Wszystko z Tobą w porządku

Czas czytania: około 4 minuty • Inteligencja emocjonalna
 

Wszystko w porządku? No nie wiem. Patrzysz przez okno i z bezradności aż stukasz czołem w szybę. Czujesz, że coś w Tobie pęka, ale jeszcze przez chwilę próbujesz się oszukiwać. Ze wszystkich sił zamykasz oczy i starasz się nie myśleć o tym, że faktycznie, rok może i nowy.

Tylko ja jakiś taki stary.

Ble.

Pogadajmy sobie szczerze: no NIKT nie lubi się zorientować, że jednak nie da rady osiągnąć tego, co sobie postanowił.

Nikt nie lubi przyznać się we własnym sercu, że to NIE jest przypadek, że od paru dni nie zapisujemy kalorii jedzonych posiłków. Że nie otwieramy podręcznika do nauki koreańskiego. Że nie wysyłamy tylu CV dziennie, ile chcieliśmy.

Że nie zaczynamy każdego dnia od dwudziestu pięciu pompek, stu zapisanych stron w dzienniku wdzięczności, godzinnej medytacji oraz wypicia herbatki zebranej w świetle sierpniowego księżyca z majestatycznych zboczy cejlońskiego szczytu Pidurutalagala.

Nikt tego nie lubi, a każdy przez to przechodzi

Wszystkich ludzi na świecie – i Ciebie, i mnie – co roku czeka dokładnie to samo rozczarowanie.

Niektórych złapie wcześniej, innych później. Ostatecznie i tak każdy z nas spojrzy w okno, w lustro, w zakładane skarpetki, w niedopitą kawę, w zamrożoną szybę bagażnika, w oczy ukochanej osoby albo nawet w oczy zupełnie obcej osoby i uśwadomi sobie, że ten “nowy, lepszy rok” szokująco, do złudzenia wręcz przypomina ten stary, co to właśnie się skończył.

Fenomen tego zbiorowego, negatywnego olśnienia przyjęło się wiązać z trzecim poniedziałkiem stycznia.

Nazwano ten dzień “blue monday”

To właśnie wtedy człowiek przechodzi miniaturowy “kryzys wieku średniego” i dochodzi do wniosku, że trochę przesadził z ambicjami gdy ustalał sobie cele na nadchodzące dwanaście miesięcy.

I wiesz co?

Wszystko w porządku? Nie? To zupełnie nie szkodzi!

Wszyscy przesadzają z postanowieniami. Wszystkich ostatecznie łapie leń. Ciebie, mnie. Moich znajomych. Twoją rodzinę. Ludzi w telewizji. Ludzi w sejmie. Wszyscy regularnie pękamy i zamiast zdeterminowanej walki o bardziej udane jutro wybieramy ziewnięcie i rzucenie się brzuchem na kanapę, by pooglądać trochę serialu.

Wierzę jednak, że nie warto z tego powodu jakoś strasznie się torturować.

I mam nawet na podparcie swojej tezy trzy wymyślone naprędce argumenty :)

Po pierwsze – człowiek kultowo wręcz przecenia to, co może ogarnąć w ciągu dnia i absolutnie niedocenia tego, co mógłby ogarnąć w rok. Lubimy krótkoterminowe “sprinty” a jednocześnie nie potrafimy myśleć o “maratonach”.

W efekcie bardzo często stawiamy sobie wygórowane cele i potem się łatwo zrażamy, bo “mieliśmy codziennie uczyć się dwudziestu pięciu słówek”. Kurczę. To faktycznie byłoby bardzo dobre tempo. Ale może zamiast dwudziestu pięciu nienauczonych słówek (bo potknąłem się raz i potem mi się odechciało, bo już wiem, że nie nadrobię) lepiej nauczyć się dziesięciu? I umieć mniej, ale umieć?

Do pomyślenia. Prokrastynacja to prawdziwa szuja i trzeba ją pokonać.

Drugi powód takiego stanu rzeczy wiąże się z tym, że (jako ludzie) bardzo lubimy zapomnieć, jak DŁUGO nam się zeszło z wkopaniem się w aktualne problemy. Przez lata przytyłem wiele kilogramów? Narobiłem długów? Zignorowałem rozwój zawodowy? Zawaliłem relacje z przyjaciółmi?

I co, chcę teraz z tych wieloletnich problemów wyjść w trzy tygodnie?

No hej, niektóre sprawy potrzebują czasu, tak po prostu :)

Powód trzeci jest za to radosny

To znaczy – te dwa pierwsze też można interpretować jako radosne, ale to by chyba wymagało dosyć mocnych fikołków umysłowych ;) a ja jestem dopiero po jednej kawie, więc nie zamierzam koloryzować świata tam, gdzie nie ma naturalnych zalet.

Trzeci powód wpadania w “smęcenie nazywane blue monday” w mojej ocenie jest taki, że człowiek to z natury swojej istota optymistyczna :)

My naprawdę wierzymy, że możemy schudnąć. Przytyć. Nauczyć języka. Oduczyć palenia. Zebrać pieniądze. Zebrać przyjaciół. Zbudować dom. Zbudować przyszłość.

A zresztą – czemu mamy nie wierzyć? Przecież to się regularnie udaje milionom ludzi na całym świecie. I są książki wyjaśniające jak większość z tych rzeczy osiągnąć krok po kroku, tak, by nawet najbardziej zamyślona osoba zrozumiała.

Na co mi jednak miliony ludzi ze świata, skoro JA wielokrotnie nie dałem rady czegoś zrobić?

Na co mi te wszystkie książki, skoro JA nie notuję kalorii, JA nie otwieram podręcznika i JA nie wysyłam założonej liczby CV każdego dnia?

Czasem łatwo się poddać.

I jeśli się na chwilę poddajemy – to to też jest normalne, bo każdy się czasem poddaje.

A potem – nieważne jak bardzo jest źle! – my i tak zaczynamy myśleć: a może teraz? A może ten rok będzie miliard razy lepszy od poprzedniego? Może teraz wreszcie znajdę żonę, męża, przyjaciela, kumpelę, zgubiony portfel, zgubioną pasję, albo chociaż nauczę się piec pierniczki.

Tylko człowiek jest zdolny do takiej wytrwałości. I chcę w związku z tym podkreslić dzisiaj jedną BARDZO WAŻNĄ rzecz.

Blue monday, czyli zorientowanie się, że nasze postanowienia nie idą tak, jak chcieliśmy, pokazuje tylko, że źle je zaplanowaliśmy. Nic więcej.

Nie są to głupie postanowienia. Nie są naiwne. Nie są bzdurne. Nie są idiotyczne. My nie jesteśmy debilami. Nie jesteśmy niedojdami. Nie jesteśmy grupą nadambitnych parówek, które nawet nie potrafią sobie sensownie pościelić łóżka.

Nie.

Po prostu źle coś zaplanowaliśmy.

Wszystko w porządku.

Z tej okazji możecie się zakopać pod tyloma kocami i jeść tyle lodów, ile tylko dusza zapragnie. Ja też mam doła, jak coś źle zaplanuję.

Ale w żadnym wypadku nie wolno Ci pomyśleć, że coś z Tobą nie gra.

Nie, luzik.

Luzik bluzik.

Twoje serce jest po właściwej stronie i wszystko jest git.

Chcesz bardziej udane jutro. Chcesz znaleźc pracę. Chcesz zarobić hajs. Chcesz mieć pomysł na siebie. Chcesz pomóc komuś wyzdrowieć. Chcesz trenować, by już nigdy więcej nie być słabym. Chcesz się uczyć, by nigdy więcej nie zostać pominiętą w awansie.

Idzie Ci wolniej, niż chciałaś, niż chciałeś.

Wiem.

Mi też idzie wolniej.

Ale tak już wygląda życie, moi drodzy.

Wszystko jest z nami w porządku.

Wszystko jest z Tobą w porządku.

(Ze mną chyba też.)

Poświęćcie dzisiaj dziesięć minut i przeróbcie swoje plany na takie, które wyjdą. Może trochę mniej ambitne, a może trochę bardziej Wasze. I potem znowu zacznijcie walczyć o bardziej udane jutro, bo nie ma absolutnie żadnych podstaw by myśleć, że to niemożliwe.

Powodzenia.

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

Zdjęcie: Mark Alexandrovich ze zbiorów Unsplash.

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu i strategiem od skuteczności, a także pisarzem i scenarzystą.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, na jeden z moich podcastów, na konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies