Autor: Andrzej Tucholski | 5 listopada 2018 | Komentarze:
Czas czytania: około 15 minut

Przetrwalnik Jesienno-Zimowy: jak sobie poradzić, gdy ciemno, zimno i chce się spać

Jesień. Zima. Ciepło niedosłowne. Przygaszone światła. Szaliki i czapki, i ciepłe kawy, i zapach piernikowego ciasta. Czas magii i spokoju. I wszystko byłoby super, gdybyśmy żyli w filmie. Gdyby lodowata plucha z dziur w chodniku nigdy nie wślizgiwała się zdradziecko do buta, pod skarpetkę. (Wiecie gdzie, w to najgorsze miejsce.)

Gdybyśmy po godzinie romantycznego spaceru pociągali wyłącznie tę drugą osobę, a nie nosem, skrzętnie chowając się ze wstydem pod przemoczonym szalikiem.

Gdyby w połowie urokliwego, zimowego wieczoru nikt nas nie nagabywał, że mamy podjechać odebrać receptę, bo lekarz jutro bierze wolne, no a trzeba, wiedzą państwo, jak to bywa.

A za oknem pada.

I to wcale nie śnieg.

No, ale.

Bywa.

Bo życie, choć magiczne, nadal bywa życiem.

Jesienią i zimą jest ciemno, zimno i chce się spać.

Jak sobie zatem poradzić?

Moi drodzy – spieszę z Wielkim Przetrwalnikiem Jesienno-Zimowym! :)

Po pierwsze – samopoczucie emocjonalne

Zauważyłem, że są na świecie dwa typy ludzi.

Jedni na wydłużające się cienie późnego sierpnia reagują euforią: wreszcie idzie jesień! Wreszcie będzie więcej czasu! Wreszcie będzie można zająć się tym, co lubimy najbardziej! Jesienią mam ogrom energii, bo mogę na spokojnie zaplanować swoją spektakularną przyszłość i jeszcze dwie, trzy, no najwyżej cztery kawy i już na bank osiągnę coś takiego, że nazwą na moją cześć wielkie miasto w północnej Europie!

A druga ekipa na pełzające podmuchy jesieni reaguje odwrotnie: o matko, tylko nie jesień. Tylko nie ta plucha i czerń, i dramat, i wiatr sprawiający, że odechciewa się żyć. Jesienią mam zero motywacji do czegokolwiek, bo i po co marnować energię, gdy jedyne na co możemy ją potem spożytkować to próba przeżycia mrozu na przystankach autobusowych, na które nic nie przyjeżdża, bo jest ślisko i na pewno gdzieś przy zajezdni była stłuczka.

Cóż.

Dla obu tych ekip mam do powiedzenia jedną wyjątkowo zdroworozsądkową rzecz: otóż, moi drodzy, podstawą dobrego humoru jest, *werble werble*, sam humor.

Jeśli chcemy stawić czoła przeciwnościom losu, musimy wcześniej zadbać, żeby to nasze własne czoło było gładkie od braku zmartwień wewnętrznych i przykryte czapką, bo zapalenie zatok to nie przelewki. Z mojej perspektywy jesień i zima to idealne półrocze, by pozwolić sobie na wrzucenie na luz. Na zredukowanie biegu. Na uspokojenie się i skupienie na potrzebach najbliższego otoczenia: własnych, rodziny, przyjaciół.

Przyda się też stoickie zaakceptowanie, że OWSZEM, będzie słabo. OWSZEM, będzie zimno. OWSZEM, będę marzł na amen, bo stłuczki przy zajezdniach się zdarzają, a mi się potem od zimna wyłącza telefon, więc nie dość, że stracę czucie w nosie za pięć minut, to jeszcze będzie to strasznie nudne pięć minut, bo nie będę miał jak sprawdzić fejsa.

Słuchajcie – taki mamy klimat ;)

Wierzę jednak, że można się w nim odnaleźć. Emocjonalnie jest w jesieni i zimie coś takiego, że trochę nas izoluje. Sprawia, że wnętrza cieszą bardziej. Bardziej doceniamy ciepło. Trochę mocniej zwracamy uwagę na światła i przytulność pomieszczeń. Cieszmy się tym. Bierzmy cały ten zewnętrzny dramat i traktujmy go jako nasz kontrast, nasze tło, nasz “benchmark” od którego odbijemy potem wszystko, co faktycznie jest po prostu fajne.

Dlatego, niezależnie od tego, z którą grupą się bardziej utożsamiacie, wrzućcie na luz. Dajcie sobie spokój. Skupcie się na swoim małym, wewnętrznym życiu i spróbujcie dla hartu ducha wyrobić w sobie do wiosny ze dwa nowe, skromne nawyki (tu znajdziecie listę 25 wartościowych nawyków), by wskoczyć w nowy czas wzrostu z podwójną siłą. Ale dopóki ten czas wzrostu nie nadejdzie, weźmy przykład z przyrody.

Taka piękna, codzienna siła nie powstaje sama.

I pamiętajcie o noszeniu czapek. Bez nich bywa strasznie :)

Lubisz takie tematy? Zapisz się do mojego newslettera po więcej.


Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.

Po drugie – samopoczucie fizyczne

Gdy myślę “zdrowe życie” to od razu staje mi przed oczami widok pary doskonale zbudowanych ludzi, którzy w porannych promieniach słońca błogosławią oceaniczną plażę w San Francisco abstrakcyjnie przepiękną sekwencją ćwiczeń, którą potem przykryją zdrowym śniadaniem, a potem pójdą pobiegać. Pewnie na Hawk Hill, bo gdzie indziej.

A potem patrzę za okno i widzę, że dzieciaki z podwórka przeniosły się do domów, bo nawet rzucanie patykami w osiedlowy śmietnik nie jest aż tak fajne, by znosić wczesną ciemnice i ciągle siąpiącą skądś mżawkę. Powiem Wam jednak, że mam tutaj ochotę na odrobinę myślenia kontrintuicyjnego.

Wydaje mi się, że zdrowe życie to my powinniśmy wdrażać właśnie szczególnie teraz. Bo tak sobie myślę, że łatwo zachować zdrowie, gdy za oknem jest 27 stopni, a w diecie bez problemu znajduje się ogrom dorodnych, sezonowych owoców. Wtedy zdrowie samo się zachowuje, wręcz nas za bardzo do niczego nie potrzebuje. (No, może jedynie poza okazjonalnym zabraniem na spacer, by złapać słońca i nawdychać się świeżego powietrza).

Ale teraz sprawa wygląda zgoła inaczej.

Teraz trzeba podwójnie skupić się na gotowaniu. Sięgnąć po czosnki i imbiry. Przeprosić się z siemieniem lnianym. Przygotować sobie tę lasagnę z jednego gara (uwaga: dużo sera) lub przepyszny chowder z kukurydzy (uwaga: rozgrzewa jak przemysłowy piec). Od czasu do czasu dorzucić do rotacji wsparcie w postaci witaminy D.

Trzeba traktować się łagodnie, nawet gdy robimy coś, co bardzo lubimy (jak np. coś z tej listy 14 fajnych rzeczy do porobienia jesienią).

Trzeba przemyśleć, że może jednak uda się jakoś wcisnąć do porannego zestawu obowiązków chociaż pięć przysiadów, by rozruszać zdrętwiałe stawy? Może właśnie teraz warto kupić sobie ławeczkę i dwa razy w tygodniu lecieć przez cały program budowania siły? Albo chociaż unikać windy i wybierać schody?

Sam staram się najbardziej właśnie jesienią.

Widzę po własnym organizmie, jak ciężko jest połączyć wymagającą i stresującą pracę ze świetnie działającą kondycją. Trzeba robić sporo, ale wiecie co? To staranie się jest wyjątkowo przyjemne, bo po prostu przynosi efekty. Człowiek nie choruje. Ma sie lepiej. Czuje się silniej.

Poza tym lubię sobie myśleć, że generalnie takie holistyczne ogarnianie i umysłu, i ciała, to przepis do udanego i spokojnego życia.

Nieważne, czy akurat chcemy przeżyć wiosnę, czy jesień.

Moja najważniejsza decyzja

Żeby mieć dużo czasu na to wszystko, zdecydowałem się od września wstawać o piątej rano. Codziennie, bez wyjątków. I powiem Wam, że nigdy nie czułem się lepiej.

A jestem tak bardzo “sową”, jak tylko można być sową, bo moje poprzednie “naturalne” godziny pracy plasowały się jakoś od 20 do 4 nad ranem :P

Teraz wstaję o piątej i mam więcej czasu niż kiedykolwiek. Jestem też bardziej wyspany niż kiedykolwiek. Plusów tej decyzji naliczyłem ponad dwadzieścia. A trudności były tylko dwie, ale skoro już wielokrotnie wyraziliście zainteresowanie, to ja o nich chętnie opowiem więcej w osobnych artykułach, gdy przyjdzie na to właściwa pora.

Przy okazji – zainteresowanie kursem (sic!) wstawania przed świtem jest tak ogromne, że idę Wam na rękę i uruchamiam listę zainteresowanych. Jeśli chcielibyście kurs tego jak przestawić swoje życie na spanie od 22 do 5 (pod kątem psychologicznym i społecznym) to zapiszcie się tutaj, ja pomyślę, co z tym zrobić dalej.

Po trzecie – trzy polecenia muzyki

Jesień i zima wymagają też porządnej muzyki, by przetrwać każdy niesympatyczny dojazd w ścisku uciekających przed deszczem ludzi. Na komórce możecie wtedy czytać moją powieść w odcinkach – “Umowy Śmieciowe” – a na słuchawkach słuchać czegoś rzetelnego, by zupełnie przenieść się gdzie indziej.

Od siebie polecam Sebastiana Telliera, bo i tak od 14 lat zawsze kojarzy mi się ze spadającymi liśćmi.

Warto też przypomnieć sobie klasyczny duet Krzysztofa Krawczyka i Edyty Bartosiewicz.

To nasz narodowy skarb. Z roku na rok słucha się go lepiej i lepiej.

Aha, no i jeśli chcecie, to polecam też całą moją publiczną playlistę “Golden Fall“. Znajdziecie ją na Spotify. Przygotowałem ją dla mojej narzeczonej, ale wierzę, że Wam też może się spodobać :)

Po czwarte – trzy polecenia filmów

(Gdy myślę o jesieni, to chyba najbardziej kojarzy mi się Twin Peaks, ale polecam Wam ten serial tak często, że raz na parę tekstów spróbuję sięgnąć po coś innego!)

Nawet najdłuższy, jesienno-zimowy wieczór nie oprze się magii Stowarzyszenia Umarłych Poetów, gdzie siła wiary w młodość i poezję próbuje pokonać tradycję i nieprzekonanie “dorosłych”. Choć nie jest to film, po którym będzie się miało fantastyczny nastrój przez długie tygodnie, to warto go oglądać regularnie choćby dla samej sceny z poezją i nogami wystającymi spod koca. Gorąco wierzę, że częste inspirowanie się takimi scenami to przepis na całkiem udane myśli w głowie.

A skoro już jesteśmy przy Robinie Williamsie, to nie sposób nie wspomnieć o Buntowniku z Wyboru, gdzie psychoterapeuta pracuje z geniuszem, by ten przestał sabotować siebie na każdym kroku. Niewiele dzieł kultury pokazuje równie piękną i głęboką empatię z podobną klasą i emocjami. Niewiele dzieł kultury traktuje ludzką psychikę z podobnym szacunkiem.

No a rzecz się dzieje jesienią… :)

Trzecim filmem ode mnie będzie za to Rambo (lub “Pierwsza Krew“), gdzie policja małego miasteczka zadarła z byłym zielonym beretem, który nie chce potem odpuścić. Uwielbiam ten film. W trakcie seansu bardzo ciężko wybrać stronę, której będzie się kibicować. Ciężko też jest nawet mrugać, bo pomimo klasycznego wykonania filmowego, produkcja zaskakuje tempem wydarzeń i ciężarem decyzji w zasadzie tak samo (jeśli nie lepiej!) co w dniu oryginalnej premiery. Podziwiam. I lubię oglądać, gdy za oknem mgła, bo wtedy wczuwka osiąga poziom tysiąc ;)

Więcej filmów na jesień znajdziecie tutaj, a z kolei polecenia seriali znajdziecie tutaj.

Po piąte – trzy polecenia gier

Wierzę, że możliwość porządnego posiedzenia z padem przed konsolą to jedna z najfajniejszych form rozrywki. I to między innymi dzięki niej co roku tak bardzo cieszą mnie wydłużające się wieczory :D

Ten sezon rozpocząłem przede wszystkim nowym Spidermanem. Jest bardzo jesienny (generalnie w “spidermanowym Nowym Jorku” zawsze jest wrzesień), jest też bardzo dobry. Początkowo odpaliłem go trochę nieprzekonany, bo jednak tych gier z superbohaterami wychodzi całkiem spoko i nie byłem pewien, czy będzie mi się chciało poświęcać czas kolejnej. A potem po raz pierwszy od GTA V dojechałem do 100% ukończenia. Nie wiem nawet kiedy. Jeśli lubicie bujać się pomiędzy wieżowcami i pokonywać złoczyńców – cudeńko :)

Potem przyszła mi do głowy skończona wcześniej, ale nadal mieszkająca głęboko w moim sercu Celeste. Krótka platformówka o dziewczynie, która musi udowodnić samej sobie, że wdrapie się na szczyt góry. Jest to gra, w której ginie się kilka tysięcy razy. I jest to część mechaniki, bo właśnie o te upadki i kolejne powstawania chodzi najbardziej. Nie wiem, co dokładnie zrobili twórcy, ale zrobili to dobrze. Skacząc po platformach myśli się o własnych problemach w życiu. I nagle są jakby łatwiejsze. Kocham.

A aktualnie zabieram się za przejście w zimę razem z Assassin’s Creed: Oddysey, w której wspaniałą Kassandrą odwracam bieg wydarzeń antycznej Grecji. Tak dobrego “asasyna” nie widziałem od lat. “Jedynka” otworzyła mi oczy na przyszłość branży, ale dopiero “dwójka” sprawiła, że seria ustabilizowała się jako jeden z fundamentów całej kultury gier wideo. I powiem Wam, że Oddysey to taka nowa “dwójka”. Zraziłem się do gier z tego cyklu już kilka odcinków temu. Piszę to w czasie przeszłym. Bo teraz jestem fanem – znowu. To pewnie dlatego, że jako dzieciak uwielbiałem WSZYSTKO co dotyczyły historycznej Grecji i mitów. Ale nie chce umniejszać dzieła twórców. Ubisoft zrobił coś wielkiego i bardzo to podziwiam :)

I o, tyle ode mnie.

Dzięki za spędzenie tych kilku minut z moim tekstem. Mam nadzieję, że jesień i zima będą w tym roku dla Ciebie wyjątkowo łaskawe. Pamiętaj też koniecznie, by odezwać się w komentarzu z Twoimi autorskimi sposobami na przeżycie jesieni i zimy! :)

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

Zdjęcie: Almos Bechtold. Za pomysł na tekst dziękuję Luizie Markowicz :)

Lubisz takie tematy? Zapisz się do mojego newslettera po więcej.


Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na ludzkie życie ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganego życia. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam :)

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 3 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • bezpośredni kontakt do mnie

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na ludzkie życie. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność. W tekstach łączę lifestyle’owe treści z eksperckimi poradami. W praktyce oznacza to artykuły na codzienne tematy wzbogacone “w środku” fajnymi rozwiązaniami z zakresu optymalizacji obowiązków, psychologii oraz strategicznego podchodzenia do wyzwań. Jeśli przychodzisz po chwilę wyluzowania, wyjdziesz z nowym pomysłem. A jeśli przychodzisz po rozwiązanie, trochę odpoczniesz :)

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail. W przypadku palących problemów nalegam, by skontaktować się ze sprawdzonym fachowcem legitymującym się wykształceniem i potrzebnymi specjalizacjami. To ludzie, którzy starali się latami, by móc Ci pomóc. Głupio by było teraz im na to nie pozwolić :)

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)