Autor: Andrzej Tucholski | 28 sierpnia 2017 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Dyscyplina nie jest sexy

Ludzie marzą o różnych rzeczach. Ktoś chce mieć sporo kasy. Ktoś chce narysować okładkę New Yorkera. A ktoś inny podpisywać swoje bestsellery każdej jesieni w księgarni na Union Square. A jeszcze komuś innemu marzy się proste, udane życie z fajną rodziną i satysfakcjonującą pracą.

Ale mało kto marzy o tym, jak będzie wyglądała sama droga do tych marzeń.

Praca a efekt pracy to nie to samo

Dobrym przykładem jest tutaj zawód fotografa.

Fajnie jest mieć cykniętą ładną fotkę.

Ale powiem Wam, że cyknięcie ładnej fotki to naprawdę upierdliwy proces. Trzeba wziąć pod uwagę światło, tło, wszystkie odległości, pożądany nastrój i motyw przewodni, interesujący nas kontekst obiektu, sporo ruszających się elementów otoczenia, kadr, kompozycję, kolorystykę – a dla większości z tych zmiennych należy się pochylić, kucnąć, przejść, wejść, wdrapać, wychylić, nagiąć, zmienić obiektyw, rozstawić statyw, nagiąć kąt i, w trudnych chwilach, nawet pogadać z paroma osobami, by na moment nie wchodziły w Twoją linię wzroku.

Aha, no i przydałoby się też mieć ten rok, pięć lat, dekadę doświadczenia, które pozwolą na celne podejmowanie wszystkich tych decyzji.

Żeby regularnie robić udane zdjęcia, trzeba najpierw wytrzaskać tysiące nieudanych i za każdym razem zadać sobie bolesne pytanie: ok, a teraz co zepsułem, że jest źle?

I potem się uczyć. Inwestować. Próbować. Rzadko odpuszczać.

Zobaczcie kiedyś, czy zawodowy fotograf przy pracy wygląda tak “sexy” jak ludzie portretowani czasem z aparatami na tumblerze czy instagramie. Stawiam dychę, że nie bardzo, bo pewnie akurat będzie zajęty kucaniem tak głęboko, że plecak go przeważy i tylko dzięki podparciu wyjątkowo brudnego znaku drogowego nie fiknie na plecy w zaschniętą kałużę.

Czy efekt jego pracy będzie sexy? Oooooj tak.

Czy sama praca jest sexy? Być może, jeśli odpowiednio się ją pokaże (o tym zaraz).

Ale nie, dla wielu ludzi nie będzie.

Dla wielu ludzi będzie wyglądała dziwnie jak… praca.

Grind i namiętność

Żyjemy w jakimś takim dziwnym, gęstym, pełnym kawy i półcienia kulcie ciężkiej pracy. Sam jestem jego częścią. Kuszą mnie i zwodzą zdjęcia moich idoli, które udowadniają, że po co iść spać o 22 skoro można posiedzieć dodatkowe trzy godziny i wyprzedzić peleton. Na szczęście dojrzałem niedawno do zrozumienia, że tutaj też trzeba wykazywać się niezła czujnością.

Bo widzisz – fotka, że pijesz kawę i pracujesz w środku nocy jest sexy.

Przynajmniej jeśli masz znajomych, których kręcą podobne rzeczy.

Ale samo siedzenie i gazowanie się kofeiną o czwartej nad ranem już nie jest.

Co do zasady świadczy o tym, że człowiek nie umie organizować sobie pracy lub totalnie nie potrafi nadawać priorytetów różnym obowiązkom. Czasem jednak faktycznie będzie oznaczać kogoś, kto odważnie i wbrew światu, wbrew własnemu zdrowiu walczy o przyszłe miejsce na szczycie wybranej przez siebie dziedziny. Pytanie tylko: czy warto?

Dyscyplina do wewnątrz, wizerunek na zewnątrz

Dla wielu z nas to może być oczywiste. Ale dla kogoś – tak jak dla mnie, parę lat temu – nie musi.

Tak więc, aby odjąć niepotrzebnych frustracji: dyscyplina nie jest sexy.

Dyscyplina to wstawanie o piątej rano w lodowate, listopadowe wtorki by pójść pobiegać w ciuchach, które jeszcze trochę trącają po wczoraj.

Dyscyplina to napisanie stu stron tylko po to, by znalazło się w nich wartościowe pięćdziesiąt (a i to po wielu latach treningu w opowiadaniu historii).

Dyscyplina to pamiętanie, że posiadanie własnej firmy to nie tylko skype-calle ale też prowadzenie exceli i siedzenie w fakturach.

Dyscyplina to codzienne wykonywanie nudnawych, ale potrzebnych ćwiczeń na tryby warunkowe w języku angielskim.

Dyscyplina to gotowanie po nocach zdrowych potraw, by brać je potem do pracy, zamiast grupowych wyjść na lunch.

Sexy są jej efekty.

Człowiek jest potem wysportowany, napisał nienajgorszą książkę, prowadzi utrzymującą się na powierzchni firmę, ogląda anglojęzyczne seriale, poprawiają się jego wyniki krwi. To jest super. Ale sama prowadząca do tych stanów dyscyplina to zwykła, codzienna, ciężka praca. Efekt wyrobionej w sobie, codziennej siły.

Który, co trzeba przyznać, sporo ludzi w internecie potrafi pokazywać tak, że człowiek aż ma ochotę wszystko rzucić, polecieć po kratkę napojów energetycznych i bez wyraźnego powodu trzasnąć maraton 72h pracy non stop tylko po to, by coś sobie udowodnić.

Pułapka

Warto jednak zwrócić uwagę na to, czy kusi nas w czymś cel oraz wyłącznie romantyczna, wizerunkowa wizja pracy nad nim, czy też faktycznie jesteśmy gotowi np. zawalać noce, by coś osiągnąć. Czasem się okaże, że nie, po prostu wkręciły nas fajnie opowiedziane historie. Każdy lubi zrobione “z góry” fotki równo ułożonych przedmiotów na stołach, które symbolizują używanie tych narzędzi do realizowania swoich marzeń.

Trzeba jednak czasem powiedzieć, że taka fotka to jest przypudrowane, “publiczne” pięć minut procesu, który zajmuje tysiące godzin i przypudrować go się nie da ;)

Dobry deal

Dyscyplina to, wreszcie, bardzo mała cena do zapłacenia za 200% udanego życia.

W trakcie studiów zorientowałem się, że jeśli robię coś “tak sobie”, to spędzam nad tym, powiedzmy, pięć godzin. A jeśli robię coś tak, żeby było super, to spędzam nad tym sześć godzin.

Wystarczy dodatkowy, niewielki procent już I TAK POŚWIĘCONEGO czasu, żeby efekty zaczęły być takie, że nawet przechodnie gwiżdżą z podziwem.

Co ciekawsze jednak, dopiero po studiach zauważyłem, że prawdziwą dyscyplinę potrzeba też mieć do łagodności względem samego siebie. Do takiej pracy, by się nie katować, bo choć pięć sprintów jednego dnia brzmi dobrze, to cotygodniowy maraton do końca życia brzmi lepiej.

Innymi słowy: osiąganie czegokolwiek w zrównoważony, fajny sposób to trudna sztuka.

Której – poza Tobą – nikt, nigdy nie zobaczy w całości.

Ale pomyśl sobie, jak fajnie będzie wyglądał efekt.

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

Zdjęcie w nagłówku: Yeshi Kangrang ze zbiorów Unsplash.

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na ludzkie życie ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganego życia. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam :)

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 3 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • bezpośredni kontakt do mnie

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na ludzkie życie. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność. W tekstach łączę lifestyle’owe treści z eksperckimi poradami. W praktyce oznacza to artykuły na codzienne tematy wzbogacone “w środku” fajnymi rozwiązaniami z zakresu optymalizacji obowiązków, psychologii oraz strategicznego podchodzenia do wyzwań. Jeśli przychodzisz po chwilę wyluzowania, wyjdziesz z nowym pomysłem. A jeśli przychodzisz po rozwiązanie, trochę odpoczniesz :)

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail. W przypadku palących problemów nalegam, by skontaktować się ze sprawdzonym fachowcem legitymującym się wykształceniem i potrzebnymi specjalizacjami. To ludzie, którzy starali się latami, by móc Ci pomóc. Głupio by było teraz im na to nie pozwolić :)

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)