Autor: Andrzej Tucholski | 23 czerwca 2016 | Komentarze:
Czas czytania: około 6 minut

Jak sobie poradzić z poczuciem zrezygnowania

Czasem tak po prostu bywa, że coś mi nie wychodzi. W teorii jestem przygotowany, sprawdzam pogodę, staram się i wszystko dopinam jak trzeba a w praktyce projekt i tak spada z nieba, bo mu połamało skrzydła. I stoję, i patrzę jak mój cenny, płonący wrak wbija się w zbocze wydmy i wybucha. Czasem ciężko wtedy powstrzymać słowa: „Mam dość”.

Zrezygnowanie to jedna z dwóch najczęstszych reakcji na nieudaną próbę.

Jej bardziej aktywną siostrą jest wkurzenie, frustracja. Taki doprawiony ambicjami gniew to jedna z najsilniejszych energii twórczych w człowieku. Największych ludzi historii – Einsteina, Edisona, Teslę, da Vinci, Turinga – porażki motywowały do jeszcze cięższego wysiłku.

No właśnie. Ale niech Einstein będzie sobie Einsteinem – dwudziesta nieudana próba rzadko kiedy automatycznie kojarzy mi się z myślą: „Ale super! Jestem o dwadzieścia prób bliżej znalezienia rozwiązania!”.

Raczej godzę się wtedy z tym, że czegoś nie ogarniam. Akceptuję, że dałem ciała. Mija mi chęć na dalsze starania. Ciężko jest mi znaleźć motywację by zmobilizować się do kolejnych prób.

Widzisz – i to jest błąd.

To właśnie w tej kolejnej próbie kryje się cała sztuczka.

Musi to być jednak próba mądra, bowiem jak mawiał znany nam już Albert Einstein: tylko głupiec spodziewa się innego wyniku po eksperymencie, w którym wszystkie zmienne są ustawione tak, jak poprzednio.

Zrezygnowanie jako drogowskaz

Mam taką obserwację, że zrezygnowanie jest całkiem super. Zobacz. Człowiek wiedziony frustracją jest w stanie dwadzieścia razy robić to samo. Wyobraźmy sobie teoretyczną sytuację – uczę się grać moją ulubioną piosenkę na ukulele.

Nie wychodzi mi przejście pomiędzy dwoma dźwiękami, więc próbuję tylko ten element utworu pięć, dziesięć, pięćdziesiąt razy. A on mi nadal nie wychodzi. Być może wiedziony wkurzeniem „sprawdzam” czy tak naprawdę wiem co robię, ale jest to sprawdzenie płytkie. Ot, przeglądam tabulatury, stroję instrument. A potem gram tak samo. I tak samo mi nie wychodzi.

A wystarczy żebym spojrzał z szerszej perspektywy na WSZYSTKO co mogę robić źle i nagle okaże się, że błędnie przestawiam palce pomiędzy chwytami. Mylnie założyłem, że wiem jak to się robi. Prawidłowe metody czasem wcale nie są takie, jak się intuicyjnie wydaje.

Jeśli umiesz znaleźć w sobie siłę do wzniesienia się na taką „szerszą” rewizję tego, co robisz W TRAKCIE trwania twórczej frustracji… zazdroszczę. To cenna umiejętność, nad którą pracuję od lat i dopiero niedawno zaczęło mi to jako tako wychodzić :)

Istnieje jednak pewna „droga na skróty”.

Można się nauczyć, że poczucie zrezygnowania tak naprawdę oznacza: „okej, podświadomie poprawiłem całkiem sporo elementów procesu, ale to NIE OD NICH zależy sukces, więc muszę po chwili przerwy spojrzeć na temat spokojnie i szerzej.”

W jaki sposób przygotować się do kolejnej próby

Przed podejściem do kolejnej próby – w czymkolwiek, tak naprawdę, czy to będzie sport czy pisanie doktoratu – warto przeanalizować parę zmiennych.

Po pierwsze – CEL. Załóż na wstępie, że kolejna próba jest TYLKO po to, by sprawdzić parę nowych rzeczy i czegoś się nauczyć. W efekcie zniknie napięcie, no bo jak się nie powiedzie, to znaczy że cel wykonany :)

Po drugie – PODSTAWY. Sprawdź bardzo dokładnie, co tak naprawdę wiesz o tym, co robisz. Błąd w podejściu może leżeć głębiej, niż by Ci się kiedykolwiek wydawało. Dam Ci przykład.

W liceum miałem problemy z matematyką. Okazało się, że ich geneza leżała… w moim tempie pracy :) Mógłbym skupiać się na liczbach ile dusza zapragnie a nie zmieniłoby się nic. Skupiłem się na przyspieszaniu procesów logicznych i ogarnąłem temat w niecały semestr.

Po trzecie – ANALIZA BŁĘDÓW. Jak trochę odetchniesz to zastanów się, co dokładnie nie poszło ostatnim razem. Jeśli nie umiesz tego nazwać samodzielnie, poproś kogoś innego o opinię. Zaakceptuj to, że droga na szczyt jest długa i kręta i jeszcze błędów przed Tobą będzie milion.

Nie bez powodu najlepsi trenerzy na świecie regularnie oglądają nagrania porażek swoich podopiecznych, by ich uczyć poprawy DOKŁADNIE tego, z czym mają problemy :)

Po czwarte – LEPSZA STRATEGIA. Po takiej pełnej analizie przygotuj sobie w głowie podstawy nowego podejścia i… tyle.

Idziesz i robić.

Wszystko inne będzie na tym etapie zwykłym marnowaniem czasu.

Aha, ważne. NIE KOKIETUJ SIĘ!

Jeśli odczuwasz zrezygnowanie po jednej próbie lub, odwrotnie, ZAWSZE masz poczucie, że super Ci idzie, nawet jeśli odnosisz masę porażek – możesz mieć problem z czymś innym. Ja nazywam to na tym blogu bardzo luźno „kokietowaniem samego siebie”.

Lekarstwo na taką przypadłość jest proste, ale BARDZO TRUDNE. Należy trenować bycie bardziej w kontakcie z samym sobą. Nie ukrywać się za ego, nie leczyć kompleksów krzywdzącymi złudzeniami. Dobra wiadomość jest taka, że droga do bycia w lepszym kontakcie z samym sobą jest wynagradzająca i przynosi NIESAMOWITE efekty dosłownie po pierwszych kilku sukcesach.

Zła jest taka, że jest to proces, który nigdy się nie kończy. Tak jak nadal nie umiem w pełni rozumieć wszystkiego co robię, tak samo nie będę tego w pełni rozumiał na starość. Co faktu nie zmienia, że każdego dnia daję z siebie 100% wysiłku, by choć próbować :)

Jak radzić sobie z poczuciem zrezygnowania?

No dobrze, a oprócz rozbudowanej porady sprzed chwili – czy istnieje prostsza metoda na szybkie poradzenie sobie z poczuciem zrezygnowania?

Tak. Jest coś takiego. Też jest proste i trudne :)

To coś to zaakceptowanie, że wszyscy jesteśmy „works in progress”, dziełami w trakcie pracy, w budowie, czymś nie-finalnym, czymś co nie jest gotowe. I nigdy gotowe nie będzie. I często Ci nie wyjdzie. A potem Ci wyjdzie. I tak w kółko.

Cudownie ujął to w swoim niedawnym filmie Krzysztof Gonciarz.

Jeśli patrzysz na swoje życie jak na rosnącą, śniegową kulę doświadczeń, umiejętności i kontekstów to tak naprawdę o jakimkolwiek zrezygnowaniu nie może być mowy.

Po prostu robisz swoje.

Dzień po dniu.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

  • Jak zawsze świetne i celne ujęcie tematu. Po prostu robisz swoje – często to sobie powtarzam i dzięki temu nadal robię to, co robię. Chociaż wielokrotnie miałam ochotę rzucić to w cholerę :)

  • Andrzej, jakie masz ukulele? Chciałam zacząć grać na nim, ale nie wiem, czy jest sens kupić takie za 150 zł?

    No, bo jeszcze zrezygnuje po pierwszej próbie..

    • Asia

      Jeśli się mogę wtrącić… Od ponad miesiąca uczę się grać i mogę polecić koncertowe ukulele od Ever Play. Nie za drogie a gra się bardzo przyjemnie :)

  • Krótko i na temat, szanuję to.

  • Staram się uczyć na swoich błędach i wyciągać wnioski. Nie jestem typem analizatorki, po prostu działam. Nie wychodzi? Nie poddaję się, próbuję od innej strony. Jeśli jednak pewnego dnia dopadnie mnie uczucie zrezygnowania, to Twoje rady będą dla mnie na wagę złota :)

  • Poczucie zrezygnowania dopada każdego z nas :) Ja wtedy siadam i analizuję sytuację, zastanawiam się jaki czynnik powoduje, że nie mam siły dalej wykonywać danego zadania czy walczyć z wyzwaniem. Może jest dla mnie zbyt trudne? A może… zbyt łatwe? Zarówno zbyt trudne jak i zbyt łatwe wyzwania są dla nas mało atrakcyjne i sprawiają, że szybko z nich rezygnujemy. A może po prostu mnie nie interesuje i powinnam zmienić kierunek. Najważniejszy jest wgląd :)

  • Były takie sytuacje, gdzie chciałem coś sam zrobić. Powiedzmy zrobienie jakiegoś kawałka muzycznego lub nauka pływania. Widać było, że się z tym męczyłem. Jednak nie prosiłem nikogo o pomoc, bo nie chciałem jej. Czasem odpuszczałem na jakieś pół roku, czasami siedziałem codziennie po kilka godzin nad tym wszystkim. Za sprawą tego wpisu uświadomiłem sobie ile potrafię i ile zrobiłem poprzez własny upór. Dzisiaj czasami spotykam osoby, które chciałyby robić coś podobnego co ja. Pytają się co muszą zrobić, żeby robić coś podobnie. I z jednej strony jest to miłe, ale z drugiej strony mówię – po prostu rób, działaj. Bo co innego mam powiedzieć? Mogę dodać tylko tyle – nie rób mojego błędu. Znajdź sobie mentora, pójdzie szybciej.

  • Czuje, że do tego tekstu będę często wracała. Miałam moment, kiedy mówiłam, że poczucie zrezygnowania to moja uroda i taka już jestem. Potem chwilowy zryw i znowu to uczucie. Jest nad czym pracować, teraz mam wskazówki jak.

  • Dla mnie temat mocno aktualny. I dałeś mi do myślenia, czy ja się kokietuję? ;-)

  • Emi

    Znam to uczucie bardzo dobrze, towarzyszy mi niemal codziennie. Jeśli tylko coś mi nie wychodzi od razu to zostawiam :/ Jestem świadoma tego, że ciężko jest coś osiągnąć jeśli rezygnuje się jak tylko pojawi się przeszkoda, dlatego chce to zwalczyć i ten wpis na pewno mi pomoże :)

    • Martin

      Internet rzuca nam mase przeroznych informacji nawet o samym Edisonie, jedni pisza ze wykonal 1000 prob inni ze 5000 zanim osiagnal swoj cel, dzialajaca zarowka. Ktos zapytal, dlaczego nadal to robi skoro po tylu probach nie ma efektow. Odpowiedzial, ze tak patrza ludzie, ale on twierdzi ze znalazl 999 sposobow na to, jak to nie bedzie dzialalo i bron Boze nie robcie tak w przyszlosci. Nie wiem, mnie tam nie bylo, ale cos w tym jest ;) Pozdrawiam!

  • Cudownie potrafisz rozłożyć na czynniki pierwsze nawet coś tak irytującego jak frustracja. Nawet jeśli nazwiemy ją twórczą, nie do końca ją akceptuję, bo moim celem jest działanie, a frustracja sama w sobie mnie stopuje. Myślę, że wiele osób w poczuciu zrezygnowania nie potrafi też zmotywować się do wyciągania wniosków z popełnianych błędów, tym bardziej Twoje motywacyjne wskazówki mogłyby im pomóc spojrzeć na swój problem z innej perspektywy ;-)

  • Agnieszka Dudek

    Myślę, że jeśli człowieka dopada uczucie rezygnacji to najwyrazniej sprawia on sobie za mało przyjemności. Prawdziwe przyjemności trzeba sobie sprawiać systematycznie. Ale jedno albo drugie zawsze jest trudne. W końcu ilu ludzi każdego dnia ciężko pracuje i tego samego dnia sprawia sobie jeszcze mnóstwo przyjemności?:D

  • Karola Pałgan

    U siebie zauważyłam, że potrzebuję kogoś z zewnątrz, kto powie mi, że nawet ta setna porażka nie jest katastofą i powinnam spróbować po raz 101. Jak takiego spojrzenia z zewnątrz zabraknie po prostu się “wyłączam”, przestaję działać, wpadam w myślenie, że jestem do niczego i nigdy nie osiągnę celu. Oczy na to, że tak jest otworzyła mi zmiana miejsca pracy. W poprzednim szef skupiał się na moich błędach i porażkach, a im bardziej dawał mi do zrozumienia, że nie ogarniam, tym bardziej nie radziłam sobie z zadaniami. W obecnym miejscu pracy mój szef skupia się bardziej na dążeniu do celu i nawet malutkich postępach i serio złapałam wiatr w żagle. W życiu prywatnym też tak mam. Czasami wystarczy jedno słowo zachęty i wiara w to co robię ze strony męża, siostry czy znajomych i okazuje się, że mogę góry przenosić.

  • Mega mądry temat i super poprowadzone obserwacje – jak dla mnie każdy powinien wykuć a pamięć! :)

  • Jak zwykle bardzo dobry wpis. Pomaga zrozumieć w czym leży problem wielu naszych porażek. Problem w gruncie rzeczy oczywisty, ale nie zawsze dostrzegalny. Dodatkowo ten mega inspirujący filmik Gonciarza na koniec – szacunek!

  • zwolennikumiaru

    Recepty brzmią świetnie i nic tylko spróbować. Tylko tak myślę, że kroki z gatunku “załóż, że teraz robisz coś tylko po to, by się czegoś nauczyć” są bardzo trudne. Nie umiem sobie wyobrazić, że po 10-20 nieudanych próbach zrobienia czegoś nagle stwierdzę, że teraz idę się czegoś nauczyć i zupełnie zapomnę o tym, że chcę w końcu to coś zrobić. Mi z tyłu głowy zawsze będzie siedział ten cel nadrzędny i nieco psuł robotę.

  • “Taki doprawiony ambicjami gniew to jedna z najsilniejszych energii twórczych w człowieku” – u mnie to działa prawie zawsze. Zauważyłam, że najszybciej rezygnuję, kiedy mi nie zależy na czymś albo kiedy się porównuję z innymi. Z kolei gdy mam silną motywację, to robię aż mi się uda. I z reguły udaje :) Super tekst, dzięki Andrzej!

  • Akurat na zrezygnowanie nie mogę sobie pozwolić, nawet na zwykłe odpuszczenie (w którego kierunku teraz zmierza cały rozwój osobisty). Jedynie na nie naciskanie na siłę i nie frustrowanie a szukanie innych szans i myślenie co by zrobić lepiej następnym razem. Pozdrawiam

  • Świetny wpis! Przyda się wielu osobom ;) Poczucie zrezygnowania to w szczególności w czasach nadmiernie rozproszonej uwagi (internet, telewizja, gry) ogromny problem, bo zawsze znajdzie się coś co daje nam natychmiastową przyjemność i skutecznie odciąga nas od priorytetów, które na chwilę obecną zawodzą nasze oczekiwania.

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i piszę bloga oraz nagrywam filmy o ogarnianiu fajnego życia.

Lubię łączyć treści przyjemne z pożytecznymi. Dlatego, jeśli zaglądasz tutaj by odpocząć, pewnie podrzucę Ci nowy pomysł. A jeśli zaglądasz w poszukiwaniu rozwiązania, pewnie trochę odpoczniesz.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial. Jest za darmo!



"Umowy Śmieciowe" to serial do czytania opowiadający historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z sobą oraz, bądźmy szczerzy, większością otoczenia. Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych dramatów kawy.


Przeczytaj serial

Pobierz darmowe materiały
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Każdej akcji poświęcam pełną uwagę i dbam, by łączyła doskonałą treść dla moich Odbiorców z pełnym zrealizowaniem wyznaczonych celów dla Klienta.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)