Znajomość przez jedenaście tysięcy kilometrów

 

Między naszymi domami jest prawie idealnie jedenaście tysięcy kilometrów. A dokładnie 11 013, ale nie wiem jak znaleziony przeze mnie kalkulator odległości podszedł do wybierania punktu “Warszawa”. Nie mam też pojęcia skąd Paolo (imię zmienione) wziął moje konto, ale aktualnie codziennie rozmawiamy.

Chyba zaczynamy się kolegować :)

Paolo pochodzi z małej miejscowości w centralno-wschodniej Brazylii. Ponad 75% rodzin w tym miejscu ma częściowo polskich przodków. To jedna z wielu rzeczy, które nas łączą. To dzięki nim Paolo postanowił nauczyć się polskiego i od czasu do czasu zaskakuje mnie teraz jakimś łamańcem, żebym np. wytłumaczył mu jak w naszym języku rozróżniamy “e” i “o” :-)

Rozmawiamy przez fejsa, średnio raz dziennie. Tylko gdy zgrywają się nam strefy czasowe.

Dokładnie tak zaczęła się nasza rozmowa. Pierwszym pytaniem, jakie zadał mi Paulo było: czy mówię po angielsku. Drugim – czy mówię po polsku. Trzecim – gdzie mieszkam. Czwartym – jak tam jest.

Piątym – czy lubię piłkę nożną :) Rozmawiam z Brazylijczykiem, nie zapominajmy.

Od razu pomyślałem o tej historii, gdy w ostatnich dniach napisała do mnie Coca Cola, czy nie chciałbym we współpracy z nimi opisać na blogu tematu Mundialu i Brazylii. Powiedziałem, że bardzo chętnie. Dzięki rozmowom z Paolo mam właśnie bieżący, świeży przykład na to, że wspólne mianowniki światowych kultur to jedne z piękniejszych rzeczy, jakie spotkały świat.

Podobny temat poruszany był bardzo często na Alive in Berlin. Rozmawiałem z Reggiem, czarnoskórym działaczem społecznym z Waszyngtonu (DC) jak kumpel z kumplem od pierwszej minuty znajomości, bo każdy z nas dzięki internetowi kojarzył te same produkty, ostatnie memy, ważne wydarzenia na świecie czy kreskówki z dzieciństwa.

Każdy kojarzy piłkę nożną.

Nie należę do grona jej najbardziej zapalonych fanów (choć lubię), ale pod wieloma względami – może właśnie należę? Uwielbiam kulturowe kotwice pozwalające budować mosty nad największymi z różnic. Jasne, że istnieją drużyny i pewnie nawet kraje, które lubią się zwalczać i często dochodzi do nieuzasadnionych scen agresji. Takie incydenty były i będą zawsze, do pewnego stopnia nie da się ich uniknąć.

W perspektywie wszystkich ważnych emocji, są to jednak totalne drobnostki. Tycie promile niknące w cieniu ogromu, jakim jest to, że mogę na równi pogadać z trzynastoletnim Paolo z Brazylii o tym, co obaj rozumiemy. Choć ani on nigdy nie opuścił Ameryki Południowej ani ja nigdy nie opuściłem Europy.

Rajcuje mnie to :)

Czytając ostatnio o Lovecrafcie, tak jak lubię i często mam w zwyczaju, przeczytałem, iż jego opowiadania emanowały oryginalnie większą grozą niż dzisiaj, bo świat był wtedy większy. Ludzie mniej rozumieli inne kultury, łączność między kontynentami była powolna i niepewna. Wszędzie podróżowało się całymi tygodniami.

No i że podobno to zmniejszenie się świata to jest coś złego.

Okej, być może faktycznie nie przestraszę się Zgrozy w Dunwich tak, jak miał szansę przeżyć to ktoś w latach trzydziestych. Ale – wracając do Paolo – dzięki spinającym świat wydarzeniom, produktom i popkulturze dwójka absolutnie oddzielonych od siebie ludzi po prostu siada przy swoich komputerach i… pisze. Rozmawia. Pyta się siebie nawzajem o trudne fragmenty historii swoich krajów. Próbuje przekminić różnice między “e” i “o”.

Tworzy razem nowy rozdział historii, bo kto wie, czy razem z Paolo za pięć – dziesięć – piętnaście lat czegoś ciekawego nie zmajstrujemy. Cieszy mnie to. Cieszy tak, że aż ciężko powiedzieć :)

I szczerze mówiąc z podobnymi emocjami kojarzy mi się Cola. Wbrew popularnemu od jakiegoś czasu trendowi zrywania z markami, ja tam lubię wiedzieć, co dany brand reprezentuje i jak się z nim czuję. (Już pomijam, że bez dostępu do gazowanych napojów pewnie bym w swoim czasie uwalił nie jedną sesję).

Tak jak wspomniałem na przestrzeni tego wpisu już parokrotnie: w dzisiejszym świecie produkty są takimi samymi hakami kulturowymi jak polityka czy… sama kultura. Banie się tego nie jest roztropne. To jak banie się tego, że za dziesięć lat możemy współpracować z ludźmi z innego kraju niż do tej pory.

Świat stał się w ostatnich kilkudziesięciu latach miejscem, gdzie z prawie każdą jednostką można nawiązać prowizoryczne, szyte z cienkich nici porozumienie oparte o takie rzeczy, jak trwający aktualnie Mundial w Brazylii. Ale są to sieci wystarczające, by potem rozmawiać dalej.

Dwa lata temu pojechałem do Porto zaraz po mistrzostwach Euro 2012. Dzięki nim miałem ułatwione lądowanie, bo wszyscy spotykani potem Portugalczycy oglądali prawie każdy mecz i w efekcie dobrze znali podstawowe rzeczy na temat Polski. Teraz podobny mechanizm działa w kontekście Brazylii.

Fajnie, że możemy z tego korzystać :) Brać wirtualny plecak niczym pani w nagłówku i bez absolutnie żadnych ograniczeń ruszać na cyfrowy podbój dzielących z nami świat kultur i nacji.

Powinniśmy.

Ciao,

Andrzej Tucholski


///

PS: Wpis jest efektem współpracy z Coca Cola. Tradycyjna już na jestKulturze, charytatywna składka wynikła z przeprowadzenia na blogu akcji leci dla Katarzyny Hawryło. Też jej możesz pomóc przez tę specjalną stronę. Bardzo miła dziewczyna :)

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies