Język polski jest piękny, bogaty i świetnie się go eksploruje (piąty dzień WP Admiralette)

 

Menu Wielkiej Premiery: Dzień 1 – super oferty Dzień 2 | Dzień 3 | Dzień 4 | Dzień 5 – język | Dzień 6 | Dzień 7

W piątym dniu Wielkiej Premiery wita Cię pewien bardzo konkretny ptak. To mewa ciemnoogoniasta, gatunek obecny raczej w Azji niż Europie, siostra naszej poczciwej mewy znad Bałtyku. Jedną z jej cech charakterystycznych jest dźwięk, który lubi sobie od czasu do czasu wydać. Przez niego w wielu kulturach, m.in. w Japonii, mówi się o niej per “morski kot”. Jak łatwo teraz zgadnąć, mewa ciemnoogoniasta miauczy.

Piszę o tym, bo użyte przeze mnie określenie, jakoby flotowe mewy “miauczały”, zostało dostrzeżone praktycznie przez wszystkich Czytelników i natychmiast rozpędziło się na ten temat bardzo dużo różnorakich dyskusji. Ogromna większość tych rozmów ma fajny poziom (przesyłam piątki dla wszystkich, którzy znaleźli czas i uwagę by z tym do mnie napisać!), choć zgodnie z moimi przewidywaniami, pewna ich część przykleiła się do założenia, że mam ubogie słownictwo i jeszcze na dodatek totalnie nie umiem go przykryć grafomanią ;-)

Między innymi dlatego poczekałem z notką poświęconą decyzjom językowym aż do tej chwili, miałem ochotę na drobny eksperyment.

Jeśli masz ochotę poznać tok myślenia stojący za Admiralette – bierz plecak i chodź ze mną na spacer.

Cztery kierunki podróży przez język Admiralette

Chcę się z Tobą podzielić decyzjami, które podjąłem w trakcie pracy nad książką. Bez żadnych wzniosłych ambicji czy czegoś – po prostu, wewnętrznie, tak uznawałem, że w dany sposób będę mógł zaoferować Ci coś ciekawszego :) Nie jestem w dziedzinie polskiego języka ekspertem, ale w obrębie tego, co o nim wiem i jak przez minione lata przyszło mi się nim zawodowo posługiwać sprawia mi wielką radość grzebanie po jego rubieżach.

Z jednej strony bardzo chciałem powołać do życia klimat, którego pełne były powieści Karola Maja, mój ukochany “Mikael” czy, generalnie, literatura awanturniczo-przygodowa popularna w czasach młodości moich rodziców. (Albo kluczowe fragmenty moich ulubionych opowiadań Lovecrafta, ale obiecałem sobie trochę ograniczyć na blogu Lovecrafta, więc to zdanie jest w nawiasie.)

Moim zdaniem opisy – podobnie do gitarowych solówek coraz rzadziej spotykanych w mainstreamowym rocku – cieszą się stanowczo zbyt pechową passą a przecież odpowiednie ich doładowanie potrafi zdziałać cuda. To trochę tak jak z “establishing frames” w komiksach. Dzięki odpowiedniej dawce paneli sprzedających wyłącznie lokacje i nastrój można potem operować dynamiką scen z zupełnie nową swobodą! Nie jest to rozwiązanie popularne we współczesnej literaturze. Tym bardziej się cieszę, że mogę je na prywatny odkrywać na nowo – tylko w naszej małej relacji :)

Z drugiej zaś, chciałem ten klimat uzupełnić o jedną moją myśl, która towarzyszy mi praktycznie od pierwszej lekcji historii w podstawówce. Otóż zawsze gdy czytałem piękne, kwieciste wypowiedzi Znanych, Historycznych Ludzi (najczęściej jeszcze Noszących Zabawne Kapelusze), a już szczególnie postaci związanych z wojskiem, coś mi śmierdziało. Nie wierzę, że na kwadrans przed wielką batalią generał powiedział do swoich ludzi pisany czystym aleksandrynem poemat o wewnętrznej wadze dumy narodowej. Moim zdaniem powiedział wtedy coś zgoła innego, używając cokolwiek innych słów :D

Dlatego od samego początku było dla mnie jasne, że postacie w książce będą ze sobą rozmawiać tak potocznie, jak to tylko możliwe. Co przy okazji – drobna ciekawostka – automatycznie wstrzeliło mnie w nurt literatury Young Adult. Nawet pomijając tematykę ogranych przygodowo ról społecznych tudzież młodą protagonistkę. Większość książek w tej nowej kategorii wiekowej ma często zwracaną uwagę na fakt, że dialogi odstają od stylu narracyjnego. Ciekaw jestem, kiedy świat zorientuje się, że dokładnie na tym właśnie polega charakterystyka i smak YA.

Cieszy mnie, że mogę w niej uczyć się tworzyć :) A przynajmniej, że tak jestem określany. Choć to chyba to samo.

Trzecią ścieżką naszego spaceru będą niuanse kulturowe. Do kultury frontalnych linii Floty bardzo silnie zainspirowała mnie Azja i niektóre plemiona Indian. Postanowiłem jednak podejść do sprawy trochę skrupulatniej niż wplecenie w dialogi paru popularnych mitów. Stąd, między innymi, pojawiły się w prozie miauczące mewy. Stąd leżące na podłodze ostrza Loitha i Bijala nie mają luźnych pokrowców. Stąd kolokwialnie używane jednostki miar co do zasady nie są podawane w żadnym standardowym formacie, a raczej w zależności od kontekstu społecznego czy sytuacji.

To był jeden z najprzyjemniejszych aspektów pracy nad książką, wynajdywanie tych wszystkich smaczków i odpowiednie ich przygotowywanie do plastycznego, rodzącego się na moich oczach świata Floty. Dzięki niemu nie mogę się doczekać pełni prac nad Księgą Drugą :)

Ostatnią, finałową prostą naszej przebieżki stanie się język sam w sobie. Polski bardzo często dostaje w kość w różnych wywiadach, że jest sztywny, ciężko się w nim śpiewa i generalnie nie za bardzo da się z niego cokolwiek ulepić. Czytam o tym odkąd pamiętam. To nieprawda. Wystarczy pobawić się składnią, podjąć nieortodoksyjne decyzje co do opisów, uprościć niektóre słowa (znajdywanie poprawnych synonimów do fachowych terminów np. na części statków = gwarancja kompulsywnego przedawkowywania kawy, obiecuję) i naprawdę można odkryć, że znienacka zeszło się z utartych zasad i w ogniu podniesionej pochodni ogląda się z dawna zapomniane, pokryte bluszczem mury zupełnie wytartych z mapy ścieżek.

Trzeba tylko pamiętać, by potem taki manuskrypt przejrzeli przed premierą profesjonaliści. Wiedząc, że “Admiralette” napisałem językiem cokolwiek dziwnym skierowałem się do – sumarycznie – jedenastu krytyków. Siedmiu sprawdziło się w roli beta-readerów, czterech wsparło mnie swoimi kompetencjami redaktorskimi i korektorskimi (końcowe etapy prac wykonałem w owocnej współpracy ze wspierającym mnie Wydaje.pl), a także puściło tekst przez dogłębny skaner językoznawstwa. W wielu miejscach musiałem przyznać im rację i przesadnie odjechane konstrukcje poszły na dno.

Wszystkie inne miejsca dostały zielone światło i czekają na Twój czas i uwagę :) Dopiero po takich przejściach!

Czy jestem ich pewien? A skąd. W końcu debiutuję :) Ale cieszę się, że mogę to zrobić nie-do-końca-normalnie. To mój ulubiony sposób, by robić cokolwiek, niezależnie od dziedziny czy czasu w życiu.

Wniosek?

Bawienie się językiem polskim (a już szczególnie w nurcie literackim, którego niektóre założenia są z powodu długiej tradycji automatycznie odbierane jako błędy) przyniesie Ci z pewnością parę miejsc, w których grupki ludzi będą rozkładać każde zdanie na czynniki pierwsze i generalnie robić z Ciebie większe ilości memów, niż jesteś w stanie sobie wyobrazić. Mówi się trudno i puszcza te memy znajomym :)

Obiecuję, że radość z odkrywania swojego narodowego i, bądź co bądź, trudnego języka daje ostatecznie niesamowitą satysfakcję. Być może jest ona wyłącznie czymś cichym i wewnętrznym, ale zawsze wierzyłem, że ciche i wewnętrzne motywacje to najważniejszy motor pisania książek. Być może wychrzani mnie na jakieś błędne skały, ale… czy ja wiem? Od dziecka wierzyłem i nadal wierzę, że kultura to przede wszystkim szukanie nowego i dziwnego. Lubię się mylić. Dzięki temu w dłuższej perspektywie udaje mi się rozwijać :)

W paru miejscach na pewno przesadnie naciskałem na pozostawienie zbyt karkołomnych zdań, ale… dokładnie o to chodzi w sztuce :) Kto wie, jak to wpłynie na moje dalsze pisanie! Cieszę się z tych decyzji. I bardzo dziękuję beta-readerom, redaktorom i korektorom, którzy z tymi moimi dziwnymi ambicjami musieli się zmagać osobiście. Jesteście naprawdę super :D

Dodatek: co możesz zrobić dla Admiralette?

Jeśli już masz książkę – szukać miauczących mew :-)

Jeśli masz i nawet dobiło Ci się już do ostatniej strony – będę bardzo wdzięczny za szczerą recenzję. Niezależnie od tego, czy masz ochotę wypowiadać się na swoim blogu czy kanałach społecznościowych, będę bardzo wdzięczny, jeśli przedstawisz swoją opinię na temat Admiralette na poniższych portalach:

→ LubimyCzytać (link do PL)

 GoodReads (link do PL)

Jeśli nie masz jeszcze książki – tutaj czekają na Ciebie świetne oferty. W tygodniu Wielkiej Premiery obowiązują spore zniżki, więc warto rozważyć zakup na przestrzeni najbliższych dni (poważnie!)

[button size=”large” color=”red” style=”none” new_window=”true” link=”http://andrzejtucholski.pl/2014/admiralette-wielka-premiera-mojej-pierwszej-ksiazki/”]Kup Admiralette w super ofercie![/button]

A jeśli masz ochotę na SUPER KONKURS – tutaj czeka na Ciebie tworzona wspólnie Oficjalna Ścieżka Dźwiękowa do Admiralette w dwóch różnych kategoriach nastrojowych. Już teraz większość zgłoszeń to czyste złoto, ale obiecuję, że brakuje tam DOKŁADNIE Twojego typu! :-)

[button size=”large” color=”blue” style=”none” new_window=”true” link=”http://andrzejtucholski.pl/2014/marzenia-o-wielkiej-wodzie-trzeci-dzien-wielkiej-premiery-konkurs/”]Weź udział w ekstra konkursie![/button]

Zdjęcie pochodzi z zasobów Wikipedia.org. Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Robię sporo rzeczy.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, jeden z moich podcastów, konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies