Bardzo kręta ostatnia prosta do Admiralette (szósty dzień WP)

 

Menu Wielkiej Premiery: Dzień 1 – super oferty Dzień 2 | Dzień 3 | Dzień 4 | Dzień 5 | Dzień 6 – ostatnia prosta | Dzień 7

Dziś chcę Ci trochę opowiedzieć o ostatniej prostej prac nad książką. To często pomijany aspekt, a wydaje mi się, że tak jak w większości branż na świecie – jeden z najważniejszych. Jak zwykła mawiać pewna moja znajoma: rzecz zrobiona w 99% to rzecz niezrobiona w 100% :)

Pewnego popołudnia, po nie wiem ilu draftach i “przejściach” przez książkę (zarówno w ciszy jak i na głos), po zmieleniu manuskryptu przez moich siedmiu beta Czytelników, po kolejnych poprawkach naniesionych już po tej zbiorczej redakcji wstałem od komputera, przesunąłem na bok stosy wydruków, zrobiłem sobie kawę i podszedłem do okna. I pomyślałem sobie: dobra, to już teraz będzie z górki.

Hehe.

Także tak.

Jakbyście kiedyś w trakcie podróży w czasie mijali wtedy mój blog to rzućcie mi w okno jakąś śniętą rybą, dla zasady ;-)

Moment skończenia manuskryptu w takiej wczesnej postaci to ekwiwalent wpłynięcia w zatokę z naprawdę burzliwego oceanu. Okej. Już się nie będzie roztrzaskanym, ale z drugiej strony do portu nadal zostało trzysta kilometrów sto sześćdziesiąt mil morskich w górę krętej rzeki. A wieje, oczywiście, ku morzu.

Przede wszystkim pojawiła się kwestia zadbania o profesjonalną redakcję i korektę. Współpracowałem tutaj z profesjonalistami z Wydaje.pl (nie jest to obowiązek, system wspiera też wgrywanie książek złożonych “po domowemu” co zawsze jest kwestią opcjonalną w kontekście self-publishingu).

Choć spotkałem się z głosami, że w dzisiejszych czasach redagowanie się i składanie samemu to już prawie standard…

Nie wiem.

Nie wydaje mi się, by to był taki super pomysł. Być może istnieją jednostki wybitnie uzdolnione i wtedy ich podziwiam :) ale w przypadku “Admiralette” chciałem mieć pewność, że daję odbiorcy coś dopracowanego i wartego jej czasu i uwagi. Skończony manuskrypt zaczął zatem fruwać w tę i z powrotem z coraz trudniejszymi pytaniami do odpowiedzenia w komentarzach.

W międzyczasie ruszył proces znajdywania okładki. Próbowałem oczywiście zrobić coś samemu, ale nie, to naprawdę nie jest przypadek, że pisarze rzadko kiedy robią sobie sami okładki :-) Na szczęście udzielanie się w paru społecznościach poświęconych opowiadaniu historii przedstawiło mnie ostatecznie cudownej Christine, której dzieło sztuki zdobi aktualnie front flotowego debiutu :)

Jej, pamiętam, że się strasznie stresowałem czekając na maila z plikiem, bo angielska wersja była wtedy dopiero na etapie copyeditingu i komunikowałem się z artystką wyłącznie przy pomocy luźnych opisów i pojedynczych fragmentów. Aż tu wreszcie AirMail zagwizdał i w rogu ekranu pojawiła się lakoniczna informacja o nowej wiadomości w konwersacji z Christine.

Klikam i robię najdłuższe “wooooooooow” w historii self publishingu :D

W toku rozmów z Tajemną Listą pojawił się też pomysł Wielkiej Premiery. Początkowo chciałem zrobić jeden fajny, wesoły dzień z jakimś konkursem, ale dosłownie w godzinę po uchyleniu tego pomysłu na newsletterze zacząłem dostawać prośby o coś więcej. Było parę głosów, żebym pojechał z książką na Pomorze. Była zwarta grupa, która chciała imprezę w Warszawie. Były nawet postulaty, bym zrobił live-streaming z czegokolwiek tam akurat miałem do roboty :-)

Ostatecznie najbardziej spodobała mi się argumentacja, że premiery to coś takiego, co się bardzo często widzi dopiero po sprawie, czyta w formie jakichś zamierzchłych relacji. Tak narodził się pomysł siedmiu osobnych wpisów, spośród których każdy opowiada pewną część opowieści o zmienianiu pomysłu o Flocie w fizyczny produkt, który przekazuję w ręce Czytelników. Siedmiu, by nawet osoba “wskakująca” na statek po paru dniach od startu nie czuła się wykluczona, że ominęło ją wszystko.

To był naprawdę dobry pomysł :) Dzięki, Tajemna Listo!

No i wreszcie ostatni aspekt przygotowań do premiery. Nieskończone gazyliony drobnych decyzji. Papier, okładka, czcionka, ustawienie pliku, brzmienie opisów, ustawienie opisów, czy info o sadze pod czy nad opisem, jak podzielić domeny, czy zmieniać adres e-mail, w jaki sposób zgrać plik, by nie sprawiał problemów. I jeszcze więcej. I razy sto.

Jej.

Nawet nie wiedziałem, że jest tam aż tyle rzeczy do osobnego, skrupulatnego zadbania. Oczywiście nie obyło się bez potknięć (np. większość linków na jestKulturze kierowała przez kwadrans do strony głównej Google, bo źle nadpisałem menu), ale ostatecznie sprawy się wygładziły i już jakoś poleciało.

Jesteś absolutnie najlepszym człowiekiem na świecie, że chciało Ci się mi w tym towarzyszyć i że spędziliśmy te dni na fajnych rozmowach :)

2. Nowe recenzje Admiralette!

Oprócz przedostatniej prostej Wielkiej Premiery mam też dla Ciebie drugą rundę cytatów z recenzji. Oryginały są każdorazowo podlinkowane, by można było bez problemu trafić do całości. Szczególnie podobały mi się teksty na Mediafunie (Admiralette została przyrównana do innych książek – AAAA! :D), Prowincji (autorowi nie spodobało się moje podejście do promocji a w jego opinii książka wybroniła się i tak!) oraz na Aspirującym Pisarzu (bardzo dobry podział trzy za / trzy przeciw).

To bardzo dziwne uczucie, widzieć własną książkę w zewnętrznych ocenach, takich jak sam sobie czasem czytam o książkach innych autorów :-)

Skończyłem niedawno czytać Admiralette i przyznaję bez bicia, że była to bardzo przyjemna lektura.

~ Maciej Budzich na Mediafun.pl

Tu nie ma tylko pierwszego i drugiego planu. Świat tętni życiem, a każda scena zaskakuje nas mnogością detali. Podobne skojarzenia budzi we mnie konstrukcja fabuły czy podział na trzy powiązane ze sobą głównymi wątkami części. Jeśli miałbym szukać tego klimatu to zamiast literackich odpowiedników wskazałbym którąś z animacji studia Ghibli.

~ Marcin Michno na NoLifeStyle.com

Nie chcę też zbyt dużo streszczać i opowiadać o książce, bo chcę cię do niej zachęcić. Na serio, warto. Czyta się szybko, napisana jest swobodnym, lecz bogatym językiem… idealna na leniwe wieczory.

~ Mikołaj i Anna Szykor na DookolaKultury.blogspot.com

Jeśli chodzi o wymiar immersyjności świata przedstawionego – książka niszczy. (…) do wzięcia jest bardzo solidne, przyjemne w odbiorze czytadło. W żadnym razie literackie arcydzieło, za to naprawdę dobra awanturnicza opowieść w sam raz na deszczowe lato czy wylegiwanie się z książką na plaży. Czekam na księgę drugą. Naprawdę czekam.

~ Michał Szymański na PROwincja.art.pl

Jeśli szukacie książki na wieczór, która przeniesie was do innych krain i oderwie od rzeczywistości – przeczytajcie Admiralette.

~ Łukasz Kotkowski na AspirującyPisarz.pl

3. Różne fajne rzeczy

Jeśli już masz książkę – skrobnij do mnie maila na czesc () andrzejtucholski.pl i pogadajmy.

Jestem ciekaw Twojej opinii :)

Jeśli nie masz jeszcze książki – tutaj czekają na Ciebie świetne oferty. W trakcie Wielkiej Premiery obowiązują spore zniżki, więc warto rozważyć zakup jakoś teraz. Wybierając papier ma się też pewność dostania kopii z pierwszego nakładu, jaki tylko opuści drukarnię!

[button size=”large” color=”red” style=”none” new_window=”true” link=”http://andrzejtucholski.pl/2014/admiralette-wielka-premiera-mojej-pierwszej-ksiazki/”]Bum szakalaka – super oferty![/button]

A jeśli masz ochotę na SUPER KONKURS – tutaj czeka na Ciebie tworzona wspólnie Oficjalna Ścieżka Dźwiękowa do Admiralette w dwóch różnych kategoriach nastrojowych. Już teraz większość zgłoszeń to absolutne mistrzostwo, ale obiecuję, że brakuje tam DOKŁADNIE Twojego typu! W końcu co to jest, trzy godziny playlisty. Przez trzy godziny to się nawet z Gdańska do Oceanu nie dopłynie. DUBLUJEMY! :-)

[button size=”large” color=”blue” style=”none” new_window=”true” link=”http://andrzejtucholski.pl/2014/marzenia-o-wielkiej-wodzie-trzeci-dzien-wielkiej-premiery-konkurs/”]Weź udział w muzycznym konkursie[/button]

Do zgadania w kolejnych wpisach!

Ciao,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Robię sporo rzeczy.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, jeden z moich podcastów, konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies