Aaron Sorkin – dlaczego tak późno go odkryłem?

 

Zauważyłem jakiś czas temu ciekawą zależność. Spośród moich ulubionych seriali prawie wszystkie dzielą pewną mało pożądaną cechę. Najpewniej zostały zdjęte przed końcem emisji z anteny, a nawet jeśli jakimś cudem się utrzymały to przynajmniej musiały w trakcie przejść przez organizacyjne piekło ciętych budżetów. 

Poważnie. Moimi dwiema ukochanymi produkcjami są Firefly i Twin Peaks. Na sezony, odpowiednio, drugie i trzecie niektórzy naprawdę zapaleni fani czekają, znowu odpowiednio, jedenaście i dwadzieścia trzy lata. To całkiem sporo.

Ale, to tylko dygresja.

Krótko o ważniejszym

W dzisiejszym odcinku Wielkich Pominiętych chcę się przyznać, że do niedawna nie miałem pełnego pojęcia, kim jest Aaron Sorkin. A jest to, moi drodzy, świetny dramaturg i scenarzysta. Wiedziałem wyłącznie o jego wkładzie w powstanie The Social Network. Umknęło mi natomiast, że stworzył serial The West Wing (Prezydencki Poker), uznawany przez wielu za najlepszą fabułę polityczną w historii telewizji.

Nie miałem jeszcze przyjemności sprawdzić tej opinii w praktyce, ale wiem, że to zrobię. Jakiś czas temu w naprawdę porządnej dyskusji poświęconej serialom na facebooku Jakuba Ćwieka nazwisko Sorkina pojawiło się wielokrotnie. Ludzie bez żadnego pardonu stawiali The West Wing nad House of Cards. Argumentacja niosąca te hierarchię nie miała żadnych luk.

Na Amazonie stoi takie cudowne pudło “Complete Edition” za blisko 40 funtów i planuję poważnie mu się przyjrzeć gdy tylko uda mi się odkuć po kupowaniu bliskim prezentów na Święta :D Celuję we wczesną wiosnę.

Trzymajcie kciuki!

Dłużej o nowszym

Nie mając zatem funduszy na sprawienie sobie gigantycznego pudła wypchanego płytami DVD postanowiłem zacząć moją świadomą przygodę z Sorkinem od czegoś nowszego. Stanęło na The Newsroom. To bardzo optymistyczny (czasem można powiedzieć, że “naiwny”, ale w ramach komplementu) serial opowiadający losy szlachetnej redakcji przygotowującej wieczorne wiadomości w dużej telewizji kablowej. Rolę prezentera – Willa McAvoya – gra fenomenalny Jeff Daniels. He’s on a mission to civilize.

Okazało się, że mam go w ofercie HBO Go i że niedawno domknięto drugi sezon. No dobra. Jako że zbliżała się sesja, zjadłem całość  w niecały tydzień. Bardzo mi się spodobała. Zacząłem wyczekiwać kontynuacji.

Pozwolę sobie teraz wrócić na moment do dygresji ze wstępu. Możecie zgadywać, jaka informacja poszła w Internet dosłownie w parę dni po moim dobiciu do bycia “na bieżąco” i polubienia fanpage’a serialu, by nie przegapić premiery trzeciego sezonu ;)

Owszem. Czwartego nie będzie.

Co się jednak okazało z innych artykułów – już drugi gnębiły problemy natury organizacyjnej. Trzeci powstał cudem. Do końca nie dawano twórcom pewności co do ilości odcinków. Budżet malał i malał a pisma od zarządu stacji podobno przyjemne nie były.

I powiem Wam, że dopiero oglądając te zrodzone w bólach odcinki zrozumiałem, z jak wytrawnymi twórcami obcuję. Aaron Sorkin i pracująca z nim ekipa uratowali *NAPRAWDĘ* źle traktowaną fabułę i stworzyli z niej serial, który obiektywnie, jest naprawdę dobry. Może nawet bardzo się podobać. Jak w moim przypadku.

A zarazem, równie obiektywnie, wiele wątków nigdy nie zostało domkniętych. Są spore niedopowiedzenia zakrawające o błędy logiczne lub niedopatrzenia w ciągłości wydarzeń. Charaktery postaci – w wyniku, jak podejrzewam, wycinania wielkich partii scenariusza – parę razy przeszły głębokie przemiany w obliczu mało istotnych, średnio przekonujących bodźców. W normalnych warunkach raczej nie jestem fanem podobnych niedoskonałości. Ale, z jakiegoś powodu, jestem fanem The Newsroom.

Podziwiam kunszt i elegancję z jakimi Sorkin pogodził się z faktem, że będzie musiał operować przy zepsutej, błyskającej jarzeniówce i po prostu zdecydował się wykonać swoją pracę tak dobrze, jak tylko pozwalają mu umiejętności. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak ciężko i przykro było zmieniać oryginalny, pełniejszy scenariusz w tę mniejszą, prostszą wersję znaną mi z ekranu komputera.

Jeśli lubicie tematy z pogranicza mediów, polityki i prawa a zarazem nie przeszkadza Wam okazjonalne “zajrzenie za kotarę” przy pomniejszych błędach wynikłych ze skracania produkcji to The Newsroom jest dla Was. To wciągający, świetnie prowadzony serial wart każdej poświęconej na niego godziny.

Przy czym: jeśli Sorkin był w stanie dać mi tyle radości czymś co nie jest, z braku innego słowa, “jakością oryginalną” to jak będzie podobało mi się The West Wing, zważywszy że tam w relatywnym spokoju wyprodukowano o wiele więcej odcinków?

Kurczę. Mam nadzieję, że szybko się przekonam :)

Ciao!,

Andrzej Tucholski

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Mam na imię Andrzej. Jestem psychologiem biznesu i strategiem od skuteczności, a także pisarzem i scenarzystą.

Znajdujesz się teraz na mojej stronie domowej, z której możesz przejść do bloga, YouTube’a, na jeden z moich podcastów, na konto na instagramie, a także znajdziesz tu zapis na newsletter i przejście do sklepu z moimi książkami i kursami.

Życzę dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies