Przechodząc przez Brooklyn Bridge

 

To dłuższa historia, ale przez pierwsze chwile w Nowym Jorku nie mogłem uwierzyć, że jestem w Nowym Jorku. Ciągle wydawało mi się, że oglądam naprawdę piękny spektakl wirtualnej rzeczywistości, że te ulice nie są naprawdę, że coś sobie wyobrażam. Na dobre pomógł mi dopiero Brooklyn Bridge. 

Nie bez powodu w tak wielu kulturach zwraca się szczególną uwagę na akt przejścia. Grupy społeczne miały swoje próby, opowieści miały swoje wstępy a miasta – mosty, bramy i łuki. Droga w dane miejsce powinna nieść tyle samo znaczenia co i samo miejsce.

No wiecie, a jeśli cała podróż polega wyłącznie na dziewięciogodzinnym siedzeniu w przyjemnym pomieszczeniu nad fajnymi książkami, to już zupełnie nic dziwnego, że mój mózg nie radził sobie z nowymi kontekstami!

Moim mostem-bramą był właśnie kultowy most łączący Brooklyn z Manhattanem. To dzięki niemu, trzeciego dnia pobytu, na samym środku East River pojąłem gdzie jestem i, co ważniejsze, że *naprawdę* tam jestem :)

Przypominam sobie o aparacie dopiero w połowie mostu. Pachnie tam mocno zimną, oceaniczną bryzą i spalinami. Jest trochę za ciepło na bluzę i trochę za zimno na sam t-shirt.

Po swojej lewej ręce widzi się wtedy klasyczną, ciężką bryłę Financial District. To tam znikają i powstają światowe pieniądze :)

Nad wszystkim górują: przedziwny wieżowiec (chyba) mieszkalny wyglądający na ulepiony dłońmi i niedawno oddany do użytku World Trade One (znany też lokalnie jako Freedom Tower).

Po prawej, w odległości, pojawiają się kształty Midtown Manhattan. To tam znajdziecie większość tego, co w Nowym Jorku ikoniczne. Chciałbym jednoznacznie powiedzieć, czy lepiej czułem się na południu czy też na północy wyspy, ale to zależy.

Góra pełna była inspiracji, znanych miejsc i pędu. Dół potrafił być bardzo chłodny (Financial District po 20:00 prawie zupełnie zamiera), ale za to obok niego znalazłem Tribecę czy Little Village.

A pomiędzy – wiekowe, przepiękne pylony i cięgna nośne.

Z jakiegoś powodu to właśnie spomiędzy nich najlepiej patrzyło mi się na światowe centrum handlu. Jest w Nowym Jorku coś takiego, że człowiek zaczyna naprawdę doceniać jak daleko zaszła ludzkość z dostępną na świecie komunikacją.

W części tych budynków obraca się kasą z Chin. Inne zaś poświęcone są Europie. Daleko za nimi (gdyby dało się widzieć przed ściany) dostrzeglibyście port, w którym ogrom kontenerów dowozi meble do pewnej popularnej, szwedzkiej sieci sklepów. Parę pięter zajmują uczelnie. Większość ludzi jest dwu-, trzy- a czasem i czterojęzyczna.

Dało mi to do myślenia.

Na szczęście w porę rzuciłem okiem do tyłu i złapałem na kliszy wchodzącą sobie na górę panią :)

A rzut na Brooklyn wygląda tak.

Po lewej Manhattan Bridge. Po prawej ocean. Na dole wielopasmowa droga. U góry, wiadomo, flaga :)

Wracamy na zachód. Z mostu wchodzi się prosto w zgiełk skrzyżowań, podziemnych parkingów i sieci metra, naziemnych przejść dla pieszych i parków, i pośpiechu, i polityki.

A po dwóch-trzech piosenkach dalej człowiek znienacka orientuje się, że stoi tuż pod WTOne. To miejsce to świetne, bardzo symboliczne domknięcie mojego “aktu przejścia” przez rzekę, z krainy marzeń i “hej, znam to z serialu” w świat faktyczny, który można puknąć ręką i nawet zaboli w knykcie :)

O tym, jak teraz wygląda okolica po World Trade Center, jak podchodzą do tego miejsca sami Amerykanie i co tam będzie się działo dalej mogę Wam opowiedzieć w jednym z nadchodzących tekstów…

… chyba, że wolicie poczytać jeszcze trochę o samej Financial District :)

Możemy to ponegocjować.

Więcej Nowego Jorku

Jeśli interesuje Cię największy kulturowy tygiel Stanów Zjednoczonych, możesz teraz zrobić parę rzeczy.

Po pierwsze, zajrzyj na mój kanał YouTube. Październikowy Turbo Quest poświęcam Wielkiemu Jabłku:

Po drugie, zapisz się na mój newsletter, Tajemną Listę. Jego subskrybenci dowiadują się ode mnie o nowych wpisach, zawsze dostają dodatkowy, prywatny kontekst publikacji i w ramach wisienki na torcie dostają też klucze do Skarbca. To zamknięte miejsce na tym blogu, w którym czekają wszystkie dodatkowe materiały wzbogacające największe z tekstowych premier.

Po trzecie, rzuć okiem na fanpage i instagram. To tam pojawia się najwięcej “luźnych” tematów związanych z tym, co robię. W nadchodzących tygodniach będzie tam sporo Manhattanu.

Po czwarte, wszystkie artykuły dotyczące mojej wizyty w Nowym Jorku znajdziesz tutaj.

Do następnego!

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Robię sporo rzeczy.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, jeden z moich podcastów, konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies