Wszystko co należy wiedzieć o Portugalczykach – studenci (2/4)

 

Ostatnio opowiedziałem Wam jacy są Portugalczycy generalnie oraz co szczególnego można zaobserwować na temat młodych ludzi. Dzisiaj pokażę Wam jedynie studentów. Nie martwcie się jednak, będzie to opowieść odpowiednio wstrząsająca :)

W wielu krajach uczelnie wyższe stają się takimi “poważniejszymi liceami”. Zamiast projektów i zadań są prace domowe, zamiast poczucia odpowiedzialności i świadomego wysiłku – kartkówki. Jest to wina zarówno studentów (którzy często są na kierunkach, które mają głęboko gdzieś) jak i profesorów (którzy nie umieją unieść się ponad swoją dumną pozycję i po prostu odkryć pedagogikę na nowo).

Szczerze mówiąc, nawet u mnie na roku bardzo rzadko można usłyszeć “zajęcia” lub “uczelnia”. Są lekcje. Lekcje w szkole.

W Portugalii sytuacja też ma swoje zalety i wady. Tyle, że ciężko je jakkolwiek odnieść do naszych :)

Podejście

Jasne, że na zajęciach się przysypia a przed kolokwiami ogarnia ściągi z Wikipedii, ale jeśli już ktoś siedzi na danym wykładzie to prawie na pewno będzie przynajmniej słuchał. Studia są w Porto, hm, faktycznym źródłem wiedzy. Nie tylko generatorami papierków i teoretycznych umiejętności. Nawet na takich nieokreślonych spłuczkach jak zarządzanie (hej hej) lub przeróżne europeistyki zdarzają się spore grupy sensownie pracujących ludzi, którzy po prostu chcą coś osiągnąć.

Zajęcia

To większe zainteresowanie może mieć związek z systemem prowadzenia zajęć. Kierunki teoretyczne nadal lecą w całe taczki lektur, na moim miksie zarządzania i przedsiębiorczości we współczesnej Europie przez pięć miesięcy zajęć nie miałem w ręku ani jednej książki. Uczyli mnie prawie wyłącznie praktycy. Zajęcia obfitowały w setki pytań i wkręcania studentów (np. praca na biznesplanie, który gdy się wyzeruje to się nie zdało, bo cały system został tak zaprojektowany by w najlepszym przypadku grać na minimalną stratę).

Zaliczeniami były projekty badawcze . Profesorowie wykazywali szczerą ciekawość wyglądem konkretnych problemów/rozwiązań w Polsce lub na Łotwie. Jak gadałem na korytarzu ze stałymi studentami mojego uni to potwierdzali tę obserwację. Ich zajęcia to też jedna wielka praktyka okraszona okazjonalnym tłumaczeniem lub istotnym modelem.

Będę za tym podejściem strasznie tęsknił.

Styl

Ale, starczy już tych faktów i porównań. Pora na mięsko.

Większe zainteresowanie studentów może mieć raczej związek z ich całym kultem oraz wizualną tożsamością. Otóż w Portugalii studenci noszą szaty. Nie mundurki, nie krawaty, nie symbole. Szaty. Takie jak w Harrym Potterze. Na poły wierzchniej peleryny przyszywa się odznaki. Odznakę za przeżycie kocenia, odznakę za sesję bez poprawek, odznakę za udany pub-crawling, odznakę za najlepszą pracę teoretyczną, odznakę za zdany pierwszym poziom studiów, etc. Odznak jest masa.

Grywalizacja 100% :)

Kocenie

No, tylko że aby móc mieć szatę trzeba najpierw przeżyć kocenie.

Kocenie trwa od trzech do pięciu miesięcy Po parę godzin dziennie włącznie z weekendami (razem z planem zajęć dostaje się plan aktywności, hm, inauguracyjnych). Ma na celu tylko jedno – bezwzględne upokorzenie każdego jednego pierwszaka.

Pierwszacy noszą ogromne czapki z oślimi uszami, są regularnie mazani farbą, muszą nosić na szyjach girlandy z puszek po samodzielnie wypitych browarach, dostają po głowie ogromnymi łyżkami (tego akurat nie czaję), klęczą godzinami w pełnym słońcu na różnych placach, skandują hymny uczelni, odpowiadają na turbo-quizy związane z ich uczelniami (trochę jak tamta scena z egzaminem w The Social Network). Generalnie robią z siebie idiotów ile tylko wlezie.

A wszystko pod czujnym nadzorem seniorów.

Fotka w nagłówku przedstawia jakiś zwykły spacer, ale te poniżej są już z uroczystości wieńczącej proces kocenia. Uroczystość polegała oczywiście na skrajnym upokarzaniu pierwszaków od ósmej rano do późnych godzin wieczornych :)

Ciekawą kwestią jest to, że robiąc te zdjęcia napotkały mnie jedyne w trakcie wyjazdu nieprzyjemności związane z aparatem. Otóż przedstawicielstwo seniorów studenckich łaziło za mną dobry kwadrans tłumacząc m, że *nie podoba im się* moja obecność na tej uroczystości i chyba powinienem przestać celować obiektywem w ich studenckie zabawy.

Well… nope.

To ciekawe, że ten system nadal działa. Portugalia to nowoczesny kraj, bardzo tolerancyjny i otwarty na wszelkie formy równości. No ale, jak widać, nikomu to nie przeszkadza w półrocznym traktowaniu przyszłych studentów jako samobieżnych tarcz do rzucania śmietkami. Z jednej strony to podłe i pewnie by nie wytrzymało szerszej publicznej dyskusji. Z drugiej zaś…

To może niepopularne, ale trochę szkoda, że podobnej katorgi nie ma w Polsce (może jedynie bez tego klęczenia na placach, pls). Nawet będąc w ogólniaku dziwiłem się, dlaczego tak łatwo dostać się na studia wyższe i czemu wszyscy w mojej szkole traktują je jako coś oczywistego po maturze, choćby i mieli średnie na poziomie 2.4 i zero pojęcia, czego chcą od życia. Mamy potem zajęcia, na których profesor tłumaczy studentowi, po co im będzie potrzebny dany przedmiot w życiu.

Jest w tym coś smutnego. Zawsze preferowałem twardych (ale nie psychopatycznych) nauczycieli, u których samemu trzeba było odnaleźć wartość starań. Współczesny trend uczelniany zupełnie odchodzi od tej koncepcji. W sumie czekam na pierwsze nagłośnione przykłady rodziców, przychodzących do dziekanatu dlaczego ich córusia albo synuś czegoś nie zaliczyli. Tylko że z drugiej strony znam naprawdę niewielu wykładowców, którzy NAPRAWDĘ mają wizję, misję i nowoczesne podejście do stworzenia ze swojego poletka wiedzy ciekawego ale i wynagradzającego wyzwania.

A Wy jak sądzicie? Abstrahując od równie agresywnych form kocenia co portugalska, czy studenci powinni mieć wymagające testy sprawdzające ich faktyczną wolę nauki? Czy też “studia dla każdego” to dobry pomysł?

Keep tight,

Andrzej Tucholski


///

PS: Ostatni gwizdek na konkurs Heinekena! Go go go! :)

CO TO ZA MIEJSCE?

Cześć! Nazywam się Andrzej Tucholski i jestem psychologiem biznesu oraz strategiem od skuteczności. Zajmuję się wysokosprawczością.

Znajdujesz się teraz na moim wielokrotnie nagradzanym blogu. Prowadzę go od 2009 roku. Oprócz setek artykułów znajdziesz tu linki do mojego kanału na YouTubie, podcastu, a także komiksu na instagramie.

Życzę Ci dużo dobrego!

INFORMACJA

Żadnej publikowanej przeze mnie treści (blog, youtube, podcast, instagram, newsletter) nie można traktować jako profesjonalnej porady psychologicznej. Nie udzielam ich też przez mail.

W przypadku naglących problemów gorąco zachęcam do kontaktu z fachowcem – terapeutą lub psychiatrą. To profesjonaliści, którzy pół życia szykowali się właśnie po to, by dobrze pomóc potrzebującym. Warto skorzystać z ich usług!

© Andrzej Tucholski 2009-2022 Wszelkie prawa zastrzeżone | Projekt strony & wykonanie: Designum.pl | Polityka prywatności i cookies