Autor: Andrzej Tucholski | 11 lipca 2014 | Komentarze:
Tematy:

Trzy pokolenia, dwie książki, jeden autor

Są takie rzeczy, które potrafią przeżyć zmiany pokoleń. Za nic sobie mają przewroty i tumulty dziejów, w spokoju znoszą wszystkie niespodziewane deszcze. Czasem będzie to nawracająca moda, czasem przyjaźń. A czasem książka.

Widzisz, jednym z moich ulubionych pisarzy jest Jules Verne.

Francuski protoplasta nurtu literackiego, który dzisiaj znamy jako Science Fiction. Już w XIX wieku przetykał swoje kryminalne i historyczne fabuły pomysłami takimi jak podróż do wnętrza ziemi czy łódź podwodna, która będzie w stanie pływać tysiące mil bez wynurzania się po powietrze. Jego umysł w idealnych proporcjach mieszał twarde fakty z wyobrażonymi marzeniami. W efekcie ciężko dzisiaj się rozeznać, które elementy jego książek były w jego czasach uznawane za rzeczywistość, a które za fantasmagorie.

Dziś chcę Ci opowiedzieć o jednym z jego najważniejszych dzieł: 20 000 Mil Podmorskiej Żeglugi

A także o luźnej drugiej części, Tajemniczej Wyspie, ale to w swoim czasie.

Obie książki wyglądają z góry następująco:

20 000 Mil Podmorskiej Żeglugi wiąże się ciekawa historia. Otóż najpierw miał tę książkę Dziadek. Stare, piękne wydanie, którego oprawę sam dla pewności dopracował, by na pewno wytrzymała przynajmniej kilkadziesiąt lat. Mój dziadek był niesamowitym człowiekiem, bo łączył wysoką sztukę z naprawdę światowej sławy zmysłem i wykształceniem inżynieryjnym. Ale jego dokonania to opowieść na inny dzień :)

Potem dokładnie to samo wydanie książki przejął mój Tata. Za młodu uwielbiał powieści przygodowe i popularnonaukowe. Dzisiaj raczej poświęca się ciągłym studiom nad interesującymi go dziedzinami świata, ale zapytany o Nautilusa czy Winnetou zawsze się uśmiechnie i puści taką opowieść, że zawodowi gawędziarze by wymiękli.

Wreszcie dokładnie to samo wydanie książki przeczytałem ja. Nie pamiętam kiedy to było, ale chyba jakoś w podstawówce. Złapałem w któreś wakacje za gruby, zszywany grzbiet i wysunąłem go spomiędzy innych, nie mniej porządnie wyglądających. Potem z lekturą gdzieś siadłem i – ponieważ NIC z tamtych dni nie pamiętam – najprawdopodobniej przeczytałem ją jednym tchem, bez zwracania uwagi na takie pierdoły jak jedzenie czy sen :-)

To piękne wydanie jest aktualnie z powrotem na półce u Babci. A przynajmniej tak obstawiamy z Tatą, bo przekopanie się przez księgozbiory oprócz innych, kolorowych efektów akurat tego pożądanego nie przyniosło. Znaleźliśmy za to ciut młodszą (rok wydania: 1961) Tajemniczą Wyspę.

Którą, jak widać, też najprawdopodobniej czytałem w podstawówce. W środku ostały się moje ówczesne zakładki :))

Przypomniałem sobie 20 000 Mil Podmorskiej Żeglugi całkiem niedawno z dwóch powodów.

Po pierwsze, znalazłem darmowego, ładnie złożonego ebooka wśród Wolnych Lektur, które można za darmo ściągnąć z Internetu. Pracuję właśnie nad listą najfajniejszych książek, które można bez żadnych opłat & legalnie pobrać – będzie tego parę miesięcy ciągłej lektury. Premiera w sobotę.

Drugim powodem, dla którego zacząłem myśleć o książce, którą już od trzech pokoleń czyta moja rodzina jest akcja, którą trochę pomagałem wymyślać. Nazywa się Księga Najcenniejszych Wspomnień i właśnie takim rzeczom jak (w naszym przypadku) książki jest poświęcona.

Takich kotwic jest dużo

Zobacz. Ten zbiór krótkich baśni jest w naszej rodzinie jeszcze dłużej. Wydany w 1956 wychował wszystkich w domu Taty by wreszcie – po czterdziestu latach – zryć umysł i mi. Kto zna opowieść o Żelaznym Wilku ten wie, o czym mówię ;>

Twój most między pokoleniami

Do czego zmierzam.

Podziały między pokoleniami to realna kwestia. Nie zadzwonię do mojej babci przez Skype’a. Moja Mama swojej babci też pewnie nie próbowała przekabacić na najnowsze osiągnięcia techniki. Można się nad tymi rzeczami rozwodzić latami – okej. Jak ktoś lubi, niech tak robi.

Ja wolę spojrzeć na to, co te pokolenia łączy.

W moim domu są to książki. W domach moich przyjaciół to jest na przykład stary motocykl. Albo zbudowany przez przodków, tuż po wojnie, wielki dom. Albo przepis, bez którego nie ma wigilijnej wieczerzy. Albo kufer skrywający rodzinne skarby. Albo charakterystyczne poczucie humoru.

Każda rodzina ma takie historie, takie prywatne mosty, dzięki którym czuje bliskość swoich rodziców, dziadków, pradziadków. Bliskość przeszłości.

Jeśli coś warto w internecie rozprzestrzeniać, to właśnie tego typu zabawy. Dlatego ja swoją historię (tę powyżej) wgrałem do appki postawionej przez Herbapol, o, tutaj. Ich nowy, duży koncept nazywa się #NaturaPokoleń i zakłada szanowanie właśnie takich międzypokoleniowych mostów. W ramach działań chcą w nadchodzących dniach nagrodzić każde zgłoszenie upamiętnieniem i ładną wizualizacją :)

Dołączysz do mnie?

Mi się pomysł Księgi Najcenniejszych Wspomnień bardzo spodobał. Wszystkie linki w tekście prowadzą do odpowiedniej aplikacji na Facebooku, gdzie przy okazji serdecznie zapraszam do polajkowania fanpage’a. Wydaje mi się, że będą robić dobrą, przyjemną robotę ze swoją komunikacją i fajnie jest być czegoś takiego częścią.

[button size=”large” color=”red” style=”none” new_window=”true” link=”https://www.facebook.com/MaszToWNaturze/app_732667686792802″]Podziel się swoją historią![/button]

Z chęcią przeczytam, jakie wspomnienie łączy pokolenia u Ciebie :)

Chodzi o to, co łączy Ciebie z Twoimi rodzicami. Dziadkami. Może dziećmi.

O dobre rzeczy.

Ciao,

Andrzej Tucholski


///

PS: Wpis jest efektem współpracy z firmą Herbapol. Tradycyjna już na jestKulturze, charytatywna składka wynikła z przeprowadzenia na blogu akcji leci dla Katarzyny Hawryło. Też jej możesz pomóc przez tę specjalną stronę. Bardzo miła dziewczyna :)

  • Zdjęcie z tatą mistrz! :D

  • Mosty działają w dwie strony – czytam książki ojca, a on gra w moje gry ;)

  • Strzelałem w Robinsona Kruzoe, ale Verne też był oczywisty :D

  • Świetny wpis! U mnie w rodzinie chyba nie ma takiej rzeczy. Choć kilka dni temu, po śmierci babci, mama wzięła dla mnie babci Pismo Święte, z 1967 roku, a ja przekażę je dalej, swoim dzieciakom w przyszłości :)

  • KooBear

    U mnie też były książki – zawsze. I sztuka. Mama maluje obrazy, a ja rysuję komiksy ^_^

  • Łukasz

    Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę doczekac się sobotniego spisu książek.

  • Jeden z fajniejszych wpisów reklamowych, jakie widziałam ostatnimi czasy na blogach. Brawo, Andrzej!

  • Z niecierpliwością czekam na sobotnią listę :)

  • wieshaq

    U mnie w domu to muzyka. Moja mama chodziła na koncerty Republiki, którą kocham. Po tacie mam winyle Zeppelinów. Międzypokoleniowy geniusz :).

  • Daria

    U mnie w domu – muzyka. Rodzice wychowali mnie na popie lat ’80, teraz we trójkę kochamy te nuty.

  • Paulina Kędzierska

    Kurde, w sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałam ale jak teraz o tym pomyślę to strasznie tego dużo :)

    Po pierwsze: kuchnia. Barszcz, marchwiak, skubaniec, sernik i wszelkiego rodzaju zaprawy słoikowe typu wiśnie, jagody, czereśnie, grzybki marynowane, powidła, to coś czego moja mama uczyła się od swojej mamy i teściowej, a teraz uczę się ja. Pączki i Rogale Marcińskie w domu robię razem z dziadkiem (emerytowany cukiernik), w szachy też mnie uczył grać i nigdy nie dał wygrać!

    Z drugą babcią wyszywanie, szycie i szydełkowanie. A znowu drugiemu dziadkowi zawsze ‘pomagałam’ w pleceniu koszyków i foteli z wikliny.

    No i jest jeszcze kanasta i remik w które gramy rodzinnie. W brydża też próbowaliśmy, ale ja nie ogarniam :)

    A tak na prawdę i najbardziej łączy nas sposób w jaki mówimy. Gwarę Poznańską i powiedzonka typu ‘Pierdoła z Gądek’ czyt zgóndek, ‘szuszfol’, ‘rojber’ i ‘gelejza’ (to ja btw) niestety coraz rzadziej można usłyszeć na ulicach. A my na glany cały czas mówimy Holc Pioruny, a jak gadam głupoty to babcia się pyta czy aby się z głupim przez ścianę nie macałam :) :)

    A z tatą chodzimy do kina na ‘Szybkich i Wściekłych’ i gramy sobie w ‘Medal of Honor’ tak współcześnie.

  • Tata

    Twój Dziadek i Pradziadek ryzykowali w czasie wojny życiem, kiedy wyciągali z ognia polskie książki, które potem stały się bardzo ważnym spoiwem budowanej rodziny. Wielogodzinne rozmowy rodzinne przy kolacji dotyczyły głównie książek, które były wtedy jedynym oknem na świat i żyjących w nim ludzi. Jestem wzruszony Twoim wpisem i ciągle mi brzmi fraza mojego Taty o Tobie: “dokąd zawędruje Andrzejek w życiowej podróży nie umiem sobie nawet wyobrazić”. Twoja Mama i ja zasypywaliśmy Cię książkami zawsze bo uważaliśmy, że może tam jest zawarta tajemnica życia. Zgadzam się z Twoimi Czytelnikami, że wspólne zainteresowania przekazywane pokoleniowo ( o dowolnej treści i zakresie) to jeden z cudów świata. Dziękuję, że to zauważasz…Tata

  • Marta

    Na początku lat 90. moja babcia wyjechała na stypendium naukowe do holenderskiej Lejdy. Odwiedziliśm ją wtedy z rodzicami i z tej wizyty zapamiętałam słodki zapach karmelu, ogromną kolekcję flamastrów, którymi mogłam rysować siedząc przy wielkim drewnianym biurku i kuchnie, w której stała wanna i gdzie raz musieliśmy zjeść obiad, bo w pokoju stołowym spał mój roczny brat. I później tę samą Lejdę odkrywałam na nowo, najpierw w ramach wymiany studenckiej, a później już w trakcie studiów magisterskich. No i teraz zawsze u babci wyciągamy zdjęcia i porównujemy jak przez te prawie 20 lat to małe studenckie miasteczko się zmieniło.

  • Bardzo fajny wpis i bardzo fajny projekt! U nas rodzinne jest kibicowanie – mój Tata zaraził tą pasją mnie i moją siostrę do tego stopnia, że jesteśmy w stanie zadziwić większość mężczyzn naszą znajomością tematyki sportowej :)

  • Marlena

    Piekny wpis :) w dzisiejszych czasach, kiedy ciraz mniej uwagi przyklada sie do wartosci rodzinnych ciezko pewne rzeczy zauwazyc :(
    W mojej rodzinie jest stare wydanie basni Andersena, ktore juz mocno zostalo naznaczone uplywem czasu, ale do dzisiaj zdarza mi sie je podczytywac i przypominaja mi sie chwile, gdy bylam mala i babcia mi czytala te basnie lezac obok mnie w lozku;) inna sprawa sa olbrzymie albumy ze zdjeciami, stwrymi, lub niekoniecznie, ktore przypominaja o rodzinnych chwilach, podobienstwach i charakterze :) piekna notka Andrzej ;)

  • U mnie, o dziwo, taką książką jest lektura szkolna. Moja mama zawsze polecała mi “Lalkę” – może dlatego już zaczynając czytać byłam dobrze nastawiona do tej lektury. No i tak sobie ją przeczytałam. 5 razy.

  • Maciek – Na Rower! Blog

    Nigdy nie przeczytałem żadnej książki Verne’a, natomiast w podstawówce przeczytałem wtedy praktycznie wszystkie książki Hitchcook’a z serii Trzech Detektywów. Co za wspaniałe czasy…

    Dzięki za informację o ebook’u za darmo. Długo się zastanawiałem co będę czytał podczas mojego rowerowego urlopu (jadę w sobotę na dwa tygodnie) po Słowacji, Austrii i Węgrzech, ale teraz już wiem ;)

    P.S. może wyszperam dla siebie coś jeszcze z wolnych lektur :)

  • Zazdroszczę Ci tego „dziedzictwa”! U mnie w domu nie było zwyczaju czytania książek, stąd było ich niewiele. Ale wśród tych kilku jako kilkulatek znalazłem jedną, którą wspominam do dziś. To był „Biały kieł” Londona. Miłość do książek sprawiła, że w czasach mizerii wydawniczej „komuny” byłem stałym bywalcem antykwariatu, w którym wydawałem wszystkie zaoszczędzone grosze. Stąd na półkach stoją dziś pożółkłe, kruche wydania (jeszcze z lat 60-tych czy 70-tych czy nawet wcześniejszych) książek m.in. o Tomku Wilmowskim, Panu Samochodziku czy powieści Niziurskiego.
    Mam nadzieję, że kiedy moja córa nauczy się czytać kiedyś po nie sięgnie. Muszę tylko w odpowiednim czasie przenieść je kilka półek niżej:). Myślałem też o oddaniu ich do introligatora, by nie rozleciały się zupełnie. Żal mi jednak tych poprzecieranych przez lata okładek, ozdobionych dodatkowo pęknięciami i rozdarciami, tworzącymi czasami rysunek jakiegoś wielkiego tajemniczego dorzecza.
    Jest też chyba wszystko co nas wyszło Verne’a. Kochałem te książki. Wspomnianą przez Ciebie trylogię przeczytałem jednym tchem, choć zacząłem od środka – właśnie od „20 ooo mil…”. Dopiero później sięgnąłem po „Dzieci kapitana Granta” i najwspanialszą „Tajemniczą wsypę”. Pamiętam jak z kolegą próbowaliśmy na jej podstawie wyprodukować mydło i nitroglicerynę :)
    Pozdrawiam i życzę, byś kiedyś przekazał te książki swoim latoroślom. Z e-bookami, przy wszystkich ich zaletach, już tej magii nie będzie;)

  • Wzruszyły mnie te okładki Verne’a, przypomniało mi się oczywiście wiele innych książek z dzieciństwa. Andersen, Muminki, Zabić drozda, a zwłaszcza Małżeństwo doskonałe van der Velde, które czytałam z wypiekami na twarzy pod kołdrą
    w tajemnicy przed mamą. Ale to se ne wrati. Dziś lubię tylko nowiutkie książki w czystych okładkach :-)

  • Jules Verne mocno wyprzedzał swoje czasy, a “Tajemniczą wyspę” przeczytałem z wypiekami na twarzy, nie tylko jeden raz ;-)

  • I przeczytałam “20 000 mil…”, a nawet wczoraj wrzuciłam o niej tekst u siebie. Dawno mnie tak książka nie zaczarowała ;) Dzięki za przypomnienie o autorze! :) W planach “Tajemnicza wyspa” :)

Cześć!
Nazywam się Andrzej Tucholski i pokażę Ci różne strategie na ogarnięcie życia. Pogadamy też o kulturze.

Na tym lifestyle'owym blogu eksperckim znajdziesz luźne tematy (seriale) płynnie połączone z pragmatycznymi poradami (jak się nie spóźnić przez seriale). Kanał na YouTube jest o tym samym, tylko weselej, bo mogę wymachiwać rękami.

Rozpocznij ogarnięcie!

Przy okazji, napisałem serial.



Co prawda nie taki prawdziwy, do telewizji, ale za to za darmo. "Umowy Śmieciowe" w formie powieści w odcinkach opowiadają historię Hanny Wróbel. Dziewczyna przyjeżdża do Warszawy do pracy i już pierwszego dnia wszystko idzie dokładnie nie tak, jak sobie zaplanowała. Walczy więc nie tylko o wymarzony etat, ale też z własnymi słabościami. I z sercem. I z przyjaciółmi. I z losowymi problemami. I z pogodą. I, bądźmy szczerzy, ze wszystkim innym.

Życie w wielkim mieście nie jest proste.

Powstaje zatem pytanie: czy starczy jej na ogarnięcie tych wszystkich dramatów kawy?


Obejrzyj Przeczytaj odcinek pilotażowy

Pobierz darmowe materiały do ogarnięcia życia
i dołącz do 12 000+ odbiorców newslettera!

Gdy się zapiszesz to od razu dostaniesz w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do najnowszych artykułów
  • 7 plakatów rozwijających materiały z bloga
  • 3 excele przydatne w ogarnianiu życia
  • moją prezentację z TEDx
  • bezpośredni kontakt do mnie
Chcesz ze mną współpracować?

Mój blog od lat należy do ścisłej czołówki polskich współprac komercyjnych z influencerami. Zrealizowałem na nim z sukcesem kilkadziesiąt akcji, z których każda wywołała pozytywne reakcje u moich Czytelników oraz zrealizowała postawione przez Klienta cele.

Zawsze jestem gotów porozmawiać o kolejnej, którą potem będzie można z dumą pokazać w raportach.

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to wielokrotnie nagradzany, lifestyle'owy blog ekspercki prowadzony od 2009 roku.

Poświęcony jest strategiom na ogarnięcie życia. A także kulturze, no bo jak to tak, żyć bez seriali? W skrócie oznacza to, że artykuły na lifestyle’owe tematy wzbogacone są “w środku” eksperckimi poradami z zakresu optymalizacji obowiązków, psychologii oraz strategicznego podchodzenia do wyzwań. Jeśli przychodzisz do mnie po chwilę wyluzowania, wyjdziesz z nowym pomysłem. A jeśli przychodzisz po rozwiązanie, trochę odpoczniesz :)

Informacja

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail. W przypadku palących problemów nalegam, by skontaktować się ze sprawdzonym fachowcem legitymującym się wykształceniem i potrzebnymi specjalizacjami. Ci ludzie starali się latami by móc Ci pomóc. Głupio by było teraz im na to nie pozwolić :)

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)