Mam w tym roku nowe miejsce pracy i jest super

Czas czytania: około 7 minut • Fajna codzienność
 

Kojarzycie taki popularny styl zdjęć zdobiących artykuły motywacyjne na Medium czy innym Forbes?

Taki z przygaszonymi kolorami, industrializmem i ciepłem, drewnianymi biurkami, kawą, macbookami, kredowymi ścianami, starymi zegarami, ładnie ubranymi ludźmi i wszechogarniającym klimatem postępu? 

Dokładnie w takim środowisku pracuję od początku tego roku :)

Miejsce nazywa się Mindspace i, nie żartuję, chodzę tam czasem nawet gdy nie muszę :)

Chociaż, poczekajcie. Od początku.

Mindspace to przede wszystkim międzynarodowa sieć przestrzeni coworkingowych. Jest ogromna. Zrzesza blisko 10 000 profesjonalistów pracujących dla ponad 2 000 firm obecnych w 16 punktach podzielonych na 4 kraje. Jedną z najnowszych gałęzi tej marki jest właśnie oddział Warszawa Koszyki.

Jeszcze w grudniu spotkałem się z jego polską ekipą w celu pogadania o ewentualnej współpracy.

Trafili z tym telefonem, bo już od jakiegoś czasu szukałem dla siebie biura.

A trochę nie trafili, bo już wiele coworków mnie do siebie zraziło.

Widzicie, to jest tak, że ja bardzo lubię mieć “swój kąt”. Taki, że wiem gdzie wszystko leży i zawsze znajdę kolejny nadal piszący długopis. Ale fajnie by było mieć jakiś wybór. Drugi “kąt” – ot, chociażby, dla innych obowiązków.

W swoim codziennym miejscu pracy piszę i montuję. Ale jeśli mam też tam odpisywać na maile, opracowywać konspekty, spinać raporty, budować prezentacje i szykować się do szkoleń to się robi trochę żmudnie.

Mówiąc kolokwialnie: od siedzenia na tyłku w tym samym punkcie 10 godzin dziennie, codziennie, łatwo się dorobić szajby ;)

Dlatego lubię zmieniać otoczenie. Często pełzam po kawiarniach i zawsze rozglądam się za interesującymi punktami do posiedzenia z laptopem. Ale zarazem regularnie potrzebuję neutralnego – stałego – gruntu na spotkanie z kimś na negocjacje, rozmowę lub wywiad. Byłoby wreszcie ekstra, gdybym mógł na miejscu zorganizować event lub zarezerwować sobie przestrzeń na nagranie filmu. Z tego powodu z kawiarniami mam akurat pod górę, bo nawet jeśli zbudowałem z daną ekipą fajną relację to zwyczajnie nie mogę za często psuć im codziennego toku pracy.

Aha, no i takie moje biuro musi mieć wszystkie podstawy: błyskawicznie szybki internet, dostęp do drukarki, odbieranie poczty, wygodną i bezpieczną szatnię, możliwość skanowania lub drukowania dokumentów i tak dalej. Może pomijając internet, o te funkcje w miejscach publicznych i lokalach dosyć ciężko ;)

Dla takich gagatków jak ja powstały więc coworki.

Przestrzenie do pracy wspólnej. Albo działające w formacie wynajmowania gabinetu, albo w trybie hot-desk, czyli po prostu “z kartą wstępu” pozwalającą mi na pracę tam, gdzie akurat jest wolny kawałek biurka. Tylko że większość z nich działa w niepasującym mi trybie rozliczania się. Przypominają mi trochę miejskie pływalnie.

Trzeba np. liczyć ile godzin się już było w tym tygodniu, bo inaczej karta zgłosi wyczerpany limit.

Pewnie dla wielu “normalnych” ludzi nie będzie to żaden problem. Ba, takie ograniczenie może wręcz pomagać w zachowaniu należytej higieny pracy :) Tylko że nie jestem klasycznym przedstawicielem grupy “młodych przedsiębiorców”. Średnio więc lubię podobnie ograniczające rozwiązania.

Nie wiem, ile będę miał pracy. Wszystko jest płynne gdy robi się w takiej branży jak moja. Czasem mam wiele tygodni montowania – nie chodzę wtedy do biura w ogóle. A czasem mam sporo spotkań i pracy koncepcyjnej. Wtedy siedzę w biurze codziennie.

I robi się lipa, bo nagle może mi “odbić” kartę.

A z rzeczy miękkich nigdy do tej pory żaden coworking space nie podpasował mi wizualnie. Być może źle trafiałem, ale większość z nich wyglądała, jakby urządzał je człowiek, wg. którego każdy marzy o pracy w Google lub Facebooku.

Cholibka. Może tak jest.

Powtórzę – nie jestem miarodajnym przykładem, bo i biznes mam rzadki. Niewielu ludzi żyje z bloga, youtube’a i szkoleń :) Ale szklano-chromowane miejsca to nie mój klimat. Wolę jak jest trochę surowo. Industrialnie. A przy tym – choć to akurat trudne, ale co ja poradzę, nie wybierałem gustu świadomie :D – ludzko, ciepło i a’la kawiarenka.

Należę do ludzi, którzy zamiast pracować dwie godziny będą godzinę zbierać myśli, a potem tylko pół godziny pracować. Ja zwyczajnie MUSZĘ mieć super otoczenie, pełne detali, a zarazem spokojne, nieprzytłaczające, inspirujące i estetyczne. Dzięki niemu lepiej pracuję. Serio.

To widać w statystykach, kiedy miałem przeprowadzkę, a kiedy nie. Albo kiedy musiałem pracować tam, gdzie nie lubię, bo mi się zepsuł laptop. Kiedyś siebie bardzo surowo rozliczałem z tego, by móc pracować gdziekolwiek i nie potrzebować żadnych ułatwień. A potem trochę złagodniałem :)

Aha, no i najważniejsze.

Fajnie by było, gdybym nie musiał do takiego coworku (bo ze dwa spełniały moje oczekiwania, przynajmniej na papierze) dojeżdżać dłużej niż godzinę w jedną stronę.

I w efekcie byłem bez biura :)

Aż do spotkania z Mindspace’ami.

W zasadzie zgoda na to, żebyśmy działali razem pojawiła się już w trakcie pierwszej kawy. Miejsce w warszawskiej Hali Koszyki od razu spełniło *każde* z moich wymagań. Tak po prostu. Potem tylko dopięliśmy detale naszej współpracy.

I oto jestem.

Jeden z polskich ambasadorów marki Mindspace :)

Jak zatem wykorzystuję możliwości tego miejsca?

Pracuję już od kilku tygodni, więc co nieco zauważyłem.

Przede wszystkim bardzo czerpię od innych ludzi. Wielu jeszcze nie znam, ale ekipa zarządzająca coworkiem regularnie organizuje okazje do pogadania, uściśnięcia ręki. Powoli poznaję koleżanki i kolegów, z którymi codziennie dzielę kolejkę do ekspresu do kawy ;) Ale nawet jeśli akurat nie rozmawiam z osobą po swojej lewej, bardzo doceniam jej obecność.

Kto kiedykolwiek wiele, wiele godzin pracował sam ze sobą w pustym pokoju ten wie, jaka to radocha móc się nawet uśmiechnąć do kogoś znad monitora, gdy akurat render wolniej idzie i człowiek szuka rozproszenia :)

Poza tym daję z siebie co się da w codziennej pracy. Serio. W Mindspace się po prostu super działa. W domu nadal montuję i przygotowuję większe materiały, ale wszystkie pozostałe obowiązki z sukcesem przerzuciłem właśnie do Mindspace’a. Nagle nie zbieram się godzinami do odpisywania na maile.

Po prostu je załatwiam.

Mam też wewnątrz kompleksu dostęp do sali eventowej, w której być może uda mi się zorganizować spotkanie z Wami, tak po prostu. Jako wykład. Wreszcie. Kto mnie śledzi bardziej prywatnie ten wie, że od dawna szukałem miejsca na coś podobnego.

Aha, no i dogadałem się z ekipą zarządzającą, że mogę po godzinach kontuar jednej z Mindspace’owych kawiarni zamieniać w mój nowy format na YouTube :)

I super mi to wszystko pasuje. Jeśli chodzi o podstawy biznesowe (drukarkę, pocztę, internet) to też jest nie mam zastrzeżeń. Wszystko działa, a do tego działa w sposób, który lubię najbardziej – po prostu o tym nie myślę. Po prostu jest.

Ale chętnie pokażę Wam aspekt wizualny mojego nowego coworku. Sporo z Was widziało go już i komentowało pozytywnie na instastories czy na naszej Sekretnej Kawiarni. Ale – jak wspomniałem przed chwilą – nagrałem tam też film :)

Dajcie znać, czy się Wam podoba!

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu i strategiem od skuteczności, a także pisarzem i scenarzystą.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, na jeden z moich podcastów, na konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies