To NIE będzie najlepszy rok Twojego życia

Czas czytania: około 11 minut • Inteligencja emocjonalna
 

W Polsce nie ma jeszcze na to AŻ TAKIEJ mody, ale w Anglii i Stanach od dwóch miesięcy w zasadzie co druga publikacja zawiera jakąś wersję hasła “the best year ever”. Nie mam nic przeciwko wysokooktanowym ambicjom, sam lubię regularnie uruchomić rundę skrajnego pracoholizmu, aaaaaale… no to nie jest do końca tak, jak to hasełko mówi. To raczej nie będzie najlepszy rok Twojego życia.

Dwie możliwe opcje

Zobacz: jeśli się nad tym zastanowić, to hasło “the best year ever” można rozbić na dwie spore kategorie planów.

Jedną są pomysły stawiające na piedestale *mnie* i to są wszystkie rzeczy w stylu “więcej spać, zdrowiej jeść, chodzić na randki, dbać o przyjaźnie”. Ludzie starający się skupić na tych stronach życia z reguły są szczęśliwsi, ale też mają dosyć stały zestaw długoterminowych problemów z, powiedzmy, finansowym zabezpieczeniem przyszłości.

Drugie pudełko to z kolei kult *celu* i znajdziesz tam “zarobić bańkę, założyć firmę, stworzyć poczytnego bloga, przejechać Europę na grzbiecie wyjątkowo puchatej owcy”. Ludzie starający skupić się na celach z reguły cieszą się bardziej “widocznym” sukcesem, choć nierzadko okupują to uzależnieniami lub depresją.

Czy te opcje są symetryczne?

Często ludziom wydaje się, że tylko opcja nastawiona na cele jest toksyczna, bo nakłada na życie ciężki reżim. OK, jest w tym sporo prawdy. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że opcja “ja” też gwarantuje niezły kierat. A co, jeśli akurat dostanę niespodziewane, wybitne zlecenie na ilustracje do książki na brazylijski rynek? Wtedy nadal mam “dużo spać”, nawet jeśli zmarnuję życiową szansę?

Raczej nie :)

Dlaczego “best year ever” to marne odniesienie?

Płynnie przechodząc z psychologii do biznesu: cel zdefiniowany jako “najlepszy” to naprawdę podle zdefiniowany cel. No, ale ja nie jestem od tego by się tutaj czepiać popularnych uproszczeń (ba, sam je lubię), więc spróbuję wyjaśnić mój tok myślenia na przykładzie poniższych punktów:

1. Płytka wymiana. Powiedzmy, że postawisz sobie pewien cel, dzięki któremu będziesz potem “wiedzieć”, czy dany rok faktycznie był najlepszy w życiu. Lepiej nie mów o tym znajomym, bo część z nich może spróbować się z Tobą założyć o dychę i pewnie wygra. Powód jest prosty: czas nie jest z gumy i jeśli poświęcisz pełną uwagę, powiedzmy, pracy, to prawie na pewno zarżniesz tym samym swoje zdrowie, relacje rodzinne czy studia.

2. Wypalenie zawodowe. Ale, niech Ci będzie, powiedzmy że połączysz zarówno wysoką celowość z wysokim dbaniem o siebie. Wtedy masz spore szanse by w istocie zagwarantować sobie najlepszy rok w życiu. Problem zacznie się za trzy lata, gdy dogoni Cię skrajne styranie i, jeśli będziesz mieć pecha, wypalenie wywołane ponad trzydziestoma miesiącami przepracowania. Czy warto wymieniać jeden najlepszy rok w życiu na jeden wyjątkowo trudny i potencjalnie marny rok w życiu? Nie wiem.

3. Wieczna frustracja. Wiesz co masz BEZ PUDŁA zagwarantowane za każdym razem, gdy próbujesz zaprojektować sobie świetny, produktywny, wyjątkowo szczelny plan? Pewnie wiesz, bo pogrubiłem te dwa słowa jako początek niniejszego akapitu. Frustrację. Wielką, nieustającą frustrację.

4. Odebranie sobie spontaniczności. Powiedzmy, że w czwartkowy wieczór zaplanowaliście sobie albo “sen” albo “dwie lekcje języka aramejskiego”. Ekstra. A co z sytuacją, w której akurat przekręci do Was przyjaciel, że urodziła mu się córka i ma na imię Renata i musicie NATYCHMIAST stawić się w pubie na świętowanie? Wybierzecie poczucie winy czy frustrację?

5. Odebranie sobie szansy na rozwój. Wspomniałem już o tym parę akapitów wyżej. Możecie zaplanować sobie ile czego tylko chcecie, czy to “ja”, czy to “celów”, a życie i tak potraktuje się z tym szorstko i bez padonu. Powiedzmy, że zaplanowaliście sobie “namalowanie całego artbooka dzieł graficznych”. Świetnie. A co, jeśli w marcu po prostu WYBUCHNIE Wam popularnością Wasz mały, internetowy komiks i zacznie go czytać połowa wschodniego wybrzeża USA? Nadal będzie podążali za artbookiem, czy raczej zmonetyzujecie nagłą szansę? Ale ona Was przecież nie doprowadzi do zaplanowanego celu.

6. A co z planami wielopoziomowymi? To też wyjątkowo często pomijana kwestia. Są pewne rzeczy, które można zrobić w rok, ale są też pewne rzeczy, do których potrzeba przynajmniej dwóch-trzech lat. I co wtedy? Który z tych trzech rocznych okresów będzie postrzegany jako “najlepszy” – ten gdy dopiero zrzuci się masę, czy ten, gdy nabierze się mięśni?

7. A co z planami dotyczącymi innych ludzi? Czy Twoi bliscy na pewno zostali uwzględnieni w tym, co planujesz? A może jeszcze lepiej, część Twoich planów zawiera “kogoś” jako formę celu? A co jeśli oni będą mieli zupełnie inne plany?

8. Najważniejsze: a co z czynnikami niezależnymi od Ciebie? O tym pominięciu będzie cały kolejny akapit, więc przejdźmy od razu tam.

Podstawowy problem z “najlepszy rok Twojego życia”

Wiesz, jaki jest mój główny problem z takimi hasłami? Próbują człowiekowi wkręcić, że to ODE MNIE zależą zarówno te czynniki, które faktycznie zależą ode mnie, jak i te czynniki, na które nie mam absolutnie jakiegokolwiek wpływu.

Chcesz wejść na wysoką górę? Pamiętaj o sytuacji politycznej w kraju docelowym, Twoim zdrowiu, ewentualnych losowych kontuzjach, pogodzie, gorszej sytuacji finansowej i setkach innych spraw.

Chcesz założyć firmę? Pamiętaj o zmieniającej się sytuacji prawnej, o ciągłej żonglerce podatkowej, o różnych innych krajach pozwalających na założenie firmy, o innych metodach rozliczania się, o koniunkturze i setkach innych spraw.

Chcesz zrobić cokolwiek? Pamiętaj o setkach niezależnych od Ciebie czynników, które mogą sprawić, że sto razy mądrzejsze będzie “przeczekanie” z danym tematem roku lub dwóch, lub – bo czemu nie – wybranie zupełnie alternatywnej ścieżki. Trzeba tylko najpierw mieć cel sprecyzowany trochę celniej od “najlepszy rok” i jakaś jedna “rzecz”, po której to poznamy.

Porównanie wstecz

Oczywiście można też dojść do wniosku, że chodzi o “jak najlepszy rok do tej pory”, co jest w miarę ciekawym podejściem do życia, tylko że, znowu, niezdrowym. Po pierwsze, nabiera się przez takie nastawienie BRAKU szacunku do dotychczasowych przeżyć i doświadczeń. Szkoda w życiu nawet negatywne rzeczy skreślać jako “gorsze” od czegoś. To one nas tworzą. W całości. W sumie. Akceptacja lub, w najgorszej wersji, zrozumienie pozwalają na więcej.

Po drugie, wieczne zwiększanie “ciągu” sprawi, że wrócimy do jednej z wcześniejszych opcji. Przeciążenie, przegrzanie i eksplozja silników są w zasadzie gwarantowane.

Moja propozycja – jak mieć najlepsze życie, niezależnie od roku

Gdy rozmawiam z mądrzejszymi ode mnie, gdy czytam książki i biografie poświęcone dawnym mistrzom i Wielkim Ludziom różnych dziedzin (od wojska, przez naukę, po sztukę czy sport, czy biznes) to widzę pewną powtarzającą się zależność.

Przy wzięciu poprawki na to, że ogrom z nich przypłacił efekty swojego pracoholizmu uzależnieniami, depresją i – niestety, bardzo często – samobójstwem pojawia się pewien ciekawy model, który ze sporą czujnością można spróbować powtórzyć.

Połowa czasu “rozplanowana” – w połowie na “siebie”, w połowie na pracę.

Połowa czasu zostawiona pusta, bo nigdy nie wiadomo co się przydarzy.

(Czyli 1/4 na *siebie*, 1/4 na *pracę* i 1/2 luźna. Pamiętacie jeszcze wpisywanie odpoczynku w kalendarz?)

Efekty? Wolniejszy progres, niż najlepsi, ale też o wiele mniejsze prawdopodobieństwo życiowego nieszczęścia. Większa różnorodność, niż ci “najbardziej zdeterminowani”, ale za to struktura dba, by nie odlatywać od zamierzeń zanadto.

Czy w ten sposób będzie się mieć “najlepszy rok ever”?

Nie wiem. Wątpię.

Nie wydaje mi się, by dało się mieć “najlepszy rok ever”, bo możesz starać się ile chcesz, a bycia oszukanym przez partnera biznesowego z innego kontynentu lub nagłego rozpadu związku i tak nie przewidzisz. Możesz przeczuwać, możesz się przygotowywać – jasne – ale czy już same te procesy nie przeczą idei takiego wysiłku, by rok był “najlepszy”?

Powtórzę: nie wiem. Nie chcę w tym artykule prezentować żadnych twardych odpowiedzi, bo i nie ma takiej opcji, by jakiekolwiek wnioski pasowały do więcej niż jednego człowieka naraz. Dlatego z wnioskami zostawiam Was.

Weźcie je pod uwagę w trakcie analizy zeszłego roku lub przy planowaniu tego teraz, przed Wami.

Pomyślcie co tak naprawdę przyda się Wam najbardziej w nowym roku i przygotujcie się na wymagającą sprytu, kreatywności, determinacji i życiowej elastyczności batalię.

Zapewniam Was, że nowy rok nie przejmie się tymi planami nawet przez moment.

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies