Autor: Andrzej Tucholski | 17 lutego 2014 | Komentarze:
Tematy:

Moja ukochana Warszawa

Dymi. Lśni. Niknie we mgle. Odbija w kałużach wieżowce przetykane starymi, wciąż pooranymi przez wojenne kule kamienicami. Ryczą w niej nadmiernie eksploatowane ikarusy, ryczą w niej niedźwiedzie przy Śpiących. Drażni i zaskakuje.

Ma w centrum zarówno zabijające planistów ilości centrów handlowych jak i wzbudzające zazdrość Paryżan ilości zieleni. Łatwo jej nienawidzić. Na swój sposób łatwo ją zatem pokochać.

To jest moja Warszawa.

Miasto, do którego parę lat temu wróciłem z krótkiego pobytu w Londynie i zrobiło mi się przez kontrast jakoś tak pusto. Dostrzegłem, jak u nas było wtedy w porównaniu mało kawiarni, lokali, wydarzeń, spraw i małych, oddolnych miejsc do kupienia tosta i pogadania ze znajomymi.

I wiesz co?

Tak jak byłem parę miesięcy na powrót w stolicy Zjednoczonego Królestwa i poza totalnym rozbebeszeniem sieci metra nie odczułem żadnych dramatycznych zmian tak ten drugi powrót do Warszawy odczułem… in plus.

Skoczyliśmy.

Warszawa ewoluuje teraz w niesamowitym tempie. Aż samemu się sobie dziwię, że w skali rocznej moja psychika nie wypracowuje jakichś magicznych nerwic mających na celu oswojenie ciągle zmieniającej się rzeczywistości. Na szczęście, jakoś daję radę. A miasto przyspiesza i przyspiesza.

Z tygodnia na tydzień. Na naszych oczach.

Przeszedłem się niedawno na pewien rzadko rozpatrywany pod kątem uroczego popołudnia taras. Na szczyt Pałacu Kultury. Ten, do którego wiedzie operowana przez ładnie ubraną panią winda z drewnianą boazerią na ścianach.

(Swoją drogą, bilety potaniały.)

Spędziłem u góry kilkadziesiąt pięknych minut. Policzyłem sobie wszystkie znane budynki. Te nowe, nieznane również. Spróbowałem namierzyć miejsca po budynkach, które od mojej ostatniej wizyty „u góry” przestały istnieć.

Spróbowałem sobie przypomnieć rzuty na dzielnice, których dzisiaj już nie widać zza nowych drapaczy chmur. Zlokalizowałem ulubioną burgerownię (hej Barn!), nową ulubioną naleśnikarnię (drodzy Poznaniacy, mieliście rację z Manekinem!) i wszystkie moje najbardziej, najbardziej ulubione kawiarnie.

Pokazałem sobie wszystkie znane parki.

Pokazałem sobie wszystkie znane zakręty Wisły.

Spróbowałem zza chmur dostrzec choć minimalne zarysy tonącego w bieli Ursynowa.

Miałem na tym tarasie bardzo dużo myśli.

Podświadomość podgrywała mi na przemian “Wrzawę” i “Balladę o Kwiatach“.

Bo widzisz, zdarzyło mi się kiedyś w kolejce z Modlina być zwyzywanym przez człowieka, którego torba zwaliła mi się na głowę a ja zamiast grzecznie łapać to postanowiłem zupełnie bez sensu zasłonić własną twarz. Wielokrotnie na szykowanych pod młode rodziny garażówkach musiałem opędzać się od, tak na czuja, dziesięcioletnich złodziei chcących ewidentnie zaimponować stojącym trochę dalej w bramie braciom lub ojcom. Nie raz schody śródmiejskich przejść podziemnych zdobiła świeża, często rozcieńczona wódą krew.

Murki na Pradze zresztą też zdobiła, i to częściej.

Wracało się wreszcie do domu na piechotę, bo kibice postanowili z okazji wesołej przyśpiewki uwalić zawieszenie całego autobusu.

I wiesz co?

Trąca mnie to :)

Jasne, że regularnie bluzgam na spóźniający się tramwaj albo żółtą wodę w kranie. Dzień jak co dzień.

Wydaje mi się jednak, że gdybym mógł wybrać i spędzić młode lata, przede wszystkim liceum i studia, w jakiejś innej światowej stolicy to raczej bym użył danego mi długopisu do wyraźnego podkreślenia pierwotnego wyboru – Warszawy. Nigdy nie podniecało mnie bycie częścią rozwiniętej, powieszonej na wieszaku struktury.

Wierzę, że to jest trochę tak jak z koncertami i muzyką. Jak się wjeżdża na trzydziesty festiwal, moment założenia opaski i wybiegnięcia na pole nie rajcuje równie mocno co przy pierwszych podejściach. Imprezy są też z czasem bardziej i bardziej zorganizowane, często odgórnymi przepisami. Dostaje się zatem wszystko na tacy, a i oczekiwania są wysokie, dopracowane, wystandaryzowane.

Warszawa współcześnie to w moim odczuciu właśnie taki “festiwal wcześnie w życiu”. Miejsce głośne i nie do końca spięte, ale piszące swoją historię każdego jednego dnia. Nadrabiające i przeganiające, walczące z własnymi słabościami. Czasem kible nie dojeżdżają, czasem sceny znikają, czasem muzycy pojawiają się osiem kilometrów na zachód od ustalonego miejsca i wbrew wypisce żaden z nich nie ma na imię Jerry.

Jest to wreszcie festiwal, który tą historię pisze kolorowymi markerami na nakładanych potem na siebie szklanych taflach. Jak zauważył jakiś czas temu mój przyjaciel – w centrum Warszawy prawie każdy kąt nosi na sobie wielokrotnie “nadpisywaną” historię. XIX wiek, pierwsza wojna, okres międzywojenny, druga wojna, powstanie, odbudowa, lata dziewięćdziesiąte, każdy rok nowego milenium. Kolejne szkła. Kolejne barwy. Kolejne kreski.

Nie ma na świecie wielu takich miast.

Hehe.

Zupełnie jakby świat patrzył mi teraz przez ramię zza prostej, ikeowej kotary i chciał mi coś powiedzieć. A mianowicie pisząc oryginalne zakończenie tego wpisu wysadziło mi w mieszkaniu, pionie albo i może bloku korki. Właśnie siedzę sobie po ciemku, z naładowanym do jednej trzeciej laptopem i czując wyłącznie szacunek dla stylu, w jakim to miasto postanawia pozwalać mi się w swoich granicach rozwijać, nie piszę już ani słowa więcej.

Dzięki, że zgodziłaś się towarzyszyć mi w tej krótkiej historii dookoła Warszawy.

To dla mnie dużo znaczy.

Cześć,

Andrzej Tucholski

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na człowieka ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganej codzienności w taki sposób, by życie było spokojne i bardzo udane. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam!

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 4 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • a także kolejne materiały!

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na człowieka. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność w taki sposób, by życie było spokojne i udane.

Życzę Ci bardzo udanego dnia!.

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem - psychiatrą lub terapeutą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!