Wąsaty pięściarz i niedawanie się potknięciom

 

Kiedy pojawia się w rozmowie temat ludzkiej wytrwałości, prawie na pewno ktoś wytoczy anegdotę o J.K. Rowling i dwunastu odrzuceniach. Nie jestem fanem tej historyjki.

W skrócie: pierwszy manuskrypt Harry’ego Pottera, pochwalony przez beta-readera i przy reprezentacji agenta został skasowany przez wszystkie domy wydawnicze z początkowo wybranej puli. To wbrew pozorom nie jest taka znowu inspirująca opowieść.

Z prostego powodu. Jest codziennością. Będąc debiutującym pisarzem, fakt odrzutu od wydawnictwa jest dokładnie tak samo popularny jak „cudowne, ale nikt nie przeczytał” wpisy u początkujących blogerów. Jak wrzucane do śmieci demka garażowych zespołów. Jak spuszczane w toalecie zupy „dopiero się uczę” amatorskich kucharzy. Spotyka praktycznie każdego. Pierwsze działania redakcyjne Stephena Kinga też wyśmiali nauczyciele. Taka rzeczywistość.

Nie jestem fanem inspirowania się pokonywaniem potknięć, bo potknięcia są tak samo szare jak chodniki na warszawskim Powiślu. Rowling wykazała się dużą dozą wiary we własne siły i próbowała tak długo, aż się udało. Reszta jest historią. To dobrze o niej świadczy, bo rozmawiałem już z ludźmi, którym pierwsze odrzucenie zabiło całą radość z tworzenia w ogóle – na lata. I tu przyznaję, na takim poziomie świadomości branży przypowieść o Rowlingowej wytrwałości jest na pewno całkiem niezła.

Tyle że widzisz, można jeść miód a można żuć pszczoły.

Wolę życiorys Siergieja Rachmaninowa, jednego z moich ulubionych kompozytorów. Topowy pianista swoich czasów i współtwórca ostatniego podmuchu wielkiego, rosyjskiego romantyzmu. Ciekawy człowiek. Opowiem Ci krótki fragment z jego życia.

W 1893 umiera jego przyjaciel i mentor, Piotr Czajkowski. Cztery lata później ma premiera jego długo pisanej i szlifowanej Pierwszej Symfonii. Dyrygent Głazunow źle przeprowadza próby, wpycha projekt pomiędzy inne a na wielką noc przychodzi nawalony w szpadel. Dzieło Rachmaninowa (nie szkic, nie manuskrypt tylko gotowe, zwieńczone dzieło) wypada przeciętnie i zostaje druzgocąco wyśmiane przez wpływowego krytyka. Umiera zanim nabrało popularności. Siergiej bierze te opinie do siebie, nigdy nie oczernia pracy Głazunowa.

Oryginalne nagranie samego Rachmaninowa. (Link do Youtube)

Rachmaninow stacza się w głęboką depresję. W międzyczasie znajduje pracę u podziwiającego jego pracę mecenasa sztuk. Poznaje przyjaciela i zakochuje się w kuzynce. Miłość dostaje potężnego bana zarówno od rodziny kobiety jak i od władz kościoła. Depresja pogłębia się.

W styczniu 1890 roku Rachmaninow razem z przyjacielem zostają zaproszeni do posiadłości Lwa Tołstoja, którego Siergiej bardzo podziwia. Wykonują na kolacji parę utworów. Tołstoj żegna ich w związku z tym faktem słowami: „Czy taka muzyka jest w ogóle komuś potrzebna? Muszę Ci powiedzieć, że jej nie lubię. Beethoven to nonsens. Puszkin i Lermontow też.” Rachmaninow próbuje się zdystansować względem tej opinii, ale raczej nastroju to mu ona nie poprawia. Ostatecznie trafia na psychologiczną terapię i jakoś tam wracam do żywych. W nieodległej przyszłości musi emigrować, tęskni za domem i generalnie ma ciężko.

Ale.

Ale po trzech latach pełnej blokady twórczej wraca do komponowania. Powstaje przyjęty gorącą owacją II Koncert Fortepianowy C-moll. Powstaje popularna na całym świecie Rapsodia na temat Paganiniego. Powstają moje ukochane Nieszpory znane bardziej jako Całonocne Czuwanie. Powstaje WIĘKSZA część jego wysoko cenionego dorobku.

Do czego zmierzam.

W inspirujących historiach nie warto szukać fragmentów o tym, że kogoś odrzuciło dwanaście wydawnictw. Warto szukać fragmentów o tym, jak ktoś samotnie wychował szczęśliwe dziecko pomimo cierpienia na kliniczną depresję. Jo, jesteś wielka.

Zamiast fragmentów o trudach dziecięcych pomysłów, lepiej podkreślić fragmenty o wyrzucaniu do śmieci pierwszego szkicu Carrie i słuchaniu późniejszej, szczerej namowy żony, by do tego szkicu powrócić. Stephen, jesteś wielki.

Warto też szukać ludzi, których życie było równie pogmatwane co Rachmaninowa. Wytrwać publiczne zgnojenie, prywatny dramat i kolejne publiczne zgnojenie (tym razem od idola) to jednak JEST JUŻ SZTUKA. Siergiej, też jesteś wielki.

Każdego dnia spotykają każdego z nas różne niepowodzenia. Czasem wyleje nam się na komputer cola, czasem zbluzga nas szef. A czasem zawiedziemy ukochaną. A czasem ktoś nam zasugeruje rozpoczęcie od nowa prac nad wieloletnim projektem, który mieliśmy w głowie już prawie na ukończeniu. Przeżywanie każdego potknięcia sprawi, że zamiast motylków przywitamy wiosnę w brzuszku wrzodami.

Wydaje mi się, że lepiej jest się nauczyć traktować potknięcia jak codzienność. Wtedy nie podchodzi się do życia jak smutny, cherlawy hipochondryk. Ma się siłę i nawyki, by FAKTYCZNE porażki pokonać jak prawdziwy, wąsaty, dziewiętnastowieczny pięściarz. Prosto w nos.

Zgodnie z przerobionymi później przez Buza Luhrmanna na piosenkę słowami napisanymi latem 1997 roku przez Mary Schmich:

Remember compliments you receive. Forget the insults. If you succeed in doing this, tell me how.

(Link do Youtube)

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies