Autor: Andrzej Tucholski | 1 lutego 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Życiowa krótkowzroczność – co to jest, jak uniknąć

Jednym z najlepszych pytań, jakie można zadać światu jest: dlaczego jednym wychodzi, a drugim nie? Są ludzie mający chęci i pieniądze, a ponoszący porażkę. Są też ludzie raczej leniwi i bez żadnych funduszy, którzy zdobywają najwyższe szczyty.

Jedną ze zmiennych stanowiących odpowiedź jest krótkowzroczność.

Tło, które dobrze jest znać

W trakcie studiowania na Uniwersytecie SWPS miałem zajęcia z rewelacyjnym wykładowcą, profesorem Andrzejem Falkowskim. To człowiek wielkiej wiedzy i wielu doświadczeń, a także dotrzymującej im kroku charyzmy. To od niego dowiedziałem się o przełomowej teorii, którą – jak większość naprawdę celnych spostrzeżeń – można przenieść ze świata biznesu na inne, bardziej prywatne.

Chodzi o marketing myopia, krótkowzroczność marketingową. To pojęcie wykute przez Theodore’a Levitta w latach sześćdziesiątych (oryginalny artykuł z HBR można przeczytać online), często uznawane za początek współczesnego podejścia do długoterminowego projektowania zachowań dotyczących brandingu.

W krótkowzroczności marketingowej chodzi o nazwanie błędu, gdy firmy skupiają się na sprzedaży produktów ZAMIAST skupiania się na spełnianiu (stworzonych lub naturalnych) potrzeb klienta. Jest to zbieżne ze starym powiedzonkiem: mało kto odczuwa potrzebę posiadania młotka i gwoździ, ale sporo ludzi odczuwa potrzebę posiadania powieszonych na ścianie zdjęć.

Zapatrzenie się na produkt powoduje całą kaskadę problemów. Rozwój firmy opierany jest o “arbitralne” wskaźniki np. “jakości produktu” a nie o faktyczne zmiany wśród konsumentów. Pominięcie szerszych kontekstów społecznych wykonywanego biznesu sprawia, że klienci są w stanie nie tylko się wykruszyć, ale wręcz stać wrodzy marce. Firma może wreszcie przegapić kluczowy moment na pivot – np. zorientowanie się, że ich olejek nawilżający twarz dla kobiet tak naprawdę wykorzystują matki zabezpieczające dzieci przed mrozem.

Żeby zauważyć, że czymś ważnym dla klienta nie jest “gładsza skóra” tylko “ochrona przed zimą stulecia” trzeba po wsłuchaniu się w rynkowe wskaźniki wyjść do konsumenta i wyczuć, o czym ona lub on TAK NAPRAWDĘ myśli.

(A na marginesie, inną dyskusję opartą o pytanie ze wstępu prezentuje rozmowa z dr Ewą Jarczewską-Gerc, gorąco polecam.)

Życiowa krótkowzroczność – co to jest?

My też często w życiu zapominamy o tym, co TAK NAPRAWDĘ jest ważne i jesteśmy w stanie przejechać nieludzko długie i trudne dystanse tylko po to, by osiągnąć coś, co nam się – przypadkowo lub nie – zafiksowało jako “świetny cel”.

Często się mówi, że człowiek z reguły nie wie, czego naprawdę *potrzebuje*, a to co *chce* niekoniecznie się pokrywa z pierwszym. To prawda. Najprostszym przykładem są ludzie czujący pustkę. Poczucie braku osiągnięć ktoś “zapełnia” relacjami towarzyskimi. Poczucie samotności ktoś “zapełnia” zarabianiem pieniędzy. Bo wydaje mu się, że tego chce.

I być może faktycznie tego chce. Ale raczej tego nie potrzebuje.

Jest to trudna kwestia mylenia funkcji z czynnością. Na poziomie wysokim często myli się, jak wspomniałem, faktyczne powody jakichś negatywnych stanów, które odczuwamy. Można też pomylić faktyczne “wyobrażone” skutki jakichś działań pozytywnych. Dobrym przykładem jest tutaj nauka obcego języka bez zastanowienia się, czym tak naprawdę jest sam fakt umienia języka. To są błędy, które potrafią schrzanić parę lat.

Na poziomie średnim często myli się faktyczne powody problemów. Być może kłótnie w pracy wcale nie są o pieniądze, tylko o to, kto sprawuje kontrolę? Tego typu pomyłki mogą uwalić kilka miesięcy.

Na poziomie niskim często myli się np. zmęczenie fizyczne z psychicznym. Niestety, “posiedzenie pół godziny na fejsie” to nie jest odpowiedź na te samą kwestię co “półgodzinna drzemka w ciemnym, chłodnym pomieszczeniu”. Ta kategoria błędów to z kolei pewne sposoby na skasowanie sobie całego dnia lub jego sporej części.

Innymi słowy: życiowa krótkowzroczność jest wtedy, gdy myli się cel lub problem z jakimś jego środkiem osiągania lub pochodną. 

Pamiętaj, że niewiele osób marzy o posiadaniu benzyny, za to całkiem sporo osób marzy o pojechaniu do rodziny.

Jak jej uniknąć?

Najprostsze metody, by poradzić sobie z zagrożeniem życiową krótkowzrocznością płyną – jak zwykle w moim przypadku – ze świata biznesu. Istnieje na przykład stara i prościutka metoda 5 why, czyli próbujesz pięć razy pod rząd podważyć poprzednią odpowiedź ciągłym pytaniem “dlaczego”. Przykładowy dialog może wyglądać tak:

– Mam konflikt z szefem.

– Dlaczego? (1)

– Nie chce dać mi podwyżki.

– Dlaczego? (2)

– Mówi, że będą zwolnienia i nie ma pieniędzy, ale widziałem, że kazał ostatnio odremontować piętro wyżej, i mnie to drażni.

– Dlaczego? (3)

– Bo nasz dział jest w tej firmie dłużej i my powinniśmy dostawać większe wsparcie z budżetu.

– Dlaczego? (4)

– Bo jesteśmy więcej warci i to dzięki nam w ogóle ta firma nadal jest nad kreską, a on tego nie zauważa.

– Dlaczego? (5)

– A nie wiem, wydaje mi się, że bardziej mu zależy na wizerunku, niż na dobrej sprzedaży.

I znienacka widać, że problem nie leży w podwyżce, a w docenieniu.

A to tylko jeden z wielu, wielu możliwych mechanizmów.

Do skutecznej pracy można zaprząc nawet wyobraźnię. Jeśli czujesz, że “na pewno” coś jest powodem Twojej irytacji to może wyobraź sobie, że tego czegoś już nie ma. I co? Lepiej? Gorzej? Dlaczego? Coś się pojawiło nowego? Prawie na pewno się pojawiło, więc teraz zmęcz wyobraźnią to coś nowego :)

Generalnie nie ma nic lepszego od szczerości z samym sobą. Można na to liczyć nawet wtedy, gdy nie można liczyć na nikogo innego. Doradzałem to podejście przy analizie roku, doradzałem to w przypadku Metody Pit-Stop, doradzałem to przy planowaniu roku do przodu. Będę to samo doradzał w nadchodzącym tekście poświęconym “rozmowom z samym sobą”.

Ważne jest jednak, by pamiętać, że można być ze sobą nie tylko nieszczerym w ramach “przeginania” z osiągnięciami. Wydaje mi się, że w głębi serca każdy jest w stanie wygłuszyć nadawanie “przechwał”, które dobrze wpływają na ego. O wiele bardziej toksyczne są serca, które nie umieją odpuścić umniejszania. Trzeba to skalibrować. Wiedzieć, kiedy naprawdę ma się z czymś problem, a kiedy się tylko społecznie kokietuje, by coś osiągnąć.

Jeśli jest to coś, co Wam pomaga, róbcie to nadal. Tylko wiedzcie, że to robicie.

(Ale pamiętajcie, że Kangur Wglądu W Siebie dobrze wie, kiedy coś kręcicie.)

W przypadku życiowej krótkowzroczności kluczowe jest, żeby przed każdą większą decyzją lub przy każdym głębszym zastanawianiu się nad czymś zadbać o to, by usiąść do tematu po dobrym przygotowaniu. Pamiętajcie, że pół godziny “prep-work” potrafi potem zaoszczędzić całe dnie a może i tygodnie pracy właściwej.

Możecie spróbować zadawać sobie pytania “dlaczego” tak długo, aż łopata zacznie szurać o podstawę kontynentu i niżej będzie już tylko wnętrze planety. Możecie zrobić to samo w rozmowie z kimś zaufanym. Wierzę, że metoda nie będzie dla Was trudnym wyzwaniem, bo każdy ma swoje własne strategie na radzenie sobie z “ogarnianiem” trudów.

Moim celem na dziś było tylko zasygnalizować Wam, że można się nieźle wkopać w jakąś sprawę a potem podejmować WIELKIE wysiłki, by uratować się z… zupełnie innej sprawy. A potem się dziwić, o co chodzi, czemu nie działa, czemu nadal boli.

Sam się dopiero uczę mieć na stałe wgrany system “rozpoznania przed działaniem”, ale wierzę, że to kwestia czasu. Jak z każdym treningiem opartym o świadomą decyzję i powtarzalne czynności :)

Niech się Wam wiedzie.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

  • mądry i przydatny wpis, warto przemyśleć :)

  • Andrzej, po tym tekście zrozumiałem w końcu wartość pytania “dlaczego?”. Dzięki za tak dobry tekst!

  • KPBerry

    Andrzej, robisz bardzo dobrą robotę. Możesz się uśmiechnąć sam do siebie :)

  • To tak jak z jazdą samochodem. Warto spojrzeć szerzej, jak ŁONA, aby nie ograniczać się tylko do toru jazdy i pasa z lewej strony. Uczono mnie (kiedy to było?), że główka musi pracować. Lewa, prawa strona, lewe, prawe lusterko, za siebie i przed siebie. Martwisz się o innych, zapewniasz bezpieczeństwo sobie. A nie tylko wizja tunelowa i do przodu ile fabryka daje… w “Maluchu”.

    Patrzmy szerzej podejmując decyzje, wyciągajmy wnioski i nie bójmy się zrezygnować z lub zmieniać swojego sposobu działania.

    Piona ;)

  • Sebastian

    Andrzeju, bardzo podoba mi się Twój styl przedstawiania informacji. Keep going!

  • Kaśka

    Świetny tekst, dziękuję :) Raz dlatego, że ciągle się śmiałam – a to w moim przypadku dużo znaczy, a dwa dlatego, że dał mi praktyczne rady co robić z tym chaosem wokół, innymi słowy jest jak znalazł na to co się wokół mnie dzieje.

  • Ciekawy wpis, jeszcze nie spotkałam się z czymś o podobnej tematyce na blogach ;) Takie rozpoznanie się w terenie zajmuje chwileczkę a może wiele zdziałać.

  • Bardzo fajne, bardzo trafne.
    Dostrzegam tylko jeden mały szkopuł, który nie ja wymyśliłem zresztą – najtrudniej rozmawia się ze sobą, najtrudniej pokusić się o szczerość przed samym sobą. Często, a nawet zwykle, brnięcie w chybiony cel, to nieumiejętność przyznania się do błędnych decyzji.

    • Szczerość ze sobą można osiągnąć np. psychoterapią, gdy ktoś naprawdę ma z tym problem. Są w Polsce świetni, dobrze wykwalifikowani zawodowcy. Chociaż często wystarczy po prostu spróbować, szczególnie gdy nie ma się takich wielu doświadczeń. A nuż nie będzie tak źle.

      • Masz rację, ale często te chybione cele i przyznanie się do błędów to zwykła codzienność, a nie decyzje o ratowaniu świata. Z tym chyba możemy uporać się sami. Tu chyba bardziej niż specjalista okazuje się być potrzebny, nie wiem jak to nazwać… rozsądek? Nie poddawanie się ogólnym trendom? Obserwuje na przykładzie wielu znajomych mi osób i przedstawicieli polskiej klasy aspirującej pęd do budowania domów. Przeświadczenie, że to będzie czynnikiem uszczęśliwiającym. Trwając w tym przeświadczeniu, brną, marnują czas, zdrowie. Niektórzy potrafią przyznać się do błędu i wycofują z projektu, uznając, że to nie to. Inni zaś ciągną mimo bolączek, choć sami już w pewnym momencie nie wiedzą po co to robią, bo na pewno nie dla własnego szczęścia. Tracą perspektywę do tego co dzieje się wokół. Proza życia.

        Zacząć od prostych rzeczy. Jeżeli nie czuję ciągu do jazdy na nartach, to na nich nie jeżdżę, mimo że wszyscy moi znajomi na nich jeżdżą. Jeżeli interesuje się kowalstwem, nie wybieram akademii medycznej, bo tego oczekuje ode mnie rodzina, przez co wydaje mi się, iż ja sam tego potrzebuje. Jestem absolutnie z Tobą po linii, partyjnej i nie, pytania – po co?; dlaczego?; w jakim celu?; co mi to da? – pozwolą rozłożyć problem na mniejsze składowe, analizować sytuację, a odpowiedzi powinny wskazywać kierunek działań.

  • Kurcze, powiem Ci, że to rzeczywiście zgadza się z rzeczywistością. Nie miałem czasu przeczytać wszystkiego, ale przeczytam. Jakby tak rozejrzeć się w koło, człowiek stwierdzi, że zafiksowanie się na produkcie, to taki współczesny standard.

  • Super wpis, w dodatku pokazuje, że odpowiednie zadawanie pytań pomaga dojść do sedna problemu. Uważam, że pytanie “dlaczego” i “po co” to jedne z najważniejszych pytań w życiu.

  • Aśka

    Super i potakuję, chociaż… okrutnie trudno się przyznać, że problem leży tu i tu, bo może się okazać, że da się to zmienić i trzeba będzie wyjść ze strefy komfortu i wpływu znajomych przeszkód. Walczę z tym, jak pewnie wielu, bo gdyby nie, to ten tekst nie okazałby się tak potrzebny jak widać w komentarzach. Mnie też pomaga eksperyment myślowy, w którym staję obok siebie i staram się przyjąć spojrzenie z zewnątrz. I wtedy zwykle wszystko wydaje się łatwiejsze, bo innym łatwiej jest radzić niż sobie. Nie zawsze działa, ale zdarza się, że pomaga. A tekst T. Levitta w wolnej chwili bardzo chętnie – widzę, że to na dłużej niż przysłowiowe pięć minut, ale proszę polecaj takie rzeczy, zauważa się i czyta ;)

  • Dlaczego napisałeś ten wpis? Dlaczego ja go czytam? Dlaczego piszę komentarz? No to nieźle mi skomplikowałeś dzień na samym starcie ;-)

  • Mel

    Jak Ty to robisz, że jesteś zawsze (z tematem) kiedy Cię potrzebuje! Podesłałam mamie, esencja naszej dzisiejszej rozmowy dotyczącej moich rozważań nad drugim kierunkiem studiów. Tak sobie myślę, że zabawne jest jak czasami próbujemy “zerwać gruszkę z drzewa, skacząc pod jabłonką”.

  • To poniekąd wyjaśnia skąd wzięła się wazelina do ust na randkę.

  • No i mi pomogłeś :-)

  • Trafiasz w sedno. Kolejny tekst, który trafił w moje serce. Dzięki wielkie!!!

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i piszę bloga oraz nagrywam filmy o ogarnianiu fajnego życia.

Lubię łączyć treści przyjemne z pożytecznymi. Dlatego, jeśli zaglądasz tutaj by odpocząć, pewnie podrzucę Ci nowy pomysł. A jeśli zaglądasz w poszukiwaniu rozwiązania, pewnie trochę odpoczniesz.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial. Jest za darmo!



"Umowy Śmieciowe" to serial do czytania opowiadający historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z sobą oraz, bądźmy szczerzy, większością otoczenia. Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych dramatów kawy.


Przeczytaj serial

Pobierz darmowe materiały
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Każdej akcji poświęcam pełną uwagę i dbam, by łączyła doskonałą treść dla moich Odbiorców z pełnym zrealizowaniem wyznaczonych celów dla Klienta.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)