Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors

Świat wcisnął STOP. Ty też możesz

 

Przed chwilą dowiedziałem się o wstrzymaniu prac nad netfliksowym Wiedźminem. To już któryś serial, na którego nowe odcinki przyjdzie nam w latach 2020-2021 poczekać dłużej, niż oczekiwaliśmy. Bardzo niefortunny zbieg okoliczności, bo przecież sporo z nas siedzi właśnie w domach. Przecież cały świat wcisnął stop.

I pewnie wolelibyśmy, by te nowe odcinki przyszły do nas szybciej, niż wolniej, nie?

Albo by chociaż było o czym czytać w ramach newsów.

By jakoś urozmaicić kwarantannę, wspomóc serca w czasach izolacji.

Odgonić nudę.

No tak, niby tak.

Ale, korzystając z okazji, chcę zwrócić uwagę na jedno niepotrzebne założenie ukryte w tym pytaniu sprzed chwili.

Otóż “nowe” wcale nie musi być nowe.

Kwestia perspektywy

Świat ma pod wieloma względami TURBO przekichane właśnie z powodu nadprodukcji. Nie potrzebujemy tylu gadżetów, nie potrzebujemy tylu ciuchów, nie potrzebujemy tyle jedzenia. Ale kupujemy. Więc skoro kupujemy, ktoś to robi. A skoro ktoś to robi, to gdzieś zżerane są nadmiarowe zasoby i mechanizm tego nieładnego zegarka zaczyna nakręcać się coraz ciaśniej i ciaśniej, aż w końcu kiedyś zakuka nam kukułka spłaty długu albo, co gorsza, strzeli w twarz przekręcona sprężyna.

Akurat nadprodukcja kultury mnie zachwyca, bo ile na świecie ludzi, tyle gustów, i każdy powinien mieć prawo się wyrazić.

Ale tak spojrzałem na ten news o wstrzymywanym wiedźminie i pomyślałem sobie: cholera, wszystko się teraz wstrzymuje. Firma-matka Louis Vitton przesuwa się do odwołania z produkcji perfum i kosmetyków na żele dezynfekcyjne, by wspomóc francuską gospodarkę. Ludzie odkrywają, że jak tych żeli nie ma w sklepach, to można je zrobić samemu.

(Mój przemysłowy baniaczek z etanolem oraz pokaźna bańka gliceryny gorąco pozdrawiają :P)

(Przepis znajdziecie na stronach WHO.)

Przez roztropne zamknięcie galerii handlowych nie można wygodnie kupić nowych ubrań?

Nagle daje się dłużej pochodzić w dotychczasowych.

Z powodu bezpieczeństwa wolimy robić zakupy rzadziej, by dzięki dobrowolnej kwarantannie spłaszczać wykres zachorowań i nie mamy aż takiego dostępu do atrakcyjnego jedzenia?

Cholera, nagle wszyscy przypominają sobie, że potrafią robić ryż, kotlety, pieczone warzywa i własny chlebek.

I że to nie jest takie ohydne znowu, nawet w 2020 roku.

“Nowe” nie musi być nowe

Cierpiąc na niedobór obiektywnie “nowych” atrakcji możemy spojrzeć na już posiadane atrakcje świeżym okiem, bo percepcja “nowości” leży tylko w naszej głowie, a nie w faktycznej dacie produkcji tej czy innej rzeczy.

Przecież nawet najnowszy telefon – po przyniesieniu do domu – zaczyna być po prostu Twoim aktualnym telefonem. Przywykasz do funkcji. Pierwszy, drugi, trzeci raz rysujesz szybkę. I nagle cały ten blichtr rozmywa się w powietrzu, niczym smog nad Chinami, gdy z powodu epidemii zamknięto masę fabryk karmiących globalną nadprodukcję.

I najlepsze: my o tym wszystkim wiemy.

Tylko że na co dzień nie mamy jak tego sprawdzić, czy “na pewno” o tym wiemy, bo jednak nowe kusi. Ja wiem jak to jest. Jako gadżeciarz piszę te słowa przede wszystkim do samego siebie.

My o tym wiemy, serio.

Ale teraz świat nam o tym przymusowo przypomina.

I możemy się na te narzucone wirusem warunki boczyć, wkurzać, obrażać czy wręcz nie godzić. Nawet siedząc w domu można w pewnym stopniu kontynuować dotychczasowy lifestyle – zamawiać furę paczek z Zalando, domawiać ogrom produktów spożywczych, przeglądać gadżety.

Ale można też na te przymusowe warunki spojrzeć jak na okazję do eksperymentu.

Niechcianego, wiem.

Ale jednak możliwego.

Spróbujmy żyć rozsądniej

Bardziej eko.

Spokojniej.

Nie chcę używać stwierdzenia “bardziej minimalistycznie” bo to niekoniecznie moje klimaty, ale spróbujmy żyć bardziej odpowiedzialnie.

Tu i teraz.

Mniej ubrań. Mniej gadżetów. Prostsze jedzenie. Skupienie się na sobie i na relacjach z innymi. Zamawianie z ukochanych knajpek, by je wspierać w czasach zarazy, ale nie zamawianie “byleczego skądkolwiek”, tylko po to by uniknąć bycia w kuchni.

Pogódźmy się z tą kuchnią.

(Jeśli myślisz: “nudzi mi się” to na to też możemy coś zaradzić.)

Świat wcisnął “STOP” – produkcyjnie, handlowo, tranzytowo, transportowo – i my też możemy sprawdzić co się dzieje, gdy wciśniemy w swoich głowach “STOP”.

Spróbujmy żyć wolniej. Szukać atrakcji w tym co znamy, a nie w wiecznej pogoni za wszystkim, co tylko potrafimy wygooglować lub co nam w twarz wetrą niechciane, ale cholernie skuteczne reklamy.

To niechciany eksperyment. Ale może przydatny.

Kto wie.

Kto wie, może gdy wszystko wróci do normy to natychmiast – niczym cięciwa łuku – wrócimy do stanu wyjściowego. Jak gdyby nigdy nic spędzimy pierwszy “otwarty” weekend w galerii handlowej obkupując się w każdą znalezioną rzecz.

A może w pierwszy “otwarty” weekend trochę zapomnimy, że przecież powinniśmy czegoś chcieć i ten pierwszy raz – już mając wybór!, a nie zmuszeni przez okoliczności – poczujemy, że to co mamy, że to wystarczy.

Że jest okej.

Że nie musicie mieć, bo już macie.

Kto wie.

Ja na pewno planuję sprawdzić.

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

PS: A jak Wam mało nowych seriali to pamiętajcie, że na wszystkich naszych netflixach, hbosach czy amazonach jest GAZYLION dotychczasowych produkcji, nie? ;) Odpalajcie Newsroom czy Sukcesję i lecimy.

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu zajmującym się wysokosprawczością oraz ogarnianiem w późnym kapitalizmie. W drugim życiu piszę książki fabularne i scenariusze.

To jest moja strona domowa. Znajdziesz tu kilkanaście lat tekstów z bloga, sporo aktualnych informacji oraz linki m.in. do podcastu “Przekonajmy się”, książki “I co z tym zrobisz? Rozwiń swoją wysokosprawczość”, książki “Umowy Śmieciowe”, oraz serialu audio “ej, nagrałem ci się”.

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter, książki, ebooki itp.) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail czy komunikatory.

W przypadku jakichkolwiek problemów lub potrzeb psychoemocjonalnych, gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – psychoterapeutą lub psychiatrą. To wspaniali profesjonaliści, z których usług warto korzystać.

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies