Kolejne 9 rzeczy, które mnie zdziwiły w Nowym Jorku

 

Nowy Jork to niesamowite miasto. Po pięciu dniach ma się już poczucie, że się je “mniej więcej kuma”, a podobno i po pięćdziesięciu latach rezydowania potrafi zdziwić, zszokować i nauczyć życia zupełnie na nowo. Oto nieułożona lista kolejnych 9 rzeczy, które mnie zdziwiły w Nowym Jorku.

Pierwszą część tekstu znajdziesz tutaj: 15 rzeczy, które mnie zdziwiły w Nowym Jorku.

1. Ludzie często zdejmują buty

Nie bardzo umiem to wyjaśnić, ale wczesnym świtem (przez jetlaga wychodziłem spacerować koło piątej rano a kładłem się spać krótko po dobranocce) blisko popularnych punktów imprez/zwiedzania można znaleźć NAPRAWDĘ dużo zostawionych par butów. Męskie, damskie, sportowe, eleganckie – wybór jest szeroki i tolerancyjny.

Mają niezły styl.

2. Wiele spraw jest wysoce umownych

Nowy Jork to miasto prawnego absurdu.

Z jednej strony prawo reguluje WSZYSTKO (serio: spróbujcie wprowadzić o jedną osobę za dużo do pomieszczenia, które przepis przewiduje tylko do trzydziestu ludzi i obserwujcie reakcje właściciela) a z drugiej masa rzeczy jest ustawiona wyjątkowo, hm, swojsko. Czerwone światło nic nie znaczy, gliniarze często dają się “poprosić” by móc gdzieś na moment stanąć a dostawcy blokujący skrajnie ruchliwe miejsca wystawiają tylko luźne info, dlaczego są bezcenni dla społeczeństwa.

3. W mieście pełno jest schronów przeciwatomowych

Niestety, muszę się przyznać, że moim pierwszym skojarzeniem było: “wow, niezła promocja Fallouta 4”. Dopiero dwa takie znaki później zorientowałem się, że jestem głupi, że to przecież Nowy Jork. Ten sam Nowy Jork, co należy do Stanów Zjednoczonych Ameryki, które pokazały światu straszną broń, którą do dziś znakuje się tymi trzema przerażającymi trójkątami.

Zresztą, rzućcie okiem na mapę.

4. Można kupić kolorowankę z ulubionym aktorem

Parę miesięcy przed moim wylotem do Polski trafiły “kolorowanki dla dorosłych”. Nic się nie martwcie. W Stanach można już malować Benedicta Cumberbatcha :)

5. Coca Cola to umowny kult

Każdy wie, że w Stanach są “dajnery” i “koka kola”. Tylko że w dajnerach (lub luncheonettach) rzadko kiedy pojawi się faktyczny nowojorczyk a i Coca Cola pełni – przynajmniej z mojego punktu widzenia – raczej funkcję symboliczną, niż informującą o faktycznym produkcie.

Niesamowita sprawa. Tak silne marki można policzyć na palcach jednej ręki.

6. Wszyscy mogą się dogadać

Scenę, którą zobaczyłem na tej plaży będę pamiętał resztę życia. Zrobiła na mnie większe wrażenie niż sąsiadujące ze sobą synagogi z meczetami, a to był naprawdę interesujący widok.

Okej. Więc tak.

Najpierw na tle Manhattanu kręci teledysk jakaś czarna, rapowa ekipa mająca ciuchy, pełen blink, ekipę i producenta. Nieźle nawijają, kończą ujęcie i wyłączają kamerę. Gromadzą się przy podpiętym do sprzętu macbooku i od razu recenzują to, co widać na surowym nagraniu: “tutaj masz za luźne ramiona, ale tyłek masz spięty jakby ci IRS wysłał list, że wisisz podatki”.

Korzystając z okazji do ekipy podchodzi niska, drobna kobieta (biała, blond włosy) i pyta się ich, czy wypalą jeszcze po szlugu, bo chciałby zrobić swojej parze ślubnej szybką sesję, póki jest niezłe światło. Producent hiphopowy odpowiada, że “sure thing, lady”.

Z ławki z tyłu wstaje jeszcze drobniejsza, azjatycka para i ustawia się na tym samym kamieniu, na którym jeszcze przed chwilą wywijał wysoki, choć dosyć szczupły raper.

COŚ PIĘKNEGO.

7. Ich biblioteka jest genialna

Miałem sporą przyjemność tak zgrać swój wyjazd do NYC, że – zupełnie niechcący – natrafiłem na wykład Jane McGonigal. Zajmuje się ona psychologią i grami wideo, napisała dwie książki, a jej wystąpienie na konferencji TED obejrzało już ponad cztery miliony ludzi. Jest super. Oprócz wykładu graliśmy wszyscy razem w Local-MMO Scrabble a i z samą bohaterką wieczoru udało się dłuższą chwilę pogadać :)

Ale ja nie o tym.

Tuż przed Jane występował dyrektor Biblioteki Nowego Jorku (NYCL). Świetnie ubrany, stylowy facet o scenicznej charyzmie sprzedawcy samochodów. Powiedział on coś, co najlepiej podsumuje pragmatyczny tok myślenia nowojorczyków.

Otóż NYCL stara się spotkania z pisarzami “oddawać” księgarniom, bo to one potrzebują tego ruchu, a skoro ktoś lubi książki to do biblioteki i tak trafi. Sama instytucja stara się z kolei organizować spotkania z programistami, artystami, biznesmenami (i tak dalej), aby inspirować ludzi do szukania nowych spojrzeń na życie.

Wow.

8. Bardzo łatwo spotkać kogoś znanego

Okej, miałem łatwo, bo w trakcie mojego pobytu dobiegał końca międzynarodowy Fashion Week, ale “wpadnięcie” na Kim Kardashian to i tak całkiem zabawne przeżycie :)

Z innych osób, dzień później, widziałem też Kanyego Westa. Nie miałem jak podejść, bo prasa i fani ewidentnie czekali na niego od paru godzin (tłum jak przed premierą iPhone’a), ale za to zaobserwowałem z drugiej strony ulicy świetną scenę. Na okoliczne rusztowanie wspiął się nienagannie ubrany, czarny chłopak. Czekający przed budynkiem ochroniarz wydarł się na niego, że ma natychmiast schodzić.

Chłopak odpowiedział, że chce tylko powiedzieć Kanemu, że jest równy ziom. Ochroniarz, niestety, pozostawał nieustępliwy. Konflikt zaczynał się lekko eskalować gdy znienacka, na szczęście, przez drzwi wyszedł i sam Kanye West.

Młody typek z rusztowania zrobił to, co zamierzał. Wrzasnął: Kanye! You are the REAL man!.

Kanye West stanął, odwrócił się, dotknął palcem daszka czapeczki i odpowiedział: Much appreciated.

9. Jak się wraca, to można lecieć 1000 kmh!

No dobra, to nie jest coś, co zdziwiło mnie “dokładnie” w Nowym Jorku, ale jeśli nie do tego artykułu, to już nigdzie tej foty nie wrzucę. A bardzo chcę! Otóż w jakiś czas po starcie z JFK pstrykają głośniki i TOTALNIE NIEWZRUSZONYM tonem odzywa się pilot: “drodzy państwo, mamy dobre wiatry, więc będziemy w Polsce mniej więcej godzinę szybciej, a aktualna prędkość rejsowa to tysiąc kilometrów na godzinę”.

Tysiąc kilometrów na godzinę.

Wow.

Więcej Nowego Jorku

To chyba tyle z rzeczy, które mnie zdziwiły i chcę się z Wami podzielić. Wszystkie dotychczasowe teksty dotyczące Nowego Jorku znajdziecie tutaj. Wszystkie filmy o tym wyjeździe – tutaj.

A przy pomocy tego linku możecie zapisać się do Tajemnej Listy i na bank nie przegapić kolejnych materiałów z wyprawy na Manhattan :)

Jeszcze parę będzie.

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies