Kiedyś mój sposób na kilkadziesiąt książek rocznie był prosty: po prostu dużo, często i długo czytałem. W ostatnich latach dwa z tych trzech elementów stały się niemożliwe do osiągnięcia. Nie mam czasu czytać długo. A już na pewno nie mam okazji, by czytać często. Na szczęście, nadal udaje mi się czytać dużo :)
Metoda? Bardzo prosta.
Wiedzieć, gdzie pójść na kompromis :)
Czytanie często zawsze
Podstawą mojej metody na utrzymanie licznika czytelniczego w okolicach kilkudziesięciu książek rocznie jest – dzięki posiadaniu czytnika ebooków – czytanie zawsze. To coś innego niż częste znajdywanie czasu na lekturę, bo ja tego czasu raczej mieć nie będę, tak zwyczajnie. Ale za to mogę dodać lekturę do wszystkich chwil, które w innym wypadku byłyby “pustym przebiegiem”.
Jadę taksówką? Książka. Czekam w kolejce? Książka. Wrzuca mi się film na YouTube’a? Książka. Kolega się spóźnia? Książka.
Przerzuciłem się na ebooki 6 lat temu, gdy leciałem na studia do Portugalii. I powiem Ci, że początkowo bardzo tęskniłem za papierem. A potem odkryłem, że Murakami, Martin czy Sanderson mogą ważyć 165g łącznie (tyle waży czytnik) a nie pół kilo każdy. Co prawda bicek trochę mniejszy, ale za to jaka wygoda ;)
Druga podstawa mojej metody to jednoczesne czytanie więcej niż jednej książki. Umówmy się: mając kwadrans na lekturę raczej nie wkręcę się w coś trudnego na tyle, by było to wartościowe skupienie. Dlatego równolegle z tematami zawodowymi (psychologia) i prywatnymi, ale trudniejszymi (chociażby Vonnegut) bardzo lubię mieć przy sobie jakieś napoczęte fantasy czy kryminał.
W efekcie dobieram lekturę pod rodzaj przerwy i zawsze jest coś do porobienia :)
O, albo gdy muszę akurat “przewietrzyć” głowę pomiędzy obowiązkami w moim coworku i idę sobie do przestrzeni wspólnej, wyciągam czytnik i przez chwilę, bez stresu, przeglądam jakieś zgrane do poczytania w domu recenzje gier wideo.
Grunt to różnorodność.
Dzięki tym dwóm podejściom – czytać zawsze & mieć parę książek do wyboru w każdej chwili – jakoś walczę z tym, że nie mam w życiu już ani uwagi, ani czasu na długie sesje z literaturą. Nie jest mi szkoda i nie tęsknię za “dawnymi czasami”, bo lubię moje życie i powiem wręcz inaczej: super się cieszę, że w ogóle znalazłem sposób by nadal móc utrzymywać kontakt z moimi ulubionymi bohaterami literackimi :)
Jeśli zmagacie się ze znajdywaniem chwil na książki, polecam kupno czytnika, serio.
Moja tajna broń już od 6 lat.
“Zwraca się” w bonusowych, nieistniejących wcześniej chwilach relaksu błyskawicznie :)
Parę słów o czytniku ebooków inkBOOK Lumos
Opowiadam o moim sposobie na czytanie w ramach współpracy z marką inkBOOK. To producenci bardzo przystępnych cenowo, wyjątkowo wszechstronnych czytników – a ja testowałem konkretnie model Lumos.
Ma podświetlenie, ma opcję regulacji barwy (co jest wyjątkowo praktyczne wieczorem, jeśli nie macie ochoty na bombardowanie się błękitnym światłem tuż przed snem). I generalnie oferuje szeroką gamę możliwości, które możesz poznać dokładniej zaglądając na stronę producenta (swoją drogą, aktualnie widzę, że trwa promocja -10%, więc warto rzucić okiem podwójnie!), wszystko tam porządnie wyjaśniono.
Ja od siebie jednak chcę podwójnie zwrócić uwagę na to, co w czytnikach najważniejsze: obsługuje dużo formatów (w tym PDF – bezcenne, jeśli tak jak ja czytacie sporo długich artykułów a nie przepadacie za czytaniem z monitora), wygodnie się “klika” a bateria trzyma tak długo, że można regularnie gubić kabelek, bo i tak się nie zauważy ;)
Sprzęt jak najbardziej godzien Twojej uwagi :)
Swoją drogą – polecam też film!
W ramach uzupełnienia, nagrałem też coś na YouTube. W filmie pod tytułem “Sztuka niewybierania wszystkiego naraz” opowiadam o tym, dlaczego precyzyjnie planuję wyłącznie obowiązki – a odpoczynek zostawiam luzem. I prowadzi to potem do całkiem ciekawych efektów :)
Ciao ,
Artykuł powstał we współpracy z inkBOOK.