Autor: Andrzej Tucholski | 29 września 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Małe życie

Od dziecka myślałem o dużych rzeczach. O odważnych ambicjach. O odległych celach. O chwili, gdy spojrzę z wysokiego wzgórza na rozpościerające się pod nim, niknące w porannej mgle megamiasto i wsłucham się we własny oddech, i nie będę mógł uwierzyć, ile można w życiu osiągnąć, gdy tylko się zechce.

Dziś myślę o dużych rzeczach dokładnie tyle samo.

Ale myślę o nich inaczej.

Wiesz co jest całkiem trudne?

Próba osiągnięcia sukcesu w każdej dziedzinie na świecie, przy jednoczesnym dbaniu o każdy aspekt własnego życia i ciągłym zaspokajaniu potrzeb każdej osoby, którą mijasz na chodniku przed domem. To nie jest prosty manewr.

Jest się wtedy jak kapitan statku, który łapie żaglami wszystkie możliwe wiatry nieba i ciągle dziwi się, dlaczego jego łajba albo się nie rusza, albo wiecznie płynie nie tam, gdzie on akurat sobie wymarzył.

O zaspokajaniu wszystkich potrzeb naraz doskonale wypowiedział się Kurt Vonnegut:

„Jeśli otwierasz okno i próbujesz uprawiać miłość z całym światem naraz to jedyne co Ci z tego przyjdzie to zapalenie płuc.”

Dla jaśniejszego wyjaśnienia kwestii pozwól, że zaproponuję Ci jeszcze inny przykład.

Wyobraź sobie firmę, której zarząd podejmuje biznesowe decyzje w oparciu o każdy przeczytany w internecie komentarz. Który zatrudnia kilkanaście film konsultingowych a potem próbuje wdrożyć wnioski wszystkich raportów naraz. Który uruchamia dwadzieścia produktów w jednym sezonie a potem w jednej reklamie próbuje sprzedać wszystkie po kolei. Wyobraź sobie tę reklamę – żeby wyrobić się w przewidzianym okienku lektor telewizyjny musiałby specyfikacje produktów czytać chyba szybciej niż „przedużyciemlekuprzeczytajulotkęlubskonsultujsięzlekarzemlubfarmaceutą” :)

Niewiele firm odnosi sukces w ten sposób.

Pozwolę sobie na dziki strzał: żadna firma nigdy, nigdzie na świecie nie odniosła sukcesu w ten sposób.

Co chyba nie jest dziwne, bo taka strategia nie brzmi najrozsądniej, prawda?

A jednak często ją stosujemy.

Robimy to we własnych życiach.

Ja na pewno

Zdarza mi się mówić „tak” zbyt łatwo. Wybierać projekty w oparciu o nieodpowiednie filtry. Orientuję się wtedy zawsze po paru miesiącach, że robię coś, czego nie chcę robić, a robię to tylko dlatego, że ktoś mnie kiedyś namówił. Wydawało mi się, że „będzie fajnie” zamiast trzymać się twardych ram swoich potrzeb, aspiracji i własnych pomysłów na życie.

Zdarza mi się przejmować zdaniem ludzi, których osąd nie jest dla mnie najważniejszy. Czuję potem zawsze po paru miesiącach, że robię coś nie po mojemu, nie tak, by samemu móc czerpać dumę z każdego wykonanego działania. Być może robię coś bardziej medialnie albo „bezpieczniej”, albo za czyjąś „aprobatą”, ale nie robię tego w stu procentach zgodnie z sercem.

Zdarza mi się nabierać na modne lub popularne „rzeczy do osiągnięcia”. Patrzę potem zawsze po paru miesiącach na kalendarz i myślę, że zamiast tego zupełnie niepotrzebnego mi „prestiżu” czy co tam akurat mnie podkusiło do zmiany priorytetów, mogłem spokojnie zrobić coś wielkiego, co byłoby ważne dla mnie albo dla moich bliskich.

Roboczo nazywam sobie w myślach ten zestaw przypadłości nieprzemyślanym dużym życiem.

Duże życie

Wygląda fajnie. Dobrze się instagramuje.

Jest pełne biegania, niewyspania, siedzenia po nocach, zasuwania, tyrania, spotkań, tagowania ludzi, wymyślania powodów, szukania sposobów, opowiadania historii.

Jest tym, co manifestuje nasze marzenia, cele, aspiracje i wysiłek.

Małe życie

W ogóle nie wygląda, bo jest tylko zestawem wartości.

Jest mną i moją rodziną, moimi najbliższymi przyjaciółmi, moją dziewczyną. Tym, co chcę osiągnąć. Tym, kim chcę być w życiach innych. Jest moimi preferencjami i zwyczajami. Jest tym, jak lubię pić kawę. Jest książkami, które lubię czytać. Jest postaciami, z którymi chciałbym kiedyś pogadać, gdyby była taka fajna możliwość.

Jest moją małą, miejską medytacją.

Jest tym, że lubię sernik. Jest moim racjonalizowaniem przed samym sobą, że naprawdę, tym razem na bank popracuję, ale jeszcze tylko jeden odcinek Bojacka albo Ricka i Mortiego. Jest gwizdaniem motywu z Cowboya Bebopa.

Małe życie jest kompasem idealnie strojącym Twoją prywatną północ.

Jest ścieżką, która spokojnie odnajduje Cię nawet w trakcie najgorszych zawieruch.

Małe życie to życie, o które się nie martwisz.

Wierzę, że najlepiej jest, gdy ma się oba życia

Umówmy się – duże życia są fajne. O jednym regularnie marzę i robię co mogę, by kiedyś je mieć. Ja naprawdę chcę kiedyś stanąć na tym wzgórzu ze wstępu i spojrzeć na to megamiasto ze wstępu i aż zamilknąć w podziwie. Tylko że najpierw muszę zrozumieć, co podziwiam. A także nad jakim miastem chcę to wszystko przeżyć.

No i którędy wejść na tę śliczną, trawiastą górkę.

Bez uprzedniego skupienia się na tym co małe, co Twoje, co niczyje inne, co kruche i ciepłe i miękkie i potrzebne i spełniające Cię i dające Ci satysfakcję – te duże życia są bardzo frustrujące i smutne.

Bieganie nie jest tam, gdzie chcesz. Niewyspanie nie ma powodu. Siedzenie po nocach jest samotne. Zasuwanie męczy. Tyranie zniechęca. Spotkania nie pomagają. Tagowani ludzie nie są dla Ciebie ważni. Powody nie są przekonujące. Sposoby nie działają. Historie nie ciekawią.

Coś nie gra.

A może grać. To nie jest znowu takie trudne.

Wierzę w wartość zaczynania od małego życia.

Od samego siebie.

Masz wtedy życie znajome.

Poznane. Zaakceptowane. Odkryte. Zrozumiane. Własne. Skromne. Przyjęte.

Jest trochę jak Twoja własna planeta Małego Księcia.

Świetnie się z niej podróżuje w duży świat.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

Bądźmy w kontakcie:
  • Bardzo ładny tekst, wiesz? Taki miodek na serduszko. I styl taki przyjemny, ciepły, łagodny.
    To jest właśnie ten rodzaj tekstu, do którego Ty będziesz wracał z dumą, a my by uporządkować bałagan w głowie. :)

    • Dziękuję. Z tą dumą to bym nie przesadzał, ale jeśli mogę pomóc to bardzo się cieszę :)

  • www.kasiaekiert.pl

    bardzo dobry tekst… dziękuję :)

  • Życie to próba balansu w wielu obszarach życia. Dobrze, jeśli się w ogóle wie, do czego dążymy w każdym z tych obszarów.

  • Zu

    Najpierw myślałam że będzie to o powieści „Małe życie” Yanagihary, też byłoby super. ;) Bardzo dobry tekst, wartościowy, prawdziwy w dobie „dużych żyć” niby spontanicznie rejestrowanych na insta. Dobrze, że takie rozważania Ci towarzyszą, lepiej zastanawiać się niż grać trzecioplanową rolę w swoim życiu. Tu trzeba być reżyserem! Do następnego przeczytania

    • xAkemi

      Pomyślałam tak samo! Tym bardziej że właśnie jestem w trakcie czytania tej cudownej książki, a właściwie to ją kończę :c

      • Nie znałem, nie słyszałem. Warto? O czym to? Ja się strasznie szybko zaciekawiam nowymi książkami :))

        • mara

          warto! skończyłam kilka dni temu i moi znajomi również. Polecam audycje Nogasia o Małym życiu (są 2, przed lekturą polecam tę 1 , po tę 2 )

        • Marta P

          Hmm, ciężko powiedzieć jednoznacznie czy warto. Książka jest naprawdę bardzo dobrze napisana, chociaż redakcja mogłaby być znacznie lepsza (raczej historia nic by nie straciła, gdyby wyciąć z niej jakieś 200 stron). Postaci są dosyć płaskie i jednoznaczne. Albo dobre, albo złe, nie ma żadnych odcieni szarości. Natomiast jako studium ofiary i więzi łączącej jej z oprawcą-dosyć ciekawe. Reasumując, powieść w miarę ok, ale chyba jednak można znaleźć coś lepszego :)

        • xAkemi

          Uważam że warto, jednak zawiera treści homoseksualne – jeśli to Ci nie przeszkadza, to naprawdę ciekawa książka. Opowiada o grupie czterech przyjaciół – od college’u aż do pięćdziesięciu-kilku lat (przynajmniej na tym na razie jestem). Głównie jednak jest o jednym z nich, Jude, który miał bardzo bolesne dzieciństwo i to się na nim mocno odbija w dorosłości. Może wkleję link do opisu z lubimyczytać, bo jestem naprawdę kiepska w opisywaniu o czym jest książka i przy okazji nie zniechęcaniu do niej :P
          http://lubimyczytac.pl/ksiazka/299037/male-zycie

  • Alicja

    Takie piękne.

  • Patryk Mataniak

    Mądre słowa.

  • Fajnie, że piszesz o takich rzeczach w taki sposób. Czuję jakieś takie ukojenie na moje stargane serce. Sama często nawet nie potrafię wytłumaczyć co się we mnie tli, potem idę do Ciebie, czytam. I jakoś zaczynam powoli rozumieć. Dziękuję.

  • Damian

    Fajnie przeczytać taki tekst po całym dniu pracy, przypominając sobie, że jesteś na odpowiedniej ścieżce. Pozdrawiam Andrzeju!

  • Weronika Manista

    Wyjątkowo nie podoba mi się ten post. Nie piszę tego żeby Ci dokuczyć, bo lubię Ciebie i Twojego bloga, cieszę się, ze go prowadzisz i np. ja mogę sobie wpaść i poczytać.
    Ale.
    Wprost nie mogę się oprzeć by nie zacytować anegdotki o rybaku i biznesmenów, która być może już znasz. Leci tak:
    Pewien biznesmen obserwował na wakacjach rybaka, który każdego dnia rano wypływał w morze, łowił wiadro ryb i sprzedawał je na targu. Zapytał go co robi resztę dnia, a rybak odpowiedział „jak już sprzedam ryby to Idę do domu, bawię się z dziećmi, rozmawiam z żoną, piję wino, gram na gitarze i śpiewam z przyjaciółmi”. Biznesmen pokrecil głową i powiedział „a posłuchaj. Pomysl, jakbys poświęcił codziennie więcej godzin na łowienie i zrobiłbyś 3x tyle. Mógłbyś wtedy zainwestować w lepsza łódź, zatrudnić pomocnika. Z czasem zarabialbys wiecej, zamienilbys łódkę na wielki kufer rybacki, a później otworzył firme, zatrudnił kadrę żeby lowila za ciebie, a może później otworzylbys zakład rybny. Stalbys się bogaty, znany i szanowany, miałbyś własną marke”. „I po co miałbym to zrobić?” zapytał rybak. „No po to żeby po pracy wrócić do domu, bawić się z dziecmi, rozmawiać z żoną, pić wino z przyjaciółmi…”.

    Prowadzić „małe życie”, które będąc rodzina, partnerem, przyjaciółmi, hobby i tak dalej jest „tym, o które się nie martwisz” (skądinąd bardzo zazdroszcze, że właśnie takie masz do tego skojarzenie, wydawałoby się, że właśnie o to martwi się większość).
    Nie tylko to mnie poirytowało. Chodzi jeszcze o ten ogromny nacisk, który kładziesz na prestiż i osiagniecie aprobaty, chociaż zdajesz sobie sprawę, że to bezpowrotnie tracona energia, od tego zaczyna się post.
    Sama należę do ludzi, którzy muszą się bardzo starać żeby nie być zbyt dobrzy. Paradoksalnie, dbając o (nadmierny) komfort innych ludzi hoduje się u nich niezaradność i utwierdza nie najlepsze cechy – nigdy nie łowią, zawsze potrzebują ryby, nie mają okazji dawać, więc nie znają wartosci podarunku.

    Życząc Ci wszystkiego najlepszego, naprawdę :-) – poirytowana Weronika.

    • Mam poczucie, że się bardzo nie zrozumieliśmy, bo jakieś 90% bloga od dobrze ponad roku jest właśnie o tym, że prestiż i aprobata mało znaczą :) Musiałem gdzieś dać ciała w wyjaśnianiu swojego toku myślenia. Dzięki za komentarz!

    • Ala Mierzejewska

      Odebrałam ten tekst podobnie. Jest w nim wiele sprzeczności i to wybija się w tym wpisie.

  • Marta Jagusztyn

    Ładne to. Ale czy to właśnie nie małe życie jest tym, o które się martwimy? Duże to to, do którego dążymy i którym chcemy się chwalić w jakiś sposób, ale to właśnie z małym się najwięcej zmagamy i o nie martwimy, bo jest takie nie na pokaz, obejmuje rzeczy, które traktujemy jak niezmienne i stałe. A co, jeśli małe życie wywraca się do góry nogami? Duże odchodzi w cień, robi za laskę pomagającą przedrzeć się przez trudny czas, czy ma jeszcze inną funkcję? Z jednej strony podoba mi się ten tekst, ale z drugiej się z nim nie zgadzam i zazdroszczę Ci, że nie musisz się o małe życie martwić. Życzę Ci, by tak zostało :) By robiło Ci za kompas i wskazywało północ, a nie gubiło drogi.
    Pozdrawiam!

  • Myślę sobie, że nie ma szczęśliwego dużego życia, gdy nie ma się balansu i spełnienia w małym. Niejeden przykład dużego życia nam to pokazał. Dzisiaj łatwo jest popaść w pułapkę dużego, instagramowego życia. Trzeba umieć sobie samemu czasami wylać niezły kubeł wody na głowę.
    Podobno ludzie na łożu śmierci, zapytani, czego w życiu żałują najbardziej, odpowiadają, że zbyt małej ilości czasu poświęconej najbliższym. I to dotyczy i tych z małym, i bardzo dużym życiem.

  • Ania

    Tak dobrze się Ciebie czyta :D

  • Dążysz do dużego, a dla mnie to Twoje jest właśnie duże.
    Tak bym je traktowała będąc tam, gdzie Ty jesteś.

  • Ania Oku Ko

    Cały tydzień nad tym rozmyślam balansując między dwoma życiami i proszę, jest. Odpowiedź.

  • Izaza Zaluska

    Jak się Ciebie czyta to jakiś spokój spływa na człowieka czyli mnie :) Czy chcieć przejść (przepłynąć) życie spokojnie, z uśmiechem, tanecznie, śpiewnie to lenistwo? brak ambicji? nuda? bezczelność? aspołeczność? Czy nie?

  • Lola

    „Przedużyciemleku” przeczytałam „przedłuż życie mleku”, myśle czo ten Andrzej wypisuje?! Nie widziałam tej reklamy! Ale dobra, jest 00:30… Uwielbiam Twoje podejście do życia. Love you!

  • Jakub Sobczyk

    A już myślałem, że Tucholski się skończył. Widzę, że on się dopiero zaczyna. Czapki z głów.

  • Jak to powiedzial Léo Babauta: sukces to nie osiaganie czegos w przyszlosci, ale robienie tego co lubimy tu i teraz. Male codzienne szczescie. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • No popatrz, a ja się ostatnio frustrowałam, że żyję zbyt małym życiem w stosunku np. do Ciebie. A tak naprawdę uwielbiam swoje małe życie, swoją Koppi z dripa, swoje książki i swoje gotowanie. Z tym dużym życiem na razie mi nie zbyt po drodze, ale mam dwadzieścia lat, chyba jest jeszcze czas by go we własnym tempie poszukiwać ;)

  • Dom

    fajny tekst. 3masz poziom wysoki Andrzej.
    Tez wierzę że ważne są oba życia, w ludzkich rekach są ich wzajemne przenikanie, relacje.I to co się produkuje przez wzajemne pocieranie.
    serdeczności :)

  • Małe życie… Ja to nazywam, życiem opartym na solidnych fundamentach. Fundamentach, które mimo zawieruchy i życiowych trudności, sprawią, że Twoja budowla będzie bezpieczna. Wierzę też, że wielkie marzenia, zaczynają się właśnie od małego życia. Co nas motywuje? Dlaczego chcemy się rozwijać? Dlaczego chcemy więcej od życia?

    Dla mnie jest to proste. Chciałbym, aby moja rodzina była szczęśliwa. Aby moi bliscy byli zdrowi i bezpieczni. Każde wielkie marzenie, zaczyna się więc dla mnie w domu. Bo prawda, którą zrozumiałem podczas swojego życia jest taka, że zanim porwiesz się na zmianę świata, zacznij od czegoś małego. Zanim, będziesz chciał zmienić świat, zmień siebie. Zanim pomożesz wszystkim innym, pomóż sobie i swojej rodzinie. Później pomagaj sąsiadom, pomagaj w mieście. Zadbaj o to, aby w Polsce żyło się lepiej. Później wypłyń na dalsze wody. Czy warto rzucać się od razu w wir wielkich marzeń? To zależy.

    Zależy od tego, czy poznałeś się na tyle, że wiesz gdzie są Twoje granice. Wiesz dobrze, jakie są Twoje priorytety. Wiem, że to bardzo trudne. Żyjemy w czasach nieustannych możliwości. Żyjemy w czasach praktycznie nie ograniczonego dostępu do wiedzy. Ile jest sposobów, żeby osiągnąć szczęście i sukces? Ile osób o tym mówi? Ile osób pokazuję własną drogę? Jeżeli będziemy słuchać ich wszystkich, wszystko się nam pomiesza. Będziemy kręcić się w kółko. Sekretem realizacji własnych marzeń, jest słuchanie innych i wyciąganie wniosków. Wniosków, co jest dobre dla mnie, a co dla mnie dobre nie jest. Wszystko się zaczyna jednak od małego życia. Wszystko zaczyna się od naszych fundamentów. Od wartości, na których chcemy budować swój świat. Jeżeli nie wiesz kim jesteś i co jest dla Ciebie ważne, przy każdej takiej decyzji będziesz miał problem. Jeżeli poznasz smak małego życia, to będziesz miał szansę na realizację wielkich marzeń.

    Marzę o tym, żeby pisać. Marzę, aby mój blog się rozwijał. Czy mógłbym wierzyć w swoje marzenia, jakbym słuchał innych? Czy te wszystkie komentarze, często osób najbliższych, nie odebrałyby mi motywacji? Myślę, że tak właśnie by było. Gdybym tylko nie wierzył w sens małego życia. Gdybym nie wierzył, że solidne fundamenty i wartości jakie wyznajemy, są naszą największą siłą, już dawno bym zwątpił. Jednak czasami jeden, pozytywny komentarz, potrafi rozgrzać serce i dodać otuchy. To ludzie, którzy pokazują, że warto, są dla nas inspiracją. To nasze małe życie, jest początkiem naszych wielkich marzeń.

  • Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać :).
    #chciecmniej

  • monika

    Wydawało mi się że mam małe życie, ale zawsze wiedziałam na jaką „górę” się wspinam i co muszę zrobić żeby się tam dostać.
    Więc na początek studia, potem wymarzona praca…świetnie udało się, tylko że jak już jesteś na wierzchołku tej „swojej góry” to wyże się wejść nie da….i stoję teraz w martwym punkcie i kompletnie nie mam pojęcia co dalej.

  • W punkt! Mam wrażenie, że małe życie stanowi grunt, w którym trzeba się mocno usytuować, żeby w poznawaniu wielkiego (będącego nieco wyżej niż grunt), nie spaść, nie przewrócić się, ale korzystać.

  • Ostatnio doszedłem do wniosku, że w za dużo mam ostatnio dużego życia kosztem małego… Jak zwykle w odpowiednim momencie odpowiedni artykuł.
    Pozdrawiam. Życzę równowagi o

  • Anna Wiśniewska

    Najlepszy Twój tekst w ostatnim czasie.

  • Ala Mierzejewska

    Tekst jest niewątpliwie – jak zwykle – interesujący i ważny, choćby dlatego, że jest wiele komentarzy. Moim zdaniem jest w nim zbyt wiele sprzeczności, ale może to jest zaletą… na szczęście nie mam aż takich dylematów, staram się, aby w moim życiu rodzinnym i zawodowym, także tym hobbistycznym (też dla mnie ważne) była zachowana dobra równowaga. Może dlatego, że jestem zodiakalną Wagą? :), a może nie zawsze to się udaje w 100%, ale „tu i teraz” jest ok. Lubię ten blog i pozdrawiam miło :)

  • Naszym problemem jest to, że bardzo często skupiamy się na tym „dużym” życiu, uważając, że to „małe” życie nie jest takie ważne i nie wymaga uwagi. Takie teksty jak Twój są bardzo ważne. Pozwalają przypomnieć o tym, jak ważne jest to małe życie i jak ważne jest zachowanie równowagi. Bo niestety często o tym zapominamy.

  • Niespełna miesiąc temu byłam na spotkaniu. Takie tam. Niedzielne popołudnie z kilkoma blogerkami i ich rodzinami. Odwiedziła nas trenerka, coach i rozmawiałyśmy o autentyczności. O tym czy ja jestem autentyczna i czym jest autentyczność.
    I to jest własnie to male życie, o którym piszesz. Autentyczność czyli realizowanie dnia, swojej aktywności, najbliższego półrocza w oparciu jak ja chcę a nie jak inni ode mnie oczekują albo jak ktoś mi zaprojektował.
    Myślę, że takie teksty powinny docierać do osób, które żyją jak w matni. Działają tak, jak ktoś im narzucił i w rytmie coraz większej frustracji realizują amrzenia innych nazywając je swoimi.

  • Kamyk

    Ależ to jest dobre!!! Dzięki za takie poniedziałkowe poukładanie pudełek :)

  • Tekst odzwierciedla to nad czym zastanawiam się głęboko od kilku tygodni. Życie to nieustanna sztuka wyborów pomiędzy małym życiem a dużym, pomiędzy np. odpoczynkiem a pracą. Bo jeśli decydujemy się realizować priorytety istotne dla dużego życia to może to się odbyć kosztem małego. Wybieramy bowiem czy poświęcić czas żonie, dziecku rodzicom czy też może zostać po godzinach w pracy w nadziei, że się wykażemy i awansujemy, będziemy o krok bliżej dużego życia. To jest też sztuka wyboru gdy po całym dniu opieki nad niemowlakiem jesteśmy padnięci i decydujemy czy po 21 idziemy razem z nim spać czy też dopiero zabieramy się za jakiś projekt np.rozwój bloga i rezygnujemy z wypoczynku.

  • Pędząc do dużego życia, można zgubić to małe, albo w ogóle zapomnieć, że się je ma. A to ono daje motywację, siłę do realizacji marzeń, do sięgania po więcej, do próbowania nowego. Czasem dobrze sobie przypomnieć, żeby dbać o to małe życie:)

  • Świetny tekst. Za każdym razem kiedy wracam na Twojego bloga na nowo odkrywam, dlaczego w ogóle zaczęłam go czytać. Dziękuję! :)

  • Domink

    Andrzej, bardzo mądry tekst. Taki, który sprawia, że warto odetchnąć w tym całym pędzie. Ja gonię nieprzerwanie, już od kilku lat. Za czym? Nie mam pojęcia. Chyba za jakimś abstrakcyjnym sukcesem. Ale jestem właśnie na etapie zwalniania. Od niedawna mam psa ze schroniska – jest prawdziwym skarbem i nie wyobrażam sobie stawiać innych rzeczy poza opiekę nad nią. Dzięki niej mogę odetchnąć (http://hasztagcity.pl/pieskie-zycie-1/) Raz jeszcze dzięki za tekst! Podpisuję się pod każdym Twoim słowem w nim
    Z pozdrowieniami
    Dominik

  • Andrzej, dzięki za ten tekst. Dzięki za przypomnienie, że to małe życie jest tym, o które powinno się dbać.

  • Bardzo dobry tekst (już za samo przywołanie Cowboya Bebopa bym to pewnie napisała XD), choc nie spodziewałabym się go po Tobie. Jakoś sprawiasz wrażenie człowieka Dużego Życia właśnie. Tymczasem jednak się pomyliłam, bo wygląda na to, że potrafisz łączyc Małe z Dużym, a to chyba najlepsze podejście (przynajmniej póki jest się jeszcze młodym ;) ). Z moich doświadczeń powiem (nic nowego dla Ciebie pewnie), że dążenie na siłę do samego Dużego Życia wyniszcza, prowadzi do nerwic i depresji. Fajnie w nie celowac, ale niedobrze czynic go jedynym i ostatecznym celem w życiu definiującym Twoją wartośc jako człowieka. Obracam się teraz w kręgu ludzi z wyżej wspomnianymi nerwicami i depresjami, często na poziomie dośc poważnym, wymagającym pomocy lekarskiej. Ilu z nich pogłębia swoje choroby ciągłym patrzeniem na to, jakie Wielkie Sukcesy osiągają Ludzie Dookoła Nich. Nie potrafią zaakceptowac faktu, że sukces ma różne definicje i że od medialnego sukcesu ważniejsze jest prywatne zadowolenie z siebie. Bo, powiedzmy sobie szczerze, nie każdy osiągnie w życiu Wielki Sukces. Ktoś musi pracowac w markecie, ktoś musi sprzątac, ktoś jest mniej utalentowany, mniej przebojowy, czy po prostu ma odstręczający wygląd czy problemy psychiczne… to wszystko jest przykre, jeśli przykłada się do tego zbyt dużą wagę. A przecież można sobie życ małymi niemedialnymi sukcesami i cieszyc się życiem.

  • Dla mnie to małe życie jest najważniejsze. Wszystko, co się dzieje w tym dużym życiu jest tylko poboczne. Mam nadzieje, że tak zostanie na zawsze.

  • Zastanawiam się na ile duże życie przez to że sprawia wrażenie mocno nieogarniętego, zabieganego, przeżywanego w pośpiechu i pospiesznie dokumentowanego – jest traktowane jako gorsze, a małe życie jako bardziej swoje, minimalityczne, nie na pokaz – jako lepsze. Wydaje mi się, że równowaga między jednym i drugim jest szczególnie istotna. I tak jak zauważyłeś Andrzeju, jedno wypływa z drugiego. I nie ma dużego bez małego. Dzięki za ten tekst.

  • Konrad.

    Ja cenię przede wszystkim „Małe życie” ponieważ w życiu każdego człowieka najważniejsze jest poznanie siebie to jest jego podstawowy cel. Zanim zaczniemy wyruszać częściej w te „Duże życie”, by udowodnić, że Ja istnieje i pokaże Wam na co mnie stać, człowiek powinien najpierw skupić się na sobie, na bliskich, na ważnych wartościach odgrywających rolę w jego życiu, dlatego również POLECAM WAM filozofię życia jakim jest „MINIMALIZM”, dzięki któremu potrafimy zauważyć, że tracimy energię i zdrowie o dobra materialne, których przeważnie nie potrzebujemy tylko są po to, by skupić się na pustym tego słowa znaczeniu jakim jest „prestiż”. Nie warto robić, coś by się pokazać jeśli już to pokazać, że sobie radzę, że mnie ludzie lubią, a nie że mnie stać… robiąc wszystko na pokaz. Trzymajcie się! ;)

  • W dwa tygodnie po urodzeniu synka dziś cenię moje małe życie sto razy bardziej. Moje niewyspanie ma powód. Moje noce nie są samotne (ani odrobinę) ;) Moje małe życie jest kruche, ciepłe, przytulne i spełniające mnie. Dzięki temu życiu, które toczy się długo dłużej niż minione dwa tygodnie, moje duże życie nie frustruje, nie krzyczy, że powinnam być gdzie indziej. W takich okolicznościach, robi się wielkie rzeczy, gdy jeszcze są małe. I nie żałuje się ani chwili.
    Dzięki Ci za ten tekst!

  • Żaneta

    Wspaniały tekst. Wzbudza refleksję. Ma sens.

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)