Autor: Andrzej Tucholski | 8 sierpnia 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 12 minut

Jak wygrać rozmowę kwalifikacyjną o pracę?

Siedzisz naprzeciwko zawodowca, który ocenia Twoje kompetencje. Na jego pytania istnieją “złe” odpowiedzi. Spotkanie można “przegrać”. Krótko mówiąc: rozmowa kwalifikacyjna o pracę to stresujące przeżycie. Na szczęście można się do niej doskonale przygotować a w przypadku takich wyzwań przygotowanie to często 90% sukcesu.

Nie wspominając nawet o tym, że sam proces prowadzący do rozmowy – jeśli będzie odpowiednio dokładny i konsekwentny – pomoże obniżyć stres. W efekcie czekający nas sprawdzian umiejętności wyda się trochę “prostszy” a wiadomo, że spokojna głowa to skuteczna głowa :)

(Do pewnego stopnia oczywiście. Nadmierny chill jest wskazany wyłącznie przed snem!)

O czym TRZEBA pamiętać na rozmowie kwalifikacyjnej o pracę

Większość porad w Internecie skupia się na postawach: odpowiednim stroju, stanowczym uścisku ręki na powitanie, przerobieniu najczęściej zadawanych pytań, grzecznych zachowaniach i tak dalej. Nie ujmując tym kwestiom – wszak są one bardzo ważne! – chciałbym zauważyć, że są też bardzo podstawowe.

Warto być odpowiednio ubranym, przygotowanym do sytuacji, pewnym siebie i grzecznym dosłownie W KAŻDEJ SYTUACJI W ŻYCIU, więc podkreślanie wagi tych zachowań w kontekście rozmowy kwalifikacyjnej wydaje mi się dosyć nieskuteczne :)

Zadbanie o każdą z tych kwestii na pewno zagwarantuje PRZEŻYCIE spotkania z oceniającym pracownikiem działu HR, ale czy samą grzecznością i wyuczonymi odpowiedziami uda nam się wywrzeć takie wrażenie, że od razu przegonimy konkurencję?

Nie.

Rozmowa kwalifikacyjna o pracę – jak ją WYGRAĆ

Chcę zaproponować zestaw innych porad. O wiele rzadziej proponowanych i o wiele skuteczniejszych. Jeśli będzie się pamiętało o podstawach gwarantujących PRZEŻYCIE to korzystając z tych strategii przygotowania się zaczynamy walkę o coś więcej – o drugi etap, o staż, o faktyczną pozycję w firmie.

Sam stosuję ten schemat w każdych biznesowych negocjacjach. Jego WIELKĄ zaletą – oprócz skuteczności – jest traktowanie drugiej strony z należnym jej szacunkiem. Bardzo wierzę w to, że nawet gdy wszystko inne zawodzi, zawsze powinno się dbać chociaż o bycie dobrym człowiekiem.

1. Odrób pracę domową korzystając z całej dostępnej wiedzy.

Najczęstszym błędem osób starających się o pracę (w opinii profesjonalnych headhunterów) jest nieodrobienie pracy domowej, przyjście nieprzygotowanym. Nie chodzi tutaj o nieposiadanie “wykutych” odpowiedzi na najczęstsze pytania (bo to też jest źle widziane), tylko o brak pełnego rozeznania w temacie.

Co trzeba wiedzieć?

Jakie wartości “lubi” dana firma, z czym się utożsamia, jak wygląda jej zewnętrzna narracja, na jakie stanowisko się starasz, jak wyglądają najczęstsze obowiązki oraz odpowiedzialności takich stanowisk. Potem: swoje wymagania finansowe, swoje wymagania “karierowe”, pomysł na siebie, miejsce siebie w firmie, to czego się chce od danego stanowiska, to co może się “wnieść” do danej firmy.

Skąd to wiedzieć? Fora internetowe, linkedin.com, pogadanie ze znajomymi.

2. Znaj swoje cechy, wartości, silne strony i słabości.

Bardzo dobrym pomysłem jest wybadanie, jakie pytania pojawiają się najczęściej na rozmowach kwalifikacyjnych danego segmentu stanowisk. Bardzo złym pomysłem jest “obkucie” gotowych odpowiedzi w domu. Lepiej ten czas przeznaczyć na porządne zastanowienie się nad własnymi cechami, bo potem w efekcie odpowiedzi “same” się składają :) Łatwo jest mówić o czymś, o czym się sporo wie.

Dwie uwagi.

Pierwsza – czasem dobrze jest powiedzieć wprost, że się czegoś nie wie. Nie jest dobrym pomysłem obnoszenie się z tym, ale też jeśli faktycznie nic nie wiecie o danej dziedzinie to zwyczajnie nie warto kłamać. Szczerość jest bardzo dobrze widziana, często może “kosztować Cię” wyłącznie dodatkowe szkolenie, i tyle. W niektórych przypadkach warto powiedzieć, co “dookoła” danej dziedziny się wie i zasugerować, że jesteś w gotowości szybko nadrobić brakującą wiedzę.

Druga sprawa jest trochę ważniejsza.

Dobrze jest “przegadać samemu ze sobą” hierarchię tego, czego się nie lubi. Już wyjaśniam. Powiedzmy, że nie za bardzo lubisz pracować w dużym zespole. Ale za to NIE CIERPISZ pracować na wieczornej zmianie. Jasne, najlepiej by było znaleźć taką pracę, która by Ci dała spokój na obu tych frontach, ale idealne sytuacje zdarzają się rzadko.

Miej zatem w rękawie przygotowane szybkie decyzje na podobne konflikty – siedzenie i myślenie o wszechświecie w połowie rozmowy kwalifikacyjnej wygląda dziwnie :))

3. Ułóż argumentację pod daną firmę.

To jest kluczowe.

W większości przypadków dla kadrowca będziesz “kolejnym kandydatem tego dnia, o Boże, kiedy będzie lunch”, bo tak po prostu wygląda rynek i za dużo z tym nie zrobisz. Ci ludzie naprawdę chętnie by się Tobą zainteresowali, ale, no właśnie, ogrom przeciętnych i prawie że identycznych zgłoszeń potrafi lekko “przymulić” nawet najbardziej empatycznego zawodowca.

Dlatego możesz sobie BARDZO pomóc przygotowaniem takiej formy odpowiadania, by było od razu CZUĆ, że wiesz gdzie jesteś i wiesz, czego od tej firmy chcesz i co możesz jej dać.

Jak wszystko w tym wpisie, to też jest bardzo zdroworozsądkowe, ale też bardzo często się o takiej podstawowej uprzejmości zapomina (niestety, wiem to z doświadczenia).

Powiedzmy, że dostajesz pytanie: dlaczego akurat nasza korporacja, a nie konkurencja?

To akurat bardzo proste sprawdzanie gruntu i zobacz, jak łatwo można złapać “dodatkowe punkty” za zwrócenie uwagi na to, że pamięta się ich kampanie rekrutacyjne, że śledziło się budowę ich wieżowca i fajnie by było w nim pracować, że kojarzysz ich związek kulturowy z centralą w Lizbonie i tak dalej, i tak dalej. Proste rzeczy. Nic nie kosztują. Wywołują super wrażenie :)

4. Wyróżnij się.

Czerwona raca wniesiona na spotkanie na pewno sprawi, że długo Cię nie zapomną ;), ale tak naprawdę chcę namówić Cię do czegoś dużo prostszego.

Gadałem o tym wielokrotnie z poznanymi w toku studiów i paru zleceń headhunterami i kadrowcami. Parę personalnych “smaczków” w CV i – później – na rozmowie kwalifikacyjnej to NAPRAWDĘ dobry pomysł.

Znasz się na biznesie, bo marzy Ci się kiedyś założenie warsztatu metalowego? Warto o tym wspomnieć. Lubisz psychologię i w wolnym czasie rozkminiasz postacie w serialach? A kto nie rozkminia. Prowadziłeś kiedyś sporą gildię w WoWie? Powiedz o tym, nawet jeśli tylko w ramach anegdotki.

Totalnie Cię ponosi w temacie kultury biurowej i np. doboru odpowiednich strojów do okazji? Tu się aż prosi o jakiś komplement w stronę rozmawiającej z Tobą osoby ze zwróceniem uwagi na detal, który Ci się prywatnie spodobał. Takie rzeczy można pięknie zrobić bez bycia posądzonym o podlizywanie się, bo tego akurat nikt nie lubi.

Ale jako uprzejma i fajna “wtrętka” sygnalizująca Twoje hobby?

Warto :)

5. Pamiętaj o odpowiednim nastawieniu!

No dobra, to będzie NAJPROSTSZA i NAJWAŻNIEJSZA rada z całego tekstu.

Dał mi ją mój dobry kolega. Niechcący wpadliśmy na siebie pod Ambasadą USA gdy czekałem na spotkanie wizowe. Trochę się wtedy stresowałem, bo naczytałem się w internecie, że to dosyć trudna sprawa, dużo ludzi dostaje negaty, powinienem się szykować na ciężki magiel. Byłem w trakcie organizowania sobie sam sporego problemu (polecam fragment o cynizmie z wywiadu z Ryanem Holidayem) aż, no właśnie, nie stuknął mnie w ramię Piotr.

I wiecie co mi powiedział?

“Andrzej, spójrz na to inaczej. Przecież oni CHCĄ dać Ci tę wizę, bo jesteś ogarniętym młodym facetem, który nie chce nic ściemnić i po prostu jedzie zwiedzić Manhattan. Cały proces jest po to, by sprawdzili, czy na pewno jesteś taki, jakiego szukają, no bo przecież Cię jeszcze nie znają.”

I wiecie co?

Rozmowa z reprezentantem konsula była tak fajna, że ją do dzisiaj opowiadam przy różnych okazjach :)

A samo podejście stosuję gdzie tylko się da. Przed skontaktowaniem się z człowiekiem, z którym chcę przeprowadzić wywiad, skupiam się na tym, że ta osoba na pewno LUBI móc sobie opowiedzieć o ważnych dla siebie sprawach przygotowanej i darzącej ją szacunkiem osobie. Przed negocjacjami z firmą myślę sobie, że przecież nie umawialiby się ze mną gdyby nie chcieli MNIE w swoim projekcie i zostaje nam tylko dobrze się poznać i wyjaśnić co trzeba.

Ciężko mi wymyślić lepszy stan umysłu, z którym należy pójść na rozmowę kwalifikacyjną o pracę.

Bardzo możliwe, że na dane stanowisko nie szukają akurat Ciebie, bo potrzebny im ktoś bardziej skupiony i mniej społeczny. Ale do pewnego stopnia na pewno szukają Ciebie, bo prezentujesz sobą dobre wartości, uczciwość, lojalność i chęć wykonywania dobrej pracy w zamian za pensję i możliwość rozwoju osobistego. Gdy pójdzie się na spotkanie z przedstawicielem działu HR mając w głowie takie myśli to niewiele może pójść źle :)

A już NA PEWNO warto spróbować.

Czasem przychodzi mi do głowy, że to dosyć prosta i naiwna strategia podchodzenia do problemów… ale z drugiej strony, co z tego? ;)

Jak niedawno ustaliliśmy – nie mam problemów ze zdrowymi dawkami naiwności. Głupia sprawa na ich temat jest taka, że czasem, po prostu, doskonale działają. I wydaje mi się, że pomimo konkretnych “porad” i strategii mogących Ci pomóc wygrać rozmowę kwalifikacyjną o pracę to trzeba też powiedzieć jedno: to nie jest tak, że jak się nie uda, to skończy się świat.

W najgorszej opcji po prostu nie dostaniesz wybranej pracy, ale za to będziesz mieć nowe doświadczenie, dzięki któremu szanse kolejnej rozmowy o pracę rosną i rosną.

I takiej właśnie udanej podróży Ci życzę :)

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

Bądźmy w kontakcie:
  • Agnesx98

    Pomijając fakt, że jestem w liceum i teoretycznie nie mam potrzeby czytania tego postu to zadziałał on (tak jak wszystkie Twoje posty) jak miód na mój umysł; )

  • Ostatni punkt jak objawienie – myśleć że np. ktoś chce coś dac tylko musi nas poznać – bezcenne! Genialne! Dzięki!

  • Punkt o stanie umysłu – będę to podawać dalej. Świetna rada i bardzo uniwersalna! :)

  • Marcin

    Nie wiem skąd wiedziałeś. Mam w środę rozmowę. Niestety już zaczyna dochodzić mnie lekki stres.

  • Dobra robota, tu nie ma co wymyślać koła na nowo, a ogarnąć właśnie te z pozoru proste, ale kluczowe przy szukaniu rozmowy elementy. Ja sam staram się być naturalny i szczery, bo jeśli już teraz zaczynałbym budować swoje relacje i pozycję w firmie na oszustwie to raczej daleko bym nie zajechał. Szkoda tylko, że efekty tego są marnawe, bo mam wrażenie, że ściemniających headhunterzy/kadrowcy bardziej kupują…

  • Weronika

    Miałam w swoim życiu w czerwcu poważną rozmowę kwalifikacyjną do poważnej firmy. Zaspoileruję – nie przyjęli mnie. Ale doświadczenie takiej rozmowy na własnej skórze to 100% poprawy i wiedzy oraz świadomości jak będzie wyglądała kolejna :).

  • Hera

    Chcę tylko zwrócić uwagę jeszcze na jedną rzecz. Mianowicie, rozmowa kwalifikacyjna, to nie egzamin. Tak samo jak rekruter ma prawo wypytać Cię o niektóre sprawy, tak samo Ty masz prawo zapytać o to, co jest dla Ciebie ważne. Kiedy oddaję pałeczkę kandydatowi i zachęcająco pytam: może Pan/Pani ma jakieś pytanie do mnie?, słabo wypadają kandydaci, którzy tych pytań nie mają. Kiedy inżynier nie pyta o dostępny park maszynowy, wykorzystywane w firmie technologie, księgowa nie pyta o system księgowy, w którym miałaby ewentualnie pracować albo o przyjęty w danym zakładzie okres rozliczeniowy, a kandydat na managera nie chce wiedzieć nic o zespole, który miałby prowadzić – no to przepraszam, ale ja w tych osobach nie dostrzegam pasji.
    Jeśli to ma być Twoja pierwsza praca i nie wiesz dokładnie o co pytać, zapytaj chociażby o to, jak wygląda typowy dzień pracy na tym stanowisku w tej firmie – ogłoszenia przeważnie są pisane dosyć ogólnie, rekruterzy też nie zawsze wprowadzają szerszy opis stanowiska podczas rozmowy, a w różnych firmach to samo stanowisko może inaczej wyglądać – warto zwrócić zatem na to uwagę. Możesz zapytać również o zespół, w którym przyszłoby Ci pracować, o dostępne narzędzia pracy na tym stanowisku (np. rodzaj oprogramowania). Pytań jest tak wiele, a pomimo tego, tak niewiele osób odważa się pytać. Pamiętajcie – kto pyta, nie błądzi! ; ) Jeśli pytacie, to widać Wasze zaangażowanie i rzeczywistą motywację do podjęcia danej pracy. W przypadku, gdy nie pytacie o nic, to wychodzi, że nic Was nie interesuje, może nawet ta praca Was nie interesuje…
    Pozdrawiam i życzę powodzenia na rozmowach! Z uśmiechem i do przodu! ; )

    • Jola

      W skrócie chodzi o bycie otwartym i zainteresowanym swoją pracą w pełni, takim rwącym się do pracy, osobą z pasją. Nie tylko chodzi o sztywne pytania, tylko o realne zainteresowanie. Dobrze to ująłeś.

  • R.

    Fajny artykuł, ode mnie dwie uwagi:

    – jeżeli jesteś na rynku pracownika, a nie pracodawcy z punktu pierwszego wyrzuć wymagania finansowe i nie ujawniaj swoich oczekiwań. Podanie kwoty ustawia Cię na słabszej pozycji negocjacyjnej. Często firma jest skłonna zaoferować Ci więcej.
    – zadawaj pytania – brak pytań to duży znak ostrzegawczy, a poza tym skończysz rozmowę niezręczną ciszą (- Czy masz jakieś pytania? – Eeee…). A w sumie można pytać o wszystko, strategię firmy, bieżące problemy, czym dokładnie się zajmuje Twój interviewer, itd.

  • Chyba najlepszy artykuł na temat przygotowania się do rekrutacji jaki czytałem! Przyda się w sam raz, bo za tydzień mam rozmowę :)

    • Popieram! Również (a może przede wszystkim) z punktu widzenia headhuntera. Prawie wszyscy kandydaci, którzy naczytali się podstaw o rozmowie kwalifikacyjnej są bezbarwni, spięci i trudno się z nimi rozmawia :).

  • Joanna Paszkowska

    Bardzo fajny tekst!! Taka druga strona medalu na temat rekrutacji :) Chętnie przeczytałabym też o tych podstawowych wszystkich zasadach,które można znaleźć w internecie,w temacie:jak wygrać rozmowę kwalifikacyjną (ale w Twoim wydaniu).

  • Alicja

    Interesujący i ważny tekst. Jednak głównie dla osób, które szukają pracy w korporacjach. Te firmy są szczególne, a z tekstu wynika, że tylko takie bierzesz pod uwagę. Nie jest zrozumiałe – dlaczego. W Polsce – jak w każdym (chyba?) kraju są różne firmy i różni ludzie szukają pracy. Są małe i średnie firmy niekoniecznie od razu korporacje. Są ludzie, którzy szukają pracy niekoniecznie w firmach i niekoniecznie na stałe. Są fachowcami – często w jakiejś wąskiej dziedzinie – i szukają pracy zleconej, umowy o dzieło itp. Często mają kontakt z osobami prywatnymi, a rozmowa odbywa się “w cztery oczy”. To też nie jest łatwe, a porad dla takich osób, w zasadzie, nie ma.

    • To są te same porady :) Profesjonalizm i uprzejmość wyglądają identycznie w obliczu sztabu HR jak i “zwykłego” szefa małego start-upu :)

  • Tekst, który napisałeś jest niezwykle potrzebny. Gdy wpisuję w internet “Jak się przygotować do rozmowy kwalifikacyjnej?” to wyskakują podstawowe porady, a Twoje są takie oryginalne. :)

  • Ola

    Jako rekruter z kilkuletnim stażem dodam jedynie, aby kontrolować mowę ciała, tj. nie zakładać nogi na nogę (to wskazówka dla Panów;-), bujać się na krzesłach (ta dla obu płci). Warto również poczytać co należy zrobić z otrzymaną wizytówką (ewentualne samolociki zróbmy dopiero po spotkaniu..;).

    • Michał Piądłowski

      Ola, ale nie da się kontrolować mowy ciała. Trzeba skontrolować swoją głowę, nastawienie, a wtedy mowa ciała będzie OK.

  • Ja bym tu poszerzyła jeszcze punkt “oni chcą Ciebie”. Warto przed rozmową pomyśleć o swoich silnych punktach nie na zasadzie przygotowania do stricte rozmowy (czyli pytań i oczekiwań rekrutera), lecz po to, by zmienić swoje nastawienie i nabrać pewności siebie. Bardzo ważne jest wewnętrzne przeświadczenie, że nie jesteś petentem przychodzącym prosić o pracę, tylko OFERUJESZ siebie. Masz pewne zalety, doświadczenie, wiedzę i możesz pracodawcy je zaoferować. Reprezentujesz sobą konkretne wartości, które są tak samo potrzebne dla firmy, jak praca jest potrzebna Tobie. Oczywiście poważnym (i też częstym) błędem jest przesadzenie z tym i zachowywanie się, jakby robiło się łaskę rekruterowi, że w ogóle daje się mu szansę na zatrudnienie się ;). Ale też niedobrym jest podejście pt. “Tak mi strasznie zależy na tej pracy, co ja zrobię, jeśli jej mi nie dacie i czego ja nie zrobię, byście mi ją dali” ;). Wszystko z umiarem. Jeśli rekruter widzi, że prześwituje z kandydata pewność siebie (bynajmniej nie znaczy, że promieniuje pychą) i świadomość własnej wartości, to odniesie wrażenie, że rozmawia z kimś, kto będzie mógł wiele wnieść do firmy. I pewnie stawkę wyższą też zaoferuje ;). Jak już ktoś wspomniał w komentarzach, warto też zadawać pytania – to też świadczy, że nie chwytamy się jakiejkolwiek pracy, tylko mamy swoje oczekiwania. Oczywiście jeśli to nasza pierwsza praca, to zdaję sobie sprawę, że z zastosowaniem powyższej porady jest ciężej, ale też się da. Ważne, żeby wierzyć w swoją wartość :).
    Sory za rozgadanie się, super tekst :)

  • Madix

    “na jakie stanowisko się starasz, jak wyglądają najczęstsze obowiązki oraz odpowiedzialności takich stanowisk. Potem: swoje wymagania finansowe, swoje wymagania „karierowe”, pomysł na siebie, miejsce siebie w firmie, to czego się chce od danego stanowiska, to co może się „wnieść” do danej firmy.”
    Ten fragment moim zdaniem nie zawsze jest możliwy do zrealizowania z prostego powodu – nie zawsze ogłoszenie oddaje rzeczywiste oczekiwania firmy co do stanowiska, a nie pracując w danej firmie, nie znamy jej od wewnątrz na tyle, by to zweryfikować…

    Szczerze, dla mnie to niesamowicie upierdliwe, kiedy w ogłoszeniu padają mylące sformułowania. Pracuję w IT i mimo że dużo czytam o rynku, to ciężko trafić w oczekiwania pracodawcy po pierwsze dlatego, że część pracodawców sama nie wie za bardzo, czego chce i kogo szuka, bo kompletnie nie ogarniają rynku IT, a druga sprawa, to nieprofesjonalny HR, który nie rozumie kogo szuka.
    Będąc studentką dzienną większość ofert, które dostałam, było w całkowicie nieelastycznych godzinach / wymiarze godzinowym (np. min. 3/5 etatu bez możliwości pracy w weekendy, praca z wyjazdami za granicę, praca na cały etat, stałe godziny) a na rozmowie to rekruter był zdziwiony, że ze studiami pogodzić tego nie bardzo idzie -.-
    Inna sprawa to kwalifikacje. Zdarza się często, że kandydaci IT dostają pytania od czapy. Hitem z moich studiów jest firma, która przyjmuje aplikacje na jedne stanowiska, ale rekrutuje na kompletnie inne, niezależnie od aplikacji – “bo wszystko zależy od tego, jaki aktualnie mamy projekt i jakich ludzi potrzebujemy”… -.-

    M.in. z takich powodów uważam, że 90% skuteczności na rozmowie o pracę jest nierealne. Na 90% rozmów to ja mam tak, że nie spełniam podstawowych wymogów (typu dyspozycyjność) i rekruter w ogóle nie powinien do mnie zadzwonić, ale przeoczył jakiś istotny element CV, lub w ogłoszeniu nie podali istotnych dla mnie szczegółów, które powstrzymałyby mnie od aplikowania o pracę, której nie mogę podjąć.

  • Na szukaniu pracy w branży IT zjadłem zęby (pracowałem jak na razie w mniej więcej piętnastu różnych firmach, w tym dwóch własnych). Z tego wszystkiego co tu napisałeś najważniejsze są (moim zdaniem) dwa wnioski: (1) przed interview odrobić zadanie domowe, czyli wyciągnąć maksimum informacji na każdy temat choćby pobieżnie związany z potencjalnym przyszłym pracodawcą oraz (2) kompletnie nie stresować się faktem, że idziemy na interview. O ile (1) jest w miarę proste do opanowania (wystarczy trochę czasu i samozaparcia, no i umiejętność posługiwania się Google), o tyle (2) wymaga treningu. Ja byłem w życiu na tylu interview, że straciłem rachubę już dawno. Na początku zawsze był stres, nerwy i tak dalej. Po jakimś czasie człowiek zaczyna traktować interview o pracę jako stały element życia zawodowego i idzie na takie spotkanie kompletnie wyluzowany (co nie znaczy – byle jak) i to po człowieku widać. Raz czy dwa zdarzyło mi się też być po drugiej stronie “barykady” i dopiero tam zdałem sobie sprawę, że przecież nie chodzi o to, żeby kandydata “upier*lić”, upodlić czy udowodnić mu, że jest gupi ciul, tylko żeby wyciągnąć zeń maksimum informacji o tym jaki jest, jak mu się będzie współpracowało w danym teamie i czy da się go lubić (jako człowieka), a dopiero potem, czy ma odpowiednią wiedzę i pasję. Chętniej przyjmuje się do pracy kogoś, kto jest “ogarnięty” życiowo i potrafi rzucić niewinnym żartem sytuacyjnym (nie bylić z błaznami, tacy są męczący), niż kogoś, kto może i jest “żyleta” w kwestiach zawodowych, ale nie potrafi me ani be na żadne inne tematy.

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)