O potędze zaufania i Tajemnej Liście (drugi dzień Wielkiej Premiery Admiralette)

 

Menu Wielkiej Premiery: Dzień 1 – super oferty | Dzień 2 – o zaufaniu | Dzień 3 | Dzień 4 | Dzień 5 | Dzień 6 | Dzień 7

Jeszcze kilka dni temu byłem na siebie zły, że nie przygotowałem zawczasu chociaż zrębów tych codziennych wpisów, na przełomie których chcę się z Tobą dzielić kulisami wydawania książki i najciekawszymi towarzyszącymi temu procesowi przemyśleniami. Dzisiaj jednak okazało się, że bezwiednie posłużyłem się starym powiedzonkiem Woody’ego Allena. Nie chciałem nikogo rozśmieszyć, więc i nic nie zaplanowałem.

Dzisiaj z samego rana dotarła do mnie wiadomość, że nie żyje Robin Williams. Nigdy nie interesowałem się jego prywatnym życiem, ale z drugiej strony zawsze cieszyłem się na widok jego twarzy z tym wiecznie zamyślonym, niesamowicie ciepłym spojrzeniem. Odstawił jeden z moich ulubionych stand-upów, nauczył mnie wartości wykrzykiwania barbarzyńskich dźwięków z najwyższych dachów świata. To jeden z artystów, o którego dorobku mogę wprost powiedzieć, że pomógł mnie ukształtować.

Głównie ta część z krzyczeniem z dachów.

(Link do Youtube)

Gdy po przeczytaniu wiadomości o śmierci Williamsa stałem przed ekspresem i patrzyłem na lecącą kawę uświadomiłem sobie, jak wielkie mam szczęście, że mam takich Czytelników, jakich mam. Nie cierpię opowiadać o tym, co mam niedokończone lub “w trakcie”. Boję się o tym opowiadać. Zawsze mam wrażenie, że w przypadku najmniejszego potknięcia byłbym potem rozliczany, straciłbym zaufanie, wreszcie opadła by kurtyna iluzji i wszyscy by się przekonali, że tak naprawdę udaję. Z rozmów z zaprzyjaźnionymi twórcami wynika, że dokładnie to samo czuje każdy z nas. Człowiek to dziwna istota :)

Ale moim Czytelnikom mogłem o tym opowiedzieć. Dawno temu założyłem prywatny newsletter. Nazywał się Tajemna Lista. Tylko JEDEN RAZ opublikowałem do niego na prywatnym Facebooku link rejestracyjny z prostym hasłem: tutaj będzie mój projekt. Jeśli chcesz mi pomóc, to się zapisz. Żadnych obietnic. Żadnych zobowiązań.

Po paru miesiącach robiłem jeszcze jedną rekrutację, ale przytłaczająca większość Huncwotów pojawiła się w naszej zadymionej piwnicy już wtedy, tamtego pierwszego dnia. Pojawiło się ich ponad sześciuset.

(Swoją drogą – dzisiaj możesz się zapisać do Tajemnej Listy już bez żadnych ograniczeń. To mój autorski newsletter. Wewnątrz zostaje zamknięty, ekskluzywny klimat zadymionej piwnicy wychodzącej na wietrzny klif, ale nie mam nic przeciwko dodatkowym Huncwotom.)

W tym gronie nie bałem się wykrzykiwać barbarzyńskich dźwięków z najwyższych dachów świata. Mówiłem o obsuwach. Mówiłem o tym, co chciałbym osiągnąć i starałem się sprawić, by wszyscy Tajemni Huncwoci (włącznie ze mną!) mieli w tych listach – najzwyklej na świecie – dobrą zabawę. Odbywało się tam dużo knucia.

To właśnie temu gronu wysłałem bez żadnych zabezpieczeń całą pierwszą opowieść na prawie miesiąc przed premierą książki. Gdyby ktoś się wyłamał, to by mogło naprawdę sporo zepsuć. Ale nikt się nie wyłamał. Sześćset osób odzwzajemniło zaufanie i – tak jak przy wszystkich wcześniejszych wiadomościach – dostałem potem cudowne opinie, długie uwagi, świetne i przemyślane recenzje.

To taka moja myśl na dzisiaj. Myśl podwójna.

Po pierwsze – dla twórców. Bardzo możliwe, że najlepszym co możesz zrobić dla swojego marzenia jest zaprzestanie ciągłego spamowania wszystkim co robisz i spokojne, ludzkie zamknięcie się w piwnicy z najbardziej oddanym gronem odbiorców. jestKultura dociera co miesiąc do dziesiątek tysięcy Czytelników. I teraz razem z nimi robię rzeczy wielkie. Teraz dzięki tym cudownym Czytelnikom zdobywam ruch na całym świecie, teraz razem udowadniamy, że można w dzisiejszym świecie osiągnąć ABSOLUTNIE WSZYSTKO, jeśli tylko się chce. Ale samo dopieszczenie produktu – u mnie książki, u Ciebie to może być album czy obraz – działo się w drobnym procencie tej szerokiej grupy. Trzeba umieć te dwa etapy rozdzielić.

Po drugie – dla wszystkich. Wspominając Robina Williamsa chcę Ci powiedzieć, że jednym z najważniejszych momentów życia jest znalezienie takich ludzi, przy których nie wstydzisz się barbarzyńsko krzyczeć z najwyższych dachów świata. Z takim wsparciem polecisz nawet na księżyc.

Jak radzi sobie Admiralette?

Pierwszy dzień sprzedaży za nami. Książka znalazła swoich odbiorców, zarówno w Polsce jak i za granicą. Dzięki zaangażowaniu Czytelników na jestKulturze udało się angielską edycję wystrzelić aż na drugą lokatę w dwóch niezależnych kategoriach! Przez krótki moment znaleźliśmy się też w top 4000 wszystkich płatnych książek na Kindle Store!

Na screenie jest stan wcześniejszy, jeszcze pokazujący top 5000 Kindle Store’a, ale to i tak jest powód do niesamowitej dumy! Dziękuję! :)

Dostaję też maile, że część z Was jest już pod koniec lub wręcz skończyła (!) czytać Admiralette. Pojawiają się zatem pierwsze recenzje. Zarówno na GoodReads (Link) jak i Amazonie. Wierzę, że nadchodzące dni przyniosą więcej publicznych opinii. Nie spodziewałem się dostrzec pierwszych ratingów tak szybko, ale jak widać niektórzy czytają szybciej ode mnie :)

Co możesz zrobić, aby pomóc Admiralette?

Jeśli już masz książkę – czytaj dalej :-) Nie przeszkadzam, nic nie mówię. Cii!

Jeśli nie masztutaj czekają na Ciebie świetne oferty. W tygodniu Wielkiej Premiery obowiązują spore zniżki, więc warto rozważyć zakup na przestrzeni najbliższych dni. Jeśli czekasz z decyzją na pierwsze recenzje – mam nadzieję, że coś się przed niedzielą pojawi :)

Jeśli masz zagranicznych znajomych – będzie mi bardzo miło, jeśli zarekomendujesz im angielskie wydanie Admiralette. Czeka tutaj. Zależy mi na jednoczesnym zbudowaniu podstaw pod dalsze premiery zarówno w Polsce jak i na świecie, więc takie działanie niesamowicie by mi pomogło! Dzięki!

Co będzie jutro?

Pomyślałem sobie, że przyda się trochę zabawy, więc jutro ruszam dla Ciebie pierwszy konkurs związany z premierą Admiralette :) Do wygrania będzie klimatyczna niespodzianka. Konkurs będzie dotyczył muzyki, więc jeśli macie jakieś kojarzące się z morzem / Flotą kawałki to warto je gdzieś na boku zapisać, przydadzą się.

A na dziś to tyle.

Dzięki, że jesteś :)

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Robię sporo rzeczy.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, jeden z moich podcastów, konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies