Autor: Andrzej Tucholski | 11 stycznia 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 3 minut

Wpisz w kalendarz odpoczynek

Mam dla Was założenie: kalendarze są do obowiązków. To tam wpisuje się pracę na ósmą rano, spotkanie na czternastą, wizytę w pralni po osiemnastej i wieczorny skype do kolegów, by ogarnąć temat prezentu na urodziny Emmanuela. To bardzo popularne założenie. Szkoda tylko, że błędne i wyjątkowo szkodliwe.

Widzicie, wszystkie te ambitne i ciekawe fale założeń roztrzaskują się o klif priorytetów. Planowanie tylko pracy ma sens wyłącznie gdy pracujecie na NAPRAWDĘ przewidywalnym etacie i w zasadzie NIGDY nie spotykają Was wydarzenia losowe. Jest tu ktoś taki?

Ktokolwiek?

Choć jedna osoba?

*kaszel z ostatniego rzędu*

Tak myślałem.

Planowanie samych obowiązków sprawia, że ramy Waszych dni są poskładane z tego, co musicie robić. W te ramy bardzo szybko wleją się sprawy, których nie przewidywaliście. Dodatkowe spotkanie, korek na Banacha, chorujące dziecko, zgubione notatki, zepsuty telefon – dosłownie cokolwiek. W efekcie “pierdoły” takie jak poczytanie książki, basen, uczciwa sesja w HotSa czy spacer z aparatem fotograficznym wylatują, bo przecież są “mało ważne”.

A po trzech latach takiego optymalizowania mało ważnych pierdół człowiek orientuje się, że stoi na górnym skraju wypalenia zawodowego i patrzy się w dół, wzdłuż zbocza tak głębokiego i stromego, że zrzucanie w dół pieniążka traci jakąkolwiek funkcję eksploracyjną. Zanim dzyndznie on o podłoże porwą go boczne wiatry i nie dość, że nie dowiesz się, w jak ciężkim problemie jesteś, to jeszcze stracisz cenne zasoby.

(Pisałem o czymś podobnym w tekście Oddychaj.)

Moja porada: wpisujcie w kalendarz odpoczynek. Jak często mawia się w mojej rodzinie: zostawcie coś do zrobienia na jutro. To bardzo zdroworozsądkowe podejście. W niedawnej przeszłości wspominała o nim dr Ewa Jarczewska-Gerc. Nie bez powodu dni odpoczynku są tradycyjnie i kulturowo “uznawane” jako wolne, a nie zostawiane do “luźnej interpretacji, by, w sumie, skoro nie ma nic innego, trochę odpocząć, nieważne kiedy, jakoś to ogarniecie”.

Sprawdźcie w analizie zeszłego roku, na ile dużym było to problemem. Uwzględnijcie wnioski w planach na ten rok.

Początkowo wpisywanie “dwóch godzin na czytanie książki” może wydawać się Wam głupie i, co tu kryć, trochę głupie jest. Ale niestety nie jest to ani moja, ani Twoja, ani nawet naszych rodziców wina, że mamy tak przyspieszone i obciążające czasy, jakie mamy. Tak się ułożyły różne koniunktury i tak wygląda rzeczywistość: nie utrzyma się już “gospodarstwa domowego” z czterdziestogodzinnego etatu jednej osoby. Trzeba ten fakt przyjąć ze spokojem.

Dlatego, zamiast z nim walczyć, zamiast nastawiać się na groźne i bezwzględne wiatry sytuacji losowych można go po prostu zaakceptować.

