Autor: Andrzej Tucholski | 23 kwietnia 2015 | Komentarze:
Czas czytania: około 6 minut

Jedna z najlepszych przygód mojego życia – The Witcher School

Mam dwadzieścia trzy lata i po raz pierwszy w życiu zażywam eliksir Kot, by mieć choćby minimalną szansę przeciwko upiorom. Parę godzin wcześniej razem z moją grupą – nazwano nas Bezimiennymi – rozgromiliśmy komando utopców. Demona też przechytrzyliśmy, choć opłaciliśmy to towarzyszem rannym na samej granicy śmierci.

Kto wie.

Mistrz mówi, że może i tym razem damy radę.  

The Witcher School – mój pierwszy LARP

Skrót LARP oznacza Live Action Role Playing. To takie granie w erpega, w którym “jest się” swoją postacią. Jeśli chce się pokonać potwora, trzeba go realnie pokonać. Jeśli chce się wygrać z kimś dyskusję to nie ma żadnych kości, jest wyłącznie własna elokwencja. Broń nosi się u boku a iluzja jest pełna i co do zasady nie wolno jej łamać.

Nigdy wcześniej nie brałem udziału w takiej zabawie.

Jadąc do zamku Moszna na trzydniowy larp “The Witcher School” spodziewałem się świetnych przeżyć, ale to, co mnie spotkało, przekroczyło najśmielsze oczekiwania.

Kilkudziesięciu uczestników dostało stroje adeptów wiedźmińskiej sztuki. Z całego gmachu zniknęła współczesność (włączniki światła przykrywały wyprawiane, królicze łapy a panie z recepcji wyglądały jak prawdziwe dwórki). Przeszliśmy pełne szkolenie wspólnych interakcji i zasad wyjazdu.

A późno w nocy na zamek przybyła tknięta lykantropią księżniczka Redanii w otoczeniu straży Temerskich Pasów i wyjątkowo niemile widzianej czarodziejki Filippy Eilhart.

Gra “ruszyła”.

Na kolejne dwa dni przestaliśmy być sobą.

Każdy wszedł w swoją fabularną postać (ja razem z przyjacielem graliśmy dwójkę braci – bękartów “niekoniecznie herbu Senna” parających się polowaniem na ludzi) i rzuciliśmy się w wir ciężkich, wiedźmińskich szkoleń, rozlicznych pobocznych wątków i nieludzko satysfakcjonujących starań o uratowanie życia zaklętej księżniczki.

Przygotowanie wyjazdu było fenomenalne. Jak to ujął Michał, mój przyjaciel, stary larpowiec – w przypadku The Witcher School musieliśmy wyjątkowo słabo angażować własną imaginację. Z reguły wszystkie fantastyczne fabuły odgrywa się we własnych głowach. Pojedynek na czary trzeba sobie “dopowiedzieć” pomiędzy dwójką grających postaci.

Tutaj było trochę inaczej.

Pomijam nawet wyborny, gęsty, świetnie wciągający scenariusz.

Wiecie jak wyglądała nauka walki mieczem? Walczyliśmy ciężkimi, dwuręcznymi mieczami. Przy okazji udało mi się dwoma palikami prawej dłoni samodzielnie odkryć po co tak naprawdę jest jelec ;)

Wiecie co się działo, gdy rzucaliśmy znak Aard na chochoła? Przewracał się.

A wiecie co się działo, gdy rzucaliśmy znak Igni na krąg mocy, który noc wcześniej znalazł i zabezpieczył nas mistrz?

Trawnik w promieniu dwóch metrów od kręgu mocy eksplodował ogniem i dymem aż pod same chmury :)

Perfekcyjna psychodrama

Być może dla niektórych nie brzmi to jak dojrzała forma rozrywki dla dorosłych (na The Witcher School wstęp miały tylko osoby pełnoletnie), ale to opinia płynąca jedynie z niedoinformowania. Jest w psychologii taki termin jak psychodrama i oznacza on formę terapeutyczną, w której ludzie radzą sobie ze swoimi problemami przez odgrywanie kontrolowanych, profesjonalnie przygotowanych scen celujących w ich konkretne kwestie.

LARP terapią nie jest, ale wydaje mi się że każda dorosła osoba powinna przynajmniej raz poczuć jak to jest ZUPEŁNIE zapomnieć kim się jest, choćby na trzydzieści minut. To ćwiczenie w niesamowity sposób rozwijające empatię. A przy tym dające szaloną radość :)

W trakcie trzech dni wiedźmińskiej szkoły spotkało mnie to trzy razy. Raz, gdy “striggerowałem NPCa” i ruszyły dwa poboczne wątki związane z przeszłością szkoły oraz wilkołakiem. Potem w trakcie wiedźmińskiego wieca, gdy ważyły się dalsze losy instytucji.

Po trudnym, raniącym procesie wycelowanym w Wielkiego Mistrza Kaer Tiel podeszliśmy do niego w parę osób z inicjatywy mojego fabularnego brata i wywiązała się rozmowa o pokucie, którą mężczyzna honoru musi czasem odbywać w taki sposób, by uratować nie siebie, lecz pokolenia do przodu, które na niego liczą.

Przysięgam Wam, że żadna ze słuchających tych słów osób nie pamiętała wtedy, że jest Andrzejem z Warszawy, Kasią z Torunia czy Radkiem z Opola. Byliśmy Nortem, Tearianą i Bernhamem. A w naszych oczach szkliło się wzruszenie, bo widzieliśmy skruchę i mądrość starszego od nas dwukrotnie Wielkiego Mistrza.

Trzeci raz zachowam w prywatnych wspomnieniach.

Choć ostatni raz pozwoliłem sobie na aż taką zabawę wyobraźnią mając może dziesięć lat, LARP to nie jest zabawa dla dzieci. To genialna forma psychologicznej, wyzwalającej rozrywki dla inteligentnych, odważnych ludzi cechujących się tolerancją i chęcią współpracy. Nie jest ważne, czy umiesz grać czy nie. Nie jest ważne, czy umiesz fechtować.

Liczy się wyłącznie to, czy jesteś gotowa na trzy dni zapomnieć o swojej prawdziwej tożsamości i zostać odbitą z niewoli u magów dziewczynką, która tak naprawdę nie chce zostać wiedźminką, ale przecież jej dawny oprawca sam się nie odda sprawiedliwości, a śmiertelnik w walce rady mu nie da.

I, chwilę potem, czy będziesz gotowa przeżyć tę historię razem z setką innych ludzi – za dnia i w nocy, pod dachem i na środku bagien, przy świetle pochodni w środku lasu i z ostrzem w dłoni, w trakcie potyczki z temerskimi strażami o niejasnych intencjach.

Ach.

To była jedna z najlepszych przygód mojego życia.

Mam nadzieję, że za rok ją powtórzę.

Mam taki pomysł na kontynuację postaci, że ulala :)

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

PS: Zdjęcia należą do Agencji Reklamowej Raven oraz do Grupy Rekonstrukcji Historycznych Wiwern. Fanpage LARPa można znaleźć pod hasłem “Witcher School” a zorganizowała go  “5 Żywiołów Agencja artystyczno-eventowa“. Prawie każda osoba, która brała wcześniej udział w larpach przyznała, że tak dobrego nie widziała od dawna. Jeśli – tak jak ja – nigdy wcześniej nie przyszło ci do głowy się na coś podobnego zapisać, polecam spróbowanie jednego z oferty 5 Żywiołów. Wiedzą co robią.

Ponadto: Bernhamie, Mistrzu Vesterze, Wielki Mistrzu, Mia, Vesemirze, Redańska księżniczko, Harlawie i Dagmarze i cała grupo Bezimiennych – dziękuję! Z taką ekipą żaden szlak niestraszny :)

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i pokażę Ci różne sposoby na ogarnięcie zabieganego życia.

Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). W efekcie codzienność będzie lepsza, a sprawy - ogarnięte.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 10 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • bezpośredni kontakt do mnie

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany, lifestyle'owy blog ekspercki prowadzony od 2009 .

Piszę na nim o zabieganym życiu. I o tym, jak je ogarnąć. W tekstach łączę lifestyle’owe treści z eksperckimi poradami. W praktyce oznacza to artykuły na codzienne tematy wzbogacone “w środku” fajnymi rozwiązaniami z zakresu optymalizacji obowiązków, psychologii oraz strategicznego podchodzenia do wyzwań. Jeśli przychodzisz po chwilę wyluzowania, wyjdziesz z nowym pomysłem. A jeśli przychodzisz po rozwiązanie, trochę odpoczniesz :)

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail. W przypadku palących problemów nalegam, by skontaktować się ze sprawdzonym fachowcem legitymującym się wykształceniem i potrzebnymi specjalizacjami. To ludzie, którzy starali się latami, by móc Ci pomóc. Głupio by było teraz im na to nie pozwolić :)

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)