Godzenie się na jesień

 

Cześć. Stałem przed chwilą przy otwartym, chłodnym oknie. Było pełne zieleni, ale też i ujawniało pierwsze kroki złota. Stałem przy nim z gigantycznym kubkiem kawy w dłoni i myślałem o tym, że wypadałoby za parę minut pójść wreszcie na siłownię. Mam na to ochotę, bo cieszy mnie ten chłodny-niechłodny chłód i myślę sobie, że fajnie będzie przejść się spokojnym krokiem przez jasny, wrześniowy poranek.

Ale, z drugiej strony, ledwie dwa tygodnie temu odechciało mi się iść na siłownię, bo poranek był jakiś taki zimny jak na sierpień i ostatecznie udało mi się zmusić na ćwiczenia dopiero późnym wieczorem, jako ostatni obowiązek dnia. W efekcie było słabo i szybko się zmęczyłem.

Co ciekawe – chłodny poranek połowy sierpnia i tak był cieplejszy, niż ciepły poranek we wczesnym wrześniu.

Wszystko leży w naszej wewnętrznej opowieści. Niektórzy mówią na to: autonarracja. To szeroki wątek, ale dzisiaj skupię się na tylko jednym jego aspekcie, a mianowicie kontekstach i procesie decyzyjnym.

Istnieją ludzie, dla których natrafienie na pozornie nie dający się złamać problem to… koniec. Po prostu. Kręcą głową, wzruszają ramionami, idą popatrzeć co tam ciekawego stoi na sklepowych wystawach parę ulic dalej. W efekcie często nawet nie zaczynają zmagań, bo wiedzą, że istnieje szansa zmarnowania tych starań, zmarnowania czasu. Istnieje szansa natrafienia na problem nie do złamania.

Istnieją też ludzie, dla których natrafienie na pozornie nie dający się złamać problem to zwykły bodziec. Trigger. Jego mała, awaryjna lampka budzi ze snu skarlałego gnoma, który chwyta leżący na podłodze kabel i czym prędzej biegnie przez korytarze psychiki do naściennej wtyczki, by zaognić elektrycznością ogromny neon. Treść laserowego napisu to, oczywiście: “ALE EKSTRA, WYZWANIE!” :-)

Piszą o tym mechanizmie setki ludzi, zarówno naukowców jak i praktyków biznesu. Nic nowego.

Przyszło mi jednak do głowy, jak dobrze można go omówić na przykładzie pór roku.

Spójrzcie:

Czy macie wpływ na pogodę? Nie. Czy macie wpływ na temperaturę? Żadnego.

Czy macie wpływ na wzięcie z domu parasola? Tak. Czy macie wpływ na wzięcie z domu szalika i czapki? Jak najbardziej.

A w innym kontekście:

Czy macie wpływ na swojego szefa? Też nie. Czy macie wpływ na to jaki będzie wykładowca? Nope.

Czy macie wpływ na te elementy swojej pracy, które szef szczególnie wysoko ceni? Podejrzewam, że tak. Czy macie wpływ na swoje nastawienie do zajęć, dzięki któremu da się obejść przywary danego profesora i przeżyć sesję? Pewnie.

Do czego zmierzam – uzależnianie swoich decyzji, samopoczucia, humorów, nastroju, wewnętrznej wartości lub ambicji od rzeczy, które są poza moją kontrolą nieodmiennie sprowadza na mnie dodatkowe porcje problemów. Sprawia, że nie chce mi się iść na siłownię w piękny, sierpniowy poranek tylko dlatego, że jest trochę chłodniej, niż zwykle.

Działanie w oparciu o rzeczy leżące w mojej bezpośredniej strefie kontroli – moje starania, inwestowany czas, uprzejmość (lub jej brak), odpowiednie przygotowanie przynosi skutki zgoła odmienne. Dzięki niemu z chęcią wybieram się na sesję dobrego cardio i siły pomimo mrożącej pobudki. Moja autonarracja nie przewiduje ustępowania warunkom pogodowym. Swego czasu zacząłem biegać przy minus dwudziestu, więc plus kilkanaście ma być problemem? Pffffffh :-)

Czy umiem zawsze podejmować decyzję w tym drugim, bardziej dojrzałym systemie?

Nie.

Niestety, nie jestem nawet blisko :D

Ale staram się każdego dnia. I wydało mi się dziś rano, że dobrze będzie podzielić się tym staraniem z Wami. Wrzesień to piękny miesiąc, ale faktycznie z dnia na dzień potrafi robić się coraz zimniej i ciemniej. Trzeba zatem trzymać się razem i skutecznie przeciwdziałać :)

Bo widzicie, wszystko leży w naszej wewnętrznej opowieści.

A jest to opowieść, której kolejne linijki zależą tylko od Was.

Dodatki

Jak co roku we wrześniu zapraszam do jednego z moich ulubionych wpisów z 2011 roku. Nazywa się “Wrzesień” :)

Temat dzisiejszej notki może być alternatywną interpretacją fragmentu czwartego z notki o lekcjach Robina Williamsa.

W nagłówku jest Londyn, bo mam ostatnio straszną ochotę na Londyn. Powtórne oglądanie About Time pomaga tylko na chwilę.

Na zakończenie, w ramach prezentu do porannej kawy, mam dla Ciebie jeszcze piosenkę, której słuchałem stojąc przy tym oknie ze wstępu. Nie jest za wesoła, ale miło mi się kojarzy. Ma w sobie coś z tak charakterystycznego dla wczesnej jesieni, mojego ulubionego zimnego ciepła.

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies