Autor: Andrzej Tucholski | 19 października 2015 | Komentarze:
Czas czytania: około 9 minut

Nie bójcie się marnować czasu

Interesuje mnie nowy temat. Chcę się go nauczyć. Idę zatem do księgarni i widzę całą półkę podobnych do siebie książek. Którą wybieram? Skąd wiem, że nie zmarnuję czasu, czytając nie tą co trzeba? Albo że nie zmarnuję czasu czytając dwóch praktycznie takich samych? Czy jest jakaś sprawdzona metoda, bym wręcz oszczędził czas, dzięki lepszemu dokonaniu tego wyboru?

No cóż, o ile nie czytacie tego bloga od wczoraj, to pewnie już Wam świta, że odpowiedź nie będzie taka jednoznaczna ;)

Niech w formułowaniu jej pomoże nam nauka i odrobina zdroworozsądkowego myślenia!

Proces pierwszy – overlearning

Dawno, dawno temu naukowiec o bardzo spektakularnym nazwisku, Herman Ebbinghaus, czesał swoją brodę i badał ludzką pamięć. Odkrył między innymi istnienie prostej zależności – im więcej czasu upływa od nauczenia się jakiejś informacji (imiona wszystkich kotów wujka Ernesta) tym trudniej jest tę informację sobie przypomnieć (Pucek, Miętus… kurczę, trzeciego nie pamiętam, to było zeszłej zimy).

Określa się tę zależność krzywą zapominania. Łatwo zapamiętać. Nazwa może pochodzić stąd, że bez aktywnego powtarzania wizja zdania egzaminu wygląda krzywo :) Ale jeśli powtarza się co jakiś czas daną informację to jej zapamiętanie rośnie w siłę. W efekcie “spadek” jakości przypominania jest coraz wolniejszy aż, z czasem, zbliża się do zera i po prostu “w nocy o północy” coś umiemy. Liczbę powtórzeń, które prowadzą do takiego idealnego stanu Herman Ebbinghaus nazwał overlearning.

To oczywiście zależy od przyswajanej wiedzy, ale w wielu przypadkach na naukę bardzo dobrze robi lekkie zmienianie materiału źródłowego pomiędzy próbami. Inwokacji z Pana Tadeusza raczej bym nie ruszał, ale np. psychologię społeczną? Pierwsze trzy razy można ogarnąć z podręczników, potem raz można sobie “streścić” przez optymalizację pojęć, potem raz komuś wyjaśnić a potem jeszcze raz przeczytać od deski do deski te rozdziały z początku. W efekcie różne wersje tych samych informacji “pouzupełniają się” z siecią skojarzeń powstającą w pamięci długotrwałej.

Proces drugi – eksploracja

Czytanie różnych rzeczy na podobny temat – oprócz wzmacniania ogólnego “rozumienia” danego tematu – przydaje się też bardzo pod kątem eksploracyjnym. Aby to prościej wyjaśnić, dla Waszej wygody, postanowiłem przygotować skromną wizualizację.

Tak wygląda Wasza wiedza, gdy wiecie, że na jakiś temat “jest książka“. Przykładowo, ja mam ochotę poczytać coś na temat historii Stanów Zjednoczonych. Sięgam więc po “A People’s History of the United States”, bo podobno wyjątkowo dobre.

 

Po przeczytaniu tej pozycji posiadam (1) jasno piaskową, jako-tako zapamiętaną wiedzę z niej a także (2) wiem, że są dwie kolejne fajne książki. Sięgam zatem po autobiografię Malcolma X i również czytam.

W efekcie posiadam (1) jasno piaskową wiedzę z pierwszej książki, dodatkowo wspartą i umocnioną przeczytanej innej na podobny temat, (2) jasno turkusową wiedzę z drugiej książki, od razu przyswojoną na niezłym poziomie, bo znałem konteksty z pierwszej lektury, (3) DODATKOWE, mocno zielone wnioski płynące z połączenia tych dwóch książek oraz (4) wiedzę o kolejnych dwóch wartych uwagi pozycjach, które może kiedyś przeczytam.

Na razie jednak kładę przy łóżku “Founding Brothers” Ellisa, bo choć Malcolm X jest interesujący, to poczułem potrzebę zgłębienia wiedzy dotyczącej samego powstania tego ciekawego kraju na Zachodzie.

W efekcie dowiaduję się o jeszcze jednej książce, wiedza z pierwszej i drugiej pozycji stanowczo mi się umocniła kontekstowo i skojarzeniowo, a ja oprócz dodatkowych wniosków AB, BC i AC mam też wniosek godny Arystotelesa ;) bo łączący wszystkie trzy punkty widzenia w jeden, spójny, dopełniony wzajemnie zbiór doświadczeń i przemyśleń.

To właśnie dzięki tym potrójnym, poczwórnym, po-piątnym (?) wnioskom człowiek zaczyna nie tylko umieć “powtórzyć” to, co przeczytał, ale jest też w stanie samemu budować nowe skojarzenia, nowe myśli, nowe rozumowania, dzięki którym wkręci się w dany temat JESZCZE bardziej.

I tak dalej, teoretycznie bez końca. W końcu nic nie stoi na przeszkodzie rozkręcenia własnych badań :)

Inne tematy, bliższe książki

W przykładzie sprzed chwili podałem dosyć rozsądne, całkiem rozłączne pozycje, które nie powinny wzbudzać niczyjego protestu. Wspomniana we wstępie kwestia jest częstsza w innych dziedzinach życia.

Tym razem możemy wziąć na stół bliską mi psychologię.

Często spotykam się z opinią, jakoby czytanie różnych książek dotyczących, załóżmy, produktywności było “marnowaniem” czasu, bo w większości z nich są “podobne rzeczy”. To prawda. W każdej z nich będą dosyć podobne rzeczy. A niektóre, te gorsze, będą często swoimi własnymi kalkami :)

Ja jednak lubię się “prze-czytywać” w interesującej mnie tematyce, bo zawsze, ale to ZAWSZE wyjdzie się z danej lektury trochę mądrzejszym, trochę bardziej obeznanym w całości wybranego świata. Nawet jeśli konkretna pozycja nie da mi ŻADNEJ nowej informacji, zawsze przypomnę sobie, poukładam i zoptymalizuję to, co wiedziałem wcześniej.

Przykład z życia. W jednym z moich ostatnich kierunków “własnego studiowania” przeczytałem ponad 20 książek poświęconych dwóm, może trzem wariacjom DOKŁADNIE TEGO SAMEGO. I nie żałuję ani chwili, bo takie głębokie poczucie, że TAK, TERAZ ROZUMIEM spłynęło na mnie dopiero przy książce piętnastej. Przy siedemnastej znowu w siebie zwątpiłem, a przy dwudziestej pierwszej postanowiłem zaryzykować i wprowadzić to, co się nauczyłem, w ruch i testy. W tle oczywiście nadal podczytuję dodatkowe materiały. Ruch i testy idą nie najgorzej.

Na co należy uważać?

Po pierwsze, ciągłe szukanie nowych materiałów na jakiś temat to jedna z najniebezpieczniejszych form prokrastynacji. Wygląda jak praca, “czuje” jak praca, nawet się o niej opowiada jak o pracy. Ale nie wolno zapomnieć, że takie szukanie nowych materiałów powinno odbywać zgodnie z założoną wcześniej strategią, a nie dla samej sztuki wiecznego siedzenia w Google. Gdyby ten mój temat z własnego studiowania dało się zamknąć w ośmiu książkach, zamknąłbym go w ośmiu. No, może w dziewięciu ;)

No właśnie, a po drugie, dobrze jest już na samym początku zdecydować się, które podstawowe – powiedzmy – pięć lektur TRZEBA przeczytać. Potem w trakcie czytania warto zwracać uwagę na najciekawsze, najczęściej pojawiające się przypisy występujące w większości z nich i przeczytać jeszcze pięć, dziesięć książek stamtąd. Tak się znajduje prawdziwe perełki.

Po trzecie, warto pamiętać o pochodzącym z ekonomii prawie malejących przychodów (diminishing returns). Jeśli każdy kolejny punkt wysiłku przynosi coraz mniej i mniej rezultatów, pora przestać.

Nie warto też spędzać za dużo czasu wśród książek wyjątkowo popularnych. Te szczególnie mają tendencję do poruszania bardzo zbliżonych do siebie wątków. Ale, tak jak mówię, szybki rzut oka w bibliografię i w zasadzie po tygodniu wypływa się z zatoki Puckiej na oceaniczne wody międzynarodowe :)

Wnioski

Na nauce, ale takiej PRAWDZIWEJ nauce (nie mam tu na myśli sprawdzianów czy matur, ani nawet sesji, lecz naukę przez całe życie, zgłębianie meta-wiedzy i rzeczy dotyczących bliskich sercu pasji) nie warto “oszczędzać czasu”. Takie oszczędzanie prowadzi tylko do zmarnowania poświęconych sprawie godzin i dni, i tygodni, bo efekty długoterminowe są mierne lub żadne.

Kiedyś miałem epizod zauroczenia się w streszczeniach i czytaniu podsumowań, ale to było sabotowanie całego procesu. Prawie nic nie pamiętałem z tamtych rzeczy i większość wybranych wtedy książek i tak musiałem czytać w całości, by móc cokolwiek zastosować w praktyce. Dzisiaj nadal podczytuję streszczenia i podsumowania, ale dopiero jako przypomnienia po roku od przeczytania materiału oryginalnego. Takie “dopamiętywanie” treści zajmuje parę minut na jedną książkę w skali roku. Czy to dużo czasu?

Na to pytanie należy sobie odpowiedzieć samodzielnie. Dla mnie nie, dla mnie nauka i rozwój w tych rzeczach, które kocham, to jedne z największych przyjemności płynących z życia. Bywają oczywiście takie dni, że muszę się czegoś nauczyć w trybie “MAMO, JAK TO EGZAMIN JEST JUTRO”, ale to oczywiście odrębny aspekt życia. Jeśli temat danego egzaminu pokryje się z tym, co lubię, potem do danego skryptu wrócę na sto procent.

Nie wiem, jakie rzeczy najbardziej cenisz Ty, ale mam nadzieję, że mój nieporadny diagram Venna z Arystotelesem w środku trochę Ci pomógł :)

Powodzenia.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

  • Katarzyna Adamska

    Arystoteles do mnie przemówił :D tylko kiedy znaleźć czas na te wszystkie książki z przypisów, artykuły i konferencje TED? Chciałoby się mieć trochę czasu do “zmarnowania” ;)

    Miłego poniedziałku! I dzięki za motywacyjnego kopa w dupę na sam początek tygodnia :D

  • Michał

    Bardzo fajny artykuł, miałem już od dawna podobne zdanie na ten temat, fajnie się utwierdzić w przekonaniach. A wizualizacja super pomysł, trafna, prosta i łatwiejsza do zapamiętania. Pozdrawiam

  • Arystoteles zrobił mi dzień! :) Mi najlepiej się przeczytuje, gdy zachwyci mnie jakiś okres historyczny lub prąd artystyczny. Wtedy dotrę do wszystkiego, nie liczy się nawet bariera językowa :)

  • IMOMO.pl

    Świetny artykuł! Mnie dodatkowo kręci to, co jest poza częściami wspólnymi zbiorów. Niby nie na temat. Niby nie pomaga zgłębić podstawowej kwestii, ale dokładnie wtedy, kiedy ma wyskoczyć, wyskakuje z mojej pamięci i ratuje skórę:) [Maja]

  • Bardzo często, kiedy coś nas zainteresuje, mówimy sobie: “o, to ciekawe, muszę to zapamiętać”
    Dzień później mówimy: “o cholera, o czym to ja miałem pamiętać?”. I fajny pomysł, który przyszedł nam wtedy do głowy, odchodzi w zapomnienie.
    No. Więc chciałem tylko napisać, że warto powtarzać/zapisywać/czytać coś na nowo ;)

  • Bardzo podobają mi się te Twoje merytoryczne posty :) Zawsze wyciągnę z nich dla siebie jakąś “tajemną” wiedzę ;)
    A grafiki bardzo dobre jak na pierwszy raz! :D Ważne, by obrazowały to o co chodzi. Chciałabym stworzyć sobie w przyszłości taką pracę, przy której sama tak chętnie będę poszerzać swoją wiedzę i oczywiście będę robić to umiejętnie. :)

  • Ewa

    “Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Ucz się tak, jakbyś miał żyć wiecznie” (Gandhi)- tak mi się skojarzyło. Ostatnio o tym zapomniałam, a Twój artykuł mi przypomniał, że nauką rządzi ciekawość, a nie terminarz. Dodałabym jeszcze archiwizowanie do tego np.: mapę myśli z przeczytanymi książkami wg. zagadnień, kolorki w książce (kupionej), konspekty z najciekawszych rzeczy, mapę pojęć + system katalogowania. Czasami to niepotrzebne, ale przy głębszych studiach można się pogubić.

  • Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem, jeden z lepszych wpisów ostatnio :)

    Rozwijając temat “googlowania” warto też zwrócić uwagę na to, że chociaż fajnie się przegląda kolejne artykuły, to ciężko zdobyć konkretną wiedzę opierając się tylko na takich wycinkach informacji.

    Sam się na tym złapałem w trakcie studiów i przedmiotów takich jak makroekonomia. Interesowałem się ekonomią od jakiegoś czasu, ale cała moja wiedza pochodziła z blogów finansowych i ekonomicznych i nielicznych książek zajmujących się konkretnymi tematami. Nie przeczytałem ani jednego podręcznika, czy czegoś bardziej ogólnego i koniec końców moje zrozumienie tematu okazało się bardzo pobieżne, mimo że w swoim mniemaniu znałem rozwiązanie każdego problemu trapiącego polską gospodarkę :D

    Dlatego jeśli właśnie przeżywacie fascynację czymś nowym, to polecam sięgnąć do źródeł jak najszybciej :) Satysfakcja gwarantowana

  • Marzena Nina Szewczuk

    Jak ja Cię lubię. Za to że dążysz, że nie narzekasz. Dziękuję za inspirację w każdym tekście. Ciao :)

  • czesał swoją brodę i badał ludzką pamięć

    haha ;)
    Inwokację to trzeba było w gimnazjum wykuć ;) Na szczęście tylko fragmenty…
    A te “zazębiające się” kółka to coś jak kropki z filmu Markowicza. :)
    Świetny tekst :)

  • Z różnych źródeł – to prawda – wiedza wchodzi lepiej, choć dłużej, ale też na dłużej. Bo powstaje pewne zrozumienie, nie każdy autor omawia jakiś szczegół, a często tego szczegółu brakuje w mózgu, aby coś połączyć w jakąś całość. Takiego nawet banalnego, czy błahego.

  • Madzia

    Diagram wyszedł świetny! Kojarzy mi się to bardzo z nauką języków, nie powtarzam – wylatuje z głowy :)

  • Mateusz Woskowicz

    Miałem dokładnie tak jak piszesz w zeszłym roku. Przeczytałem książkę Kiyosakiego “Bogaty ojciec, biedny ojciec” i popłynąłem w tematykę wolności finansowej i rozsądnego gospodarowania zasobami. Pochłonąłem kupę książek a prawie każda kierowała do kolejnej. Do ciekawego filmu, bloga, autobiografii itd. To był bardzo inspirujący okres w moim życiu.

    • Sylwia Golebiewska

      Ja przeczytalam ta ksiazke niedawno i tematyka bardzo mi sie podoba. Podaj co czytales/obejrzales potem, jestem ciekawa i moze tez sie skusze.

      • Mateusz Woskowicz

        Hej, Polecam:
        Bogaty albo biedny Po prostu różni mentalnie – T. Harv Eker lub

        Jakie decyzje finansowe podejmują bogaci i dlaczego biedni robią błędy postępując inaczej – Andrzej Fesnak albo

        Fastlane Milionera – MJ DeMarco

        Co jedna to fajniejsza:-)

        Pozdrawiam

  • Paula

    Świetny, pozytywny akcent na koniec ciężkiego dnia na uczelni, dzięki ;) Też uważam, że czasem warto się w coś zagłębić z czystej ciekawości i chęci zrozumienia a nie z poczucia obowiązku.

  • chilli_in_june

    U mnie ten problem łączył się z pragnieniem pochłonięcia świata, ale takim niezdrowym, że aż niestrawności możnaby dostać. Cały czas próbuję się pogodzić z tym, że nie przeczytam wszystkich świetnych książek na tym świecie i nie obejrzę wszystkich filmów godnych uwagi. Bo w sumie nie o to chodzi, żeby skakać po łebkach, tylko zwolnić, skupić się i zgłębić temat! Dzięki temu przy wypożyczeniu “Szklanego klosza” Sylvii Plath, sięgnęłam też po jej (kilkakrotnie grubsze) dzienniki. I objerzałam film. I postaram się łączyć kropki.
    Dzięki za cenne spostrzeżenie, z którym musiałam się skonfrontować (dot. przesiadywania w wyszukiwarce): “Wygląda jak praca, “czuje” jak praca, nawet się o niej opowiada jak o pracy”. Mam nadzieję, że teraz już wszystko tak połączę, że wyjdzie mi z tego Arystoteles ;)

  • Dobry tekst. Vandrer pamięta doskonal jak to było na studiach i że do tej pory pamięta te zagadnienia które przewinęły mu się w kilku różnych miejscach i z których np. Jeszcze miał referat (co wymagało sięgnięcia do innych źródeł). Te których uczył się jedynie przed egzaminem na szybko poszły w las…

  • MC

    Bardzo, bardzo podoba mi się ta metoda, teraz muszę się zastanowić o czym poczytam najpierw! :)

  • Bardzo madry tekst. Brawo!

  • Zazwyczaj uczę się przez powtarzanie – czytam podręcznik, robię notatki (ostatnio mapami myśli, za które dziękuję!), kilkukrotnie czytam je, a następnie powtarzam w myślach przyswojoną wiedzę. Nie przyszło mi jednak do głowy, że nauka będzie efektywniejsza, jeśli będę korzystał z kilku źródeł. Rozważę to!

  • Zgadzam się. Zgłębienie się w kilka źródeł z danego tematu jest bardzo korzystne. Ja podam przykład statystyki. W każdej książce będzie inne podejście, inaczej będą pewne kwestie wytłumaczone, inne przykłady. Gdyby studenci zastosowali się do tej zasady, to statystyka byłaby dla nich prosta, że hej! Świetnie przedstawiłeś zagadnienie eksploracji na kołach :-). Pozdrawiam!

  • Czytając tytuł, byłam pewna, że tekst jest o czymś innym. Jednak i tak mi się podobał :) Całe życie wychodziłam z założenia, które był pokazane powyżej i nie żałuję żadnej “straconej” chwili, a wiele informacji pamiętam nawet do teraz, a to już 10 lat :) Największe zaskoczenie zawsze jest, gdy ktoś się o coś mnie pyta, a ja nie wiadomo skąd, wyskakuję z jakimiś ciekawostkami z liceum :)

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i piszę bloga oraz nagrywam filmy o ogarnianiu fajnego życia.

Lubię łączyć treści przyjemne z pożytecznymi. Dlatego, jeśli zaglądasz tutaj by odpocząć, pewnie podrzucę Ci nowy pomysł. A jeśli zaglądasz w poszukiwaniu rozwiązania, pewnie trochę odpoczniesz.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial. Jest za darmo!



"Umowy Śmieciowe" to serial do czytania opowiadający historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z sobą oraz, bądźmy szczerzy, większością otoczenia. Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych dramatów kawy.


Przeczytaj serial

Pobierz darmowe materiały
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Każdej akcji poświęcam pełną uwagę i dbam, by łączyła doskonałą treść dla moich Odbiorców z pełnym zrealizowaniem wyznaczonych celów dla Klienta.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)