Autor: Andrzej Tucholski | 12 listopada 2015 | Komentarze:

14 ciekawych przekąsek z NOWEGO JORKU

Nie ma dla mnie podróży w nowe miejsce bez spróbowania lokalnych przekąsek. “Duże”, restauracyjne dania często można w takiej lub innej formie znaleźć w Polsce, ale street food? To jest dopiero klimat :)

Nowy Jork jest pod względem jedzenia wyjątkowy, bo ciężko tam znaleźć coś naprawdę “nowojorskiego”. Jest za to piękny i rozległy miszmasz kuchni tysiąca kultur. Są falafele na słodko. Są lody na słono. Jest pizza, ale z rybami. Jest potrawka, ale w cieście. Dla każdego coś odjechanego.

Postanowiłem zatem oszczędzić Wam wymieniania wszystkich tych kombinacji i skupić się na przekąskach, z którymi związała się warta przekazania dalej anegdota lub ciekawostka :)

Po pierwsze – coś do picia

Przewrotnie zacznę nie od faktycznych przekąsek, ale od wody. W Nowym Jorku jest za darmo w każdej knajpie. Z prostego powodu – kranówa nadaje się do picia i jest smaczna. Źródełka powinniście też znaleźć w większości parków. Bardzo mi się to podobało. Widok spacerowicza napełniającego bidon jest czymś tak naturalnym jak – uwaga, uwaga – poidełko dla psa :)

Spójrzcie na cokół prawej fontanienki.

No dobra, ale przechodząc do bardziej wyrazistych rzeczy, niech będzie pumpkin spice latte ze Starbucksa. Tak między nami to umieściłbym ten napój pomiędzy piciem a jedzeniem gdyż nie czułem po nim głodu przez 2-3 godziny.

Aha – widzicie ten budynek za kubkiem? To tam kręcą Late Show with Stephen Colbert :)

Chociaż z rzeczy “ciekłych” najbardziej zdziwiły mnie wszędobylskie szejki z dodatkiem białka. Są w każdym sklepie, w dziesiątkach smaków i wydań. Trochę ciężej znaleźć takie bez białka.

Ponieważ a) docisnął mnie jetlag oraz b) mieszkałem nad 7eleven, przez prawie cały pobyt jadłem śniadanie koło piątej rano i było to pożywienie w postaci takiej buteleczki. Starczała do dziesiątej. Jednak co protein powder to protein powder.

Po drugie – coś słodkiego

NYCfood-6

Na festiwalu świętego Gennaro (z tego co zrozumiałem to to jest ruchome “święto” odpalane gdy zachodzi taka potrzeba – tym razem zadziałała wizyta Papieża) dałem się skusić na to maleństwo w kubeczku.

Daję Wam teraz parę sekund byście zgadli, co to może być.

Nie oszukiwać!

NYCfood-7

Rozwiązanie zagadki: to lody pistacjowe smażone w głębokim tłuszczu. Naprawdę.

W momencie przygotowania tego deseru kucharz wyciąga z NIELUDZKO zimnej lodówki mały, okrągły kamyk lodzik, obtacza w czym trzeba i wrzuca niczym pączka, do zbiornika z wrzącym tłuszczem. Po chwili wychodzi – nadal zimny! – lód w cieście :D

A skoro przy lodach jesteśmy – to jest shaved ice. Pan miał WIELKĄ bryłę przezroczystego lodu, którą “heblował” do postaci cieniutkich paseczków, łamał je i nakładał do kubeczka, a na końcu polewał syropem. Lżejsze od lodów i świetne na 30 stopni Celsjusza w cieniu.

Po trzecie – coś na ząb

Ta kanapka sama w sobie nie była jakaś super halo, ale widzicie te chipsy obok? Nie prosiłem o nie. W Nowym Jorku bardzo łatwo dostać spory side tak po prostu, bo jest przewidziany w menu jako nierozłączna część dania. Spodobało mi się :)

A to jest nowojorski hummus z małej, urokliwej knajpki Mogadore. Tej, w której zwykł kiedyś bywać Woody Allen :)

OK. Tego zdjęcia dotyczy nie jedna, a wiele anegdotek. Zacznę od Snapple, czy picia. Słyszałem o nim w dziesiątkach różnych seriali/artykułów/podcastów i książek. Faktycznie jest tak paskudny, jak opowiadano. Oczywiście, musiałem sprawdzić samemu.

Kolejny niech będzie ogórek kiszony. To jakieś nowojorskie zboczenie, tam “pikla” można złapać do prawie wszystkiego.

Zestawienie domykam burgerem. To był zwykły burger z podłego burger jointa, cena koło pięciu dolarów (to BARDZO tanio jak na podobną szamę przy Flatironie) a był tak pyszny, że ślinię się na sam widok zdjęcia. Tak mocny, że pomiędzy kęsami nie dało się oddychać i tak doprawiony, że od tamtej pory inne mi mniej smakują :)

Po czwarte – coś na śniadanie

NYCfood-12

Dopiero czwartego dnia udało mi się wstać po szóstej, a zatem wyjść z domu gdy były już otwarte bajglownie. O ludzie. Nowojorski bajgiel (plain, baked, veggie cheese) to jest coś TAK PYSZNEGO, że po prostu się poddaję z opisem. Trzeba spróbować.

NYCfood-15

Ostatecznie najbardziej posmakował mi zestaw ze świeżo wyciskanym, lodowatym sokiem z pomarańczy. Mieszkałem koło Central Parku, więc brałem coś takiego do papierowej torby i szedłem zjeść śniadanie patrząc na piękny, budzący się błyskami okien i ryknięciami syren Manhattan.

Po piąte – coś SŁODSZEGO

Big Gay Ice Cream. Kultowe, mega wpływowe lody, po które specjalnie jedzie się sporą część wyspy. Ręka po lewej należy do Kasi Gandor, która wzięła giganta z większą ilością czekolady niż niejeden słoik Nutelli. Ręka po prawej należy do mnie.

Mój rożek miał w środku “glazurę” z posolonego, skondensowanego mleka. Potem wylano tam śmietankowo-waniliowy lód. A potem lód również polano posolonym, skondensowanym mlekiem. TO BYŁ NAJLEPSZY LÓD W MOIM ŻYCIU.

(Ciekawostka: w sam koniuszek rożka, o czym wcześniej nie wiedziałem, też mi dano trochę Nutelli.)

(Kocham Big Gay Ice Cream.)

… a za to zdjęcie nawet nie wiem, jak się zabrać. Jason Hunt uznał, że pokaże mi kultową knajpę z czekoladą, Maxa Brenneta. No i trochę popłynęliśmy. Widzicie szklankę? To darmowa woda z kranu, jedyna zdrowa rzecz na stole :))

Widzicie bitą śmietanę? Pod nią chowa się blisko półlitrowy mix lodów o smaku: czekolady, masła orzechowego i wanilii wymieszany z prażonymi w chilli orzeszkami, wędzonymi bananami, cynamonowymi jabłkami i jeszcze paroma cudownymi dodatkami. Jakby mi było mało czekolady, dostałem jeszcze dwie dodatkowe polewy w osobnych naczyniach.

Widzicie połówkę pizzy? To jest pizza z Nutellą i marshmallowami.

Przysięgam, że się z tej knajpki po prostu wytoczyłem.

Po szóste – coś, czego się bałem

Jak być może wyniuchaliście z dotychczasowych zdjęć, nowojorczycy bardzo lubią pikle i maczanie różnych rzeczy w głębokim tłuszczu. Na festiwalu świętego Gennaro znalazłem więc oczywiście deep fried pickles.

Nie.

A to z kolei mój lokalny 7eleven. Widzicie te trójkąciki? To są nachosy otoczone (chyba) jakimś mięskiem i (na pewno) serem a potem usmażone w głębokim tłuszczu w ostrej panierce.

Nie.

Po siódme – coś, o czym zapomniałem

Zapomniałem uwiecznić dla Was na zdjęciu hot doga od ulicznego sprzedawcy. Kosztował dolara i był bardzo niedobry, no ale wiecie, hot dog w Nowym Jorku i tak dalej :))

O, i tyle ode mnie.

Jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące szamy w Wielkim Jabłku to piszcie w komentarzach, chętnie się poudzielam. A jeśli o czymś faktycznie zapomniałem (nie tylko zrobić zdjęcia, ale też zjeść w ogóle) to tym bardziej piszcie! Wracam do NYC na sto procent, więc następnym razem nie chcę przegapić!

Wszystkie dotychczasowe teksty dotyczące Nowego Jorku znajdziecie tutaj. Wszystkie filmy o tym wyjeździe – tutaj. A przy pomocy tego linku możecie zapisać się do Tajemnej Listy i na bank nie przegapić kolejnych materiałów z wyprawy na Manhattan :)

Ciao,

Andrzej Tucholski

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem oraz twórcą internetowym.

Pokażę Ci jak duży i praktyczny wpływ na człowieka ma psychologia. A także pogadamy o sposobach na ogarnięcie zabieganej codzienności w taki sposób, by życie było spokojne i bardzo udane. Znajdziesz tu lifestyle'owe tematy (seriale) płynnie połączone z praktycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Zapraszam!

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Aha, nagrałem też kurs.



Kurs uczenia się dla dorosłych to kompleksowe szkolenie uczące jak się uczyć. 17 lekcji wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować własny system nauki. Dzięki niemu przyswoisz psychologiczne podstawy uwagi i pamięci. Nauczysz się korzystać z najlepszych sposobów na efektywną naukę i technik pamięciowych. Zajmiemy się też motywacją i zachowywaniem spokoju w obliczu wyzwań. A wszystko podane tak, by maksymalizować mocne strony uczenia się w przypadku osoby dorosłej.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs opiera się o moją autorską strategię PROPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

I to nie jeden kurs!



"Ogarnij maturę w tydzień" to kompletny kurs, który dzięki 7 lekcjom wideo tłumaczy od początku do końca jak zbudować system nauki do matur. Dzięki niemu nauczysz się uczyć, rozplanujesz starania, nie zmarnujesz czasu a nawet zrobimy tak, by się za bardzo nie stresować. Każda prezentowana w nim porada została przetestowana wiele razy i pochodzi z mojego doświadczenia, a także jest oparta o naukę. I co najważniejsze - działa. Tak zwyczajnie.

Mówiąc krótko: zawarłem w nim całość mojego prywatnego systemu do ogarniania rzeczywistości.

Kurs został objęty patronatem merytorycznym Uniwersytetu SWPS.


Przeczytaj Obejrzyj kurs

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 4 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • a także kolejne materiały!

Chcę zapisać się do newslettera, a co za tym idzie wyrażam
zgodę na otrzymywanie na mój adres e-mail informacji o nowościach,
promocjach, produktach i usługach Andrzeja Tucholskiego.
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, z której potem będziemy dumni :)

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany lifestyle'owy blog ekspercki o psychologii. Prowadzę go od 2009 roku.

Piszę na nim o praktycznym wpływie psychologii na człowieka. I o tym, jak ogarnąć zabieganą codzienność w taki sposób, by życie było spokojne i udane.

Życzę Ci bardzo udanego dnia!.

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem - psychiatrą lub terapeutą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!