10 rzeczy, których już nie robię

 

Mało jest wskaźników, które wprost pozwalają poczuć się dojrzalej niż rok wcześniej. Jak ktoś radykalnie zmienił styl (no more eighties!) albo przeprowadził się samodzielnie do innego kraju to sprawa jest jasna, ale w tak zwanym “codziennym życiu”?

Nie ma łatwo.

Można pójść po najmniejszej linii oporu i zastanowić się nad tym, co się robi w życiu nowego. Problem jest jednak taki, że “nowego” robi się zazwyczaj bardzo dużo. Niektóre “nowe” zostaje i przemienia się w część nas samych, inne “nowe” odpada po paru tygodniach i nawet za bardzo o nim nie pamiętamy. Jakieś “nowe” można w sobie wyrobić nawet na przełomie trzech-czterech tygodni.

Mam zatem wrażenie, że celniej jest skupić się na rzeczach odwrotnych. Tych, których się już nie robi. Bo się z nich wyrosło, bo się przestało widzieć ich wartość – powód jest drugorzędny. Liczy się sama zmiana. Tak jak przyswojenie “nowego” w trzy-cztery tygodnie jest możliwe, tak “wyjście” z zachowania z reguły zajmuje o wiele, wiele dłużej.

Myślałem o tym sporo w minionym tygodniu, bo widzisz, trzy dni temu miałem urodziny. Zastanowiło mnie, co to dokładnie oznacza i po czym mogę faktycznie “poczuć”, że jestem gdzie indziej, że jestem kimś innym niż rok, pięć, dziesięć lat temu.

Znalazłem dziesięć zachowań, dawniej częstych, a których aktualnie prawie w ogóle nie widuję.

Czego już nie robię?

[divider line_type=”No Line” custom_height=”10″]

1. Przesadne martwienie się o przyszłość. 

Dawniej przychodziło mi łatwo i zdarzało się stanowczo częściej niż rzadziej. Dzisiaj nadal regularnie odpalam coś podobnego, ale tym razem konstruktywnego i opartego o rozwiązania. Chyba możemy nazwać to “czujnością”. Jakiś czas temu pojąłem, że “martwienie się” jest niepraktyczne.

I co z tego, że może mi nie wyjść. Lepiej skupić się na tym, jak zrobić, żeby wyszło.

2. Wieczne walczenie o czas.

Poniżej możecie zobaczyć zamazany screen mojego typowego tygodnia w kalendarzu. Praca lub inna forma wysiłku po 10-14 godzin dziennie, brak weekendów od liceum, wiecznie goniące terminy. To cechy stylu życia, dzięki któremu jestem dzisiaj dokładnie w miejscu, czasie i punkcie rozwoju, który mnie interesuje. Nie jest to jednak stan, który można ciągnąć w nieskończoność. Od niedawna stosuję zupełnie inne podejście do planowania swoich dni.

Przypomniały mi się dawno zasłyszane słowa, że czas jest dla mnie, a nie ja dla niego.

3. Ściganie się z oczekiwaniami innych.

Uch. To był jeden z cięższych przypadków, bo potrafił się uruchomić nawet w bardzo pozytywnym kontekście przyjaciół, albo cudownych ludzi poznawanych na konferencji Alive in Berlin. Pochodził oczywiście w całości z mojej głowy. W praktyce mało kto ma względem Ciebie jakiekolwiek oczekiwania. Większość ludzi, nawet bliskich, ma względem Ciebie nic, bezkształtną neutralność

Każdy mijający rok upewnia mnie coraz stabilniej w przekonaniu, że 99,9999999% świata nie poświęca mojej osobie nawet jednej myśli rocznie. Uwielbiam ten stan.

4. Przejmowanie się tym, co jest cenne dla ludzi, którzy nie są dla mnie najważniejsi.

To trochę “złagodzona” wersja jednego z moich ulubionych cytatów ze Sknerusa McKwacza. Dawniej często starałem się pomóc praktycznie każdemu, komu tylko byłem w stanie. To, że spotykała mnie z tego powodu ogromna ilość problemów i niewdzięczności to temat na osobny wpis.

Dzisiaj większość z tych drzwi pozamykałem. Chcę mieć więcej uwagi dla swojej rodziny, bliskich, dziewczyny, przyjaciół – no i siebie.

5. Przesadne porównywanie się.

Nadal to robię – ale teraz sam wybieram, do kogo się porównuję. Do niedawna budowałem sieci ocen względem naprawdę przesadnie licznego grona rówieśników, innych ludzi robiących to samo co ja, zasłyszanych anegdot. To nie ma żadnego sensu. Teraz wolę wybrać sobie pięciu mistrzów i uczciwie przeciwstawiać mój rozwój ich dorobkom.

Ale już teraz widzę, że za parę lat będzie pora odpuścić i mistrzom. Na koniec dnia człowiek powinien przeciwstawiać swój rozwój wyłącznie własnym oczekiwaniom. A przynajmniej tak mówią ludzie, których podziwiam :)

6. Wieczne kwestionowanie swojej intuicji

To pewnie płynie z tego, że prawie zawsze byłem wszędzie najmłodszy. W mojej pierwszej pracy byłem o ponad 6 lat młodszy od kolejnego najmłodszego pracownika. AndrzejTucholski.pl (dawniej jestKultura.pl) osiągnął sukces zanim skończyłem 21 lat. Udało mi się to dzięki ciężkiej pracy, ciągłemu uczeniu się i nieustającemu szukaniu nowych informacji oraz praktyk, dzięki którym mogę się lepiej rozwinąć. Niestety, długotrwałe nastawienie tylko na naukę skutkuje coraz mniejszym zaufaniem do własnej intuicji. Człowiek nabiera pewności, że na pewno jest ktoś, kto wie od Ciebie lepiej.

I pewnie jest. Ale co z tego? Teraz od podobnego braku zaufania odchodzę. Nie wpadłem w jego terytorium w pełni, ale znalazłem się tak blisko granicy, że zaczęli mnie już powoli haltować celnicy.

Nadal jestem młody – te parę dni temu skończyłem dwadzieścia cztery lata – ale tematy, którymi się dziś zajmuję zgłębiam odkąd miałem lat szesnaście. Zresztą, tamte urodziny spędzałem wyrabiając sobie NIP, by móc jak najszybciej pracować :) Kiedyś musi nadejść pora na początek przestawiania się z trybu ucznia na tryb ucznia-eksperymentatora-praktyka.

Czerpanie z wiedzy jest niesamowite. Kąpiel też jest super. Ale wieczne tonięcie już nie. 

7. Przesadne zabieganie o przyjaciół. 

Wydaje mi się, że to jest pułapka, w którą wpada prawie każdy kończący liceum i zaczynający studia. Zaczyna cenić się sam fakt “przyjaźni” o wiele wyżej od tego, czy dany przyjaciel na pewno jest najlepszą osobą, z którą mogę utrzymywać kontakt. Dzisiaj już się tym aż tak nie przejmuję. Gdy czuję, że się od kogoś odsuwam to pewnie na tym po prostu polega życie. To działa w obie strony. Nie mam za złe, gdy ktoś coraz rzadziej ma czas się spotkać. Nie oceniam jego sytuacji życiowej i zakładam, że tego mu teraz trzeba.

8. Przejmowanie się, że nie kończę gier video. 

No po prostu tego nie robię. Mówi się trudno i kupuje kolejne Humble Bundle za siedem dolarów jakby jutra miało nie być.

9. Spychanie snu na sam koniec listy priorytetów. 

Nie wiem, który konkretnie słowiański skrzat szczający na wioskach do mleka mi to podpowiedział, ale na początku studiów bardzo zaimponowało mi obcinanie godzin ze snu. To chyba najgłupsza rzecz, jaka kiedykolwiek wydawała mi się fajna. Dopiero na magisterce zauważyłem, że jak śpię cztery godziny, to potem potrzebuję na obowiązki godzin czternastu.

A jak śpię osiem, to potrzebuję sześciu.

Nawet nie wiecie ile czasu mi zajęło zrozumienie, że po nocce pracy nie powinien następować dzień pracy.

10. Rozpamiętywanie nieprzyjemnych sytuacji z przeszłości

W pełni z tym się nigdy nie wygra. Mój umysł nadal lubi mi przerwać mycie naczyń emisją klipu pod tytułem “A PAMIĘTASZ JAK TOTALNIE DAŁEŚ CIAŁA WTEDY W GIMNAZJUM?” ale teraz staram się na to reagować śmiechem. No co tu kryć – człowiek nie raz zaliczył totalną wtopę. Nie raz przyszła mi do głowy perfekcyjna riposta, ale dopiero po powrocie do domu, jak już dawno było po ptakach.

Kiedyś każdą taką intruzywną emisję rozpamiętywałem godzinami. Teraz widzę w nich głównie punkty odniesienia. Dzięki nim widzę, jak daleko udało mi się zajść. Przydają się do rozpoznawania rzeczy, których już nie robię :)

Nad czym pracuję teraz?

[divider line_type=”No Line” custom_height=”10″]

To są akurat rzeczy, z którymi nie czułbym się komfortowo, gdyby pojawiły się publicznie na blogu :) Mam jednak na oku kilka kolejnych zachowań, które wypadałoby zmienić na skuteczniejsze wersje przed trzydziestką. Jestem pewien, że mi się uda, bo w końcu jeśli istota ludzka w czymś powinna szkolić się każdego jednego dnia to wierzę, że nie ma lepszej opcji niż parzenie perfekcyjnego espresso.

No i ten, praca nad sobą, oczywiście.

Czytaj dalej

[divider line_type=”No Line” custom_height=”10″]

Jeśli zainteresował Cię ten temat, rozważ zapisanie się do mojej Tajemnej Listy. Ja często piszę o takich rzeczach. Możesz też rzucić okiem na moje trzy inne artykuły:

– Lekcje życie przywiezione z Porto

– Pomysły na fajniejsze życie

– Pytania do zadania sobie przed końcem roku.

A czego nie robisz Ty?

[divider line_type=”No Line” custom_height=”10″]

Przygotowałem dla Ciebie listę zdroworozsądkowych pytań, dzięki którym uda Ci się ustalić, jak jest z tym rozwojem u Ciebie. Regularne zatrzymywanie się, zastanawianie oraz uczciwa ocena tego, co się widzi to podstawy życia w dobrostanie. Na liście pytań zawarłem różne aspekty codzienności – pracę, rodzinę, przyjaciół, projekty własne.

Możesz tę listę zapisać na pulpicie, możesz też wydrukować i przykleić na sufit nad łóżkiem, tuż obok plakatu N’Sync. Znajdziesz plik JPG w Skarbcu.

[button open_new_tab=”true” color=”extra-color-1″ hover_text_color_override=”#fff” size=”large” url=”http://andrzejtucholski.pl/skarbiec/” text=”Zajrzyj do Skarbca” color_override=”” image=”linecon-icon-lock”]

Hasło do Skarbca posiadają wszyscy członkowie Tajemnej Listy, także Ci, którzy zapiszą się później. Jeśli chcesz dołączyć do tysięcy odbiorców mojego newslettera i dostać klucze do Skarbca – możesz zrobić to w tej chwili, tutaj.

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies