Autor: Andrzej Tucholski | 16 maja 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 15 minut

Moja prywatna północ

Na wysokości dwudziestego roku życia osiągnąłem zupełny szczyt pewności siebie. Wiedziałem co chcę w życiu robić, po co chcę to robić i w jaki sposób do tego wszystkiego doprowadzę. Wszystko wiedziałem. Nawet gdzie klucze rano leżały, to też wiedziałem.

A potem kości rzuciły się inne.

Karty wylosowały inne.

Ścieżka niezgodnie z mapą skręciła w las.

No cóż.

Dziś podchodzę do tego wszystkiego trochę luźniej.

Ale najlepsze jest, że wcześniej też podchodziłem do tego luźniej.

Co się zatem wydarzyło pomiędzy?

Odpowiedź poetycka brzmi: pomyliłem północ. 

Odpowiedź zwykła brzmi: zafiksowałem się na tym, co CHCĘ w życiu osiągnąć. 

Już wyjaśniam.

Widzicie, najbardziej złudnym mirażem wczesnej dorosłości jest myślenie, że trzeba wiedzieć, co się chce od życia. KAŻDY się Ciebie o to pyta. Każdy chce wiedzieć, co chcesz robić. Każdy chce wiedzieć, kim się masz zamiar stać. W teorii powinny to zakładać Twoje studia, więc pewnie część pytań staje się ostatecznie całkiem precyzyjna: no i co będziesz robić po tym zarządzaniu, pewnie jakiś audyt, nie?

Do pewnego momentu zupełnie mi to nie przeszkadzało. Na podobne pytania odpowiadałem albo wzruszeniem ramion, albo zgodnie z prawdą – tylko że moja prawda zmieniała się wtedy co kwartał.

Gdy dopiero zaczynałem swoje poważne przygody z internetem to nie miałem pojęcia, że można na tym zarobić. Od mniej więcej liceum chciałem zatem być prawnikiem, biznesmenem, marketingowcem, technikiem radiologiem (tu nawet prawie papiery złożyłem), filozofem, psychologiem, maklerem, lobbystą (potem się dowiedziałem, że to w Polsce nie do końca takie proste), analitykiem giełdowym, pisarzem, komiksiarzem, grafikiem, sprzedawcą, projektantem gier i jeszcze paroma innymi super specjalistami. W efekcie sporo osób przestało się mnie o cokolwiek pytać, bo ewidentnie nie wiedziałem, o co mi chodzi :)

Potem, już na studiach, okazało się że mam jeszcze jeden problem. Z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu zamiast zabijać się o miejsce na praktykach w jednej z kultowych firm Big Four wolałem spędzać całe popołudnia nad dwoma tekstami, które potem za darmo wrzucałem do internetu. Im byłem starszy, tym bardziej ignorowałem jakąkolwiek „karierę”. Podejmowałem jedną nierozsądną decyzję za drugą.

I na razie wszystko brzmi tak, jak w zasadzie większość historii o dzieciakach mających przerośnięte ambicje. Próbowałem różnych rzeczy, realizowałem się to tu, to tam, to gdzie indziej, szukałem ciekawych pomysłów na życie i z rosnącą uwagą oceniałem, czy to wszystko w ogóle ma jakiś sens.

A potem, z jakiegoś powodu, uwierzyłem w dorosłość. Być może czegoś się wystraszyłem, być może komuś chciałem zaimponować. Teraz tego bodźca już nie pamiętam, ale zadziałał on skutecznie. Zmienił moje podejście do życia dosłownie jednego dnia.

Uwierzyłem w to, że powinienem natychmiast się doprecyzować i, co za tym idzie: mieć nazwane cele, opisane marzenia, rozpisane plany, pomysł na siebie, pomysł na swoje otoczenie, ustabilizowany przychód, ogarniętą edukację i setki innych rzeczy, które można powiedzieć innym przy pomocy krótkich, pojedynczych zdań oznajmujących.

Uznałem, że za każdym razem muszę umieć odpowiedzieć na dowolne pytanie pewnym wskazaniem palca i odpowiedzią: tam jest moja północ, tam zmierzam.

A potem życie, jak to życie ma w zwyczaju, klepnęło mnie w ramię i powiedziało: taaaak? No to patrz.

A potem zrobiło to znowu.

I znowu :)

Pomijam nawet sens tego, że jako dwudziestolatek chciałem sobie ustawić resztę życia.

Przemilczmy temat, okej? :D

Z perspektywy czasu widzę o wiele ciekawszy błąd. Otóż wybrane przeze mnie cele i plany nie płynęły ze mnie, ze środka. Były wzięte ze świata zewnętrznego. Pochodziły z pewnego publicznego, kulturowego poczucia „północy”, która nie jest nawet prawdziwym kierunkiem. Jest wyłącznie wypadkową wielu uśrednionych, bezpiecznych decyzji, które pewnie nie mają ze mną nic wspólnego.

Nawet pomimo fantastycznego i szczerego wsparcia moich Rodziców udało mi się wkręcić sobie zajmowanie się rzeczami, które „wypada”. Które są „przydatne”. Które „dobrze jest mieć”.

Cholibka. No fajnie, że dobrze jest mieć.

Tylko niesamowite jest, jak ja się powoli orientowałem, że może sam chcę czegoś zupełnie innego :)

Że może moja północ, jest gdzie indziej.

Pamiętacie jeszcze ten super szczyt życiowej pewności siebie z różowego wykresu powyżej? Pamiętacie, jak stromo i boleśnie wyrżnął on głową w betonowy falochron i jak ostatecznie dopełzał do poziomu sprzed całej fiksacji na „spięcie życia”?

Powód jest prosty.

Dzięki rosnącej frustracji i piętrzącym się problemom z utrzymaniem kursu poczułem, że chyba warto sprawdzić, czy dorosłość na pewno polega na tym, żeby cokolwiek osiągnąć. Że może jednak moi Rodzice mieli kolejny raz rację i to, co przeczytałem w dziesiątkach mądrych książek (i setkach niemądrych) faktycznie powinno wygrać z tym, co mi się akurat wydaje.

Wymieniłem cały wysiłek dotyczący tego, co CHCĘ, na starania, by pojąć, co jest dla mnie WAŻNE.

(A ujmując tę myśl w słowa wzniosłe: wybrałem się na poszukiwanie mojej prywatnej północy. Czasem sobie myślę, że odnalazłbym się w roli parodysty dziewiętnastowiecznej poezji.)

I co?

Całkiem sporo.

Nagle okazuje się, że zmiana tematu studiów wcale nie boli (a studia jako takie rzadko odpowiadają na pytanie „co chcę robić”). Okazuje się, że z nikim się w tym swoim życiu nie ścigam. Okazuje się, że mogę zmienić nazwę i temat bloga i świat wcale z tej okazji nie wybuchnie. Okazuje się, że zaskakująco duża liczba kwestii w życiu jest wysoce umowna. Okazuje się, że dla paru osób jestem ważny (i to od nich zależy pokaźna porcja jakości życia) a dla prawie całego świata jestem zupełnie nikim.

Okazuje się też, że ogrom spraw traktowanych jako pewne i stałe potrafi momentalnie zniknąć, a niektóre sprawy traktowane jako przeszłe i stracone potrafią wrócić i znowu mieć wartość.

Dużo rzeczy się okazuje, gdy człowiek – szczególnie młody, tak sobie myślę – odpuszcza na moment wyścig z wirtualnym wyobrażeniem „życiowego sukcesu” i po prostu bez większych dramatów, przy samotnej kawie, z notesem i na wygodnym fotelu siądzie sobie i pomyśli: no dobra, pewnie jeszcze parę lat przyjdzie mi na tej planecie żyć. I co ja chcę z tym życiem zrobić? 

Być może to wszystko to tylko moje płonne próby zajęcia czymś głowy, bym nie miał ciągłej ochoty na pyszne lody sprzedawane koło mojego domu… Jest i taka możliwość. Ale nawet zakładając wersję z lodami, w minionych miesiącach sporo sobie o życiowych wartościach myślałem. Zarzuciłem „super nowe projekty”, na chwilę odpuściłem „muszę to osiągnąć”.

Wyhamowałem się. Dałem sobie czas. Odetchnąłem nieco.

Zrobiłem sobie dużą czarną i stanąłem przy oknie, by chwilę pokminić nad życiem.

Nadal dużo tyrałem, ale nie upychałem już pracy w każdą dostępną w kalendarzu chwilę, włącznie z weekendami i nocami. Skupiłem się za to nad tym, jaki chcę być dla rodziny. Jaki chcę być dla przyjaciół. Jaki chcę być dla osoby, z którą się zwiążę. Jakie wartości chcę dawać ludziom, którzy poświęcają mojej pracy swój czas.

Na co sam chcę poświęcać swój czas.

Czy powinienem pić tyle kawy.

(Tak.)

Czy może mam jakąś kompetencję, którą mogę dawać innym przede wszystkim, bo jest w miarę unikalna. Czy istnieje jakakolwiek szansa, bym na tej kompetencji zarabiał? Czy zarobek na niej jest dla mnie ważny. Czy jest jakiś wizerunek, na którym mi zależy. Czy ja w ogóle potrzebuję wizerunku, czy też dam sobie w życiu radę jako ja, bez żadnych ozdób.

To są fajne myśli, choć bardzo powolne. Wystarczy jednak wychodzić z domu na pierwsze spotkanie dnia o godzinę wcześniej i po prostu dostawać się na miejsce spacerem. Godzina luźnych myśli gdy człowiek jest w ruchu to najtańsze i najłatwiej dostępne lekarstwo dla duszy.

Spacerowałem ostatnio całkiem sporo.

Przeżyłem parę miesięcy tak, jakbym dryfował swobodnie po oceanie. Bez mapy, bez wiatru, bez wybranego portu, nawet bez żagla. A już na pewno bez ogarnięcia, gdzie ja tak naprawdę jestem. I wiecie co?

Przeżyłem.

Co nieco się ułożyłem i znam się teraz co nieco lepiej.

Znalazłem moją prywatną północ.

Nawet jeśli jest to tylko na chwilę.

W efekcie moje marzenia, kontakty, projekty i cały ten jazz dosłownie EKSPLODOWAŁY. W maju ledwo jestem w domu, tyle dostałem zaproszeń na piękne i unikalne wydarzenia. Czerwiec zanosi się na pasmo cudnych spotkań, ważnych przedstawień i niesamowitych konferencji. Lipca jeszcze nie tykałem, ale też jestem dobrej myśli.

W kalendarzu widnieje dużo pracy, ale jest to praca dla mnie ważna. Zdecydowałem się na kilka wartości, które mnie w życiu najbardziej interesują i daję z siebie wszystko, by jak najlepiej, jak najrozsądniej przekazać je na zewnątrz. I trzymam kciuki, by trafić z nimi do ludzi, którym te starania dadzą najwięcej, w takiej formie i takiej postaci, na jaką jestem gotów tu i teraz.

Kiedyś ta forma i postać będą pewnie inne.

Już teraz szykuję się na to, że wkrótce znowu przyjdzie mi się trochę lepiej zdefiniować. W zasadzie każdego dnia spotyka mnie coś, co muszę uwzględnić w przyszłych decyzjach. Ale w przeciwieństwie do poprzednich „skoków”, tym razem na to czekam. Bo widzicie: wbrew mojemu przekonaniu sprzed paru lat, wcale nie posiadam super laserowego, satelitarnego GPSa, który zawsze mi pokaże, co mam teraz osiągnąć. Nie ma czegoś takiego.

Mam za to zacinający się i wymagający częstego potrząsania, wiecznie brudny kompas.

Wskazuje on moją północ, więc ufam wskazówce i idę do przodu. To ciekawa przygoda, bo prowadzi na przemian przez ładne trakty i przez gęste krzaki. Moje decyzje raz „mają sens” i nie wzbudzają podejrzeń, a raz są „dziwne” i rozumieją je może trzy, może cztery osoby z mojego najbliższego otoczenia. Jest różnie, ale to w tej różności uczę się dopatrywać tego, co w życiu fajne.

Od czasu do czasu nawet coś osiągnę, i jest to miły dodatek do przygody.

Tylko że kompas pewnie wkrótce znowu się zatnie.

Wtedy nim potrząsnę i poczekam, aż złapie nową północ.

Będzie ona moja.

Moja, jedyna i prywatna.

Wam też takiej życzę.

Czytaj dalej

Jeśli chcesz wiedzieć, w jaki sposób „wróciłem” do moich oryginalnych marzeń o pisaniu, przeczytaj JAK PAMIĘTAĆ O TYM, DLACZEGO SIĘ W OGÓLE ZACZĘŁO. Jeśli chcesz poznać moje dzisiejsze podejście do nowych projektów, przeczytaj JAK SIĘ ODNALEŹĆ. Jeśli nie przeszkadza Ci ściana tekstu i masz ochotę poznać trochę cenionej przeze mnie filozofii, przeczytaj JAK NIE MARTWIĆ SIĘ ŻYCIEM.

Zapraszam Cię też do naszego blogowego newslettera – nazywa się Tajemna Lista i zarówno zapisanie jak i wypisanie się trwają po niecałe dziesięć sekund. Warto spróbować. W środku czeka jeszcze więcej tego, co znajdziesz normalnie na blogu.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

Bądźmy w kontakcie:
  • Ja dalej dryfuję, w poszukiwaniu mojej północy, ale czuję, że moja droga już się klaruję. :) Świetny wpis, dający wiele do myślenia i niosący coś w rodzaju… ulgi.

  • Dawid Grudziński

    Hej Andrzej. Chciałem Ci tylko podziekować ,że jesteś i inspirujesz. Dziękuje.

  • makate

    Dobry tekst, potrzebny – także ogromne DZIĘKI :) dobrze postawione pytanie: co jest dla mnie ważne? Bo gdy szukam odpowiedzi na pytanie: co chcę? – zbyt często pojawiają się tak naprawdę nie moje aspiracje, a zamiast tego dochodzą do głosu czyjeś przekonania o tym, co należy, co się powinno, co ludzie zwykle chcą…
    Muszę częściej zażywać lekarstwa w postaci spaceru!

  • tpalak

    Świetne!

  • Daria

    Jeżeli dorosłość nie polega na osiąganiu, to na czym? Na słuchaniu swojego wewnętrznego głosu i podążanie za nim, nawet jeżeli nie prowadzi nas na szczyt?

    • Wszystko zależy od tego jak definiujesz „szczyt” :) Zig Ziglar ma fajne wypowiedzi na ten temat, ale to bardzo oldschoolowy tok myślenia.

  • Sebastian

    Kiedy ktoś pyta się „Jak siebie widzisz za 5 lat?”, to rzadko co mam opracowaną odpowiedź.

    Również skupiam się bardziej na KIERUNKU, w którym chcę iść. Pytam się siebie, czy to, co robię jest istotne. I myślę, że świetnie do tego podejścia komponuje się metafora z kompasem, której użyłeś Andrzeju. Piątka!

  • Mogę się z wieloma rzeczami z Tobą zgodzić, ale ten wykres na pewno nie jest różowy :P

  • miśka m

    Andrzeju! Dziękuję. Bardzo. Z całego serca. Robisz wspaniałą rzecz. Piszesz o naprawdę waznych rzeczach. Właśnie jestem w takim punkcie mojego życia że muszę wszystko przewartościować i powoli odkryć o co tak naprawdę mi chodzi. Kończę studia, które już teraz wiem, nie były tym co chcę w życiu robić. Cieszę się że nie jestem jedyna.
    Dziękuję :)

  • Basia Szmydt

    Mi w szukaniu północy pomógł terapeuta. Może dlatego, że jestem starsza, ciut z innego pokolenia, a może po prostu dlatego, że jestem słabsza. I najważniejsza rzeczą jaką od niego usłyszałam, i która zmieniła moje życie był banał „zastanów się co ty na to”. W kazdej sytuacji zastanow sie co ty na to. Pozdrawiam Cię najserdeczniej i dziękuję za ten wpis.

    • Byłbym jak najdalszy od porównywania tutaj sił czy słabości – ja na przykład się czuję słabszy od ludzi, którzy *faktycznie* mają wszystko rozplanowane. Znam paru takich i osiągają niesamowite rzeczy :)

  • Ahh, teraz już wiem, dlaczego przez ostatni rok byłam tak kreatywna – niewątpliwie wpłynęło na to mieszkanie obok Polish Lodów ;) A tak na poważnie, to jak zwykle dajesz do myślenia. Szczyt mojego różowego wykresu przypada na okres, gdy miałam 17 lat, a w głowie idealnie zaplanowane życie – co do imion dzieci, psa i kota. A teraz… dobrze się bawię i silniej czuję czego nie chcę niż co muszę mieć :)

  • Anyrzata

    Jak to dobrze w końcu ustawić kompas. A wystarczyła do tego duża kawa z mlekiem. Piątka! Dobrze sobie czasami przypomnieć, że jeszcze chwilę temu się dryfowało bezwładnie a teraz się płynie w mniej lub bardziej określonym kierunku.

  • Cholibka, no jest tak. Ostatnio przerzuciłam się z trybu „Ciągłe Planowanie Perfekcyjnej Rzeczywistości” na „Zacznijże Wreszcie Żyć, Po Prostu!” i komfort mojego istnienia wzrósł o jakiś sekstylion. A i z dawna upragnione doświadczenia zaczęły się pojawiać. Życie jest super :)

  • Ostatnimi czasy rozmyślałam dokładnie nad tym samym tematem. Mam dopiero 18 lat, ale często słyszę, że muszę już wybrać studia, dobrze się nad tym zastanowić, tak żebym nie żałowała, bo jest to jak najważniejsza decyzja w życiu itd. Zupełnie tak, jakbym nie mogła próbować różnych rzeczy, a każda decyzja była nieodwołalna. Twój tekst w pewnym sensie mnie „uspokoił”. Przynajmniej wiem, że nie tylko ja uważam, że nasza północ może się zmieniać:)

  • Swietny inspirujacy tekst :) Dziękuję :) ja jestem na etapie podazania w dobrym kierunku, moze życie podczas drogi pokaże inny kierunek? Czas pokaże :) ufam intuicji, ciekawe przygody sie zapowiadaja na horyzoncie:)

  • U mnie poziom pewności wyglądał podobnie. Teraz z uśmiechem patrzę na 20letnią Marlenę :) ale to też etap. Bez tego „wczoraj” nie byłoby „dzisiaj” ;)

  • Dominika ER

    Super fajny tekst. Czuć w nim tą moc refleksji :) bo mądrość to uważność. Bardzo przyjemnie się to czyta. Dziękuję. Powodzenia na dalszą drogę!!! ;)

  • Andrzeju, uwielbiam Cię czytać :D
    Ja właśnie teraz – może dwa lata za późno – przechodzę takie roztrzęsienie dwudziestolatki, mimo że mam 22. może temu, że zbliżam się do końca studiów?
    Chyba po przeczytaniu Twojej notki trochę bardziej wierzę, że nie trzeba całymi dniami i nocami kombinować: co zrobić teraz, by za kilka lat/kilkanaście być mega spełnioną osobą. Może po prostu nie tracić teraźniejszości na takie dumanie i robić to, co jest dla mnie ważne :D

  • Iza

    Ten tekst mi z nieba spadł! Właśnie piję kawę w ulubionej filiżance i… też o tym od jakiegoś czasu myślę. Mam wrażenie, jakby dobry znajomy opowiadał, a ja słucham i mimo woli przytakuję głową, że „Też tak mam…”, „Mam to samo…”. Zrobiło mi się lżej na sercu, jest raźniej, że takie pytania to przecież taka ludzka rzecz. Dziękuję Ci za to że podzieliłeś się cząstką swojego życia. Dużo dał mi ten tekst. Fajnie się czytało. Wspaniałego dnia! Trzymaj się ciepło!

  • Bardzo fajny wpis :) Pokazuje jak często staramy się spełniać oczekiwania innych nie patrząc na swoje własne. Chcemy coś osiągnąć, lecz otoczenie „wie lepiej” co powinniśmy robić i wskazuje nam bardzo często „prawidłowe” ścieżki jakimi powinniśmy podążać.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

  • Zuza

    Przeżywam teraz dokładnie to samo… Dzięki za ten wpis! :)

  • Za to studia często odpowiadają na pytanie „czego nie chcę robić”. Dzięki za świetny tekst, bo w pracy pod krawatem wszystko padło i nie miałem co konstruktywnego robić :)

    • Słuszna uwaga z tymi studiami. Dlatego właśnie moim zdaniem tak ważne jest, by pamiętać, że studia to nie jedyna droga.

  • Agnieszka J

    Ja za to po przeczytaniu tego tekstu czuje, że obudziłam się z ręką w nocniku. Nawet chyba nie bardzo wiem, czy w swoim nocniku, czy w jakimś obcym. Piszę to z uwagi na swój wiek. Powoli zbliżam się do 30-stki i ta liczba nie daje mi spokoju. Wiem, że chce coś zrobić w swoim życiu… BIG SOMETHING. Jednak cały czas znajduję wymówki i to odkładam.
    Dałeś mi tym tekstem sporą dawkę motywacji i inspiracji.
    Pozdrawiam:)

  • Jakie to wszystko prawdziwe… szczęka mi opada jak po raz kolejny potrafisz ubrać w słowa to, co mnie też dotyczy. Dzięki za tekst – jak zwykle!!

  • Przychodzą takie momenty w życiu, że człowiek musi się zatrzymać i pomyśleć nad swoim życiem. Zmienić swoje życie można zawsze, choć czasami może to być bardziej skomplikowane. Ale gdybyśmy faktycznie codziennie poświęcali sobie te 15 minut, to nagle po kilku latach nie okazałoby się, że jesteśmy w miejscu, w którym niekoniecznie chcemy być. Świetny artykuł!

  • Hmmm…

  • Joanna Stecura

    W takim razie przede mną wiele godzin wędrówek. Dobry tekst! Dzięki ;)

  • Ja też jakiś czas temu popłynęłam w zupełnie innym kierunku. Czekam co z tego wyjdzie. :) Na razie mogę powiedzieć, że duuużo się nauczyłam, jestem spokojniejsza, bardziej szczęśliwa i wreszcie są w moim życiu takie dni, kiedy czekam z niecierpliwością na to, co przyniosą! :D A kiedyś ważne było tylko na to, kiedy wreszcie będę mogła położyć się spać.
    Ja to po prostu nazywam życiem z pasją. ;)

  • Uff… Po pierwszym akapicie poczułam się bardziej zagubiona niż zwykle – „jak to, 20 lat i tak dobrze wiedział, czego chce? A ja taka stara i wciąż szukam” ;) Na szczęście dalszy ciąg mnie uspokoił, a nawet zmotywował do dalszych, być może niekończących się poszukiwań. Ten rok jest dla mnie przełomowy, jeśli chodzi o zatrzymywanie się, obserwację i refleksję, czego tak naprawdę chcę od życia. Powoli idę do przodu, choć mój kompas często się zacina. Ale wiecie co? Jest taki ładny cytat z „Morfiny” Twardocha: „Nie wiem co dalej, ale pierwszy raz w życiu wcale mi to nie przeszkadza, bo nagle wiem, nie wiem skąd, ale wiem, że wystarczy pozwolić, aby rzeczy się działy”.
    Tak właśnie się czuję i tego Wam życzę :) A Tobie, Andrzej, dodatkowo, żebyś zawsze znajdował w sobie tyle mocy. Świetnie się Ciebie czyta, a metafory takie jak północ czy kompas w tej notce – miodzio!

  • Abotage

    Hmm, u mnie jest trochę inaczej. Mam 19 lat, w tym roku powinienem iść na studia (nie planowałem na jakie, po prostu jak wszyscy chciałem iść). Jednak w połowie 1 klasy LO zacząłem spoglądać na to wszystko trochę inaczej.
    Widzę ludzi, których jedynym osiągnięciem w wieku 30 lat jest dziecko i kredyt na następne 30 lat. Nie chcę tak skończyć. Być zwykłym, przeciętnym Kowalskim, którego nikt prócz rodziny nie zapamięta. Tak bardzo nie chcę zasilić grona ludzi przeciętnych, że swój plan od końca LO wdrażam w życie i jestem piekielnie zdeterminowany w jego realizowaniu.
    Nie przewiduję żadnych ustępstw ani kompromisów, bo zdaję sobie sprawę że życie mam jedno i nie mogę tego spieprzyć. W moim przypadku wskazówka północy na kompasie jest całkowicie zablokowana na jeden kierunek :)
    Wiem gdzie będę za 5 lat (za 10 to nie, bo plan kończy się na założeniu firmy w wieku 24/25 lat) co wyróżnia mnie od większości kolegów którzy skończyli LO i nie wiedzą na co się zdecydować.

    Jedyne czego się obawiam, to że będzie doskwierać mi samotność, bo plan nie zakłada bycia w związku (moja praca będzie moją pasją i będę ją wykonywał przez większość czasu, jakikolwiek wolny czas przeznaczam na podróże)
    Nie chcę w wieku 30 lat stać się poważnym panem, który chce się ustatkować. Długo też nie chcę żyć, więc starość wykluczam (starość czyli <50 lat).

    Nie przewiduję zmiany mojego planu… Choć Twój tekst jest skierowany raczej do osób które jeszcze nie wiedzą, co mają ze swoim życiem zrobić.

    • Jak to mówi moja mama: życie ci wszystko zweryfikuję.

  • PJ

    Dzięki za ten artykuł, Andrzeju. Nie jestem na bieżąco z Twoimi wpisami, ale tym razem naprawdę się cieszę, że tu zajrzałam.

  • Swietny tekst Andrzej i dzieki ci za niego! Ja w wieku 20 lat kompletnie nie wiedzialam co chce robic. Skonczylam jedne studia, zaczelam drugie, ktore przerwalam, potem wyjechalam z kraju. I dalej do konca jeszcze nie wiem co chce w zyciu robic, ale wiem czego nie chce. Juz bylam bliska podpisania kredytu na mieszkanie na 30 lat, ale cos mnie uderzylo i stwierdzilam, ze nie ja nie chce byc przywiazana do kredytu do konca zycia. Jeszcze przynajmniej nie teraz. Robie sobie roczna przerwe, zeby zrobic krok do tylu i pokontemplowac nad zyciem. Moze po tym roku, uda mi sie zrobic dwa kroki do przodu w spelnainiu swoich marzen :) Pozdrawiam zza oceanu!

  • dec&dec

    też tak miałam :D jakoś jak kończyłam studia i zaczęłam pracę wkręcił mi się temat, że teraz to już poważne życie, poważne tematy, uczymy się chodzić w koszulach i być „dorosłym człowiekiem”. No i niewiele z tego wyszło, bo jednak zanim będziesz tym „dorosłym czlowiekiem”, musisz przede wszystkim być sobą. Tak więc etap szukania swojej północy już za mną – trochę rzeczy się zmieniło, trochę posypało, było dużo picia kawy, zwolnienia tempa i rozkminiania, ale to tylko po to, żeby teraz działać :D

  • Genialny tekst Andrzeju, niesamowicie wartościowy i trafny. To jest własnie atut wielkich umysłów, że potrafią wszystko zmienić o 180 stopni. Ja od zawsze mam w głowie tylko jedno – być sobą i nie być osobą przeciętną (choć może nie brzmi to najlepiej). Wiąże się to niestety z wieloma problemami, bo gdy wszyscy idą w prawo, ja oczywiście idę w lewo. Choć trochę szukam, trochę zmieniam i trochę kombinuje, to cel mam jeden – iść do przodu. Po tylu latach znalazłam w końcu tą swoją wymarzoną północ.

  • Świetny tekst, co fakt baaardzo długi. aktualnie mając 23 lata, mam mizernie nakreślony plan ale zawsze biorę pod uwagę to, że może się zmienić. takie to życie. najlepszy kawał to opowiadać bogu o swoich planach – coś w tym jest.

  • Andrzeju… Ja sama mam 21 lat i świetnie rozumiem to, co czułeś w młodości (haha, tak jakbyś teraz młody nie był ;))… I mam jedną radę dla wszystkich, którzy przeżywali podobne rozterki: spójrzcie na wszystko z dystansem i wyluzujcie… a z czasem droga sama się wyłoni. I tyle, więcej mówić nie trzeba.

  • W tym roku kończę 21 lat… Początek tekstu nieco mnie zmartwił. Bo wiem, czego chcę od życia, co chcę robić.
    Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że czasy się zmieniają, wszystko się zmienia i plany również. I że nie zawsze wszystko idzie jakbyśmy chcieli, ale nadal uważam, że dobrze jest mieć jakiś cel i do niego dążyć :) Coś przecież trzeba robić, a czego nauczymy się po drodze, to nasze.
    Po doczytaniu odetchnęłam z ulgą, bo osobiście dużo myślę o kwestiach „co dla mnie ważne” i zadowolona po przyjemnej lekturze, mogę wrócić do tego, co kocham i co jest moją prywatną północą – pisania :)
    Pozdrawiam

  • Lekkie i ładne jest to, co napisałeś. Uwielbiam takie historie, jak Twoje, zbieram je ostatnio jak maniaczka i marzę jak nastolatka, żeby dołączyć do grupy tych spełnionych, którzy na tę północ maszerują… Bo im dalej w las, tym trudniej, o czym właśnie się przekonuję. Zdygany rozum idzie na południe, a serducho chce na północ i tak się szarpiemy bez sensu :-)
    Lubię to miejsce :-)

  • Dziękuję Ci za ten tekst, bo bardzo potrzebowałam czegoś takiego :) Jestem w takim momencie, że zburzyłam całą moją dotychczasową hierarchię wartości. Odrzuciłam priorytety, którymi kierowałam się przez ostatnich kilka lat. Moje „marzenia” okazały się kolejną zagrywką egotycznego umysłu… Układam siebie na nowo, cierpliwie i bez pośpiechu. Nie wiem, gdzie zmierzam. Myślę, że powinniśmy, zwłaszcza młodzi, nauczyć się odpuszczać. Nie trzymać się kurczowo swoich wizji, przestać sprzeczać się z Życiem, że wiemy, co jest dla nas najlepsze… Przecież jesteśmy tylko ludźmi :) Skupmy się na tym, aby być dobrymi i kochającymi, bądźmy widoczni dla samych siebie i naszych najbliższych. Zajmijmy się tym, co naprawdę ważne i wartościowe. A wtedy północ – ta najbliższa, jak i wszystkie kolejne… same nas odnajdą :) Pozdrawiam serdecznie!

  • Wróciłem do tego tekstu i to chyba jedna z lepszych rzeczy jakie mogłem zrobić w te święta. Zaczynam od dzisiaj(co? – niewiem) a nie od 1. :) Najlepszego Andrzej!

  • Dominika ER

    Dobry tekst na Dziś 😊

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)