Autor: Andrzej Tucholski | 28 marca 2015 | Komentarze:
Czas czytania: około 7 minut

Jak NIE planować dnia – pięć najczęstszych błędów

Perfekcyjne planowanie dni to spektakularna, choć bardzo cicha wypadkowa nauki i sztuki. Z jednej strony mamy lata badań zawodowców zajmujących się ergonomią pracy, zarządzaniem, ekonomią i psychologią. Z drugiej zaś – obfitującą w wydarzenia losowe naturę życia i własne preferencje.

Ten, kto nauczy się balansować obie te światy zaiste posiądzie tytuł avatara naszych czasów :)

Mi jest jeszcze daleko, choć czytam, pytam i przeprowadzam własne eksperymenty w tej dziedzinie od ponad sześciu lat. Fascynuje mnie zwiększanie skuteczności w codziennym, zwykłym życiu. Wierzę, że najciekawsze chwile i największe sukcesy płyną z wielu lat dobrej pracy, nie zaś z pojedynczych, szczęśliwych strzałów.

Jak głosi popularne, angielskie powiedzonko najczęściej przypisywane osobie Andrew Dumont:

“Overnight success comes after years of hard, sustainable work.”

Dlatego chcę się dziś z Wami podzielić pięcioma najczęstszymi błędami popełnianymi przy planowaniu swoich dni. Jeśli interesujecie się takimi tematami, gorąco zapraszam do zapisania się na mój newsletter – Tajemną Listę. Dogadamy się i być może uda mi się dowieźć Ci trochę wartościowej wiedzy :)

A więc:

1. Nieznanie własnego tempa pracy

Wydaje mi się, że to najczęstszy błąd ludzi, którzy dopiero zaczynają zabawę z porządnym ogrywaniem kalendarza. Niektóre z pozostałych przypadłości miewają dwie, przeciwne sobie wersje. Ta istnieje głównie w jednej – przeceniamy swoje możliwości. Sądzimy, że zaplanowane na godzinę spotkanie naprawdę potrwa godzinę, a pracę, którą musimy skończyć do osiemnastej, na pewno wystarczy zacząć o piątej trzydzieści.

Jak wyglądają objawy problemu: regularne “przesuwanie” mniej pilnych obowiązków na kolejne dni; ciągłe niedopełnianie własnych obietnic; frustracja wynikła z nieskutecznego operowania czasem

Jak się go pozbyć: na początku należy zakładać, że wszystko potrwa przynajmniej dwa razy tyle, ile początkowo planujemy. Potem można to zbić do półtora raza.

Dodatkowe ułatwienia: prywatnie lubię zostawiać po 30 minut wolnego pomiędzy wszystkimi zaplanowanymi obowiązkami. W ten sposób nigdy nie mam poczucia zupełnego przytłoczenia pracą a np. spóźniony autobus nie sprawia żadnego kłopotu.

2. Niedopasowanie zróżnicowania obowiązków do preferencji

Jedni ludzie wolą danego dnia robić tylko jeden typ pracy, inni świetnie czują się dopiero wtedy, gdy co godzinę na tapecie jest coś zupełnie nowego. Warto w miarę wcześnie wybadać, do którego grona się należy i planować wszystko zgodnie z tą wiedzą. Grupa pierwsza ma przewagę nad drugą bo praktycznie każde badanie z dziedziny ergonomii dowodzi, że specjalizacja przyspiesza proces niemożebnie, ale praca nad sobą nie powinna przeszkadzać w skutecznym życiu codziennym.

Jak wyglądają objawy problemu: chroniczne “wypadanie ze skupienia” w ciągu pracy

Jak się go pozbyć: zrozumieć własne preferencje i działać zgodnie z nimi

Dodatkowe ułatwienia: mimo wszystko – w trochę dłuższej skali – warto spróbować przestawić się na tryb “bloków” pracy, pozwalają na dużo większą skuteczność wyjściową

3. Zła hierarchia obowiązków

Czytanie biografii różnego sortu Wielkich Ludzi – przemysłowców, artystów, polityków – szybko prowadzi do wniosku, że zaczynanie dnia od najważniejszych wyzwań ma duuuużo wspólnego z późniejszym sukcesem. Tutaj jednak też działa logika poprzedniego punktu – praca nad sobą nie powinna kolidować z codziennymi obowiązkami. Świetnie się sprawuje jako głęboki szkielet podejmowanych decyzji i dodatkowe aktywności “urozmaicające” życie, ale regularny, środkowy “trzon” życia nie powinien przez nią kuleć.

