Jak dzisiaj wygląda World Trade Center

 

Pamiętam, że 11 września 2001 roku wróciłem wcześnie do domu. Pamiętam, że krótko po zjedzeniu obiadu podniosłem głowę znad bloku rysunkowego by popatrzeć na włączony telewizor. Program został przerwany, by pokazać jedną ze straszniejszych tragedii naszych czasów. 

Dzisiaj, po latach, teorii na temat zamachu na World Trade Center jest pewnie tyle, ilu ludzi zainteresowanych tematem. Spotkałem się z filmami dokumentalnymi pokazującymi stronę oficjalną, spotkałem się i z takimi o stronie konspiracyjnej. Sporo komentatorów regularnie zwraca uwagę na to, że blisko trzy tysiące ofiar to, niestety, wcale nie jest taki rzadki wynik. Wiele konfliktów zbrojnych w Afryce i na Bliskim Wschodzie podnosi ten niechlubny, tragiczny rekord przy okazji każdej nowej kampanii militarnej wycelowanej w aktualnego wroga.

Prywatnie jestem jednak zdania, że pod wieloma względami zamach na WTC może należeć do ścisłej czołówki najstraszniejszych wydarzeń w historii świata. Nie jest on wyjątkowy pod kątem następującego później konfliktu, nie jest też on wyjątkowy pod kątem pobudek stojących za działaniami terrorystów.

Jest wyjątkowy w tym, że zmienił raz na zawsze odczuwany poziom bezpieczeństwa praktycznie wszystkich mieszkańców Stanów Zjednoczonych i sporej części Europy (współodpowiedzialne jest za to istnienie mass-mediów i “system naczyń połączonych” przekazywanych przez nie treści). Równie dalekosiężnego ataku psychologicznego świat wcześniej nie znał.

Dlatego wiedziałem, że będąc w Nowym Jorku muszę to miejsce zobaczyć na własne oczy. Moim zdaniem zawsze będąc w nowym mieście należy iść w punkty ważne dla kultury lokalnej. Mogę jakiś obiekt oglądać w telewizji tysiące razy, ale dopiero patrząc na twarze ludzi na miejscu zacznę mieć choć szczątkowe zrozumienie, co dana sprawa naprawdę znaczy.

Początek z dystansu

Na barierkach Brooklyn Heights Promenade, miejsca kultowego dla filmów i ślubnych sesji fotograficznych, co chwilę wiszą drobne przedmioty mające na celu przypomnieć ludziom o tragedii, która wydarzyła się dosłownie obok. Tuż za barierką znajduje się East River a tuż za rzeką od razu zaczyna się Financial District, południowa część Manhattanu.

Czasem są to kwiaty z dołączonym listem.

A czasem zniszczone pogodą, ale nadal bardzo wyraźne zdjęcia uwieczniające stan rzeczy sprzed 9/11.

Naprawdę smutno robi się dopiero, gdy podniesie się głowę. Czegoś brakuje, jest coś nowego.

Bezpośrednia okolica World Trade Center oddaje hołd wydarzeniu sprzed czternastu lat praktycznie na każdym kroku. Różne kultury radzą sobie z tragedią tamtego dnia po swojemu. Niektórzy budują małe ołtarzyki, inni trzaskają spektakularne murale. Wydaje mi się, że ten misz-masz to przy okazji bardzo dobry symbol Nowego Jorku sam w sobie.

Co zostało po Twin Towers?

Około godziny 9 rano dwa samoloty pasażerskie ze zbiornikami pełnymi paliwa uderzyły w symbol Nowego Jorku – bliźniacze wieżowce z samego południa Manhattanu. Około godziny siedemnastej nie było już ani Twin Towers, ani WTC3, ani WTC7.

Budynki WTC4, WTC5, WTC6, World Financial Center 3, Deutsche Bank Building, Winter Garden, 130 Libery Street, 90 West Street, 140 West Street oraz okoliczna cerkiew prawosławna zostały zrujnowane przez zawalenie się zaatakowanych budynków, spadające odłamy elewacji i kolumny rdzenia i szalejące pożary. Większość z nich została później rozebrana lub doszczętnie przebudowana.

Zginęło blisko trzy tysiące ludzi, w tym kilka setek ratowników, strażaków, lekarzy i policjantów.

Na miejscu Twin Towers powstały dwie fontanny, puste miejsca w ziemi, z których brzegów woda spływa do rdzenia, którego dna nie da się zobaczyć z poziomu ulicy. To smutny i przerażający widok. Warto w myślach pomnożyć tę przestrzeń razy 110 pięter każdego z tych budynków. A na każdym piętrze dziesiątki, setki osób mających swoje małe, śmieszne zwyczaje, duże marzenia i plany na weekend.

WTOne-2

W okolicy turyści robią sobie zdjęcia, nowojorskie rodziny wkładają w nazwiska kwiaty i cicho płaczą a policjanci, gdy zapytani, opowiadają, że to piękne i szczęśliwe, że ten plac zaczyna wzbudzać wzruszające wspomnienia, a nie tylko strach.

Co powstało dookoła?

Choć same Twin Towers nie zostały odbudowane, okolicę zagospodarowano pod bardzo dużo inwestycji.

Część z nich to “zwykłe” wieżowce.

Część to szalenie kontrowersyjna konstrukcja Transportation Hub. Pół miasta ją kocha, pół chce zburzyć jeszcze przed otwarciem. Odniosłem wrażenie, że nowojorczycy dzielą się tak praktycznie przy każdej decyzji budowlanej mogącej “naruszyć” ich prywatną stolicę.

A część to 1 World Trade Center, znany też jako World Trade One lub, potocznie, Freedom Tower.

To wielki, piękny budynek.

Z jednej strony bardzo podoba mi się jego bryła (łącząca dwa upadłe wieżowce w jeden – “podwójny”), z drugiej zaś widać, że wywołuje uśmiechy na twarzach nowojorczyków. A to chyba najważniejsze.

Podobno z jego szczytu Nowy Jork prezentuje się wyjątkowo dobrze. O pięknych przeżyciach opowiadało mi bardzo dużo osób, dla których wjazd na 1WTC był wpisany w plan wycieczki od początku.

Ja postanowiłem dozować wrażenia i w trakcie pierwszego pobytu w NYC ograniczyć się wyłącznie do Top of the Rock (artykuł wkrótce). Ładnymi zdjęciami z 1WTC podzielił się za to Jason, możecie zatem rzucić okiem do niego.

Nowy krajobraz Manhattanu prezentuje się dobrze zarówno z bliska…

… jak i z daleka. Nie wydaje mi się, by Freedom Tower stała się aż takim symbolem miasta, jakim były Twin Towers, ale trzeba przyznać, że prezentuje się naprawdę okazale. Jest w Nowym Jorku coś takiego, co trochę przypomniało mi o Warszawie – oba te miasta cechuje w zasadzie nieskończona zdolność do odbudowywania się po klęskach. Mam taką prywatną teorię, że to przede wszystkim zasługa koktajlu idealizmu i romantyzmu zasilającego serca mieszkańców :)

Swoją drogą – na pierwszym planie powyższego zdjęcia widać Brooklyn Bridge. Jeśli macie ochotę przeczytać mój bogaty w zdjęcia tekst poświęcony, no cóż, przechodzeniu przez niego (a cóż innego można robić z mostem?) to zapraszam do poprzedniego tekstu poświęconego mojej wizycie w Nowym Jorku :)

Wszystkie dotychczasowe publikacje zza oceanu znajdziecie pod tym linkiem, a ja korzystając z okazji zapraszam do zapisania się na Tajemną Listę, mój prywatny newsletter, dzięki któremu załapiecie się na sporo materiałów dodatkowych rozwijających bloga, a także nie przegapicie żadnego nowego tekstu poświęconego NYC.

W październiku warto też obserwować mnie na YouTube – Turbo Questem na ten miesiąc są również moje przemyślenia związane z tą podróżą. Tematy poruszane tam nie pokrywają się z tematami artykułów na blogu, więc nawet jeśli będę przynudzał, to przynajmniej nie na ten sam temat :)

Przykładowo, tutaj ostatnie nagranie o mieszkańcach NYC:

Trzymajcie się ciepło.

Ciao,

Andrzej Tucholski

 

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Robię sporo rzeczy.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, jeden z moich podcastów, konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies