Autor: Andrzej Tucholski | 17 marca 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Jak pamiętać o tym, dlaczego się w ogóle zaczęło

Są takie książki, filmy, gry, komiksy, opery, obrazy i rzeźby, które zostają z człowiekiem na długie lata. Z jakiegoś powodu nuci się ich motywy przewodnie nawet wtedy, gdy nikt już nie pamięta, gdzie leży płytka. Są częścią serca.

Najpiękniej jest jednak wtedy, gdy taki tytuł dodatkowo symbolizuje coś o wiele, wiele ważniejszego.

Chcę Wam dziś opowiedzieć pewną historię.

Gdy chodziłem do ogólniaka, mieszkałem dosłownie kwadrans piechotą od szkoły. Przez trzy lata wychodziłem o siódmej czterdzieści i, razem ze zmienieniem obuwia i przywitaniem się ze wszystkimi, najpóźniej siódma pięćdziesiąt dziewięć stałem pod drzwiami klasy. Byłem bodajże jedną z trzech czy czterech osób, które nie musiały dojeżdżać na lekcje i przy okazji jedyną, która mieszkała na północ.

Miałem więc codziennie pół godziny tylko dla siebie i swoich myśli. Na trasie, którą poznałem tak dobrze, że do dziś mogę ją na luzie przejść z zamkniętymi oczami.

Słuchałem więc podcastów. Głównie Gamespot presents: The Hotspot. To dzięki niemu nauczyłem się “słuchanego” angielskiego, to on każdego ranka i każdego popołudnia napędzał moje marzenia dotyczące… no cóż. Dotyczące wszystkiego. Dzięki grom chciałem być dziennikarzem. Dzięki grom chciałem być projektantem. Dzięki grom chciałem być scenarzystą. Dzięki grom chciałem być programistą.

Ta kula śniegowa dobrego humoru i inspiracja urosła ostatecznie do podstawy pod sporego bałwana.

W marcu 2009 roku razem z przyjacielem założyliśmy redakcyjnego bloga o grach wideo. W szczytowym momencie skupiał on twórczość bodajże siedmiu redaktorów i (na krótką chwilę) zagwarantowaliśmy sobie razem miejsce w top10 growych blogów w Polsce. A potem prawdziwy ruch ugrał kto inny i masa stronek odeszła w niepamięć. My też.

Było to bardzo odważne i bardzo naiwne. Nie wiedzieliśmy co robimy. Obaj byliśmy niedoświadczeni, trochę głupi i niesamowicie ambitni. Porażki nas nie zrażały i wszystkiego uczyliśmy się “na bieżąco”.

W teorii “nic z tego nie wyszło”. W praktyce każda chwila była warta więcej od złota. Każda trudność, każde wyzwanie i każdy “ciężki dramat” odeszły już dziś w niepamięć. Zostało to, co się z tych chwil nauczyliśmy.

Ale, tak między nami, zostało coś jeszcze lepszego.

Zostało wspomnienie wiosennych popołudni, zupełnie beztroskich, bardzo ciepłych. Robiłem sobie wtedy herbatę (to było na parę lat przed startem kawowej miłości) i bez żadnego stresu siadałem przed klawiaturą. Nie wiedziałem jeszcze co konkretnie chcę osiągnąć, bo nie wiedziałem NIC o tym, co tak naprawdę próbuję zrobić. Wiedziałem jednak, że chcę zaprezentować sobą światu jakąś wartość. Że chcę zaciekawić odbiorcę czymś oryginalnym. Że kiedyś, ale to tak napraaaaaawdę kiedyś chciałbym robić to na najlepszym poziomie i móc na żywo poznać swoich idoli.

Nie miałem wielu zmartwień dotyczących tego, co chcę zrobić.

Pisałem więc tekst. Jeśli nie był strasznie głupi to publikowałem go. I od razu zaczynałem pisać kolejny. Często powstawały dwa, trzy.

Codziennie.

I trwa to już od siedmiu lat, bo późnym latem 2009 założyłem tego bloga, którego czytasz teraz.

(To znaczy przynajmniej jedną stronę tekstu dziennie piszę – dla siebie lub pod publikację – od dobrych 13 lat, bo przed tym blogiem growym miałem jeszcze długie angaże w dwóch sporych portalach, ale o tym może Wam opowiem innym razem.)

Tylko że, widzicie, z czasem trochę dojrzałem. Nie jakoś bardzo, ale trochę. Na tyle, by zorientować się, że być może powinienem to, co robię, czynić trochę bardziej profesjonalnie. Trochę bardziej tak, jak inni, najlepsi na świecie. Trochę bardziej pod rynek. I pisanie znienacka zaczęło tracić beztroskę, wiosnę i ciepło. Obrosło też w stres i poczucie odpowiedzialności.

Zacząłem się martwić o przyszłość.

Parafrazując Davida Nichollsa, gdybym ja tego pisania nie kochał, to pewnie bym go czasem nawet nie lubił.

Nie żałuję tych zmian, bo to dzięki nim mogę dzisiaj żyć z tego, co kocham. Piszę, nagrywam, wymyślam, obserwuję, streszczam, syntetyzuję, rysuję i nie dość, że ktoś lubi to czytać i oglądać to jeszcze ktoś inny czasem chce mi za to płacić. Poważnie, ciężko mi aż znaleźć słowa na to, jak wielką radość sprawia mi to, co robię i jak bardzo Wam dziękuję za to, że mogę to robić :)

Nie można iść przez życie z naiwnym, dziecięcym spojrzeniem i oczekiwać sukcesu. Człowiek wyłoży się na pierwszym płaceniu podatków.

Ale!

Tym bardziej nie można iść przez życie z wiecznym poczuciem stresu i odpowiedzialności. Wypalenie jest straszne i ciężko się je zmywa.

Więc!

Można iść przez życie z profesjonalnym, rzeczowym podejściem do spraw, które okazjonalnie przetyka się powrotem do tych pierwszych przebiśniegów marzeń, które zasiliły wszystkie inne czynności na długie lata. Pamiętanie o tym, dlaczego się w ogóle zaczęło, jest kluczowe. Mi zdarzyło się w pewnym momencie życia o tym na chwilę zapomnieć i nie chcę już nigdy więcej takiej sytuacji powtórzyć.

Od zeszłego roku mocniej dbam o to, by zawsze mieć przed oczami coś, co symbolizuje moje oryginalne aspiracje.

Wydaje mi się, że mogę już teraz wrócić do tego, o czym zacząłem mówić we wstępie.

Latem 2011 roku wyszła gra Bastion. Pamiętam, że już pierwsza zapowiedź obudziła we mnie wyjątkowo dwuznaczne drgania. Ale to jeszcze nie było to. Nie do końca. W drugiej połowie marca 2013 mój przyjaciel – ten sam, z którym cztery lata wcześniej zrobiłem bloga o grach – wysłał mi trailer do kolejnej produkcji tego samego studia, czyli Supergiant Games.

I to było dokładnie to.

Poczucie beztroski, wiosny i wczesnego rozpoczynania pracy nad marzeniem wróciło do mojego serca natychmiast.

Najlepsze jest to, że Transistor nie został moją ulubioną grą. Za pierwszym razem nawet go nie skończyłem. Ma jednak w sobie coś takiego, że jak tylko o nim myślę to natychmiast czuję tę samą wolność i radość z cieszenia się moim hobby, którą czułem zaczynając mój (nasz) pierwszy “poważny” projekt.

W efekcie opublikowałem recenzję na blogu tak szybko, jak tylko było to możliwe. Potem, dzięki uprzejmości Playstation Polska, mogłem zadać parę pytań Gregowi Kasavinowi, mojemu scenariuszowemu idolowi i twórcy fabuł do obu gier Supergiant Games.

A teraz to.

Wspominam o tym wszystkim z dwóch powodów.

Po pierwsze, myśmy tego naszego bloga o grach otworzyli 14 marca 2009 roku.

Parę dni temu była rocznica :)

Po drugie, kupiłem sobie niedawno w prezencie figurkę głównej bohaterki z gry Transistor i chcę Wam ją pokazać. Nazywa się Red i wszystkie jej projekty przygotowała Jen Zee, jedna z moich ulubionych artystek, którą bardzo chciałbym kiedyś poznać osobiście. Już teraz wiem, że będę tej figurce dużo zawdzięczał.

Pisząc te słowa – te, w tej chwili, teraz – kątem oka widzę Red stojącą przy samym krańcu ekranu. W teorii to tylko zabawka, być może trochę infantylna jak na mój wiek. Ale w praktyce wystarczy jedno spojrzenie i wszystkie stresy związane z ewentualną popularnością tego tekstu, z tym co mam do zrobienia, co zawaliłem wczoraj, o co się martwię, z kim muszę porozmawiać, czy na pewno wszystko osiągnę, czy na pewno wiem jak pomóc, czy na pewno nadaję się do tego co robię… to wszystko milknie.

To się dzieje natychmiast.

Pamiętam, czemu w ogóle zacząłem.

Jestem odważny i naiwny, mam świeżą herbatę, za oknem jest ładnie.

Przykładam palce do klawiatury i – kto wie? – może nawet napiszę coś, co nie będzie strasznie głupie.

 

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

 

Bądźmy w kontakcie:
  • Cieszę się, że zacząłeś się uzewnętrzniać. Fajnie jest w końcu, choć na odległość, trochę Cię poznać. Ja jestem na etapie wychodzenia ze swoją pasją, i jaki taką wiedzą na jej temat, do ludzi. Póki co pierwsze kroki są ciężkie.

  • Andrzej, ten tekst jest kapitalny. Nie będę nic więcej pisał, bo to bez sensu. Po prostu kapitalny.

  • Marta Różańska

    Chyba myślimy ostatnio o tym samym :P Odkąd zaczęłam czytać Twojego bloga zaczęłam (a przynajmniej próbuję) ogarnąć własne życie. Mam podobne zainteresowania do Twoich, ba, nawet studia kończę na tej
    uczelni co Ty, tylko na innym wydziale i tak jak Ty mam wizję. Czasami zdarza mi się (nawet bardzo często) zapomnieć o tym, do czego dążę i co chciałabym osiągnąć, powiedzmy, ze dopada mnie zmęczenie i wątpliwości. I znowu wracam do punktu 0. Straszny stan. Potem wszystko trzeba zaczynać od początku. Staram się od siebie dużo wymagać, wtedy jestem chyba najszczęśliwsza, bo poznaję nowych ludzi, nagle wpadam w super miejsca albo przezywam coś niezapomnianego, ale ciągle mam w sobie obawę, czy uda mi się zrealizować wszystko, co zaplanowałam. Dlatego cieszę się, że jakoś dziwnie się dzieje, że we właściwym momencie spotykam właściwych ludzi, którzy utwierdzają mnie w mojej drodze i przeżywają podobne dylematy, co ja :) Mam nadzieję, że Ty nie zapomnisz nigdy, dlaczego zacząłeś, bo jesteś inspiracją dla naprawdę wielu osób :) Dzięki wielkie :) Pozdrawiam :)

  • Ola

    Czytam Cię od dawna i każdy Twój post mnie motywuje. Raz na jakiś czas mam małą załamkę (właśnie teraz jest ten czas), ale ten post sprawił, że znowu mi się otworzyły oczy i zabłysnęło w nich światełko. Dziękuję :)

  • Chciałabym mieć te dwuznaczne drgania zawsze wtedy, gdy zaczynam pisać :)

  • Agnieszka Dudek

    Jakie to miłe zrobić sobie taki prezent. Red jest przesympatyczna.
    Ja chcę mieć na biurku Transformers :D

  • Greg

    Andrzej, dzięki za to. Moja figurka jest inna i symbolizuje też coś innego (Cloud z FFVII – reprezentuje dla mnie płynność tożsamości, sprawczości jednostki i zwycięstwo mimo najbardziej nawet niekorzystnych okoliczności, które to idee są mi szczególnie bliskie jako osobie wychowanej w skrajnie patologicznej rodzinie), ale w jakiś sposób poczułem pewne “braterstwo dusz” (skoro już mówimy o figurkach to jedźmy na całość z infantylizmem, a co!) czytając ten tekst. Niedługo będę na SWPS w Wawie i kto wie, może kiedyś nasze drogi się skrzyżują. Keep up the good work mate.

  • Eyree

    Na prawdę lubię Twojego bloga za to i za motywację i za to, że od czasu do czasu pojawi się tu tekst, który daje pozytywnego kopa żeby wrócić na właściwe tory. Wiesz, kiedyś będąc jeszcze w liceum oglądałam animację “Jak wytresować smoka” świetny film swoją drogą. Jednak dopiero gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe coś mnie tknęło, doszło do mnie że za tymi wszystkimi nazwiskami kryją się ludzie, niesamowicie zdolni ludzie, którzy odwalili kawał świetnej roboty. Chyba od tego czasu mam w głowie ciche marzenie, żeby moje nazwisko też kiedyś widniało w napisach podobnej produkcji. Oczywiście w międzyczasie wiele się zmieniło, poszłam na studia, rzuciłam studia, zaczęłam kolejne ale wizja mojego imienia i nazwiska pod produkcją, która obiega cały świat zawsze gdzieś tam była. I wiesz co? Niedługo zaczynam pracę przy grze, która przy odrobinie szczęścia może zwojuje świat :) Także może czas kupić sobie figurkę Szczerbatka? W każdym razie trzymaj kciuki a ja lecę zapracować na moje miejsce w napisach. :D

    PS. Transistor to gierka od Supergiant Games i choć nie mogę jej odmówić klimatu to moje serce zdecydowanie skradł Bastion, jeśli nie grałeś to polecam, idealna na kilka wieczorów :)

  • Kuba Wilk

    Andrzej w sumie to nigdy Ci tego nie mówiłem, i może to będzie takie mega prywatne i trochę się dziwnie się z tym czuję że to tutaj piszę, ale jeden z twoich jutubowych filmików sprawił, że jestem w Londynie i studiuję muzykę, poznałem mnóstwo świetnych ludzi i piszę materiał na swój pierwszy album. Kiedy czytałem ten wpis to czułem coś w rodzaju takiego ciepła, przypominając sobie artystów którzy wpłynęli na moje życie. Dzięki za to!

  • Konrad Norowski

    Ostatnie zdanie wymiata ;) bardzo ładna klamra kończąca

  • Choć w gry raczej nie gram to trailer ten uwielbiam. I lubię dobre trailery growe oglądać.

  • ka

    przy “i pisanie znienacka zaczęło tracić beztroskę, wiosnę i ciepło” aż mną wzdrygnęło. powody zostawię samej sobie, ale twój tekst, muszę przyznać, pojawił się w odpowiednim momencie i czasie. a tak przy okazji to ja nadal wierzę w to, co powiedział j. górnicki na ubiegłorocznym BFG, a mianowicie: “świata nie zmieniają mądrzy cynicy, świat zmieniają naiwniacy”. oby nam się ;-).

  • Dobrze powiedziane :) Fajnie, że nawiązałeś do pamiętania o powodach dla których robimy to co kochamy, bo warto zdawać sobie z tego sprawę. Tak jak to napisałeś, poprzez korzenie, mamy możliwość nie wypalić się zawodowo i nie pozwolić na to by przyszedł marazm i stagnacja. Trzeba iść do przodu i ciągle się rozwijać :)

    Pozdrawiam mega pozytywnie

  • Zbigniew Nowocin

    Właśnie dla takich treści przychodzę do tego Twojego -super domku na drzewie:) Mam prawie pięć dyszek na karku i życzyłbym sobie takiej refleksji nad własną “drogą”, jaką pokazujesz tutaj…u siebie:)

  • A ja nie ufnie kliknęłam link do Twojego wpisu. Nie żałuję. Teraz siedzę i zastanawiam się nad swoim życiem.

  • Ja pamiętam, że pierwszego bloga zacząłem pisać w 2002-03 na platformie zwanej 2log kiedy jeszcze byłem na studiach. Kawał czasu temu. Wtedy nie liczyły się zupełnie statystyki tylko fun z pisania. Śmieszne czasy:) Teraz po ponad 12 latach piszę znowu, bo mam przyjemność z konkretyzowania swoich myśli. Wychodzi lepiej lub gorzej, ale zawsze:) Nie mogę tak jak Ty się z tego utrzymać, ale może za 30 lat jak już będę na emeryturze jakiś grosz do kieszeni wpadnie;)
    Bardzo pozytywny wpis jak zresztą cały Twój blog. Keep it up;)
    A co do Transitora to zaciekawiłeś, bo wcześniej nie miałem okazji przeczytać recenzji. Od siebie polecam magiczny “unravel”, gdzie scenografie powalają. W wolnym czasie zresztą zapraszam, do krótkiej recenzji -> http://kamilowski.pl/unravel-czyli-gra-dusza/

  • Beata

    Świetny i ważny tekst. Przypomina mi bardzo ‘filozofię’ Simona Sinka “Start with why” – u Ciebie jest to pokazane już z perspektywy czasu, ale o to samo ‘why’ chodzi :) Pozdrowienia!

  • Zostawiłam sobie ten tekst na wieczór taki jak dziś. Przez okno księżyc się szczerzy, herbata paruje, a koło mnie leży stertka ogarniętych spraw.
    To są teksty, dla których chwalę dzień, w którym do Ciebie trafiłam. Przez ten mój nowy początek w życiu, szukam kotwicy, żeby w chwilach niezbyt uroczych, pamiętać po co mi to wszystko. Teraz już wiem, jakie to jest szalenie ważne.

  • Dzięki Ci za to przesłanie! <3

  • Pawel

    Hej, tzn., że utrzymujesz się z Bloga i kanału YouTube? W sumie miałbym parę pytań, ale nie chcę się zachować nie taktownie, a tym bardziej pytać o pewne rzeczy na forum publicznym.

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)