Tak więc: jeśli lepiej się czujesz zaczynając od Dużych Spraw, rób tak. Jeśli jednak wygodniej Ci się “rozpędza” na porcji kilku mniejszych kwestii (ja tak mam) to po prostu raz na jakiś czas popracuj, czy może jednak nie lepiej podpatrzeć największych tego świata :)

Jak wyglądają objawy problemu: szybkie zmęczenie i poczucia znużenia wykonywaną pracą

Jak się go pozbyć: zrozumieć własne preferencje i działać zgodnie z nimi

Dodatkowe ułatwienia: jeśli się traktuje “odpisanie na maile” nie jako zbiór małych obowiązków, ale jako jeden duży, wtedy wygodniej się go wpisuje w kalendarz.

4. Brak wyczucia kiedy być elastycznym

Powtarzając za Woodym Allenem – chcesz rozśmieszyć Pana Boga? To coś sobie zaplanuj :)

Nie da się w życiu zaplanować wszystkiego.

Czasem znienacka właściciel mieszkania wymówi umowę najmu. Czasem ktoś bliski zachoruje. Czasem dostanie się ofertę ekstra płatnej pracy w innym kraju. Wtedy po prostu bierze się taką kwestię na klatę, elastycznie rozwija dotychczasowy plan nadchodzących dni i stara się to jakoś ogarnąć.

Czasem po prostu nie widziany od pięciu lat znajomy znienacka pojawi się w mieście i zarzuci pomysł wspólnej kawy. Wtedy stara się zachować generalny kształt planu, ale dorzuca się taką fajną przyjemność pomiędzy dwie inne, przykładowo: wykonane szybciej lub rozdzielone na dodatkową porcję pracy później w nocy.

A czasem znienacka głowę opęta wizja wieczornego piwka nad Wisłą i olania pracy nad własnym projektem. Wtedy pyta się siebie w cichości serca, czy za dziesięć lat będzie się sobie dziękowało za to piwko, czy za tę noc pracy. I idzie się pracować :)

Jak wyglądają objawy problemu: frustracja wynikła z podejmowania złych decyzji

Jak się go pozbyć: nie kokietować i nie oszukiwać się. Sumienie jest nieomylne i z reguły dobrze się wie, czy daną rzeczy powinniśmy przerzucić na inny dzień, czy nie.

Dodatkowe ułatwienia: jak się wpisze odpowiednio dużo przerw w oryginalny plan to potem nie ma się ochoty na więcej :)

5. Silenie się na wielozadaniowość

Uch. Chyba najgorsza zmora dekady 2000-2010. Z jakiegoś powodu sporo ludzi zajmujących się zarządzaniem doszło wtedy do wniosku, że zmuszanie ludzi do jednoczesnego odpisywania na maile, spisywania kosztorysów i dzwonienia do klientów to świetny pomysł. No, jakby tu tego…

Nie.

Jasne, umiejętność żonglowania kilkoma projektami i ogólne rozeznanie w wielowarstwowej pracy jest kluczowe, by przeżyć na dzisiejszym rynku pracy. Ale już w praktyce, w takim codziennym zajmowaniu się obowiązkami, o wiele lepiej wychodzi skupianie się na jednej czynności naraz. Wtedy nie popełnia się błędów, jest się szybkim i dokładnym. Ważna jest hierarchia (punkt 3) i praca nad odpowiednimi nawykami (punkt 2).

Jak wyglądają objawy problemu: zły humor i poczucie, że robota przytłacza

Jak się go pozbyć: zamiast “chmury” obowiązków rozpisać je w postaci logicznej, prostej ścieżki

Dodatkowe ułatwienia: bardzo, bardzo wielu ludzi, którzy odnieśli sukces zgadza się, że świetną praktyką skupionego, spokojnego podejścia do życia jest medytacja. Mam z nią małe problemy, ale jestem dobrej myśli :)

***

Mam nadzieję, że ten tekst choć trochę Wam pomógł. Jeśli tak jest – podrzućcie go znajomemu, u którego też mógłby się do czegoś pozytywnego przyczynić. Ten blog rozwija się tylko dzięki wsparciu Czytelników. Każdy głos i polecenie są dla mnie fundamentem przyszłego rozwoju :) Dziękuję!

Jeśli interesujesz się psychologią pozytywną, ergonomią, spełnianiem odważnych marzeń i dążeniem ku czemuś większemu w życiu to rozważ też dopisanie się do mojej Tajemnej Listy. To taki newsletter-nie newsletter, na którym pozwalam sobie na większą otwartość niż gdziekolwiek indziej w necie :)

Udanego planowania tygodnia!

Ciao,

Andrzej Tucholski

  • Wpis ciekawy. Od dawna się silę na próbę “zaplanowania”, choćby wpisów na blogu. Jakoś nie wychodzi ;-) Ale mam ostatnio silną motywację, żeby nad sobą popracować. Miłego dnia życzę wszystkim.

  • Krystian Meresiński

    Hej – polskie znaki na mobilnej nie działają zbyt dobrze. Bold im znika, nie wiem czy tez nie zmienia sie czcionka. Nie wiem, to jest jakiś znany błąd?

  • BufKaa .

    Niby wszystko takie proste i oczywiste, a tak trudno wcielić w życie. Zwłaszcza kiedy starasz się pisać pracę dyplomową a jednocześnie masz zamiar miło i bezstresowo spędzić weekend.

  • Chyba popełniam 3 z pięciu wypisanych przez Ciebie błędów… Rany… Ale usprawiedliwię się trochę sama przed sobą, że dopiero od niecałego miesiąca (poprzedzonego poszukiwanie, czytaniem i oglądaniem) znalazłam w sobie tyle motywacji i samozaparcia, żeby się porządnie zająć planowaniem w praktyce, więc jestem w temacie kompletną świeżynką. Dziękuję, że zwróciłeś mi na te rzeczy uwagę! Będę pracować nad nimi! :)

    • Ja w tym siedzę od ponad sześciu lat i nadal spotykają mnie liczne wieczory, kiedy to wytrwale gram na konsoli, a nietknięte badanie patrzy się z wyrzutem ze stołu ;))

  • Super, że przekazujesz nam tu wiedzę z życia wziętą i codziennością przetrawioną :) Bo tych, którzy chcą doradzać nie mają szerszego pojęcia o temacie, jest wielu. Mocno mieszają, niewiele dają. Bardzo fajnie, że jesteś!

  • Piątka, to strzał w dziesiątkę!!

  • Maciej Świerżewski

    No to teraz widzę, czemu planowanie dnia mi nie wychodzi. Seria wpisów z kalendarzem, planowaniem dnia. Nawet rady co do pobudki z rana. Niby proste oklepane tematy, a jednak czyta się je bardzo przyjemnie. Dobra robota : )

  • Wydaje mi się, że w efektywności pracy bardzo ważny jest początkowy rytuał. Ogarnięcie biurka, zrobienie ulubionej kawa czy herbaty. Resztę nawyków wyrabia się z czasem metodą własnych prób i błędów :)

    A zamiast medytować i odlecieć gdzieś daleko lepiej się chyba przejść na spokojny spacer albo zmówić różaniec ;)

    • Gall Anonim

      Hehe różaniec to też taka medytacja, bo jednak musisz się nad nią skupić. :)

      • Moim zdaniem jedna z lepszych – można dzięki niemu skupić się nad swoim sumieniem nawet w tłocznym pociągu :)

    • Zarówno spacer jak i różaniec, jak i kąpiel, metodyczne ćwiczenie siłowe, pływanie, rower, (…), granie na instrumencie czy dowolna inna czynność “uspokajająca” myśli to właśnie medytacja :)

      Nie wiążę tego słowa z żadną konkretną kulturą.

      • Masz rację :) Pozdrawiam!

    • Tak, te wstępne rytuały są niezbędne, przynajmniej u mnie :-)

  • Przykłady z życia wzięte, obserwuję je na co dzień u współpracowników i u siebie (najczęściej nr 2 i 4) w życiu zawodowym. W życiu prywatnym na szczęście jeszcze nie :)

  • W mojej pracy jako konsultantki organizacja oraz planowanie to naprawde bardzo istotne punkty! Bez prawidlowej struktury kalendarzy/spotkan/ odpwiedniego przewidywania ryzyka sukces bylby tylko czystym przypadkiem! Zorganizowanie jest bardzo wazne! Pomimo ze wierze bardzo w spontanicznosc to jednak w pracy jest na mnia mniej miejsca !

  • Świetny wpis! o wielozadaniowości wiem co nieco ;) Gdy studiowałam dwa kierunki jednocześnie, do tego byłam (i jestem nadal) aktywna nie tylko fizycznie, niektóre rzeczy robi się intuicyjnie. Zgadzam się, że medytacja lub czas dla siebie to podstawa dobrej organizacji czasu:)
    pozdrawiam

  • Gall Anonim

    Fajny artykuł, ale odnośnie organizacji w każdej pracy jak sobie zorganizujesz wszystko na samym początku od razu lepiej się pracuje i przynajmniej wiesz co gdzie masz. A od kiedy Andrzej zacząłeś medytować i w ogóle co się stało, że się tego podjąłeś?

    • W zaczynaniu medytować jestem już ekspertem. Gorzej z utrzymywaniem tego nawyku :)

  • nieobiektywniej

    Punkt jeden to samo sedno. Ostatnio też nad tym myślałam, mam kłopoty z ‘wyrabianiem się’, często się spóźniam. Chyba wynika to nie tylko z przeceniania swoich możliwości, ale też braku ich znajomości, a nawet nieliczenie się z nimi. Gdzieś podświadomie siedzi we mnie rozkład zajęć szkolnych, w którym była przypisana określana ilość czasu na poszczególne czynności i nikogo nie interesowało, że jakieś dziecko może potrzebować więcej czasu na przykład na przebranie się na WF albo na zrozumienie formuł matematycznych. I nadal gdzieś to się odbija czkawką, nadal przeznaczam takie odcinki czasu, jakie wydaje mi się, że powinnam zdążyć. Nie zdążam, bo po prostu robię wiele rzeczy wolniej. Ale strach się do tego przyznać przed sobą, bo “inni” pewnie robią szybciej, bo nie chcę odstawać. Tak – sami sobie to robimy.
    Ale wierzę, że nazwanie problemu to już pierwszy krok w dobrym kierunku :)

  • Ja trochę wypadłam z organizowania dnia – może dlatego, że od dwóch miesięcy praktycznie codziennie powtarzam te same czynności. Ale wrócę do tego, bo pamiętam, że jak miałam kalendarz pod kontrolą, to wydawało mi się, że moja doba ma minimum 2 godziny ekstra w ciągu dnia. :)

  • Mam jeszcze jeden pro tip dla osób ciągle się spóźniających i nie potrafiących się wyrobić. I mam na myśli zarówno pracę w wyznaczonym przez siebie czasie, jak i – a może przede wszystkim – zwykłe codzienne czynności. Jak np. poranna toaleta, przygotowywanie posiłków i te wszystkie rzeczy które teoretycznie powinny zająć 5 minut, a w praktyce okazuje się, że zamiast skupić się na konkretnej rzeczy i ją po prostu zrobić odpływamy myślami i z 5 robi się 15 minut. A takich rzeczy w ciągu dnia jest naprawdę sporo.

    Rada jest prosta. Noś… zegarek. Zwykły naręczny. I wyrób sobie nawyk zerkania na niego. I nie telefon go nie zastąpi. Kiedy patrzysz na komórkę od razu masz ochotę sprawdzić dziesiątki innych rzeczy i zamiast tylko szybko zerknąć na godzinę tracimy kolejne cenne minuty.

    I gdy zabierasz się za pracę dziel je na mniejsze etapy od razu planując ile zajmie Ci każda czynność. Najpierw odpiszesz na maile, następnie wyszukasz te informacje na jutro, a na koniec nawet zdążysz zjeść przed wyjściem na pociąg? I to wszystko tylko w godzinę? Yhy. Jasne. Tylko większość z nas, albo przy odpisywaniu zacznie niepotrzebnie przeciągać pisanie zbyt długo zastanawiając się nad prostymi odpowiedziami, albo szukając potrzebnych nam informacji skończy “tylko przez chwilę” oglądać ostatnio wrzucone gify z kotami. I zamiast jeść śniadanie biegniemy z na wpół ubraną kurtką na spotkanie. A później jesteśmy głodni i cały dzień już żyjemy w pośpiechu skacząc od jednego do drugiego zadania.

    Dlatego realnie ustalajmy potrzebny nam czas i zerkajmy na ten zegarek. Nic tak nie motywuje do przestania bujania w obłokach jak jego cholerne wskazówki ;)

    • Kasia

      Dziękuję za wyjaśnienie tajemnicy mojego szaleńczego trybu życia ostatnich kilku miesięcy. 2 czynniki – 1. zepsuł mi się zegarek 2. zmieniłam stary, poczciwy telefon-nie-smartfon na to cholerstwo z milionami możliwości, internetem i wszystkim czego dusza zapragnie. Efekt – zagapianie się w ekran przez niezliczoną ilość czasu. Zegarek to błogosławieństwo, nie zwróciłam wcześniej uwagi, że czas kontrolowany wskazówkami zegara a nie wyświetlaczem telefonu mega pomaga. Idę naprawić zegarek! Dzięki!

  • Prowincjonalna Nauczycielka

    Ad. 4. Przeczytałam Twój tekst i wsiadłam w auto, by odwiedzić myjnię. Po drodze planowałam sobotnie porządki, zakupy i milion innych spraw w przedświąteczny weekend. A później ktoś we mnie wjechał i najbliższe 6 tygodni będę jednoręczna;-) Mądry gość z W.A.;-)))

  • O. Zobacz, a ja generalnie zawalam większość tych zasad, a jednak mój dzień nie jest pasmem porażek i zaliczonych gleb prosto w twarz :) Może to kwestia stylu życia jakie prowadzę, czy też, po po prostu wrodzonej dyscypliny osobistej.

  • Muszę przemyśleć wszystkie punkty i chyba zastosować u siebie. Szczególnie ta wielozadaniowość mnie martwi, bo ja robię kilka rzeczy na raz. Wydaje mi się, że to zależy od rodzaju pracy czy robienie kilku rzeczy na raz pomaga czy przeszkadza:)

  • Goodforyou blog

    Dzięki za ten post!

  • Saovine

    Prokrastynacja to przypadłość perfekcjonistów. Pierwsze słowo brzmi tajemniczo i niewielu z czymś się kojarzy, drugie nacechowane jest pozytywnie. Myślę o sobie “perfekcjonista”. Lepiej mi i nadal odkładam rzeczy na za tydzień.

    • Mam dokładnie taką samą sytuację.

  • Katarzyna Moś

    Najlepszy planner dnia to ” dzieci”. Po prostu jak są w przedszkolu czy szkole trzeba poświęcić czas na własny rozwój !, bo potem to już tylko pozostaje robienie obiadu, pranie, prasowanie, lekcje, zajęcia dodatkowe.I niestety nie można niczego odłożyć do robienia na noc, bo po prostu pada się na twarz i zasypia w “locie”. Macierzyństwo uczy też wielozadaniowości i w zasadzie to ją wymusza. I wcale tu nie narzekam tylko opisuje rzeczywistość:-))) Nadmienię fakt, że jeszcze muszę znaleźć w tym czas na pełnoetatową pracę zawodową. Jedyne co planuje to obiady na cały tydzień.Tutaj trzeba się trzymać planu, żeby czasu nie tracić i nie zagłodzić rodziny :-)))

  • O tak, wielozadaniowość – ostatnio na niej poległam. Mój organizm i umysł zbuntowały się – o ile kiedyś szczyciłam się tym, że robię kilka rzeczy na raz, tak teraz zaczynam od tego odchodzić … dla zdrowia. W niektórych sytuacjach co prawda jest to fajne, ale na dłuższą metę i z perspektywy czasu może przynieść więcej złego niż dobrego.

  • Bardzo pomocne rady. Dzięki!

  • Skąd ja znam wielozadaniowość! Jak tylko sobie uświadomię, że trochę za dużo na siebie nakładam i staram się w miarę rozluźnić swój planner, to potem wracam do punktu wyjścia. “O! Przecież mi tak dobrze i lekko idzie. Może by tu coś dodać, skoro tak się ze wszystkim wyrabiam” No i tak sobie dodaję, aż się w końcu nie wyrabiam. Ale mam zamiar nad tym popracować! Dzięki za wskazówki! ;)

  • Patryk

    Moją radą #1 jest uznanie dyscypliny za wartość nadrzędną w naszym życiu i oddzielenie czynów od jakiejkolwiek innej sfery (czy to wielkie słowa, czy to myśli, czy emocje).
    3 lata temu byłem nieudacznikiem, który w soboty spał do 13.

    Teraz jestem pogodnym, zdyscyplinowanym wojownikiem. “Żyję chwilą”, ale w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu. Planuję następny dzień, realnie oceniając przy tym swoje możliwości. Wstaję rano i nie załamuje mnie 200 ton wizji o nadchodzącym trudzie. Nie ma wczoraj, nie ma jutra, nie ma potem. Jest tylko teraz. Nie biegnę agresywnie, nie tracę zapału, utrzymuję jednakowe tempo. Moje życie to maraton, nie sprint. Wykonuję swoje zadania, jedno po drugim, odhaczając je po kolei na liście w telefonie. Ćwicząc na siłowni, skupiam się na każdym powtórzeniu – nie wybiegam myślami dalej, niż koniec aktualnej serii. Ucząc się, skupiam uwagę na jednym zagadnieniu – mogę mieć do przerobienia 200 slajdów albo 100 zadań, i tak mnie to nie przytłoczy – zawsze skupiam uwagę tylko na jednym, aktualnym, z głęboką świadomością, że robię dokładnie to, co do mnie należy. Jeśli złapię się na tym, że kolejny raz dałem się ponieść fantazji i gdzieś tam głęboko w myślach “miałem ten świat w garści”, natychmiast sprowadzam się na ziemię pytaniem “co jest do zrobienia TERAZ?”. W pełni akceptuję tempo swojej pracy, bo wiem że wytrwałość, systematyczność, dyscyplina i cierpliwość to potęgi, od których efekt końcowy jest zależny niemalże w stu procentach. Mam po prostu żelazne priorytety – najpierw rozwój, potem przyjemności. Co nie oznacza, że nie mam czasu na spontany. Wręcz przeciwnie – pójdę dziś na “piwko nad Wisłą” (kocham Warszawę!), to jutro wcześniej wstanę lub później położę się spać.

    Kilka rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie mojego rozwoju:
    Plan dnia, zegarek, yerba mate, 20 min drzemki za dnia :)

    • Bardzo słuszne podejście, by żyć tu i teraz. Wybieganie na przód w niczym nie pomoże, a wręcz może zaszkodzić.

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i pokażę Ci różne strategie na ogarnięcie życia. Pogadamy też o kulturze.

Na tym lifestyle'owym blogu eksperckim znajdziesz luźne tematy (seriale) płynnie połączone z pragmatycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Kanał na YouTube jest o tym samym, tylko weselej, bo mogę wymachiwać rękami.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • bezpośredni kontakt do mnie
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, którą potem będzie można z dumą pokazać w raportach.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany, lifestyle'owy blog ekspercki prowadzony od 2009 roku.

Poświęcony jest strategiom na ogarnięcie życia. A także kulturze, no bo jak to tak, żyć bez seriali? W skrócie oznacza to, że artykuły na lifestyle’owe tematy wzbogacone są “w środku” eksperckimi poradami z zakresu optymalizacji obowiązków, psychologii oraz strategicznego podchodzenia do wyzwań. Jeśli przychodzisz do mnie po chwilę wyluzowania, wyjdziesz z nowym pomysłem. A jeśli przychodzisz po rozwiązanie, trochę odpoczniesz :)

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail. W przypadku palących problemów nalegam, by skontaktować się ze sprawdzonym fachowcem legitymującym się wykształceniem i potrzebnymi specjalizacjami. Ci ludzie starali się latami by móc Ci pomóc. Głupio by było teraz im na to nie pozwolić :)

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)