Autor: Andrzej Tucholski | 27 stycznia 2014 | Komentarze:
Tematy:

Polka w Hongkongu – o kulturze i świecie opowiada Kasia Urbaniak

Miałem ostatnio przyjemność poznać zupełnie niecodzienną osobę. Kasia (albo może już 卡霞, bo czemu nie) jest niesamowicie ogarniętą dziewczyną łączącą pracę, studia i blogowanie. W Polsce bywa rzadko. Żyje w Hongkongu, specjalnym regionie administracyjnym Chin.

Zdecydowała się tam wyjechać naukowo. Multikulturowy tygiel przekonał ją do siebie na stałe. Nie pamiętam już z jakiej okazji wymieniliśmy pierwsze wiadomości przez net, ale jak spotkaliśmy się na kawę w trakcie jej świątecznego pobytu w Polsce to pomysł wspólnej notki pojawił się natychmiast.

Na co dzień spostrzeżenia i fotki Kasi można znaleźć na jej blogu: Hong Kong Dreaming. To jeden z niewielu blogów, na które staram się zaglądać regularnie. Wszystkie zdjęcia we wpisie (no dobra, poza instagramkiem) są jej autorstwa :)

Andrzej Tucholski: Młodzi ludzie często wyjeżdżają do Anglii, Niemiec, Stanów. Ty wybrałaś idealnie odwrotny kierunek. Dlaczego? Jak się czujesz z tą decyzją?

Katarzyna Urbaniak: Rzeczywiście pod względem edukacyjnym Anglia i Stany mają bardzo wiele do zaoferowania, ale to nie jedyne lokalizacje gdzie można się kształcić na najwyższym poziomie. Dla mnie przy wyborze studiów ważne były dwie rzeczy: nauka języka chińskiego, którą rozpoczęłam w Warszawie oraz zdobycie wykształcenia na światowej uczelni.

Języka chińskiego oczywiście najlepiej uczyć się w Chinach kontynentalnych, ale tam uczelnie nie mają jeszcze takiego poziomu jak na Zachodzie, choć to również bardzo dynamicznie się zmienia. Hongkong to edukacyjne zagłębie – jest kilka świetnych wyższych uczelni; mnóstwo wydarzeń kulturalnych i naukowych; bardzo międzynarodowe środowisko.

Tym samym padło na Hongkong, z czego się niezmiernie cieszę, bo po tych prawie dwóch latach czuję się tam jak u siebie.

AT: Jak wygląda Twój dzień w HK?

KU: Życie w Hongkongu jest niezmiernie intensywne. Tempo pracy jakie narzuca zarówno uczelnia jaki i pracodawca jest bardzo dynamiczne. Azja, a szczególnie Hongkong znany jest z bardzo wysokiej etyki nauki i pracy. Kiedy chodziłam na uczelnię mój dzień zaczynał się zwykle około 7 rano od zjedzenie bułeczki z ananasem w drodze na uczelnię i popicia mlekiem sojowym o smaku mango.

Cały dzień spędzałam na uczelni: zajęcia, lunch ze znajomymi, później siedzenie do późna w bibliotece. Wbrew pozorom, nie miałam aż tylu zajęć, ale nawał prac indywidualnych i grupowych, projektów, prelekcji i egzaminów (są tam zarówno na koniec, jak i w połowie semestru tzw. mid-terms) nie pozwalały mi na zbyt wiele rozrywki. Zresztą, patrząc na to z perspektywy był to wspaniały rok, gdzie ucząc się tak naprawdę spędzałam fanatyczny czas z ludźmi z mojej grupy.

Nacisk na pracę grupową jest tam naprawdę duży. Do domu wracałam około 22, rozmawiałam ze współlokatorką, brałam prysznic i kładłam się spać.

AT: Co Cię najbardziej zszokowało kulturowo po zamieszkaniu w HK?

KU: To jest trudne pytanie. Tego jest tak wiele, a z drugiej strony dość szybko wtopiłam się w lokalny klimat i zaczęłam zapominać, że w Europie dane zachowania czy zwyczaje byłyby przyjmowane za niestandardowe.

Dla mnie chyba mocno przejmujący jest widok tłumu Filipinek w niedziele w dzielnicy Central. To obraz bardzo typowy dla Hongkongu. Jest tutaj wiele imigrantek z Filipin bądź Indonezji, które są po prostu pomocami domowymi. Niedziela jest dla nich dniem wolnym od pracy i zbierają się razem na przestrzeniach publicznych grając w karty, śpiewając, modląc się, robiąc sobie zdjęcia, jedząc przygotowane przez siebie lunchboxy.

Filipinki nie są zamożne więc często nie pozwalają sobie na wyjścia do kina, restauracji czy inne rozrywki, ale mają w sobie niesamowitą energię i dodają mnóstwa kolorytu temu miastu.

AT: Co Cię dzisiaj najbardziej szokuje kulturowo, gdy wracasz do Polski? :-)

KU: Pewne rzeczy docierają do mnie bardzo wyraźnie w komunikacji miejskiej. Tutaj wszystko wydaje się bardziej zdezorganizowane. Na przystanku nikt nie ustawia się w kolejce; nikt nie czeka aż podjedzie autobus i otworzy drzwi, a następnie każdy grzecznie skasuje bilet. Wszyscy na raz wskakują. Niektórzy, nawet jak nie mają karty miejskiej to zapominają, że trzeba skasować bilet.

Jest w tym pewien chaos, od którego odzwyczaiłam się w Hongkongu, ale to dość naturalne, że w Polsce nie ma potrzeby wprowadzać takich zasad. Nie ma tu aż tak dużo ludzi. Zauważyłam też, że metro i schody ruchome jeżdżą tutaj co najmniej dwa razy wolniej niż w Hongkongu.

AT: Jak zawsze, najlepsze pytanie na koniec. Co kulturowego poleca Polka w Hongkongu?

KU: Przede wszystkim muszę Wam polecić historię Miasta za Murami, o której zresztą można przeczytać na moim blogu. Z nią wiążą się dwie ważne książki, niestety chyba nie wydane po polsku, czego bardzo żałuję. Jest to książka Martin Booth „Gwailo: Memories of Hong Kong childhood.” Oraz Jackie Pullinger “Chasing the dragon”. Pullinger była misjonarką chrześcijańską w Hongkongu w latach 60 i 70tych; pomagała ludziom wyjść z nałogów opiumowych i właśnie w tej książce opisuje historie członków Triad z Miasta za Murami, z którymi miała kontakt.

Jeśli chodzi o filmy to tutaj jednym tchem mogę wymienić ciekawe filmy światowej renomy, które zrobił Wong Kar Wai – słynny hongkongski reżyser. Hongkong bardzo dobrze jest ukazany m.in w filmie Chungking Express z Tonym Leung.

(KAMAN, W HONGKONGU ZACZYNAŁO SIĘ WEJŚCIE SMOKA – dop. A)

Z gier, w których temacie sama siedzę, polecę Sleeping Dogs. Miałam okazję grać na PS3 i uliczny bazar na North Point jest dość dobrze odzwierciedlony. W ogóle jest klimacik ;)

AT: Dzięki za rozmowę!

Dodam jeszcze coś od siebie :)

Kultura Azji jest niesamowita. Z jednej strony mamy całkiem rozpoznawalną Japonię, z drugiej zaś prawie zupełnie pominięty w globalnej kulturze Bangladesz czy też Indonezję. Chiny też paradoksalnie nie są jakoś dobrze rozumiane – wiele obrazków, które się zna to są historie przeterminowane lub podawane bardzo wybiórczo.

Fajnie jest móc poczytać pogodne i luźne historie widziane okiem młodej, otwartej osoby. Lubię poznawać takie odważne jednostki. Jestem pewien, że Kasia z chęcią odpowie na parę dodatkowych pytań w komentarzach. To znaczy, nie pytałem się jej o to, ale może nam jakoś wybaczy, co nie jestKulturo? :-)

Rzuć okiem: Hong Kong Dreaming.

Ciao,

Andrzej Tucholski

Bądźmy w kontakcie:
  • To ja mam pytanie do Kasi – jak to zrobić, żeby sobie pojechać do szkoły w Hongkongu? :)

    • O, dołączam się. Bo to nie był żaden Erasmus Plus.

    • W moim przypadku było tak, że wyszukiwałam w Internecie, które szkoły i kierunki mnie interesują. Następnie zapoznałam się z procesem rekrutacji i po prostu złożyłam papiery, oczywiście cały czas oszacowując czy miałabym szanse się dostać. Nie znałam nigdy wcześniej nikogo kto studiowałby w Hongkongu, a już tym bardziej na mojej uczelni. Wiedziałam już, że uczelnia jest bardzo dobra, a mój program międzynarodowy. Najgorsze było czekanie na wyniki rekrutacji bo cały proces trwa ponad pół roku, podobnie jak na uczelniach w Anglii i Stanach.

      • Ale to było przeniesienie się, czy skończyłaś najpierw studia w Polsce? :)
        Brzmi jak dużo kombinowania.

        • Skończyłam najpierw studia w Polsce na UW. Następnie drugie studia magisterskie w Hongkongu

  • Tantanelka

    A w Hongkongu są jakieś inne warzywa albo owoce niż w Polsce? Nie umiem sobie wyobarzić żadnych azjatyckich charakterystycznych odmian :)

    • Jest mnóstwo różnych owoców i warzyw niespotykanych w Polsce. Z takich pierwszych na myśl przychodzi mi dragon fruit (owoc ognistego smoka), durian czy jade melon. Jak dobrze poszukasz to znajdziesz co najmniej dwa wpisy nt. dziwnego jedzenia na moim blogu ;)

  • Dominik

    Wybacz pytanie, ale czy jako blondynka nie rzucasz się w oczy na hongkońskiej(tak sie odmienia?) ulicy albo w centrum handlowym?:D

    • W Hongkongu jest sporo Europejczyków oraz Amerykanów, więc raczej widok osoby z Europy nie robi na nikim wrażenia. Oczywiście Europejczyk będzie się rzucać w oczy, ponieważ wyraźnie się wyróżnia wyglądem, ale to raczej nie zmienia podejścia ludzi do takiej osoby. W Chinach jest już raczej inaczej, ponieważ jest znacznie mniej Europejczyków i rzeczywiście sama miałam okazję stać sama w ogromnym tłumie Chińczyków w HangZhou i czuć te oczy na sobie.

  • Kasia, gratuluję świetnego wywiadu! :) Jesli ktoś z Was jeszcze nie czyta jej bloga to koniecznie nadróbcie!

    • Masz rację, mam ochotę na więcej :)

  • Gabriel Golla

    Pytanie do Kasi: na zajęciach ze stosunków międzynarodowych, które były prowadzone przez regularnie jeżdżącego do Chin i pasjonującego się Azją doktora, dowiedziałem się, że nauka na chińskich uczelnia jest bardzo odtwórcza. Wykładowca mówił, że studenci przepisują wszystko, co powiem profesor i nie poddają żadnych z tych rzeczy w wątpliwość. Czy tak jest naprawdę? Czy ucząc się w Chinach zauważyłaś taki model nauki czy jest to mit?:) Z góry piszę, że nie jest to atak na Twoją osobę, po prostu jestem tego bardzo ciekawy i przy okazji mogą skonfrontować, to czego mnie uczą z rzeczywistością.

    • A to w Polsce tak nie jest? Tzn na pewno wiele zależy od kierunku i uczelni, ale to generalnie profesor jest alfa i omega, co w sumie mu sie należy ;)

      • Gabriel Golla

        Wydaje mi się, że nie do końca, ponieważ w Polsce poza wykładami są jeszcze ćwiczenia, konwersatoria, warsztaty i na nich dochodzi do wymiany poglądów, stawia w wątpliwość tego co mówi wykładowca itp. Przynajmniej tak jest na mojej uczelni:)

    • Gabriel, bardzo ważne i ciekawe pytanie. :) Chciałabym jednak podkreślić, o czym mówię na początku wywiadu, że ja studia skończyłam w Hongkongu, a nie w Chinach. Te systemy edukacyjne bardzo różnią się od siebie. Mój program jest dokładnie taki sam i w ten sam sposób realizowany co na London School of Economics. Jedyną różnicą było to, że tam mamy focus zachodni, a na mojej uczelni focus na Azję.

      • Gabriel Golla

        Dziękuje za odpowiedź :) W takim razie, mam rozumieć, że to co mówił wykładowca ma coś wspólnego z prawdą?

  • Aga

    fantastyczna historia! gratuluję i zazdroszczę odwagi :) :) :)

    sama chciałabym zapytać jak oceniasz poziom kształcenia na uczelni w Honkongu np. w porównaniu z tym z którym zetknęłaś się tutaj na UW? a także czy studia tam trwają również 5 lat? oraz czy samo utrzymanie w Honkongu jest drogie, czy uczelnie oferują ewentualne stypendia?

    Pozdrawiam Cię serdeczenie, a blog dodaję do bloglovina, będę zaglądać na pewno :)

    • Hej Aga, studia w Hongkongu podobnie jak w Stanach czy w Anglii na ogół oparte są na systemie 3+1, czyli trzy lata licencjatu. Następnie niektórzy decydują się zrobić tzn. master studies, które trwają rok. Taki właśnie był mój program. Poziom oceniam na bardzo adekwatny. Naprawdę dużo się nauczyłam. Mam wrażenie, że większość programów jest zbudowana w ten sposób, że jeśli nie zależy Ci na nauce jest w stanie jakoś tam zdać, a jeśli Ci bardzo zależy to jesteś w stanie z tego mnóstwo wyciągnąć. Mi bardzo zależało.

  • Wow. Podziwiam, bo to od pewnego czasu myśl, która siedzi mi w tyle głowy. Tzn. wyjechać gdzieś bardzo daleko i tam zacząć żyć zupełnie inaczej. Podziwiam i dodaję do ulubionych. Nie mam pojęcia jak to się stało, że nie czytałem tego bloga. :) Na koniec pytanie o najdziwniejszą sytuację z tamtejszymi mieszkańcami. Coś, co wbiło w ziemię ze zdziwienia/szoku/niedowierzania/śmiechu etc.

    • To jest chyba najtrudniejsze pytanie dla mnie. Wspomniałam już o tych dziewczynach z Filipin, które w niedziele spotykają się w centrum. Druga rzecz, która mi właśnie przyszła na myśl to na przykład to, że w podmiejskich autobusach trzeba na cały głos krzyczeć, że się wysiada bo kierowca się zatrzymuje tylko “na żądanie”. Trzecią rzeczą jest kultura kulinarna to, że wszyscy ciągle jedzą i to na zewnątrz w restauracjach, nie w domach. Każdy zawsze chce się umówić na lunch bo kolacje. Mało kto gotuje. Jedzenie jest dostępne wszędzie na każdym kroku i w ogromnych ilościach.

      • +377MC

        zapewne nigdy nie zwrocilas uwagi na takich wlasnie “gastarbeiterow” na przyklad w Wiedniu. te same pikniki na Donauinsel w niedziele. Choc oczywiscie zaskakujace, nie szokuje mnie az tak bardzo. Bardziej zawrotne tempo zycia i to ze mlodzi ludzie jednak ciezko pracuja (nawet fizycznie). Obrazek zupelnie niepopularny w krajach Europy zach. gdzie kazdy chce byc “pracowniekim umyslowym”;)

  • Kasia – gdzie pracujesz :) ?

    • W tej chwili jestem w trakcie zmiany pracy. Tuż po studiach pracowałam chwilowo w marketingu. Teraz mam nową ofertę i zaczynam nową pracę od Chińskiego Nowego Roku.

  • Czuję ogromny niedosyt po przeczytaniu, pomimo dołączonego odnośnika na blog Kasi :) oczywiście Hong Kong Dreaming trafia do listy regularnie odwiedzanych. Każdego dnia mam bezpośredni kontakt ze studentami z Chin, którzy są na mojej uczelni w ramach wymiany i jest to niesamowicie fajne doświadczenie! Spędziliśmy razem już kilku miesięcy, lecz wciąż zadajemy sobie nawzajem mnóstwo pytań odnośnie naszych kultur i wciąż równie mocno się zadziwiamy. Nie wyobrażam sobie, jak będzie, kiedy oni już wrócą do siebie! :(

    • Moim zdaniem to super doświadczenie poznawać nowych ludzi i nowe kultury. To świetnie że miałaś taką okazję. Na pewno warto :D

  • Anna

    Kasiu! Serdecznie pozdrawiam! Wielka szkoda, ze Cie wczesniej nie poznalam. Mieszkalam w HK przez kilka lat do marca 2013 roku i jedynymi Polakami, z ktorymi sie zetknelam byl nasz konsul Mariusz i jedna modelka, ktora niestety musiala opuscic kraj ze wzgledu na sprawy wizowe. Korzystaj z zycia ile mozesz! Ja teraz mieszkam w NYC i to nie jest to, bardzo mi brakuje Azji z cala jej egzotyka. Jestem ciekawa w jakiej mieszkasz dzielnicy? Moje mieszkanko bylo w Sai Ying Pun na 29 pietrze i bardzo za nim tesknie! Jeszcze raz goraco pozdrawiam i zycze powodzenia na dalekim wschodzie:)

    • Anno, również gorąco pozdrawiam i odezwij się jak wrócisz do Hongkongu. Sai Ying Pun jest super, choć trochę szkoda, że nie ma MTR. Ja mieszkam w dzielnicy Tseung Kwan O na Nowych Terytoriach.

  • Anna

    Kasiu! Serdecznie pozdrawiam! Wielka szkoda, ze Cie wczesniej nie poznalam. Mieszkalam w HK przez kilka lat do marca 2013 roku i jedynymi Polakami, z ktorymi sie zetknelam byl nasz konsul Mariusz i jedna modelka, ktora niestety musiala opuscic kraj ze wzgledu na sprawy wizowe. Korzystaj z zycia ile mozesz! Ja teraz mieszkam w NYC i to nie jest to, bardzo mi brakuje Azji z cala jej egzotyka. Jestem ciekawa w jakiej mieszkasz dzielnicy? Moje mieszkanko bylo w Sai Ying Pun na 29 pietrze i bardzo za nim tesknie! Jeszcze raz goraco pozdrawiam i zycze powodzenia na dalekim wschodzie:)

  • dla mnie MAGIA! :) nie wiem czy umiałabym się przestawić na tak odmienną kulturę, ale na pewno chciałabym pojechać i móc poczuć, dotknąć, posmakować :)

  • Ola Zielińska

    Świetny wywiad. Wcześniej nie słyszałam o blogu Kasi, ale już jest w moich zakładkach:)
    Kasiu mam jeszcze kilka pytan, zaciekawiłaś mnie swoją historią.
    Czy na Twojej uczelni zajęcia miałaś w języku angielskim?
    Czy ludzie w Hong Kongu posługują się na co dzien chinskim (chodzi mi o restauracje, komunikację publ., sklepy itp) ?
    Czy pojechałaś tam całkiem sama? Masz znajomych w Hong Kongu?
    Mam jeszcze setki innych pytan, ale nie chcę zamęczyć, chyba wezmę się za lekturę Kasi bloga :)

    • Olu, (1) tak rzeczywiście zajęcia na uczelni miałam wszystkie po angielsku, ale chodziłam dodatkowo na kursy z chińskiego (2) tak w Hongkongu ludzie na codzień rozmawiają między sobą tylko i wyłącznie po chińsku i jest to dialekt kantoński, czyli raczej nierozumiały dla większości ludzi z Chin kontynentalnych (3) Tak wyjechałam do Hongkongu całkiem sama, ale w trakcie studiów poznałam mnóstwo osób i teraz mogę powiedzieć, że mam grupkę bardzo bliskich znajomych, którzy mnie wspierają i którym ja zawsze jestem gotowa pomóc tyle ile mogę.
      Właśnie i po więcej informacji zapraszam na bloga. Pozdrowienia :):)

  • Fajnie widzieć Kasię na szerokich wodach blogowych! Pozdrowienia z Tajlandii!

  • b0mb0wi3c

    Rewelacja! chyba ją kocham!

  • Firefly

    Niesamowite :) Zupełnie odwrotny kierunek, zupełnie inne marzenia i inne miasto :)

  • Ada

    Krótko :<

  • Agata

    Kierunek ten sam, ale zwrot przeciwny! Hihihihiggs

  • Fajnie, że przypomniałeś ten wpis! Intensywnie myślę o wymianie zagranicznej, a Chiny i Hongkong są u mnie wysoko. Na pewno będę odwiedzać blog Kasi :)

  • +377MC

    ustawianie sie w kolejki to nie tylko kwestia liczby mieszkancow. To spadek kulturowy po Brytyjczykach ktory zdecydowanie ulatwia zycie przy okazji.

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i miło mi Cię tu widzieć!

Jestem dyplomowanym menedżerem i magistrem psychologii biznesu.

Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce.

Prowadzę bloga i kanał video poświęcone strategiom projektowania fajnego, udanego życia.

Organizuję polecenia #NiedzielaDzielenia, serię #SąSuper oraz akcję SHARE WEEK.

Przygotowuję kawę w Sekretnej Kawiarni oraz ukrywam przed światem Tajemną Listę.

Facebook

Na fanpage wrzucam informacje o nowych premierach i statusy tak długie że same powinny być artykułami. Uwaga: polecam dużo fajnych ludzi i często zachęcam do chwalenia się.

YouTube

Od czasu do czasu montuję na statywie kamerkę i opowiadam jej coś o skuteczności, podejmowaniu decyzji lub stoicyzmie. Uwaga: bywa nieostro, bo sporo macham rękoma.

Instagram

Kulisy mojej pracy, ładne ujęcia Warszawy, spore ilości książek, kawy i podróży archiwizuję amatorskimi fotkami na Instagramie. Uwaga: zdarzają się selfie.

Instagram

Pierwszy raz?

Prowadzę tego bloga od 2009 roku. Opublikowałem tu ponad 1000 wpisów. To dużo treści, więc przygotowałem dla Ciebie drobne wsparcie. Przeczytaj o czym jest to miejsce, kim jestem ja i od czego warto zacząć lekturę na specjalnej stronie powitalnej.

Dołącz do 11 000+ Czytelników
I zapisz się do Tajemnej Listy

Każdy odbiorca newslettera dostaje w prezencie:

  • pierwszeństwo w dostępie do nowych artykułów
  • skoroszyty Excel pomocne w organizacji życia
  • plakaty i prezentacje z najważniejszymi informacjami

KRÓTKO O BLOGU

AndrzejTucholski.pl to blog dla ludzi, którzy chcą więcej. Prowadzony przeze mnie od 2009 roku należy od lat do najbardziej wpływowych w Polsce. Lubię dobre praktyki i interesuję się szukaniem wspólnych mianowników w filozofii i nauce. Wierzę, że niezależnie od tego co lubi się w życiu robić, można to robić skuteczniej, spokojniej oraz czerpać z tego więcej frajdy. Nie lubię mówić innym co mają robić, więc staram się korzystać z przykładów z literatury oraz z własnego doświadczenia. Każdy wyciągnie z nich tyle, ile uzna za stosowne.

Informacje

Żadnej treści na blogu nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam też takich przez mail.

Niektóre linki na blogu mogą być linkami afiliacyjnymi.

Mam nadzieję, że wszystko u Ciebie gra :)