Autor: Andrzej Tucholski | 14 stycznia 2014 | Komentarze:
Tematy:

Moja mała, miejska medytacja

Zaczynanie dni to niesamowita sztuka. Bodźce, które na nas wpłyną w tym krótkim okienku tuż po zbudzeniu w bardzo silnym stopniu determinują humor na sporą część reszty dnia. Lepiej się przygotować.

Zawsze gdy wstaję to mam ochotę sięgnąć po telefon. To fajna wymówka – poleżę jeszcze dziesięć minut, ale przynajmniej sprawdzę sobie pocztę i odpiszę znajomym po nocy. Jak jest bardzo śpiąco, to może i o pudelka zahaczę. To bardzo słaby pomysł. Odbierając pocztę i odpisując znajomym od samego świtu wrzucamy umysł w setki pętlki pożerających skrawki uwagi. Nie mamy jej w nieskończoność. To odnawialny, ale ograniczony zasób.

Lepiej jest zacząć od rzeczy ważnych, wtedy reszta samoczynnie odnajduje swoje miejsce. Albo i miejsca nie starcza – co też jest bardzo praktyczne. Zawsze gdy zacznę prawidłowo dzień to czuję potem, jak automatycznie nadaję lepsze priorytety działaniom. Część wylatuje. Przy zachwianym poczuciu misji pewnie bym się nimi zajął i zmarnował czas.

Dlatego z samego rana zawsze staram się robić następującą rutynę:

– Szklanka wody

– Pstryknięcie czajnika

– Mycie zębów

– Zrobienie sobie dobrej kawy (notka wkrótce!)

– Pójście z tą kawą do okna i patrzenie się na świat przez 10 minut

(Użyłem w treści wpisu słowa “medytacja” bo w ten sposób prawdopodobieństwo, że się zrozumiemy jest najwyższe. Przy czym ja nie myślę o tym jako o medytacji. Dla mnie to jest po prostu patrzenie się na świat. Lubię proste słowa.)

Dziesięć minut to niby mało, ale spróbuj kiedyś nastawić sobie odliczajkę w telefonie na 10 minut i po prostu patrzeć się przez okno „aż nie zadzwoni”. Zacznie Ci się dłużyć ze trzy razy zanim naprawdę minie wybrany czas :)

Jakiekolwiek śniadanie, jakąkolwiek muzykę czy przeglądanie kalendarza zaczynam dopiero po tym zapoznaniu się z każdą przyrodniczą cechą danego poranka. Nawet jak leje, to bywa fajnie. Rzadko wytrzymuję pełne dziesięć minut, bo lubię też najważniejszą rzecz na dzień zrobić tak wcześnie jak się da, ale liczy się sam proces.

Gdy masz wrażenie, że czas płynie jakoś nieprzyjemnie szybko a obowiązki mnożą się niczym brudne naczynia w jednokomorowym zlewie to zapraszam Cię do takiego porannego posiedzenia z twarzą przy szybie razem ze mną. Poranna porcja myślenia o marzeniach i wyglądzie świata to naprawdę fajna sprawa :)

Jeśli czytasz to rano – spróbuj. Jeśli popołudniu lub wieczorem, wpisz sobie taką próbę w kalendarz.

Jeśli już nie chce Ci się tego czytać – idź zrobić sobie kawę.

Wiesz gdzie z nią pójść.

Ciao,

Andrzej Tucholski

Bądźmy w kontakcie:
  • Człowieku, man, jest siódma rano, dopiero wstałem, ale mam ochotę spróbować Twojej metody. Nie wiem jak u Ciebie, ale w Białymstoku mamy przyjemny dla oka ranek ;)

  • Od kiedy mieszkam w miejscu w ktorym słońce wstaje w oknie kuchennym a zachodzi trzy metry dalej na tarasie codziennie rano gapię się i chlonę jak budzi się ono ze mna. To uzależnia.
    Fakt moze nie man pieknych widoków miejskich i predzej zobacze mysliwego niz wiezowiec mieszkajac 7 km od centrum miasta. Ale z ogromna przyjemnoscia pije kawe z twarza skierowana do swiatla.
    Po prawie czterech katach mieszkania na ciemnym oarterze zrozumialam o ile zmienia sie nastawienie do dnia gdy budzisz sie w jasnym domu a nie w piwnicy :)
    Milego dnia :)

    • Ja muszę mieszkać wysoko, to podstawa!

      • To fajne. Do czasu kiedy Twoją pracą; między innymi; nie okazuje się noszenie tobołów, które ważą od kilku do kilkunastu kilogramów. Wtedy człowiekowi obniżają się wymagania ;)
        Wiem są windy, ale chodzenie na dwa-cztery razy nawet z windą. Nie bardzo ;)

        • Nah, ja jestem zwolennikiem teorii “zawsze jeden kurs”. Potem często ręce są spuchnięte przez dwie godziny, ale zwycięstwo z zakupami to podstawa :P

          • Nad zakupami to pół biedy ;) Ale weź taką dwukrotkość wora z Ikeii razy sztuk przynajmniej dwie z rzeczami które były niezbędne na planie, plus plecak kilogramów około 7, plus trzy mniej lub bardziej rozstawne kijki. Nawet wielbłąd by tego nie ogarnął na raz ;)

  • Marika

    Powiem szczerze, że co rano mam podobnie. Z tym, że biorę kota w objęcia i patrzę w pustostan na wprost ode mnie i obmyślam sobie kolejne kroczki do pokazania ludziom, że można być szczęśliwym codziennie i niezależnie od sytuacji. W końcu wszystko zależy od nas i jest wynikiem naszych działań.
    Pozdrawiam :)

  • Przez celebrowanie poranka zawsze jestem z rana w niedoczasie, ale wolę usiąść na chwilę w kuchni niż biegać nerwowo od samego początku ;) 10 minut to nie tak dużo z rana :)

  • Troper

    błagam. nie używaj stwierdzenia “patrzenie się”. To wieśniackie i nieestetyczne. Samo “patrzenie” wystarczy!

    • Kiedy ja się patrzę!:)

      • Troper

        jak patrzysz to widzisz. jak *się patrzysz to *się widzisz. popatrz *się na to i zobacz *się jaka to różnica. z “się” to można co najwyżej *się gapić. pozdrawiam!

        • Przecież nie neguję Twojej racji! Co nie zmienia faktu, że się patrzę:-))

  • Z tą medytacją to jak kto lubi, ale co do jednego muszę się z Tobą zgodzić: też nie polecam sprawdzania poczty i wiadomości jako pierwszej, porannej czynności. Wejście na najwyższy poziom kombinowania z różnymi sprawami jeszcze w łóżku potrafi totalnie zepsuć humor. Do niedawna jeszcze tak robiłem ale dokładnie od wczoraj (cóż za zbieg okoliczności) zaprzestałem czegoś takiego i motywacja do pracy wraca ;)

  • Kamila

    jak mozna pic kawe zaraz po umyciu zebow?

    • Ja cały dzień piję kawę :)

      • Kamila

        ja tez pije caly dzien ale nie bezposrednio po myciu zebow :)

  • niezasypiaj.wordpress.com

    a jak się zacznie dzień od biegania, to już w ogóle jest osom:)

    • Najbardziej lubię biegać tuż przed snem, ale rano też musi być super:)

      • niezasypiaj

        przed snem to fitnesy;) fajnie jest latem, kiedy o 8 rano jest już ciepło, słońce wysoko a miasto jeszcze śpi:)

  • najfajniej zacząć dzień od kawy i spaceru z psem :)

  • Joanna

    Dzisiaj, z racji obowiązku, musiałam posiedzieć całą noc przy pracy, ale nawet taka sowa, jak ja, musi przyznać, że jest coś niesamowitego w oglądaniu rozjaśniającego się nieba.
    Nieustannie walczę ze sobą o te poranki, o brak dziesięciominutowej (a w rezultacie trzygodzinnej…) drzemki w telefonie.
    Dzisiejszy poranek (w Lipsku pochmurny) powitałam gorącą wodą z plastrem cytryny i imbiru – polecam!

  • Aleksandra Wójcik

    Zgadzam się z Tobą. :-)
    Gdy zaczynam dzień od internetu, to się jeszcze bardziej rozleniwiam, gdy od kilku minut sama ze sobą, to jestem bardziej sprawna i pozytywnie nastawiona do czekającego mnie dnia. Po patrzeniu w okno polecam jakiś super zapach żelu pod prysznic. Dopieszczenie psychiczne, potem fizyczne i lecę radośnie tam, gdzie mam dolecieć danego dnia. :-)

  • Magdalena K

    Myślę sobie i tak się zastanawiam, czy byłabym w stanie zaczynać tak dzień i dochodzę do wniosku, że to jednak nie moja bajka, takie celebrowanie poranków. Może mi się to kiedyś odmieni, kto wie :D jeśli tak się stanie, to z pewnością wrócę do tego wpisu ;)

    • Ja jeszcze nie odkryłem, czy bardziej ze mnie poranny ptaszek czy nocna sowa. Ale chyba skłaniam się ku porankom :)

      • Magdalena K

        Ze mnie zdecydowanie zawsze była sowa^^ a teraz jak mam problemy z zasypianiem to już w ogóle~

  • dziekuj.blogspot.com

    a ja lubię sobie pomedytować przy śniadaniu… Kawusia z mlekiem, kolorowa kanapka, blat pod oknem jako stolik i widok z 11. piętra na odległe warszawskie centrum i PKiN. W tym okresie przy wschodzie słońca jest przepiękne czerwono-różowe niebo. Jest na co popatrzeć i pokontemplować.

  • Na pewno wypróbuję tego typu “medytację”. Dla mnie największym wyzwaniem będzie nie chwycenie za kindle’a, kiedy mam chwilę wolnego czasu :)

    • Hm. Jestem skłonny uznać, że “kultura się nie liczy” jako dystraktor :)

  • Piękny zwyczaj:)

  • Ewelina Willmann

    Zazdroszczę tych wysokich pięter. U mnie z parteru mogę z rana podziwiać jedynie śmietnik przed blokiem, estetycznie nie za pięknie. :( Ale sam zwyczaj wspaniały i warty naśladowania!

  • Ja patrzę na falowiec znad biurka. W sumie taką medytację odbywam z kilka razy dziennie myśląc o ogromie ludzi, którzy mieszkają w tym jednym, długim blokowężu. Co dziwne, uspokaja :)

  • Ja tak celebrowałam poranki jak jeszcze nie pracowałam :) Teraz żeby to robić musiałabym wstawać dużo wcześniej. Za bardzo lubię spać ;)

  • Dominika Łach

    W sumie ta medytacja to dość dobry pomysł, chociaż w moim przypadku ciężko byłoby go wprowadzić w życie, musiałabym skrócić spanie o jakieś 10 min, a to bolałoby bardziej :D Ale w dzień kiedy nie muszę się nigdzie śpieszyć z rana faktycznie może zadziałać :)

  • Codziennie rano stoję przed oknem. Przynajmniej te 5 minut i rozmyślam.
    P.S Twoje wpisy są bardzo motywujące. Pozdrawiam

  • Kasia

    o ładnie, jutro spróbuję, jakiś kot też by się przydał:)

    • U mnie rolę zwierzaka pełni dzielnie przeinteligentna szczurka:)

  • Olga

    do dziś myślałam, że to dobrze tak z rana dobudzić się blaskiem ekranu. dziękuję za radę, poszukam innych blasków :)

  • praktykowałam, do czasu, jak zamieniłam okno na spacer. Aby był cel, zawsze wychodzę do sklepu po ziarniste bułki ;)

  • Odkąd mam Koteła to też lubię z nim zawisnąć na parapecie rano :). Wcześniej budziły mnie piękne barwy nieba, patrzyłam na nie spod kołderki i myślałam: “Musze zrobić zdjęcie… za chwilę…” Zamykałam oczy, otwierałam i wszystko znikało bezpowrotnie. Teraz cały spektakl dopilnowany i jakoś zdjęć nie robię :).

  • Michał Lewandowski

    Ja mam taki widok, że mogę bawić się w proroka:
    – Jeżeli widzę z rana Pałac Kultury, będzie chujowo.
    – Jeżeli nie widzę z rana Pałacu Kultury, będzie chujowo.

    • Boomer

      czyli u Ciebie chujowo, ale stabilnie :)

  • Takie spokojne wybudzanie się jest cudowne. Cieszę się, że o tym piszesz. U mnie jeszcze po porannej kawie jest spacer z suką :).

  • Świetny wpis. :) Rzeczywiście ja pierwsze co robię to kom bo przecież tyle przez noc musiało się zadziać, jak jestem w Polsce i śpię to przecież moi Hongkongscy znajomi zyja, a jak jestem w HK to Polscy i zawsze coś..ale masz rację warto sobie 5 minut po prostu popatrzeć na świat. Zresztą jak się ma takie widoki jak Ty to z pewnością jest to przyjemne

  • Pierwszą rzeczą jaką ja robię rano jest odpalenie kompa -.- A chyba powinnam jednak zaczynać od jogi, tylko rano tak okrutnie mi się nic nie chce…

  • Lena

    Oj tak :) poranki mają w sobie coś z rytuału :) Ja czasami wstaje i w półświadomości wręcz szykuję się do wyjścia do pracy, jednak gdy przychodzi weekend to uwielbiam kontemplować ten czas zaraz po przebudzeniu :)

  • Pani Anna Maria

    Super, że o tym piszesz :) Motywujesz do szczęśliwszego życia!

  • Piotr Milanowicz

    bardzo fajny, pozytywny post :)

  • Firefly

    Więc jutro dzień pierwszy! :) A co mi tam? Spróbuję!

  • Uwielbiałam taką poranną medytację latem. Wychodziłam na balkon ze szklanką wody, siadałam na krzesełku i gapiłam się na niebo. Teraz nie jest tak fajnie, zaraz po wyłączeniu budzika rozpoczynam bieg, żeby zdążyć do szkoły. Ale zainspirowałeś mnie, jutro spróbuję zwolnić i zacząć dzień jak należy. Bardzo podobały mi się też pomysły z tego wpisu: http://blog.freepeople.com/2013/11/10-sweet-moments-morning/

  • Mateusz Macha

    Tak, poranek dla siebie to jest coś. Swego czasu zaczynałem pracę o 9 rano (a ż nie miałem daleko to wychodziłem o 8.40). Większość ludzi pewnie by wstawała o 8, ja natomiast starałem się wstać o 7, żeby mieć trochę czasu dla siebie.

    Nie zgadzam się natomiast co do kwestii oglądania telefonu rano. Wejście na fejsa albo szybka gra na ajfonie to dobry sposób, żeby odwrócić uwagę mózgu od faktu, że w łóżku jest tak ciepło i w zasadzie to może by tak jeszcze pięć minutek pospać.

  • sherlock

    Andrzej, w tym temacie polecam blog zenhabits.net
    Znasz może?

  • Boomer

    Dziś wreszcie był ten dzień, kiedy nie musiałem rano pędzić na złamanie karku i mogłem uskutecznić z kubkiem herbaty i swoim widokiem z 10 piętra tę miłą namiastkę medytacji. Rzeczywiście fajne uczucie, może nawet przestawię budzik jeszcze o te kilka minut w tył, żeby mieć na to czas codziennie, byłoby pięknie!

  • dzięki Ędrju! za pomysł, niby takie to proste, a czesto o tym zapominamy.
    czasami człwokek ma tyle na głowie, że już zaraz po wstaniu w głowie kłębią się własnie te straszne myśli, że czasu tak mało, a rzeczy tyle do zrobienia. Ale dostrzegłam jedno – że gorszy chaos mamy na ten temat w głowie, niż to jest w rzeczywistości Już nie raz tak miałam. Ale najlepsze jest wykonywanie jednej czynności, potem drugiej, trzeciej i okazuje się, że nie taki diabeł straszny…
    takie poranne medytacje, zastanowienie się nad sobą, pobycie ze soba, ze światem – myślę, że dobrze mi zrobi. jak nie zapomnę, spróbuję jutro. bo najgorsze to kłaść się z chaosem w głowie, i budzić się z nim. i ciągły chaos, tak się nie da!

    p.s. ładne widoki

  • Ania

    “Lubie proste słowa” Zarąbiste :)
    Post fajny, przydatne refleksje :)

  • Natalia Pietraszkiewicz

    a ja polecam tę prawdziwą! wyłączenie absolutnie wszystkich myśli na 5-10 minut zaskakująco regeneruje i daje uśmiech na dzień dobry. plus to baaardzo dobre ćwiczenie cierpliwości jako siły charakteru. a i wierzę bardzo, że całkiem niedługo nie będzie już wcale uchodzić za trudne słowo;)

  • Fajny pomysł, taka chwila zatrzymania.
    Może z 5 minut mi się uda wyłuskać, biorąc pod uwagę, że budzą mnie dźwięki głodnego dziecka, psów, kotów, kóz i kur. I Męża :D! Czyli to będzie taka skompresowana, inna wersja: wiejska medytacja matki i żony ;)

  • Prawie nigdy się u Ciebie chyba nie odzywam, choć czytam każdy wpis, już od dawna. Ciekawa sprawa, że właśnie ten temat wzbudził we mnie chęć postukania w klawiaturę. Trafiłeś z nim na właściwy moment, zdawało mi się już od dawna, że zapomniałam o czymś, co było dla mnie ważne i że jakoś źle się czuję. Przypomniałeś mi – poranne picie kawy bez włączonego komputera! Nie patrzyłam jak dotąd w okno, raczej siedziałam sobie z tą kawą na fotelu, patrzyłam na koty, rozmyślałam. I nie wiem, jak to się stało, że nie robię tego już od miesięcy. Dzięki – jutro rano idę najpierw na balkon :)

  • To jest bardzo, bardzo dobry pomysł. I napiszę tylko tyle, bo reszta to byłyby wymówki tłumaczące dlaczego tak nie robię ;) Może dzięki Tobie zacznę.

  • Bezapelacyjnie się zgadzam, że sięganie po telefon leżąc w łóżku to najgorszy możliwy pomysł na początek dnia. Celebracja pierwszej kawy to natomiast wspaniała sprawa.

  • Bardzo fajny początek dnia :) Ja po przebudzeniu piję szklankę wody z cytryną, otwieram zeszyt i zapisuję trzy strony strumieniem świadomości. Też jak medytacja. Też polecam.

  • Fajne są takie poranki. Bardzo często robię sobie postanowienie, że będę wstawać wcześniej. Niestety różnie z tym bywa, ale moim osobistym małym sukcesem jest… poranne wyłączenie internetu. Tzn. wyłączam go wieczorem przed pójściem spać, a włączam dopiero w autobusie. Okazuje się, że bez zerkania na telefon i niby szybkiego przeglądania postów na fejsbuku tracę zdecydowanie mniej czasu. Nie znaczy to, że się wyrabiam, ale jest mi do tego bliżej niż dalej;)

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)