Dlaczego kupiłem MacBooka – czy warto?

 

Po wpisie 15 aplikacji na Maka, które musisz mieć dostałem kilkadziesiąt maili z dokładnie tak samo brzmiącym pytaniem. “Dlaczego kupiłem MacBooka”. Jak to często ze mną na tym blogu bywa – nie ma sprawy. Nadchodzi odpowiedź :)

Początkowo wahałem się, czy jest w ogóle sens pisać semi-recenzję tego komputera. Choć w moim przypadku mowa o trochę nowszym modelu,  większość tematów dobrze pokrywa wpis z czerwca 2012 autorstwa Kominka – Test nowego MacBook Air. Doszedłem jednak do wniosku, że same powody decyzji można spokojnie oddzielić od opinii jako takiej.

Posiadam model MBA mid-2013 Haswell.

Jeśli się wahasz lub po prostu chcesz lepiej poznać plusy posiadania Maka, zapraszam.

1. Lepsza bateria

To przeważyło.

Przy jasności na 75%, włączonym wifi oraz programach: Safari + Spotify + Evernote + Scrivener + Alfred + Jumpcut + Caffeine + Degrees (niektóre zrecenzowałem tutaj) laptop trzyma od pięciu do ośmiu godzin. Uczciwy, “normalny” czas pracy komputera sygnowanego jako mobilny. Przy jasności na 75%, braku wifi oraz samym Scrivenerze ze Spotifajem potrafi trzymać od 18 do 20 godzin. Potrafi trzymać PRAWIE DOBĘ :-)

Wbrew pozorom ja często nie potrzebuję Internetu do pracy. Zdarza mi się jechać gdzieś Polskim Busem czy też mieć cały dzień zajęć przy niepewnym, uczelnianym sygnale wifi. Pstrykam wtedy wyłącznikiem antenki i mam pewność, że do późnego wieczora poradzę sobie bez ładowarki. Generalnie czasem zapominam, gdzie rzuciłem kable. Dwa dni z rzędu bez karmienia prądem to wcale nie taka rzadkość..

2. “Po prostu działa”

Jedna z głównych kości niezgody między fanami i hejterami jabłka. Niestety, ja duszy moddera nie posiadam. Grzebanie w nastawach taktowania czy tam innych rejestrach zupełnie do mnie nie przemawia. Lubię proste, przygotowane pod moje wymagania aplikacje i nie chce mi się tracić w opcjach więcej czasu niż jedno stygnięcie herbaty.

3. Lepsze środowisko do pisania

“Wszyscy muzycy, pisarze i graficy mają Maki”. Nie wiem czy ten trend zaczął się sam z siebie, czy też ktoś mu *troszkę* pomógł, ale dzisiaj jest już faktem. W efekcie fenomenalne programy wspierające pracę różnych artystów pojawiają się właśnie na oprogramowanie Apple’a. Popyt generuje podaż.

Przy Windowsie byłem nauczony, że “programy” to głównie takie “duże” rzeczy, no wiesz, z płytą i pudełkiem. A jeśli już ściągam jakiś freeware z netu to służy on do “klasycznych” spraw, takich jak oglądanie video albo obsługa FTP. Na Maku mam program do zarządzania studiami, program wyświetlający mi nieaktywny obraz kalendarza na tapecie pulpitu, program pozwalający “z alta i spacji” wyszukać większość rzeczy na globie. Love it.

4. Zero zamuły

Prywatnie jestem wielkim fanem Windowsa, bo jest na niego więcej gier. Mój ważący tyle co lodówka laptop z windą na pokładzie niestety już trochę nie domaga na nowszych tytułach, ale system ma dobry. Tyle że czasem przytrafiają mu się takie urocze kwiatki jak wymuszony restart, bo ma do zainstalowania 80 aktualizacji. Albo zachowuje się jakby miał umrzeć, bo odpaliłem pojedyncze okno Worda. Potem mu mija, jasne, ale skąd w ogóle takie zwisy? Nie wiem.

Mak za to nie miewa takich problemów nigdy, przy żadnej okazji, bez wymówek, po prostu, nigdy. Mój model generalnie ma jakoś śmiesznie mało procka i ramu a obsługuje taki zestaw jak wymieniłem na początku punktu pierwszego bez najmniejszej zadyszki. Skakanie gestem między pełnoekranowymi programami jest bez żadnego “ale” płynne i przyjemne.

Pięciominutowy film na MBA renderuję w jakieś pięć minut. Na tym moim pececie – ponad pół godziny.

5. Lepsza klawiatura i skróty

Do “innego alta” musiałem przywykać może kwadrans, potem było już z górki. Wielogodzinne pisanie w jednym programie (Scrivener) wspomaganym minimum dwoma innymi (powiedzmy Safari i Spotify) jest na MBA wygodna aż do przesady. Przez całe popołudnie jestem w stanie nie ruszyć nadgarstków nawet raz.

6. Klimat

Jest na świecie taki efekt, że jak się pozna np. nowe słowo to się potem je wszędzie słyszy. Mnie to spotkało z Makiem. Jak już go kupiłem i zacząłem używać to się znienacka zorientowałem jak wielu moich podziwianych profesjonalnie ludzi też ma *identyczne* modele.

Taka głupotka, ale bardzo przyjemna :-)

Jak wrażenia?

Jest idealnie. Co prawda odkryłem ostatnio śmieszny błąd konstrukcyjny wynikający z nieoddzielenia tylnego loga od matrycy ekranu (widać pod jaskrawe światło, na fotce powyżej), ale to akurat bardziej mnie rozbawiło niż wkurzyło :)

MacBook Air mid2013 to super sprzęt. Obsługuje się go szybko, wygodnie, bez zwis i zamuł. Trzyma albo wydajne siedem godzin albo oszczędne dwadzieścia. Pomimo miniaturowych możliwości obliczeniowych utrzymuje wielką grę w Civilization V na średnich i wysokich detalach z działającymi w osobnych oknach Safari i Evernote. Miałem bardzo precyzyjne kryteria zakupu i ten konkretny model spełnił je w 100%.

Nie wiem jak oni to tam w Cupertino zrobili, ale jestem pod wielkim wrażeniem.

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies