Reszta życia

Czas czytania: około 6 minut • Fajna codzienność
 

Reszta życia to trudny temat. Ugryzę go tak: gdy lecę na tydzień do nowego kraju, to przed wyjazdem sprawdzam, jak się na miejscu dostać z lotniska do centrum. Czy jest metro. Gdzie mam hotel. Czasem los da mi tyle wolnego czasu, że oddam się równie egzotycznym zajęciom, co sprawdzanie lokalnych atrakcji. Może nawet jakiś punkt widokowy ogarnę.

Krótko mówiąc: poświęcam pewien wysiłek teraz, by mieć coś zrobione na później.

Niepokoi mnie, jak rzadko pamiętam, by zachować się podobnie w sytuacjach sto razy ważniejszych od urlopu.

Wysiłek raz, efekty zawsze

Przykładów, w których podobny “wysiłek wstępny” uchodzi za coś normalnego, jest nieskończoność. Idąc do nowej pracy człowiek przygotowuje się na to, co go tam czeka. I potem już wie. Kupując leki czyta ulotkę. I potem już wie. Zapisując się na nowy sport, poznaje zasady. I potem już je zna.

Nieważne, czy dana “rzecz” będzie w jego życiu przez pięć lat, przez pięć dni czy już na zawsze.

Człowiek uczy się nowej rzeczy przez pewien czas, by potem mieć spokój.

Ale widzisz, i tutaj zaczynają się schody.

Człowiek robi to, o ile sobie najpierw sam nie wmówi, że “to już nie dla niego”.

Jakiś czas temu poważnie się zawstydziłem w rozmowie z pracującą nad moją książką redaktorką. Spytała się mnie, w czym piszę dłuższe formy. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że w programie Scrivener. Potem się mnie spytała, czy można w nim robić przypisy. Ja powiedziałem, że na pewno, ale mi się nigdy nie chciało mi się tej funkcji zrozumieć, więc pod koniec pracy naukowej zawsze przeklejam całość do worda i jak ten gagatek miętowy klikam przypis za przypisem.

Potem się mnie spytała, skąd można się tej funkcji nauczyć.

A ja, nadal zgodnie z prawdą, bardzo niepewny własnej argumentacji, odpowiedziałem.

Wiesz co, są takie piętnastominutowe tutoriale na youtube.

Nierozsądnie przekleiłem do worda i licencjat, i magisterkę, i kilka prac rocznych, i parę artykułów, i Bóg jeden wie ile jeszcze tekstów, bo gdzieś tam kiedyś uznałem, że przecież “to już nie dla mnie”, by zrozumieć przypisy w Scrivenerze. A odpowiedź na ten problem zabrałaby mi raptem kwadrans życia.

Uciekając przed tym kwadransem zmarnowałem kilkadziesiąt godzin.

Kosmiczny zwrot z inwestycji

Posprzątanie ze środku pokoju leżącej tam walizki to o wiele lepszy pomysł, niż potykanie się o nią przez dwa tygodnie.

Trzy minuty wysiłku kupują wtedy ponad dwadzieścia tysięcy minut spokoju.

Skupienie się i poświęcenie ośmiu godzin na dokładne zrozumienie nowego telefonu kupuje przynajmniej kilka lat. W efekcie rozumie się każde “pojawiające się okienko”, a nawet jeśli któreś jest zaskakujące, to ma się wiedzę, gdzie szukać odpowiedzi. Nie jest się lebiegą, która klika “OK” na wszystkim co widzi – bo przecież lenistwo się namnaża.

Skoro nie zrozumiałem czegoś wcześniej, to tym bardziej mam poczucie niezrozumienia później. Owocuje to taką śmieszną pętlą, w której ciągle trwam w stanie drobnej frustracji, że używam sprzętu, który mnie przerasta, więc frustruję się bardziej, przez co znowu czegoś nie rozumiem, bo już po co.

A to przecież tylko sprzęt.

Dodanie do swojej prasówki dwudziestu dużych portali informacyjnych (pięciu z Polski i piętnastu z całego świata) pozwala najpóźniej po miesiącu mieć pewne zrozumienie tego, co się ważnego, ciekawego i raczej mającego wpływ na nasze życia toczy na Ziemi.

Przyznaję, miesiąc wysiłku to już sporo. Tylko że nagrodą jest a) nawyk, oraz b) wstępne pojęcie wszystkiego dookoła.

30 dni jako autorskie, darmowe, bezbolesne “studia ogarnięcia tej dziwnej planety”? Za które trzeba zapłacić wyłącznie “chceniem”, wysiłkiem i kilkoma minutami dziennie? To brzmi jak najlepsza oferta uczelniana na świecie.

Bardzo dużo zachowań, które ciężko jednoznacznie ocenić, staje się bardzo czytelnych po przeniesieniu ich na inny grunt.

Wyobraź sobie inwestycję, w której każda złotówka daje Ci drugą złotówkę.

No przecież to by był biznes tysiąclecia.

Ale gdy zainwestowana minuta daje całe miesiące – nagle tego nie widzimy.

Mój e-book przerobisz w tydzień. Potem przez parę lat będziesz realizować nowy, być może lepszy pomysł na siebie. Ale… ten tydzień, nie? Jakby tu wygospodarować tydzień? – chciałoby się pomyśleć.

To już nie dla mnie

Sporo nowych badań psychologicznych udowadnia, że ludzki mózg wcale nie starzeje się tak, jak jeszcze do niedawna uczono. W wielu przypadkach jest wręcz odwrotnie – to właśnie regularny wysiłek i ćwiczenia umysłowe pomagają “odgonić” starzenie się komórek. Starsi ludzie rozwiązujący sudoku lub uczący się nowego języka mają mózgi tak szokująco “młode”, że powoli powstaje dookoła tych obserwacji nowa odnoga neuropsychologii.

Słowa “to już nie dla mnie” – nieważne czy powiedziane, czy pomyślane – to przyjęcie tego starzenia się komórek chlebem i solą.

To poddanie się i wymówka.

To synonim słów: “nie chce mi się skupić i z pełną premedytacją godzę się na to, by teraz wybrać lenistwo, a potem się wkurzać przy każdej możliwej okazji i mieć trudności z pojęciem setek innych kwestii, które pewnie będą związane z tą, której nie chce mi się pojąć teraz”.

Świadomie nigdy bym nie wybrał tak marnej opcji.

Nieświadomie często wydaje mi się ona prostsza.

Niepokoi mnie, jak rzadko pamiętam, by z nią walczyć. Dlatego uczę się, by słowa “to nie dla mnie”, by ten niechciej, były NATYCHMIASTOWYM bodźcem do nauki danego zagadnienia. Nieważne, że boli. Nieważne, że mi się nie chce. Nieważne, że to okienko w komórce pojawia się rzadko a przypisy w Scrivenerze są trudne i wystarczy, że przekleję wszystko do worda.

Gdy mi się nie chce – zmuszam się.

Tak naprawdę nie mam wyboru. Jedyną alternatywą jest przecież lenistwo, dodatkowa minuta wyłączonego, błogiego mózgu. Nagrodą za minutę pustego lenistwa jest brzydka frustracja. I to wcale nie trwająca minutę. Bardziej kręci mnie mądra alternatywa. Nagrodą za minutę celowej frustracji jest wtedy przecież kilkanaście lat spokoju.

Pewnym argumentem jest też wiek.

Nie chcę krytykować ludzi z innymi historiami niż moja, dlatego piszę o sobie. A już na pewno brakuje mi doświadczenia, by powiedzieć cokolwiek złego na osoby bardziej ode mnie dojrzałe. Ale względem samego siebie zamierzam trzymać ramę twardą i skuteczną – bo po co kiedykolwiek godzić się na inną?

Jetem młody i nie chcę dawać się lepkiej, błogiej, słodkiej jak zresztą każda wymówka, głupiej i wyjątkowo upośledzającej szanse w życiu pokusie na “eee, tego to już nie rozumiem”.

Wiesz co się robi, gdy się nie rozumie?

Szuka się źródeł i po minucie, kwadransie, godzinie, miesiącu się rozumie.

I problem, w obecnej formie, znika.

Reszta życia

Reszta życia jest o krok przed nami. Otwiera się każdego dnia. Zawsze wyobrażam ją sobie jako taką falę, której choćbym NIE WIEM jak nie próbował, to i tak nie przewidzę. Jej kształt, natężenie, siła i cel zawsze będą dla mnie nieznaną. Dzisiaj mam problem z komórką, jutro z czymś innym. Teraz zmagam się z przypisami w Scrivenerze, a za miesiąc?

Żyjąc w światopoglądzie uznającym własne wymówki godzę się na to, że za rok od dzisiaj będę miał problem. I będzie to problem nieznany, być może wymagający błyskawicznych działań, a ja wtedy co najwyżej rozłożę ręce i co powiem? Że to nie dla mnie?

Nikogo to nie będzie obchodzić.

W walce o lepszą resztę życia jest zatem tylko jedna strategia.

Być przygotowanym.

Na wszystko.

Jeśli zrzucę ten problem na siebie teraz, dzisiaj, w kontrolowanych warunkach, to będę o ten jeden problem i to jedno rozwiązanie mądrzejszy. I nie mam żadnej gwarancji, że to rozwiązanie, że ta znajomość komórki, przypisów, świata, że ona mi się kiedykolwiek przyda. Nasz hipotetyczny problem “za rok od dzisiaj” i tak może wymagać czegoś jeszcze innego, o czym nigdy nie pomyślałem.

Ale, po pierwsze, bardzo wierzę w powiedzonko: “szczęście sprzyja przygotowanym”.

A po drugie – nawet jeśli istnieje ryzyko, że kolejna fala zaleje Ci buty, to przecież dla pewności nie staniesz od razu w wodzie, prawda?

Trudny teren wymusza mądrzejsze kroki.

Nie chcę w życiu stawiać innych.

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu zajmującym się wysokosprawczością oraz ogarnianiem w późnym kapitalizmie. W drugim życiu piszę książki fabularne i scenariusze.

To jest moja strona domowa. Znajdziesz tu aktualności na temat mojej pracy oraz linki m.in. do podcastu “Przekonajmy się”, książki “I co z tym zrobisz? Rozwiń swoją wysokosprawczość”, książki “Umowy Śmieciowe”, oraz serialu audio “ej, nagrałem ci się”.

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, tiktok, instagram, newsletter, książki, ebooki itp.) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail czy komunikatory.

W przypadku jakichkolwiek problemów lub potrzeb psychoemocjonalnych, gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – psychoterapeutą lub psychiatrą. To wspaniali profesjonaliści, z których usług warto korzystać.

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies