czasem warto pozostać w słodkiej niewiedzy i zająć się sprawą priorytetową. Inna sprawa, gdy alternatywą dla nauczenia się czegoś nowego jest lenistwo – wtedy nie mamy żadnego usprawiedliwienia.

    Pozdrawiam.

  • Wiem, że artykuł nie jest o tym, ale podsunąłeś mi narzędzie, którego nie znałem. Scrivener oczywiście :-) W pierwszej chwili myślałem, że to oprogramowanie na Maca, ale widzę, że działa na Windowsie.

  • Nowe wyzwania to nie tylko rozwój, ale także mnóstwo możliwości jakie sami sobie tworzymy :)

  • Zdecydowanie nie jestem mistrzem ogarniania wysiłków wstępnych. Na lotnisku w nowym miejscu rozglądam się, żeby dowiedzieć się, jak dostać się do miasta – tam zazwyczaj łatwiej jest mi to ustalić, nić w domu przed kompem. O walizkę potykam się przez dwa tygodnie, a zabierając się za coś konkretnego w ostatnim możliwym momencie zastanawiam się, dlaczego nie przygotowałam się do tego wcześniej. Cóż. Żyję tak już od prawie 25 lat i dalej się nie nauczyłam. Może niektórym to nie jest potrzebne do funkcjonowania? A może kiedyś po prostu mi się znudzi moja postawa i postanowię się zmienić. :D

  • Dominik Poźniak

    Podoba mi się ten post. Ciekawie przedstawiony problem „aaa, zrobię to jutro, czyli nigdy”, który niestety – jak zauważyłem – w dużym stopniu dotyka i mnie. It’s time for changes.

  • Iwona Siekierska

    Tekst rewelacyjny, przeczytałam od deski do deski. Wstępne planowanie jest super, chociaż czasami zajmuje mi więcej czasu niż zrobienie tego, co zaplanowałam. Ale warto, bo dzięki planowaniu praca idzie błyskawicznie i można zachować spokój. P.S. Super pomysł z określeniem czasu czytania wpisu. 6 minut.

    • Wydaje mi się uczciwe od razu mówić odbiorcy, „ile mu zajmę”. Dostaję czasem wiadomości od Was, że np. dzięki temu licznikowi ktoś nie włącza mnie w autobusie, bo wie, że wystarczy mu kolejka w sklepie :D

  • xAkemi

    Naprawdę świetny tekst! Bardzo mi się spodobał.

  • Aga Konieczna

    O tak!
    Często wydaje nam się, że rozkminienie tematu zajmie nam mnóstwo czasu, ale nie bierzemy pod uwagę wartości tego jak będziemy działać jak tylko trochę się wysilimy.
    Bardzo podobał mi się wstęp- sytuacja, która chyba dotyczy wszystkich, tak samo jak reszta artykułu.
    Wniosek: rusz tyłek a da Ci to rezultaty na przyszłość.
    Myślę, że jeszcze ważna kwestia jest taka, by umiejętnie dobierać rzeczy, których mamy się nauczyć i dowiedzieć się jak to usprawnić, bo nie zawsze jest to 15 min na yt ;)

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)