Autor: Andrzej Tucholski | 31 marca 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 30 minut

Jak nie martwić się życiem

Czy zdarza Ci się martwić o to, co przyniesie przyszłość? Zastanawiasz się nad tym, co pomyślą sobie inni? Albo, po prostu, martwisz się na zapas, nie za bardzo wiadomo o co, ale martwisz się o to bardzo mocno?

W takim razie mam dla Ciebie dwie wiadomości. Dobrą i złą.

Zacznę od złej. Martwienie się jest czymś naturalnym dla człowieka i w pewnej postaci będzie towarzyszyć Ci zawsze. To tak jak ze smutkiem. W teorii nie chcemy go odczuwać, w praktyce bez niego bylibyśmy niepełni i płytcy. To też tak jak z sernikiem. W teorii nie lubię dni bez sernika, a w praktyce gdyby nie dni bez sernika to nigdy nie umiałbym docenić, jaki sernik jest w istocie pyszny.

Dobra wiadomość jest taka, że to wszystko nie szkodzi.

Zupełne wycięcie z życia zmartwień nie wchodzi w grę. Istnieje jednak kilka myśli i strategii, dzięki którym powinnaś poczuć sporą ulgę. Uspokoić myśli, przewidzieć ewentualne problemy, mieć poczucie, że „wiesz co robisz”. Być może nawet uda mi się Ciebie przekonać, że w pewnych sytuacjach martwienie się jest… wskazane :) Ale to wyższa szkoła żonglerki i wypieku ciast. Pozwolę sobie do niej wrócić na końcu tekstu.

Dla wygody czytania postanowiłem podzielić martwienie się na trzy najczęstsze kategorie: wydarzenia zewnętrzne, innych ludzi i samego siebie.

Czas czytania: około 30 minut.

Polecam kawę, dobry jazzowy album i dłuższą chwilę spokoju.

Część pierwsza: martwienie się wydarzeniami zewnętrznymi

Mogę się mylić, ale zakładam, że najczęstszym źródłem zmartwień jest „samo życie”. To co nas czeka, to co nas otacza. Widzę w tym założeniu sporo sensu, bo w obliczu czegoś tak złożonego jak *cały świat* ciężko jest zachować zupełny spokój.

W końcu jesteśmy tylko ludźmi. Cudem zapamiętujemy dwa numery telefoniczne podyktowane jeden po drugim. Ledwo dajemy radę naraz myć zęby i obsługiwać ekspres do kawy. A co, gdy do tego równania dorzuci się jeszcze zakupy, wieczorowe studia, sytuację polityczną w Europie, zepsuty samochód, brak dokładnego planu na nadchodzący weekend, chorego przyjaciela i spóźniający się PIT od poprzedniego pracodawcy?

Zostaje tylko położenie się na plecach i ulokowanie sobie na pępku talerza sernika. (A na laptopie leci serial.)

A już najgorzej jest, gdy nawet sernika nie chce się zrobić. Wtedy to dopiero trwoga.

A już najgorzej jest, gdy nawet sernika nie chce się zrobić. Wtedy to dopiero trwoga.

To znaczy, zostaje albo to, albo wzięcie pod uwagę kilku ciekawych myśli :)

1. Czy faktycznie masz powody do martwienia się?

Choć mylnie przypisano te słowa Markowi Twainowi (a podobno jako formuła logiczna pochodzą z Listów do Lucyliusza autorstwa Seneki Młodszego), warto wziąć pod uwagę mądrość jednego z mentorów Winstona Churchilla:

Miałem w życiu ogrom zmartwień, spośród których większość nigdy się nie wydarzyła.

Nie jest tajemnicą, że człowiek lubi przesadzać. W miarę znaną kwestią jest hipochondria, czyli „dorabianie” sobie chorób i upieranie się, że „ostatnie dziesięć razy faktycznie nic nie było, ale tym razem to już na pewno umieram”. Mniej znany, ale nie mniej uciążliwy problem można mieć na poziomie myślenia o przyszłości.

Tak tylko rzucam: jeśli ostatnie dziesięć negatywnych przekonań dotyczących przyszłości się nie sprawdziło, to może warto się zastanowić nad kalibracją swoich przekonań? Takie regularne „znajdywanie północy na kompasie” to zdrowy mechanizm, o który trzeba dbać. Najlepiej szmatką, woskiem i chwilą zastanowienia.

2. Czy nie są to zmartwienia, które sama sobie wybrałaś?

Mądry i ponadczasowy. To lepiej niż Elvis.

Seneka. Mądry i ponadczasowy. To lepiej niż Elvis.

Powtarzając po blisko dwóch tysiącach lat za Seneką z jego fantastycznego listu „O Krótkości Życia” (przekł. L. Joachimowicz, Warszawa 1965):

„Wszyscy są zgodni co do tego, że człowiek zajęty nie może należycie uprawiać żadnej umiejętności, ani wymowy, ani nauk wyzwolonych, ponieważ rozproszony umysł niczego nie pojmuje głębiej, lecz wszystko odrzuca, jak gdyby go siłą ktoś zmuszał do tego. Człowiek zajęty najmniej jest zdatny do życia, ponieważ żadna umiejętność nie jest trudniejsza niż umiejętność życia. Biegłych w innych umiejętnościach jest wszędzie wielu, niektóre z nich nawet młodzi opanowali do tego stopnia, że i sami mogliby innych nauczać. Żyć jednak trzeba się uczyć przez całe życie, a czym zapewne jeszcze bardziej się zdziwisz, przez całe życie trzeba się uczyć umierać.”

Chcę powtórzyć drugie najważniejsze zdanie:

Człowiek zajęty najmniej jest zdatny do życia, ponieważ żadna umiejętność nie jest trudniejsza od umiejętności życia.”

No pewnie, że fajnie jest mieć w życiu różne projekty, różne zainteresowania, różne ciekawości i pasje, i marzenia, i fascynacje, i co się dzieje na świecie, i co się dzieje na rynku, i co się dzieje w mieście i poza nim. Sam uwielbiam różnorodność. Przywiązanie do niej to część mojej tożsamości.

Dostrzegam jednak mądrość płynącą z większości biografii i zachowanych przez łaskawą historię listów lub pamiętników. Chyba nawet zaczynam się z nią godzić. Kluczem jest optymalizacja. Umiejętność dokonania w życiu wyboru na to, co jest dla Ciebie ważne, a co jest ważne dla innych.

Jeśli martwisz się ogromem rzeczy, to po prostu część odrzuć. Świat się przez to nie zawali.

(Chyba.)

Ten ładny samochodzik będzie zaraz bohaterem przykładu. Jeszcze o tym nie wie.

Ten ładny samochodzik będzie zaraz bohaterem przykładu. Jeszcze o tym nie wie.

3. Czy te zmartwienia wytrzymują najprostszy z filtrów?

Wyobraźmy sobie, że planujesz wybrać się na samochodową wycieczkę do lasu, na piknik. W kubku pływa kawa, w bagażniku siedzi plecak pełen sernika, w schowku na rękawiczki śpią rękawiczki. W teorii wszystko gotowe. W praktyce martwisz się: o pogodę, o to czy kawa nie wystygnie, czy uniwersytet nic ode Ciebie nie chciał ostatnio, czy nie będzie komarów i jeszcze o kilkadziesiąt innych drobnostek.

I siedzisz, i martwisz się. I nic z tego wynika. A przecież do każdego ze zmartwień możesz przyłożyć następujący zestaw bramek logicznych:

Czy jest to temat na teraz? Czy mam na niego wpływ? Czy mogę się przygotować? 

Zobacz.

Pogoda – jest to temat na teraz, ale nie masz na niego wpływu, więc oprócz koca bierzesz też poduszkę do siedzenia w samochodzie. Kawa – jest to temat na teraz, masz na niego wpływ, najwyżej wypijesz chłodną.  Uniwersytet – nie jest to temat na teraz, bo możesz z nimi pogadać w poniedziałek. Komary – jest to temat na teraz, masz na niego wpływ, bierzesz olejek waniliowy.

I tak dalej.

(Jeśli chcesz posłuchać o takich bramkach dłużej, polecam swój film: Jak SZYBKO podejmować decyzje.)

4. Sytuacja jest poważna Co teraz?

Powiedzmy, że nadal zostało Ci kilka spraw, którymi MUSISZ się zająć. Dajmy na to: brakuje kasy na czynsz. Nie są to żarty, nie jest to coś umownego, opcja utraty mieszkania jest straszna i wymaga od Ciebie pełnej uwagi.

No dobrze, ale widzisz: wymaga pełnej uwagi. A nie martwienia się. Nie paniki. Nie emocji. Wymaga logiki i świetnego, ekonomicznego zorganizowania dostępnych Ci zasobów (czasu, umiejętności, dobytku, oszczędności, kontaktów, relacji, etc.) w taki sposób, by znaleźć rozwiązanie problemu w podanym czasie.

Innymi słowy musisz wiedzieć co zrobić oraz jak to zrobić.

(Więcej o tym prostym mechanizmie napisałem w tekście Jak się skupić.)

Tak wygląda początek każdej strategii - od przepisu na sernik po największe plany świata.

Tak wygląda początek każdej strategii – od przepisu na sernik po największe plany świata.

W przypadku trudności ze znalezieniem rozwiązania można spróbować ciekawej „zabawy”. Jest to porada, którą spotkałem w wielu różnych książkach. Weź kartkę i wypisz tyle pomysłów na rozwiązania, ile tylko jesteś w stanie uwarzyć. Minimum dwadzieścia pięć. Daj sobie na to godzinę. Nie oceniaj tych pomysłów, leć ze wszystkim co masz. Spisuj taktyki teoretyczne i te w stu procentach realne.

Spisuj wszystko.

Pewnie większość będzie beznadziejna. Obiecuję Ci jednak, że najpóźniej w połowie zaczną Ci w głowie kwitnąć pierwsze „prawdziwe” pomysły, które mogą uratować sytuację. Martwienie się nie obrodziłoby takimi nigdy, lub dopiero wtedy, gdy byłoby już za późno.

Część druga: martwienie się innymi ludźmi

No dobrze. Jedna trzecia tematu za nami. To było proste. Powiedzmy, że „sytuacje zewnętrzne” na ten moment są zamknięte w kopercie opatrzonej napisem: „otworzyć później, mieć przy sobie kawę”. Teraz przychodzi pora na trudniejszą rundę rozważań, czyli sytuacje związane z innymi ludźmi.

Moje podejście jest bardzo proste:

Inny człowiek to taki ja. Tylko że inny. 

Zgadza się ono ze znanymi słowami zarówno Mayi Angelou jak i Kurta Vonneguta, którym poświęciłem kiedyś tekst pod tytułem Jak żyć z innymi w zgodzie. Wierzę, że empatia – to znaczy umiejętność emocjonalnej i poznawczej „synchronizacji” z drugim człowiekiem – generalnie doprowadziłaby do światowego pokoju, ale na ten moment rozpatrzmy najprostszy z modeli.

Jak można *tak naprawdę* mieć problem z kimkolwiek innym, gdy założy się sobie, że ta osoba ma podobne strachy i marzenia, i wątpliwości i niechęci, i kochania i zapatrzenia, i wszystko, jak ja sam?

Trochę się nie da.

Niestety, jest to myślenie naiwne. Nie da się go zastosować globalnie.

Każdy ma czasem takie dni, że widywałby innych ludzi najchętniej przez okno i z daleka.

Każdy ma czasem takie dni, że najchętniej widywałby innych ludzi przez okno i z daleka.

Nawet empatia ma swoje społeczne ograniczenia, ale można ją zaprząc do innej ciekawej strategii. Takiej, której powodzenie jest całkowicie pod Twoją kontrolą. Proponuje ją w swoich Rozważaniach Marek Aureliusz, kolejny z marmurowego panteonu moich historycznych idoli:

Przeciekawy człowiek, który z każdej trudności wyciągał naukę.

Marek Aureliusz. Przeciekawy człowiek, który z każdej trudności wyciągał naukę.

Rozpocznij każdy dzień powiedzeniem sobie: dzisiaj spotka mnie przeszkadzanie, niewdzięczność, bezczelność, nielojalność, zła wola i egoizm; i wszystkie one spowodowane będą u sprawcy nieznajomością tego, co jest dobre i co jest złe. Ale ze swojej strony już od dawna postrzegam dobro i jego szlachetność, zło i jego podłość, a także samego sprawcę, który jest mym bratem (…). Dlatego żadna z tych rzeczy nie może mnie zranić, ponieważ nikt nie może powiązać mnie z tym, co jest poniżające. Nie mogę też być zły na mojego brata ani nie mogę zrzucić na niego całej winy (…).”

W moim laickim rozumowaniu, ze słów tych płyną dwie mądrości. Po pierwsze, jeśli akceptujesz możliwość złego traktowania, to nie jest ono tak raniące ani nie powoduje wielkich zmartwień. Antycypowanie problemów to jeden z fundamentów stoicyzmu, również w jego współczesnej formie.

Po drugie, złe traktowanie rzadko kiedy jest „z premedytacją”. Druga osoba też może mieć zły dzień. Być może ktoś też ją źle potraktował. Zakładanie, że wszyscy dookoła „czyhają” na Twoje dobre samopoczucie lub „są wredni” faktycznie, trochę ułatwia życie, ale jest też założeniem całkowicie nieprawdziwym. Często prowadzi do faktycznych problemów.

Wyobraź sobie zabieganego pana sprzedawcę w sklepie. Jak sądzisz: czy potraktuje Cię lepiej gdy podejdziesz do niego z uśmiechem, czy gdy podejdziesz do niego z myślą, że „pewnie będzie niemiły”?

Zaufane i szczere traktowanie innych ludzi ratuje od wielu zmartwień.

No dobrze, Andrzeju, możesz teraz spytać.

A co z martwieniem się o moją opinię?

O to, jak postrzegają mnie inni ludzie? 

Gdybym wyglądał jak typki z tego zdjęcia i zawsze miał w tle ocean pewnie nigdy bym się nie przejmował oceną innych ludzi.

Gdybym wyglądał jak te typki i zawsze miał w tle ocean to nigdy bym się nie przejmował oceną innych.

Od razu Ci powiem, że wszystkie teksty w stylu „miej gdzieś co myślą o Tobie inni ludzie” są bardzo infantylne, bo wystarczy osiem minut na dowolnym rynku pracy by od razu zauważyć, że w dzisiejszej ekonomii wizerunek i autoprezentacja to w zasadzie połowa zabawy.

(Po więcej zapraszam do 10 Najważniejszych kompetencji zawodowych na rok 2020.)

Proponuję, by rozbić temat na parę kwestii.

A) Opinia innych ludzi na ulicy na temat tego jak wyglądasz lub co robisz faktycznie nie powinna Cię obchodzić. Jesteś unikalną, jedyną w swoim rodzaju jednostką, której prawdziwe aspiracje i marzenia pewnie poznają może trzy, cztery osoby w toku całego życia. To, że dziwisz resztę? To oznaka, że robisz coś dobrego.

Pomyśl też o tym, że jeśli ktoś jest dla Ciebie niemiły lub agresywny, to jak wysoce lękowo i strasznie musi się czuć sam ze sobą, że ulgę znajduje dopiero w zwracaniu komuś uwagi. Nie musisz się z taką osobą przyjaźnić. Chociaż… w ogólnym rozrachunku warto do niej podejść z minimum empatii, nawet jeśli tej osoby na podobny gest nie stać. Kto wie, może warto dać jej kawałek sernika :)

B) Opinia zawodowa i jej podobne powinny opierać się o Twoje własne rozumienie swojego dorobku i to, jak go publicznie nazywasz. Od blisko siedmiu lat blogowania co miesiąc słyszę od innego eksperta co robię źle lub co robię dobrze. Ktoś mnie plasuje w jednym zestawieniu, a ktoś inny w jakimś innym. A ja i tak robię swoje, bo wiem co mnie interesuje i co chcę osiągnąć. I biorę z tych uwag to co cenne, a resztę ignoruję. Staram się też nie dać złapać na przynętę „prestiżu”.

Jak wielokrotnie powtarzał w swoich tekstach Paul Graham, najgorsza jest pogoń za prestiżem. To puste słowo, pod którym kryje się wyjątkowo wredna konstrukcja nacisków, bez których można sobie świetnie poradzić, a z którymi jest tylko trudniej i trudniej.

C) Opinia przyjaciół i rodziny… no cóż. Podobno rodziny się nie wybiera, ale w praktyce przyjaciół też się często nie wybiera. Dlatego ich opinię warto w życiu brać pod uwagę, ale też tylko do tego stopnia, który daje Ci pozytywny wpływ. Ludzie z reguły doradzają innym to, co sami chcieliby usłyszeć. Dokładnie tak samo jest w przypadku ludzi najbliższych.

Bierz na to poprawkę i wszystko będzie dobrze :)

Kontakty międzyludzkie łatwe nie są, ale to dzięki nim życie jest najlepsze :)

Kontakty międzyludzkie łatwe nie są, ale to dzięki nim życie jest najlepsze :)

Część trzecia: martwienie się na zapas

(I martwienie się o samego siebie)

Martwienie się „na zapas”, o samego siebie, o wszystko, „tak po prostu” to w mojej opinii coś zupełnie odrębnego, bo stawia na stan wewnętrzny człowieka, a nie na jakikolwiek realny bodziec. Zaczynamy tym samym ostatnią część artykułu, trzecią z trzech. Chyba najtrudniejszą.

Powoli zbliżamy się do końca. Poproszę Cię o zaufanie i konsekwentne brnięcie naprzód :)

1. Pierwsze co należy zrobić to zachować spokój

Wbrew pozorom, ani „kawa” ani „sernik” to nie są najczęściej używane słowa na tym blogu. Najczęstszym słowem jest „spokój”. Wierzę, że od tego ustabilizowanego stanu emocjonalnego zależy sukces w dowolnej dziedzinie, od nauki po sport. Pisałem o tym w formie doraźnej – Spokój jest zaraźliwy. Najlepsza strategia w obliczu niepewności. Pisałem też o tym w formie zachęcającej do planowania odpoczynku na równi z pracą – Oddychaj.

Gdy odczuwasz zmartwienie, pierwszym pytaniem do samego siebie powinno być:

Czy w TEJ CHWILI dzieje się coś strasznego?

(Jeśli masz problem z uzyskaniem odpowiedzi, to może warto popracować nad umiejętnością introspekcji? Rzuć okiem na tekst Rozmowa z samym sobą – jak ją przeprowadzić, dlaczego warto.)

Jeśli odpowiedź brzmi: TAK, DZIEJE SIĘ COŚ STRASZNEGO to wygaś internet i natychmiast leć załatwić sprawę.

Ale podejrzewam, że odpowiedź brzmi: nie, raczej nie. Nie w tej chwili. Może coś wydarzy się za dwie godziny, może za osiem, może za sto. Ale nie jest to *ten* moment, więc *teraz* możesz wziąć oddech i po prostu skupić się na tym, co wymaga ogarnięcia. Jestem pewien, że dasz radę to zrobić.

Kto wie, może nawet w obecnej sytuacji dostrzeżesz coś pozytywnego. Tak jak rybka :)

:D

:D

2. Potem dobrze jest znać swoją pasję

Nie w rozumieniu „hobby”, ale w rozumieniu „tej rzeczy, którą i tak byś robiła, nawet gdyby Ci za nią nie płacono, nawet gdybyś była ostatnią osobą na planecie, nawet gdyby wiązałoby się to z płaceniem wysokich podatków i generalnym brakiem sympatycznych doznań”. Wierzę, że każdy z nas ma taką pasję. Czasem jest trochę schowana lub zapomniana, ale zawsze udaje się ją wyciągnąć na światło dzienne (Jak znaleźć swoją pasję).

Innym słowem na tak rozumianą pasję – jeśli lubicie Elle Lunę lub Stevena Pressfielda – jest „powołanie”. Dla kogoś będzie to rysowanie. Dla kogoś innego pisanie. Dla niego wychowywanie mądrych i dobrych dzieci. A dla niej kariera naukowa i badanie fal dźwiękowych.

Tym razem już naprawdę cytując Marka Twaina:

„Dwoma najważniejszymi dniami w Twoim życiu są: dzień, w którym się urodziłaś oraz dzień, w którym odkryłaś po co.”

Bardzo podoba mi się też mocne powiedzenie Abrahama Maslowa (tego od piramidy potrzeb):

„Muzyk musi tworzyć muzykę, malarz musi malować a poeta musi pisać, jeśli chce zachować pełen spokój sam ze sobą. Czym człowiek może być, tym musi być.”

Powtórzę.

„Czym człowiek może być, tym musi być.”

Przysięgam Ci, to jedne z najważniejszych słów, jakie kiedykolwiek przeczytałem. Zwracają uwagę na odpowiedzialność, na odwagę, na rozwój, na samostanowienie i na sprawczość. Są też przepięknym doprowadzeniem do najważniejszego punktu całego tekstu.

3. Najważniejsze jest poszukiwanie sensu

Dar w postaci takiej osoby zdarza się światu bardzo rzadko.

Viktor Frankl. Dar w postaci takiej osoby zdarza się światu bardzo rzadko.

Jestem pod wielkim wrażeniem książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu” autorstwa Viktora Frankla. Polecam ją wszystkim dookoła. Nawet Włodkowi Markowiczowi ją poleciłem, co znalazło ujście w ciekawym powiązaniu tematów w trudnym filmie pod tytułem Oświęcim.

To może być najważniejsza książka, którą przeczytasz w swoim życiu. A na pewno znajdzie się w ścisłym „topie”. Przedstawia ona tok rozumowania, który pozwolił człowiekowi przetrwać, a także wzbogacić się moralnie przez czas uwięzienia w obozie koncentracyjnym.

Bardzo ściśle adresuje nasze dzisiejsze pytanie: jak nie martwić się życiem.

Odpowiedź płynąca z tragicznego, trudnego doświadczenia Frankla (a także z jego późniejszych lat praktyki naukowej) brzmi: Trochę się martwić, ale nie tak zwyczajnie, nie po prostu! 

Nie „na pusto”, lecz szukać w tych zmartwieniach zrozumienia. To dzięki martwieniu się można odkryć co tak naprawdę jest motywem przewodnim Twoich pasji i aspiracji. To dzięki niemu można szukać pocieszenia w chwilach wielkich, w miłości (choć Miłość to dopiero początek), w interpretowaniu swojego życia tak, aby było ono potrzebne, ważne i szczególne.

Bo takie jest.

4. Po co tak nagle opowiadam Ci o spokoju, pasji i sensie życia?

Jestem niepoprawnym idealistą, to na pewno. Ale tym razem, wbrew pozorom, mam powód. Naprawdę :)

Według Viktora Frankla jednym z największych trudów naszych czasów jest dojmująca pustka egzystencjalna, która spotyka coraz więcej, często coraz młodszych osób. (O milionie smutnych dzieci mówił też niedawno profesor Zimbardo). Wpada się w nią nie mając silnego, wiodącego poczucia sensu swojego życia.

Pustka ta jest źródłem zmartwień. To z niej płynie czas i wolna uwaga, którą potem owijamy dookoła bzdurnych problemów, a problemy ważne rozdmuchujemy do poziomu niewykonalnych, choć w praktyce są tylko wymagające.

To z pustki tej wyzierają czerwone, brzydkie, zadymione oczy ciągłego poczucia, że coś nie gra, że nie jesteśmy wystarczający, że nie damy rady, że tym razem świat okaże się dla nas zbyt trudny.

A tak nie jest.

Tylko dany człowiek zna odpowiedź: do czego został stworzony. Jaki jest jej lub jego sens.

Tylko dany człowiek będzie wiedział do czego został stworzony. Jaki jest jej lub jego sens.

Viktor Frankl wspomina w książce jednego ze swoich pacjentów, bardzo ważnego człowieka cierpiącego na depresję. Przed dwoma laty zmarła jego żona i on od tamtej pory nie mógł się pozbierać. Nic nie pomagało. Cały czas było mu smutno, że już nie ma przy nim żony. Jego życie straciło sens. W toku rozmowy Frankl spytał się go, co by było, gdyby to on zmarł pierwszy i teraz jego żona żyła drugi rok bez niego. Mężczyzna odpowiedział, że cierpiała by tak samo, że również byłaby w depresji.

Frankl spytał się go więc: czy to nie jest tak, że swoim przeżyciem niejako „uratowałeś” ją od tej depresji i teraz Twoje cierpienie jest zapłatą, jest bohaterskim czynem, dzięki któremu Twoja żona ma spokój, a Ty zostałeś, by ją wspominać?

I problem mężczyzny rozwiał się w moment.

Takie podejście – rozsądek, dystans, spokojne i uważne spojrzenie na samego siebie i swoje powołanie – nie tylko czyni życie bogatszym, ale też bardzo pomaga w przypadku martwienia się o rzeczy najtrudniejsze, zdrowie i przyszłość. Według Frankla znalezienie swojego sensu to jedna z najtrudniejszych misji, jakie można mieć w życiu. Ale też jest to misja najważniejsza.

Czym człowiek może być, tym musi być.

Pierwsza odpowiedź na pytanie: jak nie martwić się życiem?

Każdego dnia, konsekwentnie i spokojnie, starać się poznać i zrozumieć swój sens A TAKŻE mieć zabezpieczone problemy codzienne, takie jak pieniądze czy plany (czy to w postaci umiejętności, czy to dzięki opracowanym wcześniej strategiom).

(Tak, to dwuczęściowa odpowiedź. To mój blog, mogę wyprawiać podobne wariactwa!)

Innymi słowy: warto starać się być kimś pomiędzy Markiem Aureliuszem a Jasonem Bournem :)

Jeśli masz w życiu po co tańczyć, wiedziesz dobre życie.

Jeśli masz w życiu po co tańczyć, wiedziesz dobre życie.

Druga odpowiedź na to samo pytanie

(Trochę mniej poważna)

Tak między nami… to warto też, po prostu, nie przesadzać.

Nie chcę uruchamiać tutaj licytacji w dół (cudownie sportretowanej przez Monthy Pythonów w skeczu Four Yorkshiremen, którego żart niedawno wykorzystał kinowy Deadpool!) ale serio, jeśli mieszkasz w Polsce to należysz do mieszkańców TYCIUTKIEGO skrawka Ziemi, który jest bogaty, bezpieczny i spokojny. Jeśli umiesz czytać, masz dostęp do internetu i przynajmniej podstawową edukację to należysz do JESZCZE WĘŻSZEGO wycinka świata, który może swoje cele realizować łatwiej, niż ktokolwiek inny.

Nie znam Cię. Nie wiem z czym się borykasz.

Być może są to problemy tak duże, że cały ten tekst jest wyłącznie śmieszną próbą poprawy humoru, z góry skazaną na porażkę. Wtedy zostaje mi wyłącznie trzymanie za Ciebie kciuków i życzenie Ci powodzenia.

Ale jeśli nie są to problemy TAK duże to… wydaje mi się, że jakoś je ogarniesz.

Być może będzie trudno. Być może będzie długo. Być może będzie lało i wiało a silnik nie odpali, bo zalało i zawiało świece, i nici z pikniku w lesie. Kto wie. A może będzie szybko, bo znienacka pomoże Ci ktoś, o kim nawet byś nie pomyślała. Dlatego warto dobrze się przygotować (druga część głównej odpowiedzi) i, po prostu, robić swoje (pierwsza część głównej odpowiedzi).

Od siebie polecam też codzienne „uprzyjemniacze”.

Warto czasem sięgnąć po coś prostego (polecam swoje listy 35 pomysłów na fajne życie czy 25 rzeczy do zrobienia raz w roku). Warto wywietrzyć głowę. Warto pójść na spacer. Warto kupić kwiaty przyjaciółce. Warto razem z kwiatami kupić też mądrą, piękną książkę. Warto zrobić przyrodzie ładne zdjęcie. Warto wstać o świcie i patrzeć, jak powolutku zapełniają się ulice miast.

Warto zjeść dobry sernik i wypić niezłą kawę.

Warto po prostu odpocząć.

Jasne, martwić też się możesz, ale pamiętaj o słowach Mary Schmich:

„Nie martw się o przyszłość.”

„Albo się martw.

„Ale pamiętaj, że martwienie się jest tak samo skuteczne, jak rozwiązywanie algebry żuciem gumy.”

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

///

Źródła i dodatkowe lektury: On The Shortness Of Life (oraz fragmenty po polsku) autorstwa Seneki, Rozważania autorstwa Marka Aureliusza, felieton Paula Grahama, Crossroads of Should and Must autorstwa Elle Luny, Człowiek w Poszukiwaniu Sensu autorstwa Viktora Frankla, The War of Art autorstwa Stevena Pressfielda, dużo notatek z wykładów na Uniwersytecie SWPS oraz wnioski z tysięcy rozmów z Rodzicami i innymi mądrymi ludźmi w moim życiu :)

PS: Uff. To najdłuższy tekst, jaki napisałem w historii bloga. Blisko piętnaście stron druku, nie licząc obrazków. Gdybym przemyślał go na spokojnie to pewnie nigdy bym się na niego nie porwał, bo nie czuję się na siłach sam z siebie poruszać coś równie ważnego jak „martwienie się życiem”. Ale wiecie jak jest – po prostu ten temat poczułem, usiadłem do komputera i po wielu godzinach wstałem. Zmęczony, styrany, ale szczęśliwy, że BYĆ MOŻE chociaż paru osobom uda mi się pokazać jedne z najmądrzejszych książek, jakie kiedykolwiek przeczytałem. To by była dla mnie największa satysfakcja.

PPS: Aha, zawsze zapominam. Jeśli spodobało Ci się to, co tu zrobiłem, możesz dołączyć do ponad 10 000 odbiorców Tajemnej Listy, mojego prywatnego newslettera. Jeśli uznasz, że nie jest on wart Twojej uwagi to możesz się potem z niego w sekundę wypisać, ale kto wie, może Cię skuszę darmowymi materiałami i pierwszeństwem przy największych premierach :)

Bądźmy w kontakcie:
  • Konstancja

    Tak po prostu: dziękuję :)

  • Purpur

    Problem w tym, że nie zawsze łatwo jest spojrzeć tak mądrze i głęboko w istotę sytuacji i dojrzeć tę drugą stronę medalu. Nie zawsze umysł, wyuczony skupiania się na negatywach, dostrzeże pozytyw. Zainspirowałeś mnie dzisiaj do pracy nad tą umiejętnością. Dziękuję :)

    • Wróbel Zwyczajny

      I tutaj się zgodzę – wyrobienie w sobie mądrego podejścia do problemów jest trudne, ale nie niemożliwe :) Wiem to z własnego przykładu!
      Odkąd pamiętam wiecznie się wszystkim zamartwiałam i w pewnym momencie doprowadziło mnie to wręcz do depresji. Z takim podejściem próbowałam odkryć sens życia i (jak łatwo zgadnąć) zbyt dobrze się to dla mnie nie skończyło – pogrążyłam się w czarnych myślach na tyle głęboko, że poskutkowało to rzuceniem studiów, rozwaleniem mojego związku oraz zamknięciem się na pół roku przed całym światem, w trakcie którego jedynym zajęciem było codzienne wypłakiwanie się kotu jakim to jestem nieudacznikiem i jak ciężko mi w życiu (choć tak naprawdę niczego mi nie brakowało). Co ciekawe, sytuacja ta miała miejsce zaledwie niecały rok temu! Teraz moje podejście jest kompletnie inne, ale droga ku temu nie była łatwa – nadal nie jest. Ciągle zdarzają się takie dni, kiedy wisi nade mną widmo beznadziejności i zamartwiania się, ale traktuję je już zupełnie inaczej. Podchodzę do nich tak, jak opisał je Andrzej – gdyby nie te gorsze momenty naszego życia, nie bylibyśmy w stanie cieszyć się z tych dobrych chwil. Gdybyśmy w swoim życiu mieli jedynie pozytywne doświadczenia, to i one by w końcu nam spowszedniały. Dlatego problemy i smutek są nam potrzebne. Rzekłabym, że są dla nas wręcz czymś pozytywnym, bo to dzięki nim możemy budować swój charakter i doświadczenie. Tylko trzeba właśnie umieć spojrzeć na nie w odpowiedni sposób, co faktycznie nie jest łatwe. Ale z pewnością warte zachodu.
      Purpur, mam nadzieję, że Tobie także uda się wyćwiczyć w sobie tę umiejętność! Nie wiem, z czym się zmagasz w swoim życiu, ale z całego serca życzę Ci powodzenia :)

      A co do Ciebie Andrzeju, bardzo dobrze się czytało. Niby Twój najdłuższy tekst na blogu, ale mam wrażenie, jakbym przeczytała go w mgnieniu oka! To chyba zasługa przyjemnej oprawy graficznej. Dzięki tym zdjęciowym „przerywnikom” jakoś w ogóle nie odczułam, że to aż 15 stron :)

  • Ty podołałeś z tematem, chciałabym podołać z komentarzem, ale nijak czuję, że to możliwe. Jestem pod wrażeniem? Świetny? Dziękuję? No nie. Mój komentarz zwyczajnie jest niewyrażalny.

  • Przeczytałem i powiem Ci, że myślałem, że jest dość krótki. Poważnie! Dopiero potem jak zobaczyłem jego objętość stwierdziłem głosem Vina Diesla: „Szacun…”.
    Zamknąłeś naprawdę skomplikowany temat w sporej, ale jednak, szkatułce ze skarbami. Pogrzebać trzeba w niej niestety samodzielnie.
    PS. Dlaczego tekst raczej adresowany do kobiet? Aż się przykro czytało w niektórych miejscach ;-)

    • 80% Czytelniczek to kobiety :)

      • Bożena Witek (bozeebo)

        Ciekawe. :)

  • Greg

    Dobry tekst (duh), podoba mi się szczególnie oparcie o konkretne źródła, bo zawsze trzeba promować mądre rzeczy. Książkę Frankla miałem okazję przeczytać z 2 miesiące temu i pomogła mi zwalczyć lęk przed podjęciem się znacznych zmian życiowo-zawodowych.

  • Przeczytałem początek i od razu w głowie było:

    Dziekan (tutaj Andrzej): Wiesz po co cię wezwałem?

    Kuba (w tym wypadku ja): Nie chcę zgadywać!

    Dz: Mam dla ciebie dwie wiadomości.

    K: Poproszę najpierw o tę złą.

    Dz: Obie są złe.

    Na szczęście jest jedna dobra i czytam dalej…. :)

  • Agnieszka Dudek

    Nasunął mi się wniosek, że potrzebujesz do szczęścia (dużo) dobrej, mocnej kawy, duuużo sernika (nie krępuj się) i spokoju, który daje dobre myślenie o sobie i wypowiadanie się, mówienie o sobie, co się myśli, co się czuje, o czym się marzy i czego się obawia. Może zacznij słuchać i to sporo zespołu Metallica zwłaszcza piosenki One.
    I możesz odpocząć od czytania mądrych książek a zamiast nich sięgnąć po łatwe, lekkie i przyjemne:D

  • Mistrzostwo :)

  • Swietny tekst Andrzej! Brawo za wlasny styl, za bardzo madre podejscie do zycia. Za nieprzejmowanie sie tym co rozni specjalisci Ci mowia, ale banie tego pod uwage. High five za bycie soba, za ten wspanialy styl pisania, ktory do szpiku kosic uwielbiam. Za te fajne odniesienia literackie i folozoficzne. Dawno mnie tu nie bylo, wracam z usmiechem na ustach i glowa pelna szczescia, ze majac taki zasieg jaki masz pozytywnie ‚zarazasz’ optymizmem.

  • Jest kawa, jest jazzowa playlista na Spotify, jest nawet chwila spokoju… ale po tym, jak po raz trzeci wspomniałeś o serniku, to sprintem pobiegłam do kuchni ciesząc się, że jeszcze nie zeżarłam całego świątecznego sernika! (Tak swoją drogą – co by było, gdybym go zjadła zanim zabrałam się za czytanie? To dopiero byłoby zmartwienie!!!)

    Andrzeju, jak to dobrze, że usiadłeś do tego tekstu zanim go przemyślałeś! ;-) Bo dzięki temu powstało na prawdę mądre 15 stron rozważań o martwieniu się, które dają do myślenia.

    Na co dzień nie mam w zwyczaju nadmiernie martwić się. Przypomina mi się taka scena, z filmu „Most Szpiegów”: Tom Hanks pyta się rosyjskiego szpiega czy się martwi, na co tamten mu odpowiada „A czy to pomoże?”. Bo właśnie, bo cóż pomoże martwienie się? No raczej niewiele. Jak jest problem, to go rozwiązuję (albo przynajmniej szukam rozwiązań) – to pomoże z całą pewnością! Ale martwię się, zanim znajdę rozwiązanie. To naturalne i… pomocne, bo dzięki temu skupiam się na problemie :-) A rzeczami, na które nie mam żadnego wpływu, albo tymi, które mnie nie dotyczą… po prostu się nie martwię. Jestem hedonistką, nie potrafię się martwić.
    Na co dzień… no właśnie. A teraz dopada mnie chyba jakieś przesilenie wiosenne, bo zaczynam zamartwiać się z powodu jakiś błahostek. Więc dzięki, że napisałeś ten tekst, bo to był dla mojej głowy taki wielki znak zapytania: „Hej, halo… ale o co chodzi? O co się tak martwisz?”, który w mig rozwiązał wiele problemów. :-)

  • Edyta Wojniłowicz

    Mądry artykuł, który pojawił się w odpowiednim czasie. Idealnie. Jeszcze do niego wkrótce wrócę, a na razie muszę ochłonąć od wrażeń, jakie we mnie pozostawił.

  • 30 min na tekst to nic w porównaniu do tego ile trzeba się napracować przy jego produkcji. Ty wiesz o tym najlepiej, a ja mam tam takie małe pojęcie, bo sam siedzę długo przy pisaniu.

    Tego typu rozterki to chleb powszedni wielu z nas. Jedni tak mają bo nie znają siebie, drudzy bo mają kompleksy, jeszcze inni przejmują się za bardzo innymi, a inni lubią się martwić. Ogólnie dużo innych.

    Warto było przeczytać cały bo dotarłem tam gdzie potrzebowałem czegoś co powie mi: Tak Kamilu dobrze robisz, a tutaj się jeszcze popraw ;)

    Dzięki Andrzej!

    PS. Dobry wjazd na chatę! Spoko sprawa, że się nam pokazałeś od zaplecza :)

  • Magdalena

    To był przykry tekst, dla tych, co nie mogą jeść nabiału :P (wiem, że są wegańskie alternatywy, ale to nie to samo).

    Dzięki wielkie!
    skojarzył mi się tekst: be a warrior, not a worrier :)

  • Wiesz, to jest najlepiej zmarnowane 30 minut. Na pewno jeszcze nie raz wrócę do tego co napisałeś.

  • Sernik. Matko, już całe wieki go nie jadłam! Z tego wszystkiego przeczytałam „Człowiek w poszukiwaniu sernika”…:-)

    Mam wrażenie, że ubrałeś w słowa to, co robię (lub staram się robić) intuicyjnie w kwestii zamartwiania się, a właściwie jego unikania i fajnie było po raz kolejny przekonać się, że martwienie się to generalnie normalna przypadłość ludzka, skoro tyle mądrych głów się nim zajmowało i zajmuje. Czasem nie jest łatwo, szczególnie jak wieczorem mój umysł zaczyna żyć własnym życiem oderwanym od tego co tu i teraz i wymyśla jakieś straszne historie z moją córką w roli głównej, ale pracuję nad tym;-)
    Dobrze się czytało.

  • Natalia Wojniewicz

    Przeczytałam i jestem zwycięzcą :D A tak na poważnie, dobry i mądry tekst. Fajnie się stało, że jednak porwał cię impuls i spisałeś swoje przemyślenia. Książkę Frankla polecano mi na studiach i naprawdę muszę do niej przysiąść, dzięki za przypomnienie o niej! Zaś Marka Aureliusza skończyłam czytać niedawno i, ojej, jak ja go uwielbiam, tyle mądrości w tych krótkich (czasem i nie) zdaniach się ukrywa. Za każdym razem jak jechałam pociągiem na uczelnię, wyjmowałam go i delektowałam się treścią oraz widokami zza okna. I racja, szkoda martwić się na zapas, szkoda oceniać sytuacje niezależne od nas (i często nawet nas niedotyczące) jako dobre lub złe. Trzeba szukać swojej północy i zawsze do niej wracać :)

  • Dziękuję za ten tekst!

  • hmm.. nie rozumiem Seneki.. O jakim rodzaju człowieka zajętego mówi, gdy twierdzi „Człowiek zajęty najmniej jest zdatny do życia, ponieważ żadna umiejętność nie jest trudniejsza od umiejętności życia.”?? Zajęty czym i w jakiej ilości? Obserwuje, że jest wręcz przeciwnie. Ludzie niezajęci rozleniwiają się łatwiej. Męczą szybciej. Stają się ospali. Z biegiem czasu mają co raz mniej energii i celu w życiu, bo przestaje im się chcieć czegokolwiek. A jeśli im sięnawet zache to fizycznie i psychicznie nie są już w stanie tego udźwignąć. Z kolei ludzie zajęci jak najbardziej motywują się jeszcze bardziej, aby ze wszystkim nadążyć. Po za tym zajęcie kilkoma czynnościami jest cudotwórcze z punktu widzenia nauki- otóż gdy my zajmujemy się czymś innym, mózg w podświadomości pracuje choćby nad wspomnianą algebrą i w najmniej oczekiwanych przez nas momentach, zupelnie z algebrą niezwiązanych znajduje rozwiązanie i doznajemy tzw. olśnienia. Właśnie człowiek zajęty rozbudowuje sieć neuronowych w mózgu. Utrwala te połączenia i nieustannie tworzy nowe. Jest bowiem elastyczny. Nieskupienie n wyłącznie jednej czynności otwiera nowe drzwi w mózgu, o których istnieniu nie ma pojęcia człowiek niezajęty.

    Z Tobą się jednak zgodzę – życie bez pasji jest niewyobrażalnie smutne. Zawsze uważałam, że należy znaleźć to co się lubi robić, by być szczęśliwym. Zawodowo maluje. Czasem presja i zmęczenie, znużenie zabija wenę. Ta pasja jednak ma wgraną niekończącą się ilość żyć. Zawsze powróci ze zdwojoną siłą. Człowiek zatęskni za pasją, nawet jeśli ta da w kość. Powróci do niej i pokocha jeszcze bardziej. Obecnosć pasji, w życiu jest bezcenna. Człowiek musi mieć w życiu cel, który składa się z podcelów. Tylko tak pełen jest nadziei, marzeń i dobrego ducha w trudnych chwilach.

  • Magda

    Formy żeńskie! <3

  • Margof

    Czyta się krócej niż 30 minut dzięki świetnemu opracowaniu i formie pół żartem-pół serio – sernik wymiata. Co do Frankla, a propos sensu uderzyła mnie inna jego myśl: sensu nie trzeba szukać na zewnątrz, sens jest zapisany w każdym z nas, samo istnienie już gwarantuje, że żyć powinniśmy. Kiedy Frankl był w obozie spostrzegł, że nie potrzebne są mu zdrowie, wygoda, ani nawet drugi człowiek do tego, zeby widzieć sens swojej egzystencji. Sensem może być cierpienie, albo nadzieja, że ukochana osoba przetrwa i że do nas wróci. Również uwielbiam autora. Dziekuję za ten tekst.

  • Bardzo fajny materiał :) Naprawdę przyjemnie się go czyta, zwłaszcza, że emanuje spokojem, który można przenieść na rozmyślanie nad swoim życiem.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

  • Bardzo trudny temat. Tym bardziej szacunek, dla Ciebie, że dałeś radę, w tak sprawny sposób uporządkować cały tekst. Mimo że nie dowiedziałem się wiele nowego (ale to pewnie dlatego, że od wielu lat sam interesuję się psychologią), to i tak czytało się go bardzo przyjemnie. Plus ogromne brawa za czas jaki musiałeś poświęcić przy pisaniu tego tekstu. W wolnych chwilach będę tu wracał. Pozdrawiam serdecznie.

  • Natalia Pietraszkiewicz

    Wspaniałe :) dodam coś do tego schematu postępowania w chwili martwienia się. U wielu wielu osób zachowanie spokoju, opanowanie emocji, skupienie się na rozwiązaniu jest bardzo trudne do wykonania. Wiedzą, że należy zachować spokój, że emocje przeszkadzają i powinni przestawić się na opanowanie i zdrowy rozsądek, ale nie potrafią – nie potrafimy tego wykonać w praktyce. A często przyczyną jest to, że tak bardzo chcemy wyłączyć emocje, tak bardzo je odrzucamy, że one w imię zasady ‚co odpychasz – napiera’, zamiast wygasnąć to całkowicie człowieka zalewają. A to właśnie mechanizm napędzający panikę. Dlatego chcę zwrócić uwagę na akceptowanie swojej reakcji. Bo każdy ma inną – jedni reagują silniejszymi drudzy delikatniejszymi emocjami i każdy musi zaakceptować swój unikalny styl. Jeśli się czymś martwimy, skupmy się na zdroworozsądkowym rozwiązaniu problemu, ale nie odpychajmy całkowicie swojej reakcji emocjonalnej. One są częścią naszego życia, tej chwili tu i teraz, w której jesteśmy. Ich odpychanie to jak próba usuwania czegoś z rzeczywistości tej bieżącej chwili – a my nie mamy takiej mocy. One nie znikną. Emocje są, są nam do wielu ważnych rzeczy potrzebne i stłamszone prędzej czy później wrócą, o wiele silniejsze. Dlatego nie walczmy z nimi, a zamiast tego zauważmy je i pozwólmy im być. Takie przyzwolenie na ich obecność odbiera im siłę kontroli nad nami. To trochę paradoksalne, ale tak to działa. Dlatego przyjmijmy je, zaakceptujmy jako swoją rzeczywistość, po czym – lub jednocześnie – natychmiast weźmy się do naprawiania sytuacji/działania/obmyślania strategii. Bo spokój to nie brak stresu, a to w jaki sposób do niego podchodzimy. Z akceptacją, przyzwoleniem, życzliwością i… zdrowym rozsądkiem:)

    • Dziękuję za ten komentarz, to najlepsze dopełnienie tekstu Andrzeja.

  • Mogę się narazić, ale nie lubię sernika ;-) Za to artykuł „smakuje” wybornie. „Czym człowiek może być, tym musi być” idealnie wpisuje się w moje aktualne poszukiwanie siebie samej.

  • Iza

    Dziękuję, warto było.

  • Amanda

    Kurde nareszcie. W końcu zeszła ze mnie para. Odetchnęłam. Czuję się lżejsza o 10 kilo. Po co się martwić teraz skoro mogę pomartwić się potem? Dzięki.

  • Ten tekst jest genialny i naprawdę Ci za niego dziękuję. ;)

  • Natalia Glinka

    Ja też bardzo, bardzo dziękuję. Spadł mi z nieba. Przed jego lekturą myślałam, że moje problemy są gigantyczne a teraz…zamiast się załamywać, po prostu zaczęłam działać. :)

  • Czesław Kwiecień

    Zrobiłeś mi dzień Andrzej!

  • Bardzo się cieszę, że nie przemyślałeś sprawy i napisałeś ten tekst!;) Dał mi naprawdę wiele do myślenia;)

  • Genialny artykuł. Dzięki Andrzej! :)

  • Basia Andrejczuk

    Dziękuję Andrzej! nie wiem czy Twój tekst pomoże mi ruszyć do przodu ;) ale przypomniałeś mi, że tam na szafce leży bardzo ważna książka do przeczytania! dostałam ją we wrześniu i przeczytałam tylko kilka stron… ;)

  • Aż mi narobiłeś ochoty i grzecznie idę robić serniczek ;) A tak zupełnie na serio, to naprawdę kawał dobrego tekstu. Andrzeju, mój szczery podziw i wyrazy zachwytu :)

  • Luiza

    Dzięęki za notkę, bo ogromnie się interesuję takimi tematami. Tylko nad jednym się zastanawiam odnośnie martwienia się innymi ludźmi, a mianowicie z kwestią porównywania się do innych osób – że inni są lepsi, fajniejsi, bardziej lubiani, mają lepszą sytuację finansową, rodzinną itp. Wiem, z autopsji, że to przyprawia wiele problemów i zmartwień.. jak sobie z tym poradzić?

  • Świetny tekst, mega inspirujący. Czytam za każdym razem kiedy łapię się na tym, że moje myśli odpływają w złym kierunku :D Andrzej, świetnie ująłeś ten temat. Rzuć okiem na mój wpis o podobnej tematyce „Jak przywrócić równowagę w swoim życiu” http://lichquinn.pl/Quinn/delete/
    P.S.: W Twoich tekstach zauważam częste nawiązanie do twórczości Eckharta Tolle. Jesteś jego fanem czy to tylko moje wrażenie?

  • Andrzej, dlaczego w tekście zwracasz się do żeńskiej części czytelników? :)

  • Merlettina

    Dziękuję ogromnie za taki tekst przed maturą!

  • Jeju, to był prawdziwy masterpiece! Podszedłeś do tego w sposób psychologiczny, ale jednocześnie na luzie i niezobowiązująco. Z każdym kolejnym artykułem coraz bardziej zaskakujesz mnie swoim oczytaniem :)

  • Milena

    Bardzo motywujący tekst, pomógł mi się zebrać w sobie i dodał motywacji do ogarnięcia życia i cieszenia się nim :D dzięki!!!

  • Michau

    Świetny tekst ! Dzięki…

  • Sasetka

    Od pewnego czasu zaczytuję sie w Twoim blogu i powiadam jedno: jest bardzo przemyślany, teksty są na wysokim poziomie (według mnie) i (co nie często się zdaża) dodajesz odnośniki do źródeł z których korzystałeś. A język zabawny, lekki, całość czyta się zdecydowanie krócej niż wspomniane 30 minut dzięki ujęciu tego w taką formę. Byle tak dalej, naprawdę super!

  • Świetny tekst! Naprawdę motywujący i pewnie nie wyszedłby taki dobry, gdyby nie był pisany spontanicznie. :)

  • Joanna

    Zjadłabym sernik… :c
    Tekst jak zawsze bardzo inspirujący :)

  • Świetny artykuł, bardzo motywujący. Będę tutaj zaglądać częściej. :-)

  • Danuta Słychań

    Szukałam,kliknęłam i znalazłam.Jestem pod ogromnym wrażeniem.Muszę ochłonąć, więc teraz po prostu ,ale z całego serca DZIĘKUJĘ,DZIĘKUJĘ,DZIĘKUJĘ <3 Na pewno Tu wrócę.Serdecznie pozdrawiam :)

  • Podpis pod zdjęciem z typkami… najlepszy ;)

  • Pingback: Martyna is Ciulu!()

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)