Autor: Andrzej Tucholski | 11 marca 2020 | Komentarze:

Jak zachować SPOKÓJ w obliczu paniki Coronavirus (COVID-19)

Świat spowija coraz gęstszy całun strachu. Imię jego: Coronavirus. Nagłówki gazet bez pardonu atakują nas ciągłą ofensywą czerwieni i capslocka. Doniesienia o wirusie COVID-19 pojawiają się nawet w memach. Podobno będzie tragicznie.

Jak zatem nie zwariować?

W skrócie: olać to, co będzie “podobno”.

Wersję dłuższą prezentuję poniżej.

Chcę przedstawić Wam parę psychologicznych spojrzeń na temat, które w przeciwieństwie do medialnej nagonki wywołują spokój, a nie zdenerwowanie. Wierzę, że niektóre z nich mogą pokazać Wam nierozpatrywane wcześniej podejścia do stresogennych spraw takich jak aktualnie panoszący się wirus-paskuda.

Pamiętajcie: tylko spokój nas uratuje.

Jak zatem go odzyskać?

Po pierwsze – “panikować” można na spokojnie

Działania prewencyjne nie muszą być okraszone nerwami. Nie powinny być. Przecież prowadzą do poprawienia sytuacji, nie do pogorszenia.

Odwoływanie planów, wycieczek czy koncertów nie oznacza, że UMRZEMY, tylko że nie zrealizujemy planu, nie pojedziemy na wycieczkę lub nie odbędzie się koncert. Przeżyjemy parę miesięcy bez pójścia na stadion, serio.

To, że we Włoszech wprowadzono pełen lockdown nie oznacza, że UMRZEMY, tylko że w dosyć skrajny, ale za to skuteczny sposób Włochy postanowiły postawić na zdrowie swoich obywateli i zrobić co tylko się da, by wspomóc służby zdrowia w ogarnianiu problemu.

(Bo, przypomnienie na marginesie, “spłaszczanie” wykresu nowych zarażeń niekoniecznie musi “wytępić koronawirusa”, a przynajmniej nie od razu. Wystarczy, że zmniejszy liczbę zachorowań dziennie, co pozwoli większej liczbie szpitalnych łóżek rotować do tych pacjentów, którzy tego najbardziej potrzebują. Szybciej zabije nas korek na ojomie niż cokolwiek innego.)

Pracowanie z domu nie oznacza, że UMRZEMY, tylko że będziemy bezpieczniejsi.

Zamknięcie szkół nie oznacza, że UMRZEMY, tylko że wirus wśród dzieci będzie miał sto razy trudniej.

Badanie się pod kątem koronawirusa nie oznacza, że UMRZEMY, tylko że szybciej dostaniemy potrzebne leczenie i przestaniemy dalej grozić innym ludziom korzystającym np. z naszej linii autobusowej.

To, że należy częściej myć ręce i unikać dotykania twarzy nie oznacza, że UMRZEMY, tylko że się wszyscy globalnie nauczymy lepszej higieny.

Nawet jeśli nam zakażą za chwilę na jakiś czas opuszczać Warszawę (a pewnie się tak stanie, skoro we Włoszech widać efekty) to też nie będzie znaczyć, że UMRZEMY, tylko że tym razem NASZ kraj podejmuje skrajne, ale skuteczne działania by pomóc służbie zdrowia ogarnąć problem.

Tak, na świecie dzieje się coś złego.

Tak, TYSIĄCE SUPER MĄDRYCH LUDZI robią co tylko mogą, by to naprawić.

Gdy mają nową poradę – to nam o tym mówią.

Wszystko inne to plotki i/lub domysły, a w obliczu i tak OGROMNEJ ilości faktów dotyczących koronawirusa wydaje mi się, że nie warto zaśmiecać sobie głowy plotkami i domysłami. Gdy coś zostanie potwierdzone, to się dowiemy.

Zachowujmy spokój.

Róbmy swoje.

Myjmy ręce.

Zostawajmy w domach.

Stosujmy się do zaleceń.

Te wszystkie rzeczy to nie jest powód do paniki. To powód do nadziei, moi drodzy, bo im mniej widzimy imprez i im więcej widzimy pacjentów mających opiekę w szpitalach tym jesteśmy bliżej naprawienia sytuacji.

Uwierzcie mi, gdyby tych pacjentów NIE było w szpitalach (lub nie mogli jej dostać) i łazili sobie w najlepsze na NIE odwołane imprezy to byłoby nieco gorzej ;)

Po drugie – rzeczywistość nie musi być straszna, ona po prostu jest

Najgorsza rzecz na świecie to strach przed tym, co obce.

A na równi z nią?

Ignorowanie tego, co znane.

W zależności od punktu widzenia, koronawirus to albo PRZERAŻAJĄCY WIRUS albo “taka dziwna grypa”. W pierwszym przypadku wpadamy w histerię, w drugim zachowujemy się lekceważąco i dziecinnie.

Koronawirus jest trochę straszny, to prawda, ale do pewnego stopnia faktycznie jest też “taką dziwną grypą”. Istnieją konkretnie nazwane grupy ryzyka. Istnieją precyzyjne zalecenia, jak uniknąć zakażenia. Istnieją przyjęte dobre praktyki mające na celu społeczną współpracę, by nie pomagać tej wrednej paskudzie dalej się rozprzestrzeniać.

Te zalecenia nie są straszne. One po prostu są.

Zastosujmy się do nich.

I potem – dzień po dniu – patrzmy co dalej.

(A jeśli sądzimy, że te zalecenia są “głupie” to niestety my jesteśmy ci głupi. Nigdy nie rozumiem takiego podejścia. Przecież nawet jeśli wirus “wcale nie jest taki groźny” to co komu szkodzi mycie rąk i nie pójście parę razy do pubu? Przeżyjesz, naprawdę. A bardzo, ale to bardzo pomożesz wszystkim dookoła.)

Aha, i jeszcze jedno: pamiętajcie, że jeśli się czegoś dzisiaj dowiedzieliście, to to wcale nie oznacza, że problem istnieje od dzisiaj. Serio :) Nasza percepcja często nie ma nic wspólnego ze stanem faktycznym. Odpowiada za to ogrom mechanizmów psychologicznych, z heurystykami (np. dostępności czy reprezentatywności) na czele. Musimy o tym pamiętać w trakcie kompulsywnego klikania w kolejne nagłówki na popularnych portalach.

Jeśli pewien trend w zarażeniach koronawirusem widać od dwóch tygodni, ale my się o nim DZISIAJ BARDZO NACZYTAMY no to… wiecie. Myśmy się po prostu o nim naczytali. Nie wpływa to na realny poziom zagrożenia. Ten poziom zagrożenia jaki był, taki jest. To po prostu nasza percepcja się o nim dowiedziała, w “realnym świecie” do niczego nowego nie doszło.

Wdech, wydech. I do przodu.

Po trzecie – pogódźmy się wreszcie z faktami

Dużym elementem strachu przed koronawirusem jest to, że łudziliśmy się, że będzie lepiej, a w praktyce jest gorzej.

Słuchajcie, jesteśmy dorośli. Może przestańmy być naiwni?

Groźny wirus pożera kolejne kraje z łapczywością ognia zaprószonego w sierpniu na wysuszonej łące. Modele proponowane przez naukowców wprost mówią, że będzie jeszcze O WIELE GORZEJ zanim będzie lepiej.

Przestańmy czepiać się durnej, dziecinnej nadziei, że “może nie będzie tak źle” i po prostu uzbrójmy się w dojrzałą, silną determinację, by pokonać problem nawet wtedy, gdy jest BARDZO źle.

Tak, czeka nas – jako ludzkość! – ciężka przeprawa.

Pokonamy ją w spokoju i zgodnie z zaleceniami epidemiologów.

Nic nam nie da oszukiwanie się i zasłanianie twarzy rękoma, by nie widzieć tego, jak wyglądają nazwane, zbadane i policzone elementy problemu.

Nie bądźmy królikami zamykającymi oczka, by nie widzieć nadjeżdżającej, osiemnastokołowej ciężarówki. Nie warto.

Szczególnie, że – przynajmniej póki co – ta nadjeżdżająca ciężarówka to nie ma osiemnastu kół, tylko co najwyżej dziesięć. I nie pędzi, tylko jedzie normalnym tempem. Patrzmy więc w jej reflektory z odwagą, bo w ten sposób dodamy sobie wszyscy nawzajem trochę tak bardzo potrzebnej otuchy.

I na koniec: kiedy warto zacząć panikować?

Nigdy.

Nawet gdy projekcje WHO okażą się zbyt łaskawe i koronawirus wybuchnie sto razy gorzej niż sądziliśmy, nadal nie warto panikować.

Bo nigdy, ale to nigdy nie warto panikować.

Jesteśmy tylko ludźmi, więc czasem emocje nas poniosą i po prostu spanikujemy, i tak bywa, mówi się trudno. Trzeba wtedy liczyć na wsparcie bliskich i razem przeczekać nerwy. To bolesne, ale normalne. Należy to akceptować i pomagać, bo nie mamy jako ludzie innego wyboru.

Czasem panikuje każdy.

Okazujmy tym przypadkom ogrom serca, proszę.

Prawo do strachu to naturalne prawo człowieka.

Ale dopóki mamy nad sobą jakąkolwiek kontrolę to pamiętajmy, że jest moralnym obowiązkiem każdego dorosłego człowieka, by trzymać się stabilnie w pionie emocjonalnym na tyle mocno, że jak się nam potknie przyjaciółka lub narzeczony to złapiemy takiego gagatka za ramiona, pomożemy stanąć równo i powiemy: hej, jest dobrze, razem damy radę.

Jest moralnym obowiązkiem każdego dorosłego człowieka unieść ciężar emocjonalny “półtora człowieka” – czyli nie tylko samego siebie, ale też kogoś, komu akurat powinie się noga.

Dzięki temu gdy to my stracimy równowagę, to też fikniemy prosto w gotowe ręce silnych, zdeterminowanych ludzi propagujących spokój i odpowiedzialność, a nie panikę i histerię.

Każdy z nas czasem płacze.

Ale jest bardzo ważne by swoim toksycznym zachowaniem nie wyrzygiwać nerwów, strachów i lęków na innych, bo wtedy zaczyna płakać ktoś inny.

A nam się wcale od tego nie poprawia.

Pamiętajcie kochani – każdy czasem traci nerwy.

Ale jako ludzie musimy dbać potem o to, by siebie (i siebie nawzajem) uspokajać, bo – jak napisałem we wstępie – tylko to nas uratuje.

A trochę tego ratunku nam teraz potrzeba.

Na szczęście wiemy co robić i jest nas wielu, i jesteśmy mądrzy, i mamy internet i kontakt ze sobą, a także empatię i serca, więc damy radę.

Wiem, z całego serca wiem, że damy radę.

No.

Więc trzymajcie się ciepło w tych swoich zamkniętych domach, z których chwilę wszyscy nie wychodzimy, bo robi się straszno. To jest tymczasowe, naprawdę.

I myjcie ręce, bo kto nie myje rąk to straszna trąba :)

Bądź na bieżąco z moimi nowymi tekstami! Zapisz się do newslettera:


Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na człowieka ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganej codzienności w taki sposób, by życie było spokojne i bardzo udane. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam!

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 4 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • a także kolejne materiały!

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na człowieka. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność w taki sposób, by życie było spokojne i udane.

Życzę Ci bardzo udanego dnia!.

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem - psychiatrą lub terapeutą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!