Jak przygotować się do sesji na studiach, by obyło się bez tragedii

Czas czytania: około 7 minut • Kariera
 

Martwi Cię nadchodząca sesja? Szykuje się sporo egzaminów? No to nic się nie martw, ponieważ spokojnie ogarniemy takie podejście, by nawet przy najtrudniejszym zestawie pytań obyło się bez tragedii :) Jak przygotować się do sesji? Załatwimy!

W ogromnym skrócie poradzenie sobie z wyzwaniem takim jak sesja zależy od trzech ważnych spraw. Są to: świadomość, co jest do zrobienia, plan na to, jak to zrobić, oraz zachowanie spokoju. Jeśli brzmi znajomo, to znaczy że świadomie lub nie przyszło Ci mieć kiedyś styczność z zarządzaniem projektem / zarządzaniem procesowym.

A jeśli nie to nic się nie martw, bo zaraz to zmienimy!

Krok pierwszy – ogarnij terminy

Zaczniemy najbardziej zdroworozsądkowym pomysłem na świecie ;) a mianowicie dowiedzeniem się, kiedy w ogóle jest jakikolwiek egzamin. Polecam wydrukowanie sobie jakiegoś darmowego kalendarza – ja regularnie korzystam z tych tutaj. W okienka egzaminów można wtedy wstawić przerażająco wyglądające “iksy” a spokojniejszym kolorem dopisać inne hiper ważne sprawy, o których też trzeba pamiętać w toku sesji egzaminacyjnej (lekarza, urodziny Mamy, odbiór kolegi z lotniska). To nie musi być ładne. To musi działać.

Aha, nie zapomnij oczywiście przerzucić wszystkiego co nie jest hiper ważne & nie ma związku z sesją na “posesji”.

“Posesji” nadejdzie szybciej, niż sądzisz ;)

Gotowe? To super.

W efekcie zaczynasz mieć pogląd, jak przez najbliższe tygodnie będzie wyglądać Twoje życie. Od razu też Ci podrzucę trik, by nie myśleć o tych zmaganiach pod kątem “motywowania się” do nich. E-e. Nie. Lepiej obiecać sobie uczciwą dyscyplinę, taką realną, potężną porcję codziennej siły do wytężonej pracy i trochę mieć w poważaniu, czy akurat czujesz motywację czy nie.

Wtedy się wygrywa.

Krok drugi – zdecyduj co kiedy zdajesz

Porada główna: najlepiej wszystko w pierwszym możliwym terminie, włącznie z zerówkami. W efekcie prawdopodobieństwo natrafienia na najprostsze pytania, najłagodniejsze traktowanie oraz wyjścia zwycięsko z pasma egzaminów jest najwyższe.

Ale, czasem się tak nie da. Wobec tego porada dodatkowa brzmi: jeśli jeden ewidentnie najtrudniejszy egzamin jest aż tak najtrudniejszy, że może ukatrupić jakiekolwiek próby zdania pozostałych to może warto z premedytacją odłożyć go na później?

Do przemyślenia.

Krok trzeci – zbierz materiały

Dowiedz się, “z czego będzie pytanie”. Czy obowiązuje skrypt, czy podręcznik, czy notatki z wykładów, czy zawartość całej Biblioteki Narodowej. Tutaj nie ma oszukiwania, nie ma też lenistwa. To najważniejszy krok. Jak mawiał Peter Drucker: o wiele ważniejsze od robienia czegoś właściwie jest świadomość, co jest właściwą rzeczą do zrobienia.

Nawet najlepiej rozplanowana nauka ze złego materiału wyjdzie, no wiesz, dosyć przeciętnie :)

Nie zliczę ile razy widziałem ludzi, którzy polegli tylko dlatego, że zrobili sobie doskonałe fiszki. Ze złego podręcznika.

Bo obowiązywał skrypt.

Ale nie ten, który leży na widoku w ksero, tylko ten właściwy, pożyczany od profesora ;)

Krok czwarty – podziel prace

Mając przed sobą zarówno listę wszystkich wymaganych materiałów do każdego z egzaminów ORAZ wydrukowany kalendarz z “poiksowanymi” wszystkimi egzaminami zaczyna się najważniejsze – podział wysiłków. Tutaj należy uruchomić realizm i szczerze przed sobą przyznać, ile godzin NAPRAWDĘ potrzebuję na każdy z materiałów. Trzy popołudnia? Tydzień?

Rozpisz to. Najlepiej w kilku wersjach – leniwe, realnej oraz “jak będę pił ogromne ilości kawy to może cudem dam radę, tak mi dopomóż Goku i jego siedem Smoczych Kul!” A potem spróbuj tak rozdysponować na swoim roboczym kalendarzu, by jednak wyszła wersja realna ;)

Krok piąty – popraw podział zgodnie z progresją powtórek

Napisałem kiedyś dla Was taki tekst “jak żyć prościej” i powiem Ci, że jego trzon pasowałby też do porady “jak się uczyć prościej”.

Po rozpisaniu “mniej więcej” realnego planu uczenia się popraw go o dodatkową kwestię: powtórki. Mogą oczywiście przyjąć wiele postaci, bo dla kogoś będzie skuteczniejsze streszczanie materiału w coraz bardziej skondensowaną notatkę (ja tak robię) a ktoś osiągnie lepsze wyniki własnoręcznym budowaniem bazy fiszek wraz z regularnym ich utrudnianiem. Ale nauka = powtarzanie. Nieważne, czy robisz to przez przepisywanie, czy przez fiszki, czy przez opowiadanie komuś innemu (co z kolei nazywa się metodą Feynmana).

Spróbuj dać na każdy materiał przynajmniej 2 dodatkowe przejścia.

Minimum jedno.

Krok szósty – zaplanuj wolne

No dobra, nie bądźmy potworami. Czasem trzeba się po prostu zresetować. Łagodność w traktowaniu samego siebie to ważna kwestia i należy o niej pamiętać.  W trakcie sesji doradzam unikanie używek i niezdrowego żarcia. Doradzam za to ruch i dobry humor. Może fajny wywiad?

Albo seriale? :D

Krok siódmy – włącz tryb pracy!

I koniecznie przeczytaj rozwinięcie tego tekstu: tekst pod tytułem jak PRZEŻYĆ sesję!

Dodatkowy materiał – jak notować z książek

Jeśli kiedykolwiek stanowiło to dla Ciebie problem – łap rozwiązanie :)

Ciao ,

Andrzej Tucholski

 

Zdjęcie: Becca Tapert ze zbiorów Unsplash

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies