Autor: Andrzej Tucholski | 24 kwietnia 2019 | Komentarze:
Tematy:

Jeden koniec bardzo wielu historii – moja emocjonalna recenzja filmu Avengers: Endgame (BEZ spoilerów)

No dobra, pozwolę sobie na jeden spoiler.

W pobliżu finału napisów końcowych pojawia się wielkie logo MARVEL i dopiero dzięki niemu dojechało do mnie, że naprawdę minęło jedenaście lat. Że naprawdę spędziłem z tymi postaciami dekadę życia. I że naprawdę to już jest koniec.

(Tej konkretnej linii fabularnej.)

Gdy piszę te słowa mamy dwudziesty trzeci kwietnia dwa tysiące dziwiętnastego roku. Z publikacją muszę jeszcze poczekać kilka godzin, aż zejdzie oficjalne embargo na wrażenia z pokazu prasowego.

Ale pisać?

Pisać mogę już teraz.

Bo widzisz, jedenaście lat temu (bez tygodnia) rozpoczęła się w Polsce era Marvela.

Do kin trafił pierwszy Iron Man i potem już nic miało nie być takie samo.

Zmieniły się komiksy, zmieniło się kino, zmieniły się gusta i zmieniło się to, co jest postrzegane jako mainstream. Zmieniło się znaczenie metki społecznej “nerda”, podobnie jak i rozkład demograficzny fanów historii o superbohaterach.

Weszliśmy w taką trochę kulturową nową epokę.

Nazywam ją luźno “dekadą”.

I korzystając z prawa przysługującego mi na moim prywatnym blogu, chcę o tej epoce najpierw opowiedzieć prywatnie, a dopiero potem przejść do recenzji. Bo widzisz, ja się dzisiaj w tej ciemnej sali kinowej zastanowiłem, co ja w zasadzie robiłem te jedenaście lat temu.

Mieszkałem z rodzicami.

Teraz siedzę w moim piątym już samodzielnym mieszkaniu.

Byłem jeszcze w liceum.

Teraz jestem ładny kawałek po studiach.

Byłem tuż przed moim pierwszym poważnym związkiem.

Tu też mógłbym Wam historię opowiedzieć.

Byłem na rok przed założeniem TEGO bloga (który w sierpniu obchodzi dziesiąte urodziny, swoją drogą), który zupełnie niechcący zdefiniował całe moje życie i ostatecznie stał się karierą, na której oparłem wszystko inne, który wtedy jeszcze NIE ISTNIAŁ nawet jako pomysł.

Teraz piszę na nim podsumowanie tego całego okresu.

Byłem siedemnastolatkiem.

Teraz realnie widzę nadchodzącą trzydziestkę.

Byłem gówniarzem bez pojęcia o życiu.

Teraz pewnie nadal jestem bez pojęcia o życiu, ale przynajmniej dojrzałem na tyle, by to wiedzieć ;)

I przechodząc do Avengersów: byłem wtedy, te jedenaście lat temu, tuż po seansie filmu Iron Man, dzięki któremu pierwszy raz poczułem, że to moje dziwne hobby jest nagle takie jakieś… akceptowane? Że więcej kolegów i koleżanek wie, co to są superbohaterowie? Że może wszystko będzie dobrze?

Wtedy pierwszy raz zobaczyłem Roberta Downeya Jr. tworzącego jedną z najbardziej ikonicznych postaci fikcyjnych dekady.

I dziś spojrzałem na niego znowu.

Tony Stark trochę się zestarzał, wiecie?

Tak samo jak Kapitan Ameryka.

Tak samo jak Bruce Banner.

I z tej ich dojrzałości – w moich oczach – płynie największy sukces braci Russo, Christophera Markusa oraz Stephena McFeely’ego.

Będę z Wami szczery – jeszcze wbiegając dziś rano po schodach do kina bałem się, czy pomimo ogromnego profesjonalizmu, z którego słynie ta wesoła ekipa twórców, uda im się udźwignąć równie tytaniczny wysiłek.

No bo wiecie – mówimy o ponad dwudziestu filmach. O jedenastu latach dziedzictwa. O kilkudziesięciu ważnych (!) bohaterach mających swoje oddane rzesze fanów. O wieeeeeeeeeeeeeeeeeeeelomilionowym gronie ludzi, którym Stan Lee i Jack Kirby zafundowali dzieciństwo.

Czy to w ogóle da się jakoś ogarnąć?

Pomyślałem jednak od razu o przepięknym wideo-eseju Movies with Mikey na temat filmu Gwiezdne Wojny: The Force Awakens (znajdziecie go tutaj, często do niego wracam) i pomyślałem sobie: jest szansa.

Może nie będzie idealnie. Może nie będzie doskonale.

Ale jest szansa na godne spięcie pierwszej dekady MCU.

I trzy godziny później dostałem potwierdzenie: tak.

Miałem rację.

Szansa była. I co więcej: została ona wykorzystana w takiej skali, że aż mam teraz ciarki na samo wspomnienie. Teraz. W tej chwili. Jakiś setny raz dzisiaj :)

Avengers: Endgame to nie tylko wspaniałe kino, ale też godny, personalny i pełen szacunku ukłon przed każdym fanem z osobna.

Możesz nie zgadzać się z kilkoma decyzjami podjętymi przez scenarzystów. Może Cię rozdrażnić nadmierny “fan service” lub młodzieżowość nawiązania popkulturowego. Możesz nie mieć ochoty na żart AKURAT w takiej chwili. Możesz rozminąć się z dynamiką paru kluczowych scen.

Mi się one w większości akurat wszystkie zgodziły z gustem, ale totalnie widzę, że można się też z nimi nie złapać – i w przypadku tak wielkich produkcji jest to zupełnie normalne.

Mówiąc wprost: to może nie być dla Ciebie film idealny.

Ale jedno jest pewne: to na pewno będzie film, który Twoją wieloletnią inwestycję emocjonalną w superbohaterów Marvela potraktuje niczym najlepszy przyjaciel na wspólnym piwie po trudnym dniu. Czasem żartem, czasem strzałem w ramię. Ale przede wszystkim z szacunkiem i wyrozumiałością.

A także okazjonalnym złamaniem serca, bo jednak jesteśmy tylko ludźmi ;)

Nie należę do grona największych fanów Marvela na świecie. Ja po prostu od bardzo wielu lat lubię i śledzę te historie.

I z mojej perspektywy dostałem w nagrodę za tę jedenastoletnią lojalność prezent idealny. Pełen mrugnięć okiem, które pozwoliły mi w sercu wrócić migawkami do każdego wcześniejszego filmu z osobna. Pełen dramatów, które czułem, bo wiedziałem na czym są budowane. Pełen wydarzeń, które trzymały mnie w napięciu, bo zwroty akcji zostały poprowadzone bardzo rzetelnie.

Z zakończeniem takim, że nie wiedziałem, czy bardziej przeżywam trochę szklące się oczy, czy taki najprostszy, ludzki, szeroki uśmiech, z którym nie bardzo wiem co zrobić.

Z efektami dźwiękowymi, wizualnymi, muzyką, grą aktorską, montażem i wszystkim na najwyższym światowym poziomie – ale tutaj akurat wątpliwości nie miałem nawet przez moment, że dostaniemy od Marvela absolutnie maksymalną dostępną jakość ich (i tak) dosyć niesamowitych możliwości.

Dostałem przemyślane, dojrzałe, otwierające się na nowe możliwości przy jednoczesnym braku “spłaszczania” starych wątków zakończenie bardzo wielu historii naraz.

Chylę czoła przed twórcami.

Avengers: Endgame to wspaniałe kino.

Dokładnie takie, jakiego potrzebowałem w sercu.

Nie dość, że “sequel” ponad dwudziestu filmów naraz, to jeszcze “season finale” tego przedziwnego kinowego serialu, który trwał w naszym świecie od jedenastu lat.

Jak po dobrej książce lub – no właśnie – pięknym serialu odczuwam dziś ogromną pustkę. Chodzę trochę niczym w śnie, na poły żegnając się z pewnym stabilnym progresem miesięcy w życiu (kolejne premiery) a na poły ciesząc się, że w ogóle mogłem przeżyć coś równie wyjątkowego.

Tak, oczywiście, będą kolejne filmy Marvela.

Tak, też na nie pójdę :)

Ale ta pierwsza dekada właśnie cyknęła i minęła, i poszła w historię.

I wiesz co?

Była świetna.

Potrzebuję chwili, by zebrać myśli, by się pozbierać, by spojrzeć na kalendarz i spojrzeć przez okno.

Potrzebuję chwili, by pogodzić się z myślą, że to już.

Ale daj mi kawę i dwa, może trzy dni spokoju.

I potem nakręcę się na nową dekadę tak, że szkoda gadać ;)

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 
Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na człowieka ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganej codzienności w taki sposób, by życie było spokojne i bardzo udane. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam!

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 4 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • a także kolejne materiały!

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na człowieka. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność w taki sposób, by życie było spokojne i udane.

Życzę Ci bardzo udanego dnia!.

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem - psychiatrą lub terapeutą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!