A potem pójść poczytać książkę :)

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

///

PS: Istnieje oczywiście możliwość, że należysz do niesamowicie rzadkiego szczepu ludzi, którzy “po prostu” zawsze są w stanie na luzie odpocząć. Tylko że wtedy szanse, że czytasz mojego bloga, są raczej małe, bo z większością problemów i tak radzisz sobie samodzielnie, no stress :)

  • Właśnie doświadczyłam tego, o czym piszesz. Chociaż trąbię o czymś takim jak relaksujące, czwartkowe wieczory (bo to środek tygodnia, więc nabierzesz energii na jego drugą połowę i jednocześnie niewiele masz do stracenia – czekają cię jedynie piątkowe obowiązki i weekend), często sama o tym zapominam, bo jest coś ważniejszego – a to artykuł, a to chora koleżanka w pracy albo coś innego. W efekcie – nie oglądam zaplanowanego filmu, nie nakładam miliona odżywczych maseczek, nie biorę relaksującej kąpieli, a bez odpoczynku – nie mam szans, na domknięcie wszystkich zaplanowanych spraw z tygodnia. Czasem trzeba być asertywnym również we własnej głowie. Fajnie, ze o tym przypominasz. :) Dzięki. Ciao.

    • Ja też często nie mam ochoty na odpoczynek. Normalne. Gorzej gdy orientuję się, że nie miałem tej ochoty przez dwa tygodnie. Wtedy wiem, że pora przestać sobie ufać i natychmiast odpalić konsolę.

  • Najgorsze są okresy kiedy mamy tak wiele planów i rzeczy do ogarnięcia, że ciężko jest zostawić coś na jutro. Wtedy wypalamy się znacznie szybciej. Trwa to tygodnie, a nie trzy lata. Tracimy chęci do wszystkiego. Jak kogoś to spotyka, to trzeba przez to przejść samemu. Zmienić taktykę, strategię działania, a konkretnie planowania. Planowanie z rozsądkiem to ciężki orzech do zgryzienia. Samo planowanie jest banalne, ale zrobić to porządnie z pożytkiem dla siebie, już nie.

  • Dla mnie odpoczynek to przede wszystkim sen :) Kiedyś byłam dumna z tego jak mało spałam i dużo pracowałam; teraz cieszę się ze snu jak Kubuś Puchatek :) Do odpoczynku oprócz doświadczeń związanym z własnym przepracowaniem zachęcił mnie Jonahtan Crary, autor książki “24/7. Późny kapitalizm i koniec snu”. Polecam: http://www.blowminder.com/2015/11/06/koniec-snu/ i pozdrawiam serdecznie

    • Tak, po latach podniecania się że śpię po 4-6 godzin dziennie też patrzę w przeszłość cokolwiek zażenowany :)

  • Jolanta Kozioł

    Bardzo podoba mi się metafoa o pieniążku! ;) Pracuję od kilku lat w korporacji, pracę łączyłam ze studiami i dodatkowymi fuchami na boku ;) Bardzo szybko zorientowałam się jaki ma to wpływ na zdrowie i jakość życia i całe szczęście posłuchałam głosu rozsądku i weszłam na właściwe tory. Nadgodziny w pracy tylko w ostateczności (mam wiele rzeczy ‘na jutro’, albo zgłaszam, że jest ich za dużo na 1 etat), dodatkowe zajęcia tylko wtedy, gdy poza pracą na etacie i odpoczynkiem zostaje jeszcze czas. Grunt to umieć wybierać i umieć z czegoś zrezygnować.

  • Jest też inna zaleta przeznaczania czasu na odpoczynek: jeśli wypychamy calutki dzień obowiązkami, jeśli stawiamy przed sobą maksymalnie dużo zadań, jest obawa, że po prostu nie zrealizujemy planu. Bo nie zdążymy, bo będziemy mieli za mało czasu… A stąd już tylko krok do frustracji i wypalenia.

  • Ja należę do rzadkiego szczepu ludzi leniuchujących! :D

  • I święta świętować ;)

  • Edyta Wojniłowicz

    Nauczyłam się odpoczywać po pracy dopiero niedawno i czuję ogromną różnicę. Wcześniej – jako że po pracy muszę jeszcze posiedzieć nad nią w domu – zaczynałam pracować ok.18, tu sprawdziłam sprawdziany, tam zajrzałam na fejsa, napisałam mail, poszperałam w necie w poszukiwaniu czegoś ciekawego na jutrzejszą lekcję, poszłam zjeść, zadzwoniłam do koleżanki, pobawiłam się z kotem, zaplanowałam pracę na lekcjach na następny dzień, ale w przerwie oczywiście ponownie sprawdziłam fejsa. i ostatecznie wychodziło na to, że “pracowałam” cały wieczór a nie zrobiłam zbyt wiele. Teraz przeznaczam na prace w domu godzinę dziennie. Piątek i sobota to dni wolne od popołudniowej pracy. Wszystko mam pięknie przygotowane, nie odwlekam na później, bo mam przecież tylko godzinę dziennie. I zmieniłam zasadę dotyczącą sprawdzania zeszytów – nie biorę ich do domu, zostaję dłużej w szkole. Dopiero teraz mam czas dla siebie i swoje hobby. Umiejętne rozdzielanie pracy od odpoczynku jest koniecznie do pełnego relaksu :)

    • nieobiektywniej

      Też mam tego rodzaju pracę. Okropne jak potrafi się rozłazić. A jak się człowiek spręży, to okazuje się, że umie zamiast 5 godzin, siedzieć połowe krócej – bo efektywniej :)

      Pozdrawiam ciało pedagogiczne :)

  • Justyna

    Moim zdanie konieczność planowania odpoczynku wynika stąd, że mamy po prostu za dużo poważnego czasu wolnego, a za mało tego śmieciowego (tak, to terminy nadane przez naukowców! – tak przeczytałam w jednym z prasowych artykułów). Już sama nazwa czas śmieciowy to wyrzuty sumienia, a tego czasu bardzo potrzebujemy!

    Nie wypada dzisiaj mieć zbyt wiele czasu wolnego, a jeśli już go mamy powinien to być quality time, a nie nicnierobienie. Bo inaczej ktoś powie, że nie mamy zainteresowań czy pasji. Właśnie dzisiaj napisałam o tym u siebie na blogu (pewnie, że zapraszam!) ;)

  • Czas na książkę zawsze się znajdzie ;)

  • Najlepiej, żeby ten czas nie był jedynie w weekend, lecz pojawiał się także w tygodniu. To jak z syndromem “wyśpię się w sobotę i niedzielę” – nie da się odespać zaległości z tygodnia.

  • Dziś miałam dwa egzaminy. Na jutro mam pracę na dość obszerny temat. Na środę dwie kolejne prace. Okres okołosesyjny sprzyja siedzeniu godzinami przed kompem czy z nosem w notatkach. Nie zmienia to jednak faktu że odpoczynek jest ważny. Dlatego cieszę się cholernie, że dałam się wczoraj wyrwać na światełko do nieba. Zimne powietrze, tłum ludzi, piękne fajerwerki i jeszcze lepsza atmosfera, to był ten “Oddech” którego było mi potrzeba. Ale odpoczynek chyba rzeczywiście muszę wpisać w kalendarz, bo gdzieś mi się gubi pomiędzy wykreślaniem kolejnych obowiązków.

  • Gentleman

    Książka najważniejsza! ;)

  • Kajetan Kass

    Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze – będziesz mieć dwa dni wolnego 😉

    A tak poważnie, to czy nie jest tak, że jeśli wpiszesz wolne w kalendarz, zaplanujesz od tej do tej, to nie stanie się ono kolejnym obiwiązjiem, a w każdym razie nie będziemy do niego podchodzić trochę jak do obowiązku? Co to za wolne, skoro jest obowiązkiem? Może wolne to czas poza kalendarzem, niezdefiniowany, a przez to… wolny 😀

    Nie krytykuję; tak tylko się zastanawiam.

    Pozdrawiam.

  • pia

    Ej, Twojego bloga czyta się fajnie nawet jak się ma poukładane życie. ;)
    U mnie jest z tym raczej dobrze, bo chociaż nieregularnie, to jednak organizuję Dni Dla Oli, kiedy wszystko, wszystko mam w nosie. Siedzę w wannie i czytam książki. I w codziennym życiu też troszczę się o swoje zdrowie psychiczne. Nie, Olu, od kilku równań więcej możesz zwariować, pora kolejny raz poczytać Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął (jeśli jeszcze nie czytałeś, to koniecznie, to jest dopiero porcja życia bez stresów).
    I marzy mi się praca, którą zostawiam w miejscu pracy. Na magistercę chcę tak robić ze studiami – siedzę w bibliotece do 20, ale potem mam czas na swoje rzeczy. Tak że dom != praca. Co nie znaczy, że swojej pracy nie będę kochać, o nie.

  • Pamiętam jak na początku tygodnia wklepywałam w kalendarz moją tygodniową rozpiskę i gdy już byłam w połowie drogi, pojawiło mi się okienko powiadomienia z mailem od Ciebie: “wpisz w kalendarz odpoczynek”. Najpierw zrobiłam takie “whoooaaa…”, potem pomyślałam, że jesteś creepy i na pewno podglądasz mnie przez jakąś chmurę, aż w końcu przybiłam Ci wirtualną piątkę i dodałam do mojego kalendarza zielony kolor na wszystkie przyjemne przeszkadzajki, które umilają mi pracę :) (tym sposobem między nauką HTMLa, a nauką kolejnego języka, mogę sobie poczytać ulubione blogi. Piona!)

  • Przyznam, że długi czas miałam do siebie pretensje o odpoczynek, bo jeszcze tyle mam do zrobienia. Planować odpoczynek jednak i tak muszę się jeszcze nauczyć, tak bez pretensji do siebie.

  • Marta-jakprowadzicwlasnafirme

    Czas na odpoczynek powinien znaleźć się w każdym kalendarzu!
    W dzisiejszych czasach żyjemy w biegu, od terminu do terminu, od projektu do projektu.
    Każdy z nas zasługuję na chwilę dla siebie. Ważne jest, aby wykorzystać, ten
    zasłużony czas dobrze. Relaks to nie koniecznie książka, czy kawa ze znajomymi,
    mimo mrozu polecam ćwiczenia na świeżym powietrzu, dotlenimy się, a przy okazji
    poprawimy kondycje!

  • Tak się złożyło, że w zeszłym tygodniu pisałam na blogu o rzeczach, których nauczyło mnie prowadzenie biznesu i planowanie odpoczynku to właśnie jedna z nich. :) Jak się jest freelancerem, to odpoczynek trzeba wpisywać w kalendarz, nie ma opcji :D

  • Grazyna Stachowska-Maruszak

    Fajne. Ja zdecydowanie, planując każdy kolejny tydzień (a robię to w niedzielę, żeby poniedziałek był mniej straszny), wpisuję na każdy dzień nie tylko to, co muszę, ale też to, co chcę – basen, paznokcie i kolejny rozdział książki :) dzięki temu nie wariuję, nawet pracując po kilkanaście godzin ;)

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i piszę bloga oraz nagrywam filmy o ogarnianiu fajnego życia.

Lubię łączyć treści przyjemne z pożytecznymi. Dlatego, jeśli zaglądasz tutaj by odpocząć, pewnie podrzucę Ci nowy pomysł. A jeśli zaglądasz w poszukiwaniu rozwiązania, pewnie trochę odpoczniesz.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial. Jest za darmo!



"Umowy Śmieciowe" to serial do czytania opowiadający historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z sobą oraz, bądźmy szczerzy, większością otoczenia. Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych dramatów kawy.


Przeczytaj serial

Pobierz darmowe materiały
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Każdej akcji poświęcam pełną uwagę i dbam, by łączyła doskonałą treść dla moich Odbiorców z pełnym zrealizowaniem wyznaczonych celów dla Klienta.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)