Autor: Andrzej Tucholski | 25 sierpnia 2015 | Komentarze:

Ryan Socash o życiu w Polsce i tworzeniu na YouTube [MEGA WYWIAD]

“Czy on jest szalony?” – to jeden z pierwszych wyników w Google na nazwisko Ryana Socasha. Coś jest na rzeczy. Ryan przeprowadził się z Ameryki do Polski. Zaczął promować polską kulturę w Ameryce. Gra w zespole. Jest głową Mediakraft Polska, jednego z największych graczy na polskim YouTube. Często podróżuje.

Brzmi jak pracoholik po kilku napojach energetyzujących… ale prawda jest inna. Ryan to człowiek cichy i spokojny. Nie odzywa się, dopóki nie ma czegoś wartościowego do powiedzenia. Śmieje się z wielu rzeczy (z własną osobą na czele) i zawsze stara się zadbać o czas dla rodziny.

A jednak, razem z tym opanowaniem idzie w parze budząca podziw pracowitość i ogrom pozornie nie łączących się ze sobą decyzji. Tylko pozornie, bo Ryan wygląda na człowieka cieszącego się swoim życiem. Wywarł na mnie bardzo dobre wrażenie i pogadaliśmy nie tylko o jego pracy, ale też o bardziej życiowych sprawach. Wywiad nie jest najkrótszy (w druku miałby koło 10 stron), ale czyta się go szybko. Polecam do kawy lub wieczornego mleka z miodem :)

Wierzę, że znajdziecie w nim sporo wartości.

[icon color=”Accent-Color” animation_speed=”Slow” size=”regular” icon_size=”” animation_delay=”” image=”fa-microphone”] [icon color=”Accent-Color” animation_speed=”Slow” size=”regular” icon_size=”” animation_delay=”” image=”fa-lightbulb-o”] [icon color=”Accent-Color” animation_speed=”Slow” size=”regular” icon_size=”” animation_delay=”” image=”fa-thumbs-o-up”]

Poruszane tematy: życie w Polsce, muzyka, YouTube, porady dla twórców, pytania prywatne

Czas czytania: 10 minut

[icon color=”Accent-Color” animation_speed=”Slow” size=”regular” icon_size=”” animation_delay=”” image=”fa-video-camera”] [icon color=”Accent-Color” animation_speed=”Slow” size=”regular” icon_size=”” animation_delay=”” image=”fa-comments”] [icon color=”Accent-Color” animation_speed=”Slow” size=”regular” icon_size=”” animation_delay=”” image=”fa-music”]

Andrzej Tucholski: Wielu młodych Polaków wyjeżdża z kraju, a Ty do nas przyjechałeś. Dlaczego?

Ryan Socash: Widzisz, w Stanach byłem outsiderem, który nie pasował do jakiejkolwiek amerykańskiej społeczności. Zawsze wiedziałem, już jako dzieciak, że to otoczenie nie jest dla mnie najlepsze. Nie wiedziałem jeszcze, czy jest jakieś inne otoczenie, ale chciałem go szukać. Moją pierwszą myślą po skończeniu liceum było: wyjeżdżam stąd. Nie wiem jeszcze jak to się potoczy, ale wyjeżdżam.

Poleciałem do UK, żeby założyć tam zespół, ale wyspowa mentalność zbyt przypominała mi Stany. Znalazłem się więc w Polsce. Chciałem dowiedzieć się, skąd dokładnie pochodzą moi przodkowie.

Trochę się bałem. Głównie z powodów, które podali mi wcześniej inni ludzie. To były wczesne lata dwutysięczne i „troskliwe” opinie przestrzegały mnie przed rosyjską mafią, brakiem lodówek w domach…

Andrzej: … niedźwiedziami polarnymi na podwórkach …

Ryan: Tak, i porwaniami prosto z ulicy. Takie rzeczy mi ludzie mówili! Takie były porady od ludzi w Anglii. Pierwszy był więc strach. Ale potem strach minął a ja zacząłem zauważać, jak ludzkie i spokojne było tu tempo życia.

Pojechałem więc do Nowego Targu, konkretnego miejsca z którego pochodzą moi przodkowie. Możesz sobie wyobrazić amerykańskiego dzieciaka, który nie zna języka, nie wie nic o polskiej kulturze, jest środek nocy… a do tego wyglądam jak dziwak. Czarne włosy, pełna niechęć do społeczeństwa.

A tutaj podchodzą do mnie ludzie, w tym bardzo konserwatywnym kraju, i próbują się ze mną porozumieć łamanym angielskim. Zapraszają mnie do swoich domów, abym coś zjadł, pewnie wyglądałem na głodnego. I byłem głodny, bo nie jadłem nic prawdziwego od trzech dni.

W Ameryce nie zgodziłbym się wejść do czyjegokolwiek domu. W Ameryce się tego nie robi. Ludzie wierzą, że wchodząc na teren obcej osoby można zginąć.

W Polsce też się tego bałem. Jeszcze kolejnej nocy znalazłem się przed domem kogoś, kto podobno był moim bardzo odległym krewnym. I ta osoba okazała mi prawdziwą, polską gościnność. Zaoferowali mi ogrom jedzenia, bardzo mocną kawę, choć wtedy nie piłem jeszcze kawy… Spytałem się ich, czy jest w pobliżu jakiś hotel, na co oni: „nie, zostajesz z nami.” Byliśmy sobie obcy. Ale nikt nikogo nie zabił. Uzmysłowiłem sobie wtedy, że to, jacy są Amerykanie i co myślą Amerykanie niekoniecznie jest „prawdziwym” sposobem na życie.

Zakochałem się w Polsce. Stałą się ona moją obsesją. Gdy potem wróciłem na studia do Stanów, moje serce zostało w Polsce. Cały czas o niej myślałem. O polskich dziewczynach zresztą też. To bardzo oklepana kwestia, gdy mówi ją cudzoziemiec, ale jest zarazem w stu procentach prawdziwa.

W porównaniu do amerykańskich kobiet, Polki bardzo dbają o drugiego człowieka. Nie chodzi mi o to, że kobieta powinna być w domu i tylko nim się zajmować, w żadnym wypadku. Jako Amerykanin byłem po prostu zaskoczony tym jak Polki łączą te wszystkie sfery życia, zawodową, prywatną. Pomyślałem wtedy: macie w tym kraju magiczne kobiety.

No i niewielu ludzi ginie w domach obcych ludzi (śmiech).

Tak, to była obsesja. Wróciłem tutaj na wycieczkę, miałem kupiony bilet powrotny i po prostu nie mogłem wyjechać. Nie skorzystałem z tego biletu. Nie pojechałem na lotnisko. Nie miałem jeszcze wtedy żadnego planu, ale wiedziałem, że chcę tu zostać.

Chciałem tutaj żyć, więc zacząłem grać w zespołach, co ostatecznie doprowadziło mnie do świata mediów.

Polska okazała się być o wiele bardziej ludzkim miejscem do życia od Ameryki. Wybrałem więc kraj, w którym nie ma tyle broni i narkotyków, nie ma tylu patologii.

Andrzej: Twoim tłem jest muzyka, stamtąd pochodzisz. W większości był to jazz. Potem jednak pracowałeś w radio. A jeszcze potem prezentowałeś polską muzykę w Stanach. Rzadko kiedy muzyk jest po obu stronach barykady, i wśród twórców, i wśród managementu. Jak się z tym czujesz?

Ryan: Nie wydaje mi się, bym kiedykolwiek przestał być artystą jako takim. Chcę tworzyć, to jest dla mnie najważniejsze. Tylko widzisz, gdybyś znalazł rzeczy, które pisałem mając dwadzieścia kilka lat, wyszedłbym na strasznego hipokrytę. Wtedy byłem absolutnie przeciwko mediom, przeciwko komercji… Ale prawda jest taka, że w miarę dojrzewania dostrzegasz inne perspektywy patrzenia na świat. Wtedy nie umiałem dostrzec pełnego obrazu, skupiałem się tylko na jednym fragmencie, na kreatywności. Potem uczyłem się bycia biznesmenem, teraz uczę się bycia ojcem.

Możesz usłyszeć sporą różnicę pomiędzy moimi piosenkami zanim zostałem ojcem, i tymi teraz. Nie przykładałem wtedy żadnej uwagi do potencjału sprzedażowego. Nazwałem zespół „Let Me Introduce You To The End”, a to nie jest dająca się sensownie reklamować nazwa. Muzyka była bardzo mroczna i pesymistyczna.

Moją pierwszą produkcją po zostaniu tatą jest „A Voice From The Mountain”. Miałem wiele szczęścia, że Czesław Mozil pojawił się na jednym z moich koncertów i potem zagrał ze mną w studiu. Nie wiedziałem, że jego karierą będzie potem telewizja, doceniłem jego akordeon. Ale to nagranie zmieniło moje życie.

Po pierwsze, pojawiła się w nim pierwsza prawdziwa odpowiedzialność i przestałem mieć czas na zabawę. Musiałem skupić się na tym, czemu tworzę muzykę. Odkryłem, że moim powodem, moją motywacją jest potrzeba kontaktów z ludźmi. Odszedłem więc z mroku w, powiedzmy, introspektywną nostalgię. Drugą kwestią okazał się być Czesław.

Jego wsparcie było potwierdzeniem mojej sztuki. Nigdy wcześniej go nie czułem. Nie byłem nigdy popularny w szkole, popularne dzieciaki nie wybierały mnie do swoich rozmów. Czesław Mozil nie zachowuje się jak osoba popularna. Gdybyś tego o nim nie wiedział, nie wpadłbyś na to. Jego sukces popchnął Let Me Introduce You To The End w stronę mediów, które inaczej nigdy nie zwróciłyby na nas uwagi.

Byliśmy na Onecie, na Interii… A nasza muzyka nie była „zwykłym typem” dla portali tego typu.

Myślałem o tym sporo, myślałem o ludziach, których poznałem dzięki temu nowemu nagraniu i poczułem, że mam ochotę rozwinąć się dalej, zacząć dawać coś z powrotem do tego domu, w którym teraz mieszkam.

Stąd pomysł na promowanie polskiej kultury poza granicami Polski. Nie był to szalenie popularny projekt, ale czułem się dzięki niemu po trosze ambasadorem polskiej kultury i była to dla mnie świetna przygoda. Poza tym uwielbiam pracę w radio. Polskie Radio dla Zagranicy, program piąty, dał mi wtedy wielką wolność. Mogłem robić co tylko chciałem. Ocenzurowali mi tylko jedną rzecz, a nie byłem najłagodniejszym z pracowników.

Podobała mi się też opcja komunikowania się z ludźmi poza pisaniem muzyki. W efekcie pracowałem z Czwórką w audycji Bed and Breakfast. Nastepnie była współpraca z Wirtualną Polską. A potem się dowiedziałem, że znowu będę ojcem, więc przyszła pora na poważniejsze decyzje. Tak znalazłem się w Mediakrafcie. Na parę miesięcy przed narodzinami mojej drugiej córki.

Teraz pewnie widuję więcej tabel w excelu niż kartek ze zwrotkami piosenki, ale jak spojrzysz na to z innej perspektywy to w efekcie takiej wspólnej pracy docieramy do ponad czterech milionów ludzi w Polsce każdego miesiąca. Produkujemy też dużo autorskich treści.

Jeśli chodzi o wpływ społeczny lub budowanie relacji z ludźmi to wydaje mi się, że wreszcie udało mi się jakoś nad tym zapanować (śmiech).

Andrzej: Ale zespołu nie zamykasz.

Ryan: Nie. Od dłuższego czasu pracujemy nad nagraniem i pojawił się nawet pomysł zorganizowania trasy, ale teraz nie jest na to czas. Teraz jest czas na telewizję internetową. W przyszłości pewnie tak, takie mam plany. Ale teraz? Teraz jest czas na wideo i filmy.

Andrzej: Co w polskim YouTube zauważasz, jako unikalne? Inne od światowych trendów?

Ryan: Złe rzeczy, czy dobre rzeczy?

Andrzej: Zacznij od złych.

Ryan: To nie jest nawet kwestia YouTube’a, ale dostrzegam spory brak pokory u ludzi w mediach. Czasem nawet tych najważniejszych ludzi w mediach. Nie rozumiem go. Wyjaśniono mi, że istnieje takie zachowanie, jak oglądanie czyjegoś materiału tylko po to, by go wyśmiać. To musi płynąć z naprawdę nieprzyjemnego podejścia. Nie rozumiem, skąd ludzie biorą na to czas.

Wielu twórców, których spotykam, to osoby profesjonalne i robiące dobrą robotę, ale czasem wpadnę na kogoś, komu naprawdę brakuje pokory. Nie widzę tego na podobną skalę w innych krajach. Spotykałem twórców z bardzo wielu krajów, w tym Ameryki. To chyba coś specyficznego dla Polski.

Nie wiem z czego to płynie, ale wydaje mi się, że kolejne pokolenie twórców będzie miało na to duży wpływ. Będą oni musieli starać się o wiele mocniej i dłużej, by stworzyć interesujący show. Nie wystarczy już wziąć przykład z  działającego formatu z innego kraju, wtedy będzie już potrzebne prawdziwe oddanie. A wydaje mi się, że gdy naprawdę oddajesz się projektowi, jeśli nie jesteś osobną pokorną, ludzie mogą to wyczuć. Poza tym, będzie o wiele trudniej osiągać sukces, gdy nowe pokolenie twórców zacznie częściej z szacunkiem i uwagą poświęcać czas swoim fanom.

Nie jest to coś, co definiuje wszystkich Polaków, ale na pewno widzę takich zachowań więcej, niż w innych krajach, w których pracowałem.

Andrzej: A co jest dobre?

Ryan: Zaradność. Polscy twórcy są w stanie zrobić bardzo dużo w bardzo krótkim czasie i przy małym budżecie. Są niesamowicie kreatywni. Muzycy zresztą też. Polacy mają bardzo specyficzną wrażliwość na sztukę, zupełnie inną od ludzi w Ameryce. Wystarczy, że zobaczysz kanał Włodka Markowicza. Jego nowe produkcje. Widziałeś je?

Andrzej: Tak.

Ryan: Dla mnie? To jest właśnie nowa generacja twórców. Chcę zobaczyć osobę, która nie ma pokory, która próbuje zrobić to samo co on. To nie będzie możliwe. Rozmawiałem z Włodkiem parę razy i ten facet jest prawdziwy. W stu procentach. Żaden showbiznes. Włodek to mistrzowski artysta. Do takich twórców należy przyszłość.

Innym przykładem może być Grzegorz Barański, bardziej znany jako Dakann. To zupełnie inny typ twórcy, który ma zupełnie inne podejście do swojego rzemiosła. Ale to też bardzo oddany swojemu pomysłowi artysta, który przedefiniuje z czasem to, jak wygląda relacja pomiędzy odbiorcami a twórcami.

Pracujemy bardzo ciężko nad oryginalnymi treściami i jesteśmy bardzo oddani naszym partnerom. Ekipa w Agorze też bardzo ciężko pracuje nad swoją siecią.

Innymi słowy: macie w Polsce ludzi, którzy zamiast mówić, robią. Kolejne parę lat będzie genialnym okresem dla twórców treści wideo. Ich pomysły będą miały szansę naprawdę zajaśnieć.

Andrzej: A Ciebie nie kusiło? Samemu nagrywać?

Ryan: Pierwszą osobą z polskiego YouTube’a, którą poznałem, była Karolina z kanału Stylizacje. Ona zachęcała mnie do vlogowania całe lata temu.

Andrzej: Tak, ona tak lubi robić.

Ryan: Jest świetna (śmiech). Mam wielki szacunek do jej pracy. W efekcie spróbowałem przez chwilę vlogowania i nawet miałem jeden viral. Jako Amerykanin próbowałem mówić po polsku. Było śmiesznie, bo trafiłem na JoeMonstera i zacząłem dostawać ogrom komentarzy, spośród których ani jeden nie był miły. Zupełnie się tego nie spodziewałem. Próbowałem dalej przez chwilę, ale chyba jestem jednak w typie “dinozaura” w porównaniu do dzisiejszych twórców, nie wiem czy się do tego nadaję. Wybrałem jednak pracę w radio.

Teraz wreszcie zmierzam ku rzeczy, którą od dawna chciałem zrobić. Krótkie dokumenty dotyczące polskiej kultury z punktu widzenia Amerykanina. Chciałem to zrobić dawno temu w tradycyjnej telewizji i nawet o mało co mnie nie wybrali, ale dopiero teraz mam pewność, że będzie to dobre. Chcę omówić różne rzeczy, które dla Polaka mogą wydawać się normalne i zwykłe, ale dla obcokrajowca są niesamowite. Ten projekt nazywa się „Kult America”.

Andrzej: Podasz przykład?

Ryan: Impreza disco-polo. A raczej ludzie, którzy na nią chodzą. To są tacy ludzie, którzy w polonii w Chicago w eleganckich strojach wychodzą w niedzielę z Kościoła, bardzo spokojni i nie okazujący zbyt wielu emocji na zewnątrz. Tak mi się zawsze kojarzyli. Bardzo poważni. Aż nagle idą na imprezę i tańczą z taką energią, jakby chcieli pogubić własne nogi! (śmiech)

I wiesz, pytam sam siebie: cooo? Skąd to się wzięło? Przecież to są królowie imprez!

To są dla mnie fascynujące sprawy. Chcę też pojechać na festiwal Woodstock. Słyszałem dobre rzeczy. Nawet pomijając fakt, że spośród wszystkich miejsc na świecie to akurat w Polsce znajduje się duchowy następca kultowego festiwalu ze Stanów.

Andrzej: Wiesz, że przyjeżdża na niego milion ludzi?

Ryan: To jest gigantyczna liczba. Chętnie ją zobaczę. Ale nie spieszę się z samą produkcją. Pomiędzy dużymi projektami trzeba chwilę odpocząć, by nie skakać z jednego w drugi. Trzeba się do nowych pomysłów dobrze przygotowywać. Szczególnie, że YouTube jest tak nowym medium, że przygotowanie musi być o wiele głębsze niż zazwyczaj.

Ale premiera już wkrótce. Anglojęzyczny program nazwany „Kult America”. To będzie ciekawe przeżycie. Nie wydaje mi się, by było to bardzo popularne, bo nie mam niestety czasu przygotowywać tak, aby było to bardzo popularne… ale to będzie świetna metoda na rozwój.

Andrzej: Wiesz co, takie rzeczy mają zawsze duży potencjał. Jeśli postarasz się o ciekawe obserwacje…

Ryan: Dokładnie. Sam oglądam kanał Real Russia. Proste, krótkie dokumenty – bardzo interesujące.

Andrzej: OK. Jako człowiek z doświadczeniem – co mógłbyś powiedzieć młodym ludziom, którzy sami chcą coś robić? Nagrywać, śpiewać, pisać?

Ryan: Podzieliłbym się z nimi najlepszą lekcją, którą sam przeżyłem. Zarówno przy tworzeniu jak i spotykaniu ludzi, którzy coś zrobili. Mit o tym, że to, że trzeba być „odkrytym” to tylko mit. Ludzie, którzy zostali „odkryci” pracowali niespotykanie długo i wyjątkowo ciężko, by miało to miejsce.

Druga rzecz to perspektywa. Widzi się w telewizji znanych ludzi, rockmanów, i myśli sobie: oo, ci to mają dobrze, a nie tak jak ja, w moim biurze ubezpieczeniowym. Być może tak, być może jest to po części prawda. Tylko że pracownik biura ubezpieczeniowego może pójść o siedemnastej do domu. Być może ma w głowie trochę stresu z całego dnia pracy, ale jednak może spędzić wieczór w spokoju. Ludzie w mediach nigdy nie idą „do domu”. Nigdy nie mają wieczoru w spokoju. A nawet gdy mają, to jest to wentylowanie się po wyjątkowo męczących przeciążeniach psychicznych, więc ten czas w domu nie jest tak wartościowy.

Tacy ludzie poświęcają wszystko co mają, by robić to, co robią. Nigdy nie spotkałem osoby, która odniosła sukces i jest popularna, która cokolwiek dostała „w prezencie”. To jest efekt ciężkiej, czasem nawet nieludzkiej pracy.

Jeśli zatem chcesz zostać muzykiem, albo aktorem, albo operatorem kamery, musisz szykować się na konsekwentną, długą pracę i nie oczekiwać żadnych przełomów z dnia na dzień. Czyli, innymi słowy, nie robić tego, co ja robiłem mając osiemnaście lat. Wtedy wierzyłem, że gdy mój zespół tylko złapie wydawcę, to wtedy będzie super życie. A potem znalazłem wydawcę i było o wiele trudniej, niż gdy go nie mieliśmy (śmiech).

Wszystko zależy od determinacji i pracowitości. Szczególnie, że mam taką przypadłość, że nigdy, przenigdy nie jestem dostatecznie zadowolony ze swojej pracy. Gdy osiągam zamierzony cel, mój umysł jest już daleko, daleko przy kolejnym. Nie czuję efektów tego, co zrobiłem.

Andrzej: Ha. Mam podobnie. Nigdy nie jestem „na miejscu”.

Ryan: Dokładnie. To gwarantuje ci ogień, dzięki któremu wiecznie pniesz się do góry. Dlatego obawiam się, że gdy młodzi ludzie dostają natychmiastową nagrodę za swoją pracę, nawet w postaci serduszek na instagramie, albo gier wideo bez żadnych konsekwencji, to może źle  na nich wpłynąć. Nie wiem ilu z nich jest gotowych wytrzymać poziom wysiłku, który jest wymagany by odnieść sukces.

Przy czym, hej, ważne jest posiadanie hobby. Nie każdy musi być znanym blogerem lub gwiazdą rocka. Równie piękne życie można prowadzić razem z pracą w biurze ubezpieczeniowym, w wolnym czasie oddając się swojej pasji. Wtedy ma się życie, o którym ludzie w showbiznesie mogą tylko pomarzyć.

Andrzej: Jakie jest, Twoim zdaniem, najczęstsze mylne przekonanie dotyczące YouTube’a?

Ryan: To, że jesteśmy YouTuberami. To, że jesteśmy definiowani przez platformę. YouTube jest cudowny. Kocham go. Ale to tylko platforma. My jesteśmy twórcami filmów. (Filmmakers). Tak samo jak ludzie wrzucający swoje rzeczy na Netflix, DailyMotion czy Vimeo. YouTube jest istotną platformą, ale nie czyni nas youtuberami.

Przykładowo: jeśli wrzucasz swój singiel na Spotify to…

Andrzej: Jestem Spotifierem?

Ryan: Właśnie, raczej nie. Jeśli jako bloger wrzucasz coś na Tumblr to czy jesteś Tumblr-rem? (śmiech) Też nie. To bzdura. Jesteś blogerem. Pisarzem. Autorem. I trzeba to szanować. Gdy ktoś nas nazywa youtuberami to odbiera nam prestiż i szacunek, który jest tym twórcom należny. Widzę jak ciężko pracują, ile tej pracy oddają.

Konotacje idące ze słowem „youtuber” to dla mnie człowiek, który dostał dużo za darmo, któremu się „udało”, który nie robi nic konkretnego.

Andrzej: To bardzo negatywne skojarzenia.

Ryan: Tak. Mamy taki projekt jak „Hi Youtubers” i to jest nazwa show, to jest luźne. Ale gdy ktoś używa tego określenia na poziomie branżowym, wtedy robi się problematycznie. Kiedyś część naszych treści została dzięki Onet VOD udostępniona na platformie Newsweeka. To nie był YouTube. To był Onet.

Jak zatem to wpłynęło na nazwę stanowiska twórcy treści?

Andrzej: VOD-er? Czyli osoba, która wrzuca swoje video na Facebooka to Facebooker.

Ryan: Dokładnie, nikt by tak nie powiedział. Mówienie o twórcach wideo w internecie „youtuberzy”, degraduje wysiłek i pracę tych ludzi. To nie jest łatwa kwestia i pewnie jej nie zmienię, ale zależy mi na niej, więc często się o niej wypowiadam. Na szczęście, sporo ludzi w naszej ekipie się ze mną zgadza.

I widzisz, najlepiej będzie wrócić do Włodka. On zupełnie zmienia zasady gry. My też staramy się produkować takie kanały. Może mój Kult America będzie miał taką jakość. Jeśli po tym wszystkim nadal będziemy odbierani tylko jako „youtuberzy” to ja już nie wiem, what the hell.

Andrzej: Jaka jest rada, która ostatnio mocno utknęła Ci w myślach?

Ryan: Staram się otaczać ludźmi, którzy dają mi dobre rady, ale ostatnio natrafiłem na naprawdę ważną w jednym podcaście. Podzielił się nią Dominic Monaghan, ten aktor, który grał Charliego w serialu Lost. Opowiadał o początkach swojej kariery i o tym, jak nie mógł złapać żadnych wysokobudżetowych kontraktów. Spytał się swojego agenta: kurde, dlaczego nie mam żadnych super kontraktów? Tamten aktor ma takie ekstra opcje, a tamtemu dano taką gigantyczną gażę.”

Na co agent mu odpowiedział: ponieważ nie jesteś nimi.

Dużo o tych słowach ostatnio myślę. Gdy widzę młodych twórców, którzy się frustrują, że nie są tak znani jak ktoś, kogo podziwiają, mam ochotę im powiedzieć: bo nie jesteś nim. Dlatego możesz przestać o tym myśleć i zacząć robić ile tylko możesz, by osiągnąć sukces będąc sobą. To bardzo praktyczna porada. Szczególnie, gdy ktoś się często porównuje.

Andrzej: Jakie jest Twoje marzenie?

Ryan: Przede wszystkim dzieci, ale pewnie nie o tym jest ten wywiad (śmiech). To, czego chcę profesjonalnie, to aby każdy w Polsce wiedział, kim jesteśmy, czym jest Mediakraft. Chcę pomóc współdefiniować nową generację twórców treści online. Ale to może być osiągnięte tylko, gdy ludzie wiedzą, kim jesteśmy w Mediakraft. To wielki cel, ale wierzę, że jak najbardziej wykonalny.

Za każdym razem, gdy ktoś nas rozpozna gdzieś w sklepie, gdy dostanę mail, że ktoś nas ogląda… to są małe cegiełki, dzięki którym wiem, że jesteśmy na dobrych torach.

Andrzej: Dziękuję za rozmowę!

///

Uff. Powtórzę – to nie była najkrótsza z rozmów. Z doświadczenia jednak wiem, że Wy takie ogromne porcje materiału lubicie (tak jak było z Hugh Howeyem lub Jurkiem Owsiakiem), więc chyba i tym razem sobie poradziliśmy, co? :)

Słuchajcie, istnieje taka możliwość, że Ryan wpadnie tutaj poczytać komentarze, więc co Wy na to, by zostawić mu parę miłych wiadomości? Podzielcie się w komentarzach, która część rozmowy podobała się Wam najbardziej. Albo, kto wie, może jakiś konkretny cytat szczególnie się Wam spodobał? Bądźmy w kontakcie :)

Ciao,

Andrzej Tucholski

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na człowieka ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganej codzienności w taki sposób, by życie było spokojne i bardzo udane. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam!

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 4 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • a także kolejne materiały!

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na człowieka. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność w taki sposób, by życie było spokojne i udane.

Życzę Ci bardzo udanego dnia!.

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem - psychiatrą lub terapeutą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!