Dlaczego najlepsze wokalistki z X Factora lub Voice of Poland mogłyby przegrać

 

Obejrzałem X Factora raz w życiu. RAZ. Ale za to skutecznie – od razu natrafiłem na dziewczynę, Agnieszkę, której głos i klimat pokochałem od pierwszej nuty. Tylko że po chwili pojawiła się obok tego uczucia myśl odrębna. Że są spore szanse, że jeszcze będę miał sporo szans o niej zapomnieć.

Podzieliłem się pierwszą częścią tej myśli na fejsie i dzięki Monice Kamińskiej szybko poznałem kolejne cudo. Tym razem z konkurencyjnego programu The Voice of Poland. Ciężko mi mówić, czy lepsze czy gorsze, na pewno trudniejsze ale zarazem równie piękne. Bohaterka numer dwa nazywa się Natalia. Zanim wyjaśnię o co mi chodzi, sami się przekonajcie, że mamy tutaj do czynienia z prawdziwymi gwiazdami.

Najpierw w głębi silna, pozornie delikatna, country-folkowa Agnieszka Czachor:

http://www.youtube.com/watch?v=ci-xRsMY2dU

(Link do Youtube)

A obok niej potężnie brzmiąca, silna i energetyczna Natalia Sikora:

(Link do Youtube)

Prognozowana droga do sukcesu

Powiedzmy, że każda z dziewczyn wygra swój program. Nie wiem nawet jakie są nagrody, ale podejrzewam, że jakiś czek + wydanie albumu. Wydają więc album. Trafiają do Empiku (może nawet z dopłatą na półkę bestseller, czemu nie, są dobre). Są też lansowane naklejką TVNu lub TVP1. Jeśli są ogarnięte to przekuwają ten start w zaproszenia do radia, prace nad kolejnym krążkiem, (niekwestionowanym mistrzem wykorzystywania telewizyjnego zwycięstwa do maksimum jest nadal Brodka, warto obserwować). Jadą też na jeden lub dwa festiwale.

Po dwóch latach wydają drugi krążek.

I kto się nim przejmie? Bo na pewno nie telewizja. Te programy promują *nowych* artystów. To nie to samo co oferowanie wieczystego wsparcia w – później – samodzielnych próbach wojowania rynku. Taka kolej rzeczy, że artysta musi się usamodzielnić.

Wytwórnia? A jak niby do mnie dotrze? Bo jeszcze się nie zdarzyło (nawet raz!) by którekolwiek z polskich wydawnictw kiedykolwiek przygotowało przemawiający do mnie (o ile w ogóle znajdujący drogę) komunikat. Nie radzą sobie w nowych mediach. Z druzgocącym skutkiem dla twórców, których targetem jesteśmy my, tutaj, ludzie z internetów :)

“Fani”? No… byłbym sceptyczny. Nie raz historia udowodniła, że szybki, telewizyjny sukces w życiowej skali bardziej ciąży niż pomaga. To chyba kwestia rozleniwienia twórcy. Ja jestem natychmiastowym fanem obu wokalistek, ale nie widzę nigdzie platformy, na której będę mógł wchodzić w personalną relację tylko z twórcą, bez dodatkowych otoczek.

Pytaniem pozostaje oczywiście poziom ambicji dziewczyn, ale skoro pojawiły się w dużych, komercyjnych programach to wydaje mi się, że chyba na niedobór marzeń nie narzekają :)

Slajdy z mojej prezentacji (Young Business Festival 2013 Gdańsk)

Slajdy z mojej prezentacji o budowie wizerunku & relacji w kulturze (Young Business Festival 2013 Gdańsk)

Co można było dodać?

Tytuł dzisiejszego wpisu jest oczywiście napisany z przekorą. Życzę obu dziewczynom jak najlepiej – są cudowne :) Ale widzę też, że robią CO MOGĄ by spieprzyć swoją karierę już na wejściu. Agnieszka ma jakiś fanpage (o ile to faktycznie jej), Natalia za to – przestarzałą stronkę na MySpace (również: o ile to jej, bo fanpage wygląda na programowy). Są też troooochę na Youtube (chociaż w imieniu Agnieszki wypowiada się tam studio, nie ona sama).

Można je zgooglować, nie można zacząć wymieniać swojego zainteresowania na zaufanie.

Może gdyby przegrały to trochę by im się spięły tyłki, że trzeba działać. Zwycięstwo, niestety, rozleniwia.

No, ale powiedzmy, że wygrywają swoje programy. Obie, a co nam szkodzi.

Wydają płyty. Skąd mam się o tym dowiedzieć ja, w pełni zakochany fan, skoro nie oglądam telewizji?

Skąd się dowiem, że będę grały koncert w Warszawie, skoro nie słucham radia?

Skąd się dowiem, że będą na festiwalu, jeśli przestałem śledzić ogłoszenia tego konkretnego?

Skąd się dowiem, że wydają nowy singiel, skoro nie mają prawdziwej strony internetowej, na którą mógłbym chociaż wpaść, skoro tak bardzo nie lubią się z socialem?

Właśnie, czemu nie prowadzą fachowego fanpage’a (jak Marika)?

Czemu nie oferują na swoich stronach (których nie mają ♥) newslettera (jak Lianne la Havas)?

Czemu nie ma ich demek na Hypemie, We Are Hunted i tak dalej?

Czemu nie lansują własnych hashtagów na Twitterze i Instagramie?

Czemu nie robią dziesiątek innych (DARMOWYCH) rzeczy, dzięki którym ich słuchacze mogli by spokojnie ewoluować w fanów, którzy z kolei mieliby zarówno platformę jak i jedzenie, by trwać przy swoim artyście oraz razem z nim odnosić wiele sukcesów, w tym komercyjnych?

Przecież regulaminy obu programów nie zabraniają żadnej z tych aktywności :)

Adnotacja

Aha, odpowiedź “bo nie wiedzą” jeszcze zniosę, wszystkie inne pomysły stały się wadliwe razem z nastaniem roku 2009.

Efekty

Mając takie systemy zamieniania zainteresowania w zaufanie mogłyby spokojnie generować więcej głosów niż do tej pory. Gdyby miały dedykowane koncerty – mogłyby wypełniać je prawie ekskluzywnie swoimi fanami (którzy przyprowadzali by znajomych, to się nazywa w internetach przejściem po grafie, czyli wzrostem). Mogłyby tylko dla tych fanów wydawać przynoszące spore pieniądze albumy lub single. Mogłyby tworzyć w życzliwym środowisku.

Apel

Agnieszko i Natalio – dajcie sobie pomóc. Nie jesteście sobie konkurencją, więc o to spokojnie. Piszę na serio.

Czytelnicy – jak macie z nimi jakiś kontakt to możecie podsyłać ;) Kto wie, może jednak chcą od swoich karier coś więcej niż (jednego) krążka pod patronatem programu rozrywkowego, który po roku o nich zapomni doszczętnie.

Nie mogę bezczynnie patrzeć, jak równie zdolni ludzie ze zwykłego braku informacji godzą się na odniesienie krótkiego, fajnego ale też i nie za wiele wartego (artystycznie długoterminowo) sukcesu, choć przy inwestycji jakichś… dwudziestu? może czterdziestu złotych mogliby zagwarantować sobie silną szansę na dalszą karierę, opartą już o oddanych, życzliwych i chętnych fanów.

Szczególnie, że mogą nadarzającą się okazję wykorzystać tak, że reszta idących sobie spokojnie “oddolnie” zespołów może tylko pomarzyć!!!

No nie mogę no :)

Keep tight,

Andrzej Tucholski

 

///

PS: Generalnie jeśli macie znajomych muzyków, którzy nie mogę się przebić (lub sami nimi jesteście) to zapraszam zarówno do subskrybowania tego bloga jak i – może nawet bardziej – followania mnie personalnie. Będę wkrótce ogłaszał coś SPECJALNIE dla twórców, którym trzeba mocy i ruchu :)

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies