Jakie będzie Twoje ostatnie słowo w starym roku?

Czas czytania: około 7 minut • Dyscyplina
 

Zaraz przyjdzie pora na ostatnie słowo. Już za chwilę będzie ciemno. Będzie zimno. Będzie też strasznie głośno – ostatnie minuty roku często obfitują w eksplodujące fajerwerki i wyjątkowo przesterowane głośniki miejskiej imprezy sylwestrowej – ale Ty ten hałas zignorujesz. Spojrzysz na zegarek i zauwazysz, że zostało Ci jeszcze pięć sekund. Spojrzysz więc w niebo. Cztery. Zamkniesz oczy. Trzy. Poczujesz, że ktoś cię ściska za rękę. Dwa. Uśmiechniesz się.

Jeden.

I wtedy, właśnie wtedy, w tej krótkiej, ostatniej sekundzie starego roku pomyślisz sobie w głowie coś, co zdefiniuje nadchodzące trzydzieści jeden milionów sekund roku nowego, tego, który zacznie się dopiero gdy odetchniesz głęboko i otworzysz oczy, i zobaczysz bawiący się tłum, i wszystko wróci na swoje miejsce, zalane tsunami wrzasków i muzyki.

Będzie to Twoje ostatnie słowo w starym roku

Podsumowanie tego co było, a zarazem (do czego zaraz dojdziemy) nastawienie się na wszystko, co dopiero nadejdzie.

To dzięki tej myśli ruszy licznik nowych dwunastu miesięcy Twojego życia, w trakcie których będziesz kochać, cieszyć się, płakać, nienawidzić, marznąć i zdychać z gorąca, i odczuwać wstręt i pożądanie, i radość, i potrzeby, i pustki, i przepełnienia, i ogromne, OGROMNE chcice na dobrą pizzę. I na lody.

I na kawę.

I będziesz z siebie dumna, a także będziesz ze sobą walczyć.

Pewnie obejrzysz trochę za dużo seriali.

Pewnie zarobisz trochę kasy.

Może nauczysz się włoskiego?

Może wreszcie pokonasz prokrastynację?

To na pewno nie będzie Twoje ostatnie słowo.

A może wreszcie ogarniesz swoje emocje? I serce przestanie spadać z siodła przy każdym dwuznacznym spojrzeniu wymienionym z przypadkowym przechodniem? I przestaniesz zakochiwać się częściej niż się odkochujesz, co i tak jest dosyć rytmicznym wydarzeniem, bo znajomi nauczyli się Twoimi perypetiami sercowymi mierzyć czas nie gorzej od tempa narzucanego przez przychodzące regularnie rachunki za internet?

Może znajdziesz kogoś, z kim już zawsze przyjdzie Ci chcieć jeść pizzę, i lody, i chodzić na kawę?

A może nie znajdziesz, bo jeszcze nie jest ku temu odpowiednia pora.

Cholera wie, czy Ci się to wszystko uda.

Ja na pewno tego nie wiem.

Chcemy, by nowy rok był jak najlepszy, ale ostatecznie nikt nie potrafi przewidzieć przyszłości.

Można jednak tę przyszłość, hmm, “namówić” by nam trochę pomogła, zamiast przeszkadzać. By te piękne, “niewydarzone” jeszcze chwile nakierowały się chociaż o jeden stopień w stronę naszych marzeń i potrzeb, a nie odwrotnie.

Wydaje mi się, że to bardzo porządna sprawa: mieć poczucie, że choć nie wiem, co ma być, to czuję, i intuicyjnie wiem, że będzie jakoś. Będzie dobrze. Będzie z sensem.

Niestety, tak jak w większości związanych z psychologią przypadków, w trakcie tej szalonej sekundy przestawiającej nam wszystkim kalendarze w telefonach komórkowych możesz też na amen zafiksować się w sposób negatywny. I wtedy c’est la vie, żegnaj nowy roku, będziesz dokładnie tak samo zgubny i pozbawiony sensu co wszystko do tej pory.

Ha.

Jak więc zrobić tak, by było dobrze?

I niechcący nie załamać się “na zaś”? ;)

To proste – wybrać dobre “ostatnie słowo”.

Wystarczy zrozumieć co wydarzy się o godzinie 23:59:59, gdy tylko szepniesz sobie w myślach finalny stopień odliczania: “jeden”, na co miliony ludzi w Twojej całej strefie czasowej rykną w odpowiedzi: “zeroooo, jeeeej, to już, to już nowy rok, do siego!” i uniosą swoje szampany w międzynarodowym geście zwycięstwa. W trakcie tego uderzenia serca oddzielającego gruba kreską zaakceptowaną przeszłość od niepewnej przyszłości dokonasz cudu, do którego zdolny jest tylko i wyłącznie wrażliwy człowiek.

Bo widzisz, nawet najszybsze statki kosmiczne z Gwiezdnych Wojen nie są tak szybkie jak ludzkie myśli. Wystarczy sekunda, by pokochać. Wystarczy sekunda, by znienawidzić. Wystarczy parę spojrzeń, by wyczuć, czy ktoś jest w porządku, czy też śliska z niego szuja i nie warto nawet przesadnie angażować się emocjonalnie w powitanie.

Tak samo wystarczy sekunda, by zrazić się do nowego roku jeszcze zanim przyzwyczaimy się pisać jego nową cyferkę na marginesach notesów, bez skreślania i ciągłego poprawiania.

Twoje nastawienie względem tego co będzie jest w stu procentach zbudowane na wspomnieniu tego, co było.

Jeśli pożegnasz stary rok słowami: “oby nie było gorzej” to, proszę bardzo, wchodzisz w nowy rok z negatywnymi myślami, nastawiona na defensywę a nie aktywność, odruchowo oczekująca ataku, spodziewająca się najgorszego i absolutnie nie otwierająca serca na przedziwne sytuacje dnia codziennego, z których czasem wylosuje się mandat za idiotyczne przebieganie w poprzek dwupasmówki, a czasem wylosuje się szansę na karierę życia.

A co jeśli pomyślisz sobie: “to będzie najlepszy rok mojego życia”?

Kurde, a co jeśli nie będzie?

Zawsze jestem wyjątkowo czujny w obliczu obiecywania samemu sobie niestworzonych bajek. Okej, to OCZYWISTE że warto optymistycznie podchodzić do rzeczywistości, ale co jeśli akurat Brexit zamrozi budżety wschodnioeuropejskich filii Twojej firmy i jednak będą zwolnienia, i przekonasz się w praktyce, że Twój dyplom nagle nie jest aż tak konkurencyjny, jak Ci się wydawało?

Nie masz żadnego wpływu na to, czy ten rok będzie najlepszy. Możesz optymistycznie założyć, że DASZ RADĘ wszystkiemu co się wydarzy, i to na przykład jest już budująca obietnica. Taka, którą można dotrzymać i w efekcie poczujesz dumę, bo będziesz słowna i będziesz mogła na samej sobie polegać, a to bardzo ważna sprawa.

Powtórzę to trzeci raz, bo i temat ważny: gdy wskazówka zegara na Pałacu Kultury będzie przestawiać się z 23:59:59 na 00:00:00 będziesz miała aż nadto czasu, by pomyśleć sobie absolutnie cokolwiek. Chcę Cię zachęcić, byś poświęciła parę chwil, by dobrać te słowa bardzo mądrze.

Pokmiń sobie na spokojnie – masz jeszcze czas – jak się czujesz ze swoim życiem, z tym co jest, co było, co ma być.

Wypełnij niektóre z tych 21 arkuszy, żeby lepiej usłyszeć własne myśli.

Słowa mają magiczną moc. To dzięki nim stajemy się małżeństwem. To dzięki nim obiecujemy komuś, że będziemy o niego dbali. To dzięki nim zamawiamy pizzę i ta pizza potem faktycznie przyjeżdża. To dzięki nim sprawiamy, że ktoś się uśmiecha, a potem płacze, a potem trochę nas nie lubi, bo opowiedzieliśmy mu wyjątkowo świński dowcip.

Słowa wypowiadane w ważnych momentach są podwójnie potężne.

Masz jeszcze czas, masz trochę przestrzeni.

Daj sobie okienko i pomyśl o tym, co chcesz pomyśleć, gdy zegary wybiją północ.

Chcesz czuć wdzięczność?

Chcesz czuć determinację?

Chcesz czuć nadzieję?

Możesz zamknąć ten kończący się rozdział Twojego życia słowami: “dziękuję, że był. I dziękuję, że czeka mnie kolejny”.

Możesz też szepnąć: “stary roku, nie byłeś łatwym zawodnikiem, ale daliśmy razem radę i teraz wiem, że z nowym też będzie całkiem spoko”.

Albo pomyśleć: “to jest ABSURDALNE ile wydarzyło się w samym grudniu (też macie poczucie, że czas od końca listopada do Sylwestra trwał jakieś pięć godzin, z czego cztery były wyjątkowo nerwowe a jedna, ta na końcu, to Wigilia?) więc nawet nie próbuję bajdurzyć, że wiem, co przyniesie mi nowy rok, ale i tak nie dam się zrzucić z konia i po prostu ogarnę co trzeba dzień po dniu, problem po problemie, jedno zawirowanie sercowe naraz, by nie przesadzać”.

Możesz też w ciszy pokręcić głową i pomyśleć, że, Boże, jakie to jest przedziwne, że nie ma na tym świecie ani jednego prawa, które może Ci kazać jutro być takim samym człowiekiem, jakim jesteś dzisiaj. Jeśli masz ochotę raz na zawsze przestać coś robić, to po prostu przestań. A jeśli chcesz zacząć coś robić, to po prostu zacznij.

Przefarbuj włosy, przeprowadź się, albo po prostu siądź na tyłku i przez godzinę spokojnie oddychaj, bo czemu nie?

Masz w sobie wszystkie narzędzia potrzebne, by dążyć do wszystkiego, czego potrzebuje Twoje serce. Twoje serce nie wie, co to w ogóle znaczy “ostatnie słowo”. Nigdy go nie mówi.

Masz więc w głowie wszystkie słowa, których potrzebujesz, by nazwać swoje potrzeby i marzenia i tak o nich pomyśleć, by do nowego roku podejść z błyskiem w oku i nie zrażać się wizją nawet najbardziej beznadziejnych przykrości, które niechybnie Cię w nadchodzącycym czasie czekają, tak jak zresztą każdego innego człowieka na świecie.

A najlepsze jest to, że na cały ten proces masz tyle czasu, ile tylko chcesz.

Pamiętaj, że nowy rok nie ruszy, dopóki nie otworzysz oczu.

Stój zatem, i mów do siebie to, co wiesz, że powinnaś usłyszeć.

Powiedz: “dziękuję”.

Powiedz: “mam cudnych przyjaciół”.

Powiedz: “zaczynamy“.

Powiedz: “nigdy więcej pizzy”. (A potem jednak zmień zdanie, no bo hej.)

Powiedz: “w tym roku postaram się bardziej i to będzie i widać, i czuć”.

Przyznaj przed sobą jakimi słowami chcesz jednocześnie podsumować przeszłość i nastawić sie na przyszłość.

Wybierz coś dobrego, a jak poczujesz, że Ci się jednak nie podoba, to wybieraj dalej.

Bądź co bądź, ten nowy rok to jest przede wszystkim dla nas, a nie my dla niego :)

Dzięki za wspólnie spędzony czas.

Życzę Ci, by nadchodzące dni wniosły do Twojego życia wyłącznie pomyslność.

Moje ostatnie słowo to: dziękuję.

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

Zdjęcie: Annie Niemaszyk ze zbiorów Unsplash.

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies