Autor: Andrzej Tucholski | 2 maja 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 6 minut

Jak się odnaleźć?

Często się gubię. Co prawda nie “fizycznie”, bo natura obdarzyła mnie zaskakująco celnym systemem GPS i z reguły nie chcę korzystać z mapy. Gubię się za to sam ze sobą. W pracy, w życiu, w relacjach. A na to mapy nie ma, nawet gdybym chciał. 

Przy czym – i o tym będzie ten tekst – też nie chcę.

Widzicie, bo to jest tak.

Powiedzmy, że odczuwam przestój w życiu i zastanawiam się, o co mi tak w zasadzie chodzi. Siadam sobie wtedy z kawą i notesem i na spokojnie rozważam co dalej natychmiast dostaję trylion siedemnaście wiadomości i każda ma najwyższy priorytet. (Tak jest zawsze.)

Dopijam więc kawę na hejnał i wpadam w cug pracy wyglądający z zewnątrz jak połączenie śpiączki z syndromem tanecznych dłoni, bo a) pewnie siedzę bez ruchu oraz b) drukuję słowa na klawiaturze w tempie budzącym podziw laików.

Potem ponawiam podejście do życiowych rozważań późno w nocy, już bez kawy.

Biorę notes i przy złotym świetle wiernej, tolerancyjnej dla moich błędów lampki rozrysowuję stan aktualny. Obok niego pewnymi, krzywymi kreskami mapuję też stan przyszły, taki, na którym mi zależy. A potem szukam punktów wspólnych, przegapionych ścieżek, niewykorzystanych możliwości i wszystkich innych niuansów, na które jedyną reakcją jest opuszczenie głowy i rozmasowanie nasady nosa. A potem to naprawiam i szlifuję do nowszej, najlepszej wersji.

Rano wstaję i rzucam się w wir obowiązków z zaskakującą pewnością siebie, ale przecież mam plan.

Ogarniam.

Wiem, co robię.

Odnalazłem się.

A potem mija kilka tygodni a ja znowu odczuwam przestój w życiu i zastanawiam się, o co mi tak w zasadzie chodzi.

Nowy pomysł na nagrywanie wydaje mi się jednak niewart kontynuowania; niektóre blogowe rozwiązania nie wywierają takiego efektu, jaki mnie w teorii interesował; poprzedni plan związany z jeszcze innym projektem chyba wymaga sporej przebudowy; autorski przepis na kawę jednak nie jest taki smaczny. I tak dalej, i tak dalej.

I wtedy moja wierna, nie oceniająca lampka patrzy na notes, ten wzrusza ramionami i patrzy na bloga, a blog kręci głową i wraca do lampki. A lampka mryga lekko swoją starą żarówką, pochyla się na przegubowym ramieniu i z niedowierzaniem pyta:

Zawsze strasznie mi to przeszkadzało.

Zawsze miałem sobie za złe, że nie jestem w stanie – tak jak moi idole i intelektualni mistrzowie – ustabilizować się i robić tego, co chcę robić. Z pełną determinacją trzaskać projektu za projektem na dokładnie tej samej ścieżce. A przecież znam teorię, wiem w jaki sposób się skupić. I umiem się skupiać, nawet w najtrudniejszych warunkach. Ale co parę tygodni problem pojawia się nie tyle ze skupianiem, co z jego sensem.

Przy czym sens też w miarę ogarniam. Wiem co lubię, wiem na czym mi zależy i nie przeszkadza mi, gdy któraś z tych kategorii trochę się zmienia, bo przecież zmieniają się ciągle. Wiem komu chcę pomóc i chyba nawet powoli uczę się tego, jak robić to najskuteczniej.

Pewne drobne niuanse dotyczące moich ambicji lub aspiracji zmieniają się regularnie. Lubię eksperymentować. I chyba nie jest to AŻ TAK dramatyczne, bo pomimo tego całego cyrku udało mi się napisać na bloga ponad 1000 notek i nawet coś tam je wspólnego wiąże.

I tak sobie kiedyś w trakcie spaceru rozważałem wszystkie te kwestie naraz (głównie po to, by przegonić nieprzyzwoitą chciejkę na wielkie lody) i nagle przypomniało mi się, jak koleżanka opowiadała mi kiedyś na studiach o pływaniu pod wiatr. Koleżanka ma patent i niejedno morze już w życiu przecięła, więc słuchałem z uwagą.

Jeśli lubicie kolorki to wygląda to mniej więcej tak:

(Sam rysowałem.)

Widzicie, cała sztuczka nie polega na fiksacji na kursie faktycznym. Czasem pozwala mu się na drobny luz, czasem trzeba go skorygować pod zmieniającą się pogodę, a czasem z premedytacją ustawia się go pod egzotycznym kątem, by w kontr-intuicyjny sposób użyć siłę przeszkadzającą przeciwko niej samej.

Cała sztuczka polega na uświadomieniu sobie, że istnieje coś takiego jak kurs uśredniony.

Zobaczcie: pod koniec jednej “kreski” kursu faktycznego, tuż przed zwrotem, łódka wytraca prawie całą prędkość. Dopiero ustalenie nowego kursu pozwala jej na dalszy ruch. To jeden z powodów, dla których “kropki” się tak fantastycznie łączą, gdy patrzy się na czyjeś życie wstecz.

Jeśliby wypisać wszystkie wydarzenia z życia Benjamina Franklina na żółtych karteczkach (bez dat!) i je rozsypać na podłodze, ciężko by było je poprawnie ułożyć bez znajomości biografii. Ale znając biografię, wszystko w jego życiu “ma przecież tak oczywisty sens”.

I tak sobie myślę, że to nie jest zły pomysł, by pozwalać sobie na taką swobodę na co dzień.

Nie warto ubijać w sobie naturalnej potrzeby do przygody i odkrywania nowego, jeśli mnieeeeeej więęęęęęęcej ta wypadkowa na samym dnie duszy nadal jest ustawiona prawidłowo. To od niej zależy prawdziwy rozwój.

Wtedy naturalne dla człowieka “wyhamowania” są… naturalne. Nie walczy się z nieuchronnym, a sprytnie ogrywa je na własną korzyść. Pomysł na nagrywanie nie tyle wycina, co ewoluuje w jeszcze lepszą formę; blogowe rozwiązania przekręca tak, by może wywierały inny efekt, pierwotnie nieoczekiwany; poprzedni plan z jeszcze innego projektu przebudowuje do momentu, gdy znowu wszystko w nim gra i buczy; do autorskiego przepisu na kawę dosypuje się dwóch nowych przypraw i patrzy, jak to się razem ładnie łączy.

I tak dalej, i tak dalej.

I za parę tygodni kalibruje się kurs ponownie.

A potem jeszcze raz.

Jeśli już mam się o coś martwić, to chyba wolę o to, co zrobić dalej, a nie dlaczego wytraciłem pęd teraz. A przynajmniej taką pracę domową zadaję sobie na nadchodzące miesiące.

Chcesz wiedzieć jak się odnaleźć?

Nie miej nic przeciwko gubieniu się.

Ale zawsze, zawsze miej w pamięci, gdzie jest Twoja prywatna północ.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

Bądźmy w kontakcie:
  • Agata Wójcik

    Cześć Andrzeju!
    Ja nie wiem jak Ty to robisz, czy to jakieś nadprzyrodzone moce czy co, ale za każdym razem, kiedy publikujesz tekst, jest on idealną odpowiedzią/receptą/sama-nie-wiem-czym na moje aktualne rozterki. Dobrze, że na świecie są tacy inspirujący ludzie :)

  • Rewelacja Panie Andrzeju! Dziękuję za ten wpis :) Kurde aż żarówki jaśniej świecą :) Dobrego tygodnia!

  • Andrzej, to jest w punkt, w samo serce. Zawsze wierzyłam, ze słowo moze koić. Tutaj znajduje potwierdzenie. Tak całkiem serio, dzięki za przyzwolenie na niemoc, na gorszy czas, na zmęczenie po prostu.

  • Kuba Wilk

    Na prawdę nie mam pojęcia jak to robisz, ale jak zawsze w sedno!

  • Ania

    Wierzę, że to Ty zrobiłeś to “zdjęcie tytułowe” i zaraz napiszesz mi, gdzie ono jest…

  • W.

    Gorzej jeżeli ktoś przez dłuższy czas nie może odnaleźć właściwego kursu i już nie wie dokąd płynie. Przyznam się szczerze, że nie zdążyłam przewertować całego bloga, więc jeżeli gdzieś kryje się wpis traktujący właśnie o tym, będę wdzięczna za podpowiedź, a jeśli nie to może podsunęłam jakiś pomysł na przyszłość.

    • em

      Dobrze znać kurs. Jest wtedy większa satysfakcja. Cel coraz lepiej widać, postępy da się ocenić chociażby odnosząc swoją pozycję do punktów na brzegu. Woda zazwyczaj w całym akwenie wygląda tak samo. Czemu jednak nie poszukać póki co przyjemności z samego żeglowania. To może być bardzo przyjemne, zwłaszcza dla kogoś, kto chce być teraz na łódce. A kierunku wiatru można szukać na co najmniej dwa sposoby. Na ickę, zwiewną nitkę przymocowaną do wanty lub na uszy i ten sposób lubię najbadziej. Jeśli w obu uszach szumi jednakowo, wiatr wieje prosto sprzed nosa. Poruszaj głową na boki, porównaj odgłosy w uszach. Ciesz się, że już wiesz, że nie wiesz, i że szukasz, a radość otworzy Cię na właściwy kurs. Działaj, próbuj i “…czasem z premedytacją ustaw się pod egzotycznym kątem, by w kontr-intuicyjny sposób użyć siłę przeszkadzającą przeciwko niej samej”. Powodzenia! :)

  • Świetny. Po prostu świetny tekst! Jak zwykle umiesz pokrzepić i powodujesz, że “chce się chcieć” :) Dzięki wielkie! (jak zwykle zresztą!)

  • Ola

    Chyba warto pracować nad akceptacją czasowego zagubienia. Mam wrażenie, że dzięki temu rzadziej będę myślała : Kurde znowu mi nie wyszło! A pierwsze co mi wpadnie do głowy podczas zwątpienia to: Hej, czas na zmianę kursu- przecież to nic złego! Dzięki Andrzej!

  • Dawid

    Cześć, dziękuję Ci za notkę. Bardzo trafiła do mnie też ta ilustracja ;) Duże DZIĘKI!

  • iKate Cz.

    Jeszcze chyba żadna twoja notka nie była dla mnie tak trafna jak ta. Zawsze zazdrościłam ludziom, którzy już od przedszkola wiedzieli, że chcą być np. lekarzem, a ja mam wrażenie, że miotam się gdzieś między różnymi pomysłami na siebie, a żaden z nich nie wydaje mi się być na 100% tym właściwym. Ale wszystkie jednak są bliżej lub dalej jednego tematu, więc może to moje miotanie się, z perspektywy czasu wcale nie będzie takim miotaniem :) Mam taką nadzieję przynajmniej.

  • Paula

    Świetne to porównanie do halsowania gdy płynie się pod wiatr :) kto tego doświadczył ten wie, że droga ze środka jeziora do brzegu potrafi być uciążliwa i kręta, ale w końcu się dopłynie

  • Dziękuję. Po prostu. :)

  • Finnicouln

    “Czy się uda?” Udało się :)

  • Nie da się być produktywnym cały czas, tak jak nie da się chcieć rozwijać non stop :) Warto czasami zwolnić, usiąść i zastanowić się nad czymś zupełnie innym co nie będzie związane z praca, pisaniem, zarabianiem itd.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

  • Monika

    Andrzeju, szacun! Wielki szacun za to, co robisz i jak mądre masz podejście do życia. Za to, że potrafisz się zdystansować, spojrzeć na nie z pewnej odległości, wyciągnąć rewelacyjne wnioski i tak niesamowicie doskonale przedstawić je w formie wpisu. Mistrz! Tworzysz najbardziej wartościowe dla mnie miejsce w sieci, które oprócz głębokiego przekazu za każdym razem raczy mnie świetnym zdjęciem tytułowym… Oby tak dalej!

  • Wiesz co, muszę powiedzieć, że jest jena rzecz, której strasznie Ci zazdroszczę. Tego, że potrafisz się mimo wszystko trzymać wyznaczonego przez siebie kursu. Ja sama z siebie nie potrafię się wziąć za cokolwiek, dopóki ktoś mnie nie postawi pod mur. W sumie jutro piszę maturę, ale nie wiem co dalej, na ten moment w ogóle nie czuję potrzeby robienia czegokolwiek.

  • Przewrotne zakończenie i rysunek cudowny. Co zaś się tyczy niedoścignionych mistrzów to i oni pewnie takie zagubienia sensu czy wyhamowania miewają.

  • Podoba mi się ten follow-up do Social Media Start w ostatnim zdaniu :) nie wiem czy to było zamierzone. Rozszyfrowałeś już o co chodzi w zagadce z północą? “jak jest północ po angielsku”

    • Nie mam pojęcia o czym piszesz, bo nie miałem nawet SMS w ręku :)

  • Dobrze narysowane! Dzięki.

  • Sandra Waśko

    “(… ) Obok niego pewnymi, krzywymi kreskami mapuję też stan przyszły, taki, na którym mi zależy. A potem szukam punktów wspólnych, przegapionych ścieżek, niewykorzystanych możliwości i wszystkich innych niuansów, na które jedyną reakcją jest opuszczenie głowy i rozmasowanie nasady nosa. A potem to naprawiam i szlifuję do nowszej, najlepszej wersji.” Trafione w samo sedno! Czytałam ten urywek kilka razy, coś pięknego :) Pozdrawiam

  • Idealna dawka inspiracji na koniec bardzo męczącego tygodnia, podczas którego pogubienie się było o wiele łatwiejsze niż zwykle… Kurs uśredniony i prywatna północ, jakie to piękne i proste :)

  • Marcin Brożek

    Właśnie w tym momencie ja jestem na etapie swojego życia, gdy się zastanawiam, kim tak naprawdę jestem i czego od siebie tak naprawdę oczekuję. I też się gubię, właściwie każdego dnia. Podczas każdej rozmowy, z każdą decyzją, jaką podejmuje. I dzięki Ci za ten tekst, bo bardzo mnie motywuje i sprawia, że nieco lżejszym okiem patrzę na życie. Powodzenia w realizowaniu swoich marzeń! :)

  • Shempen Paldron

    Cieszę się, że to napisałeś. Dla siebie, dla mnie. Cieszę się

  • Niby fajnie iść cały czas według mapy, ale nie wie co stracił ten, kto
    nigdy nie zboczył ze szlaku, żeby później trafić w końcu na właściwą
    drogę. Albo odkrył, że ta, którą chciał iść na początku, wcale właściwa
    nie była. Jak zwykle – szacuneczek dla Ciebie za to, co piszesz i za to, jak piszesz. Miłej niedzieli! :)

  • Sama mam ostatnio wrażenie że nie idę na przód tylko ciągle odbijam w jakąś inną stronę jednak brakuje mi właśnie tej głównej osi, nurtu przewodniego.

  • Mądry tekst! Bardzo mi pomógł, bo i ja – jak każdy człowiek – często się gubię. Ostatnio nawet mega często. Chyba poszukam swego celu, wyznaczę go na nowo i pozwolę sobie na znacznie z drogi, czasami, bo będę przynajmniej wiedzieć, gdzie wracać :)

  • Prywatna północ. Widzisz, problem w tym, że jak już samodzielnie używamy kompasu, znamy północ i umiemy ją wyznaczać, to pojawiają się metale, co nam ten kompas wprowadzają w błąd. Możemy się gubić, ale też musimy patrzeć czy nam coś nie zaśmieca pola i nie psuje kompasu.
    Widzę, że na tym marnuję czas. Na takim tłumaczeniu metalom, że nie są moją północą.

    Chyyyyba podłapałam metaforę i nastrój ;)

  • Bo tutaj nie chodzi o to, żeby już się znaleźć na tej północy, bo przecież to i tak jest względne, tylko właśnie żeby się zgubić, znaleźć, zgubić jeszcze raz, zrobić sobie przerwę, rozejrzeć naokoło, nacieszyć trochę tym miejscem, w którym jesteśmy… Właściwie jak spojrzeć na dowolne szczęśliwe życie, to trochę ono wygląda tak, jak ten obrazek, znajdź mi kogoś, kto pędzi cały czas po linii prostej i nie dostał jeszcze zawału ani nie popadł w depresję.

    Jako że ja właśnie też trochę się zgubiłam, to miło mi było tu wejść i upewnić się, że wszystko jest jak najbardziej ok ;)

  • Agaaa

    Jakiś czas temu tutaj trafiłam, gdybym wierzyła w przypadki to bym pewnie napisała, że właśnie przypadkowo.
    Ten blog dał mi natchnienie i nauczył innego sposobu myślenia, tego pozytywnego, jeszcze raczkuję, ale powolutku odnajduję siebie, dzięki temu też zaczynam spełniać swoje drobne marzenia.
    Pierwsze na liście było nagranie.
    Jeśli są zainteresowani zapraszam na mojego instagrama ( agaa_a.r ) a później na YT ;)

  • sbtiutk

    Genialny wpis. Przypomina chwile spędzone na Mazurach…

  • Paulina Pałasz

    Brawo za dojrzałość. :)

  • miśka m

    “Chcesz się odnaleźć? Nie miej nic przeciwko gubieniu się!”
    W SAMO SEDNO!

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)